Tarnogórski ośrodek rehabilitacyjny

Pięciokondygnacyjny pawilon mieszczący m.in. basen i salę gimnastyczną. Stan z listopada 2017 r.
Pięciokondygnacyjny pawilon mieszczący m.in. basen i salę gimnastyczną. Stan z listopada 2017 r.

CZĘŚĆ XX

Chociaż kontuzjowani górnicy przestali już być wyłącznymi beneficjentami ośrodka rehabilitacyjnego, to po trzynastu latach funkcjonowania placówki nadal stanowili spore grono pacjentów. Dlatego też nie powinien dziwić obszerny reportaż w branżowej prasie górniczej, jaki ukazał się w połowie grudnia 1973 r.

 

Autorką tekstu zamieszczonego w 24 numerze tygodnika „Górnik” była Monika Kwiatkowska. Jej zdaniem tarnogórski ośrodek rehabilitacyjny nie przypominał w niczym szpitala. Zresztą nie miał przypominać - człowiek, który uległ wypadkowi, miał tam znaleźć swój drugi dom. Dlatego pacjentom oszczędzano wszelkich trosk, np. dział socjalny załatwiał za nich zmianę mieszkania z usytuowanego na którymś piętrze na mieszkanie na parterze, a także wózek inwalidzki, protezy, czy składał podanie o rentę inwalidzką. Zdaniem autorki to nie był już szpital, lecz pałac zdrowia, miasteczko zdrowia, czy też kombinat zdrowia. „Gdy jego budowa dobiegnie do końca, będzie jednym z najwspanialszych pomników głębokiego humanitaryzmu” - pisała dziennikarka. Szerokie korytarze w pawilonach porównane zostały do promenad spacerowych, po których przechadzają się chorzy. Słowem, idealna idylla.

Pacjenci nie musieli się nawet obawiać smutnej szpitalnej ciszy, gdyż przy każdym łóżku osoba chora miała w zasięgu ręki gniazdko radiofonii przewodowej na słuchawki. Czytelnik mógł się z reportażu dowiedzieć, że w ośrodku będą pracować specjaliści z różnych dziedzin medycyny i nauk pomocniczych, w tym fizjolodzy czy cybernetycy. Na razie pracowało 3 profesorów i 6 docentów. Pomocą służył otwarty niedawno oddział reanimacji, a chorzy na astmę mogli korzystać z komory ciśnień. Imponować musiał basen kąpielowy z zamontowanym dźwigiem elektrycznym, który poruszał specjalnym pomostem transportowym. W ten sposób można było transportować do wody bezwładnych, czy też sparaliżowanych chorych.

Na ukończeniu była budowa pomieszczeń sauny i kręgielni. W planach kryte i otwarte baseny, kino na świeżym powietrzu, sala widowiskowa na czterysta miejsc. Niektóre zamierzenia przedstawione w reportażu okazały się po latach być wyraźnie oderwane od rzeczywistości. „Prawie gotowe jest duże boisko o wymiarach olimpijskich, na którym w przyszłości rozgrywać się będzie mecze międzynarodowe” - pisała autorka. Jak się okazało, przez kolejne dziesięciolecia nie rozegrano tam choćby jednego meczu eliminacji mistrzostw świata czy mistrzostw Europy w piłce nożnej.

Tygodnik „Górnik” zachwalał też efekty prowadzonej tu rehabilitacji zawodowej. Absolwenci miejscowej szkoły zawodowej w niczym nie ustępowali fachowcom w danej dziedzinie. Nie musieli szukać pracy, gdyż byli atrakcyjnymi pracownikami dla pracodawców, poszukujących takich osób jak oni. Być może działo się tak również dlatego, że rekrutację do poszczególnych zawodów usprawniały automaty do testowania zdolności ucznia do tego czy innego zawodu.

