W czarnej izbie

Chata przy ulicy Gliwickiej. W takich warunkach również mieszkali tarnogórzanie. Fot.: SMZT
Chata przy ulicy Gliwickiej. W takich warunkach również mieszkali tarnogórzanie. Fot.: SMZT

Jeszcze w okresie międzywojennym sporo tarnogórzan pomieszkiwało w warunkach znanych z czasów narodzin miasta gwarków. W jednej izbie w kilka osób

W 1913 roku Niemiec Karol Seidl, członek komisji planującej rozbudowę górnośląskich osiedli i dzielnic miast, pisał o mieszkaniowych potrzebach miejscowych z cywilizacyjną wyższością: „...jeszcze 10 lat wcześniej robotnik (…) nie wiedział, co robić z drugim pomieszczeniem mieszkalnym. Wisiały tam obrazy świętych, a na paradnych łóżkach nikt nie spał”. Te krytyczne uwagi pozwalały architektom niemieckim projektować w nowo wznoszonych budynkach kolonii robotniczych mieszkania o gorszym standardzie niż w Zagłębiu Ruhry.

W głębi Rzeszy zazwyczaj lokal dla robotniczej rodziny był o jeden pokój obszerniejszy. Hutnikowi, górnikowi czy kolejarzowi na Górnym Śląsku musiała wystarczyć mieszkalna kuchnia, a luksusem była przyległa do niej komórka. Dostęp do bieżącej wody lokator miał na korytarzu, co i tak było sporą wygodą, podobnie jak wspólne ubikacje na półpiętrze.

Takie warunki mieszkaniowe dla uboższych mieszkańców regionu obowiązywały także w okresie międzywojennym, zwłaszcza w części Górnego Śląska przyłączonej w 1922 roku do Polski. Kiedy Piotr Heda miejski budowniczy w tarnogórskim Magistracie rekomendował w 1928 roku władzom miasta wybudowanie komunalnej kamienicy przy ulicy Górniczej 40, najobszerniejsze mieszkanie składało się z kuchni, pokoju i komórki. Najwięcej było lokali jednoizbowych. W osławionej Kolonii Jedności Robotniczej dla bezrobotnych przy ulicy Szczęść Boże wybudowanej w Tarnowskich Górach w latach 30. XX wieku w jednym domku o płaskim dachu otoczonym ogrodem, mieszkały dwie rodziny. Każda zajmowała pokój z kuchnią i spiżarką. Wychodek znajdował się na podwórku. O łazience lokatorzy mogli sobie jedynie pomarzyć.

Jednak warunki zamieszkania w komunalnych lokalach jawiły się najemcom, wśród których byli kolejarze, górnicy, celnicy, urzędnicy, nauczycielki, i tak jako luksusowe. Wcześniej zamieszkiwali wspólnie z wieloosobową rodziną w pokoju z kuchnią w prywatnej kamienicy, względnie na poddaszu albo strychu. Zdarzały się przypadki pomieszkiwania w chlewikach, oborach i piwnicach. Alternatywą dla ubogich było zamieszkanie w przytułku w willi Klausy lub barakach zbudowanych przez Magistrat przy ulicach Górniczej i Nakielskiej.

Rzecz jasna standardy te nie dotyczyły co bardziej majętnych obywateli Tarnowskich Gór. Adwokaci, leśnicy, architekci, urzędnicy, maszyniści kolejowi, zawiadowcy stacji, pocztowcy, dyrektorzy i właściciele firm zamieszkiwali we wzniesionych dla nich przy ulicach Wyszyńskiego, Wyspiańskiego, Św. Jana wielopokojowych miejskich willach z łazienkami. Każdy dom otaczał ogródek. Trochę gorsze warunki panowały w ceglanych domkach budowanych za miastem przez zamożniejszych rolników, kupców, górników, kolejarzy. W budynkach z przelotowej sieni wchodziło się do dwóch pomieszczeń po obydwu stronach. Nierzadko w jednym lokum mieścił się sklepik. Dodatkowe pokoje znajdowały się na użytkowym poddaszu obok strychu.

W porównaniu do warunków, w jakich mieszkali pierwsi skromniejsi obywatele Tarnowskich Gór jeszcze sto lat wcześniej czy w początkach powstawania miasta gwarków, prywatne domki jednorodzinne wznoszone w międzywojniu świadczyły o postępie cywilizacyjnym. Wprawdzie będące wizytówką dla turystów piętrowe kamienice z podcieniami przy tarnogórskim Rynku miały imponującą ilość sklepów, piwnic, komórek i pokoi, ale należały do niezbyt licznych bogatych mieszczan czy szlachciców. W XVI wieku w chwili powstawania Tarnowskich Gór w śródmieściu stało około 200 obszerniejszych kamienic i tylko 50 chat górniczych. O ile zamożni mieszczanie mieszkali w obszernych pokojach należących do nich kamieniczek, to służba, komornicy, zwykli górnicy gnieździli się w ciasnych pokoikach i komórkach, niekiedy w oficynach.

Wspomniane chaty górników, początkowo drewniane, bardziej przypominały wiejskie chałupy z jedną izbą z paleniskiem i dostawioną obórką. Po wielkich pożarach miasta chaty te ze spadzistymi dachami lepione były już z kamieni i cegieł. Po obu stronach przelotowej sieni były pojedyncze pokoje, z reguły kuchnia i sypialnia. Domy z dwuspadowymi dachami wybudowanej w 1803 roku przy szosie do Starych Tarnowic Kolonii Wolność Górnicza po obydwu stronach sieni miały po dwa pomieszczenia oraz pojedyncze izby na użytkowym poddaszu. Na parterze zamieszkiwały dwie rodziny, podobnie jak na piętrze. Zatem standardem były mieszkania dwuizbowe oraz jednoizbowe. Pod koniec XIX wieku w związku z ponownym rozwojem górnictwa kruszcowego i hutnictwa w Tarnowskich Górach bogaci mieszczanie pobudowali reprezentacyjne eklektyczne kamienice czynszowe. Standard mieszkań w nich był bardzo zróżnicowany. Najobszerniejsze mieszkania wyposażone w łazienki na pierwszym piętrze zajmowali właściciele budynku lub majętni lokatorzy, natomiast ciasne pojedyncze klitki lub pokoje z kuchnią na wyższych kondygnacjach zamieszkiwali ubożsi najemcy.

Niekiedy świeżo przybyli ze wsi lub jednoizbowych chat górniczych lokatorzy zgodnie z wyniesionymi przyzwyczajeniami przebywali tylko w kuchni zwanej „czarnym pokojem”. Nawet na senny wypoczynek nie udawali się do „białego pokoju”, czyli sypialni, która stała się izbą ozdobną. Takie obyczaje ludności górnośląskiej stały się przyczyną złośliwych komentarzy urzędników rodem z Niemiec i wprowadzania na Górnym Śląsku gorszych standardów zamieszkania niż w zachodnich landach.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 92

Okładka Montes nr 92