Zniszczone linoleum w biurach Oficera Placu

Kamienicznik z ulicy Krakowskiej, który początkowo sporo zarobił, wynajmując wojsku lokal w swoim domu, po rezygnacji Komendy Garnizonu z dzierżawy długo starał się o zapłatę za uszkodzenia w pomieszczeniach

W imieniu Skarbu Państwa podpułkownik inżynier Jan Hackbeil, szef budownictwa wojskowego w Krakowie, podpisał 15 marca 1929 roku umowę z Leopoldem Michatzem, burmistrzem Tarnowskich Gór, na dzierżawę dla wojska lokalu przy ulicy Krakowskiej 10. Tarnogórski Magistrat wynajął w należącej do Franciszka Działacha kamienicy przy głównej ulicy miasta cztery pokoje, umywalnię, komórkę pod schodami, komórkę w podwórzu i ubikacje. Pomieszczenia te władze miasta przekazały na biura Oficera Placu, Oficera Przysposobienia Wojskowego i Kadry Instruktorskiej 11. Pułku Piechoty w mieście gwarków. Czynsz dzierżawny, 350 zł miesięcznie płaciło kamienicznikowi miasto, ale wojsko zwracało go Magistratowi w całości. Umowa najmu objęła okres od 1 stycznia 1929 roku do 31 grudnia 1931 roku. Możliwe wypowiedzenie dzierżawy wynosiło trzy miesiące. Opłaty za prąd i wodę uiszczał najemca, czyli wojsko.

Żadna ze stron umowy najmu lokalu nie miała żadnych zastrzeżeń aż do 4 października 1933 roku, kiedy to do biur Ofcera Placu przy ulicy Krakowskiej 10 zawitała komisja sanitarno-biologiczna. Kontrole lokalu polecił pulkownik Ludwik Samborski, dowódca 11. Pułku Piechoty w Tarnowskich Górach. Komisja w składzie: major Bronisław Bałaban, Oficer Placu, major doktor Longin Konachowicz, naczelny lekarz garnizonu, miejski budowniczy Wiktor Warzecha i Alojzy Konieczny, sekretarz starostwa, miała wiele zastrzeżeń do wyglądu i przydatności lokalu na biura Komendy Garnizonu.

Przede wszystkim uznała, że z powodu złego oświetlenia dziennego biura nadają się do pracy tylko przy sztucznym świetle. Z ubikacji oddzielonej od biur prowizoryczną ścianką drewnianą przedostawały się wyziewy, co obniżało powagę urzędu. Ogrzewanie żelaznymi piecykami pomieszczeń także było niezgodne z zaleceniami sanitarnymi, podobnie jak utrudnione przewietrzanie lokalu. Niewskazane ze względów reprezentacyjnych było ciemne, brudne wejście do biur, w dodatku pozbawione oświetlenia. Dawno niemalowane ściany miały ciemny i ponury wygląd. Z kolei bliskość restauracji na parterze oraz kina i hotelu na tym samym piętrze, gdzie znajdowały się biura, zwiększało ryzyko napadu i sabotażu. Wejście od podwórza przez okno do kancelarii umożliwiał dodatkowo kryty papą dach szopy i niezamurowane drzwi z hotelu „Polonia”.

Komisja uznała dalszy wynajem lokalu za niedopuszczalny z powodu bezpieczeństwa urzędu i zdrowia personelu. Komenda Wojskowa wypowiedziała najem lokalu i opróżniła go do 31 grudnia 1933 roku.

Nie zakończyło to jednak rozliczeń związanych z dzierżawą. Franciszek Działach, właściciel kamienicy już 12 grudnia 1933 roku zwrócił się do Wydziału Budowlanego Magistratu w Tarnowskich Górach o sprawdzenie stanu, w jakim pozostawiono opuszczony lokal. Kamienicznik miał pretensje zwłaszcza o wybicie 11 szyb w oknach i całkowicie zniszczone linoleum na podłogach biur. Zanim upłynął termin wypowiedzenia najmu 30 grudnia 1933 roku, do lokalu zajrzała kolejna komisja. Komendant Placu major Bronisław Bałaban, miejski budowniczy Wiktor Warzecha i sierżant Grela, podoficer kancelarii Komendy Garnizonu, sprawdzili wygląd biur. Odnotowali w protokole uszkodzenia i dziury w filarach okiennych i futrynach drzwiowych oraz stłuczenie dwóch szyb. Zniszczony był sufit w miejscu ścianki działowej oraz 25 m kw. linoleum. Brakowało czterech kluczy do drzwi, jednej klamki w drzwiach. Wybite było osiem szyb w oknach, uszkodzone dwa parapety okienne, dwa sedesy w klozecie i jedna muszla ustępowa.

Po opuszczeniu przez wojskowych lokal przy ulicy Krakowskiej 10 nie stał długo pusty. Zapobiegliwy kamienicznik wynajął pomieszczenia biurowe Powiatowemu Zarządowi Towarzystwa Polek w Tarnowskich Górach. Organizacja wyremontowała lokal i zażądała zwrotu 1332 złotych wydanych na naprawy. Franciszek Działach i jego żona Waleria domagali się takiej kwoty od tarnogórskiego Magistratu, który wynajmował biura dla wojska. Władze miasta przekazały żądania kamieniczników do Komendy Garnizonu. Wojskowi wyliczyli, że za zużyte w czasie normalnego użytkowania linoleum mogą zwrócić jedynie 125 zł. Po pertraktacjach trwających prawie dwa lata koszt renowacji lokalu Magistrat wycenił jedynie na 287 zł, z czego wojsko zapłaciło tylko 80 zł. Franciszek Działach zgodził się przyjąć takie odszkodowanie i zaliczyć kwotę na podatek budowlany. Nie zakończyło to jednak dalszych roszczeń kamienicznika, który domagał się jeszcze 352 zł od władz miasta, dowodząc, iż remont kosztował tysiąc złotych i zwrot powinien wynosić 640 zł. Nie odparł jednak argumentów Komendy Garnizonu, która dowiodła, że w lokalu, gdzie było biuro i magazyn z bronią i amunicją, rzeczą normalną było przesuwanie skrzyń i uszkodzenie linoleum. Najemcy mieli pełne prawo użyć lokalu na magazyn mundurowy i sprzęt sportowy. Dopiero w 1936 roku Franciszek Działach zrezygnował ze starań o dalsze odszkodowanie.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 91

Okładka Montes nr 91