Dziennikarze odwiedzający tarnogórski ośrodek rehabilitacyjny znajdowali tam znakomitego rozmówcę w osobie dyrektora naczelnego, Józefa Juszki. Potrafił on w plastyczny sposób przekazać swoje wizje rozwoju placówki. W jednym z tekstów prasowych opublikowanych w październiku 1974 r. twierdził on wprost, że z Rept wyjeżdża się z poczuciem optymizmu oraz wiary w człowieka. Brzmiało to dziwnie, jeśli zważyć, że dotyczyło miejsca, w którym przebywali ludzie sparaliżowani, z amputowanymi kończynami, zawałowcy czy ofiary wypadków. Jednak po bliższym przyjrzeniu wyglądało to tylko na pozorną sprzeczność. Jakże mogło być inaczej, skoro ludzie w protezach obu nóg uczyli się tu nie tylko chodzenia, lecz jazdy konnej czy gry w koszykówkę. Jazda konna pozwalała im nabyć zmysłu równowagi i skracała okres nauki chodzenia w protezach.

Juszko stwierdził, że reptańska metoda rehabilitacji polegała na leczeniu całego człowieka, a nie tylko jego choroby. Należało więc chorego, który przeżył wstrząs psychiczny, wyciągnąć z depresji, wskazać cele życiowe, bo bez tego sama nauka korzystania z protez nie zda się na wiele. Dyrektor Juszko zapowiadał budowę oddziału gerontologicznego, gdzie jednym z zadań byłoby zarażenie człowieka nową pasją, jako sposobem na zwalczanie bezczynności emerytów. Dlatego też Juszko liczył na pomoc hobbystów, twórców czy ludzi sztuki.

W tle w dalszym ciągu trwała wielka budowa kolejnych pawilonów, a prace budowlane powoli dobiegały końca. Sześciokondygnacyjny pawilon C, który gotowy był do odbioru ostatecznego z końcem kwietnia 1974 r., przeszedł odbiór techniczny w dniach od 6 do 10 maja 1974 r.

W niecałe dwa lata ukończony został dwukondygnacyjny pawilon G. Roboty ziemne trwały od 7 do 22 grudnia 1972 r., fundamenty wykonano od 2 do 13 stycznia 1973 r., a malowanie przeprowadzono 10 czerwca 1974 r. Pod koniec października 1974 r. odbył się odbiór wstępny, a w listopadzie 1974 r. - odbiór zasadniczy. Dzięki temu od 1 listopada 1974 r. można było przekazać do użytkowania 120 łóżek, zajętych później przez oddziały neurologiczne.

Siedem lat minęło od momentu sporządzenia w 1968 r. projektu technicznego i kosztorysu do czasu ukończenia pięciokondygnacyjnego pawilonu D. Roboty ziemne podjęto tam 10 października 1970 r., tydzień później rozpoczynając fundamentowanie. W ostatnim dniu stycznia 1975 r. dokonano zaś ostatecznego odbioru budynku.

Jako ostatni doczekał się ukończenia pawilon H, liczący trzy kondygnacje. Odbiór instalacji centralnego ogrzewania, wodociągowej i kanalizacyjnej przeprowadzono w nim 20 czerwca 1975 r., a dziesięć dni później nastąpił odbiór robót budowlanych. Potem w kolejnych miesiącach prowadzono jeszcze roboty stolarskie.

Zakończenie zasadniczej części wielkiej budowy oznaczało jednocześnie zmianę funkcji byłej masztalerni. Od momentu oficjalnego otwarcia w grudniu 1960 r. tarnogórskiego ośrodka rehabilitacyjnego służyła ona jako budynek szpitalny. Do 1972 r. mieściła 120 łóżek chorych, potem już tylko 40 miejsc oddziału paraplegii. Ten ostatni w końcu w 1975 r. przeniósł się do jednego z nowych pawilonów, a dawna masztalernia służyła odtąd już tylko potrzebom Zakładu Rehabilitacji Przemysłowo-Zawodowej.

Dla ścisłości trzeba dodać, że nie był to jeszcze zupełny koniec inwestycji. W kolejnych latach dopiero miały zostać oddane do użytku np. blok mieszkalny dla pracowników przy ul. Stefana Okrzei, czy też 6 domków jednorodzinnych.

Wraz z oddaniem do użytku ostatnich pawilonów, tarnogórski ośrodek rehabilitacyjny utracił możnego patrona. Generał Jerzy Ziętek 11 czerwca 1975 r. ustąpił ze stanowiska wojewody katowickiego. Formalnie uczynił to na swoją prośbę, jednak w rzeczywistości doprowadził do tego I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach, Zdzisław Grudzień. Następcą Ziętka w fotelu wojewody został Stanisław Kiermaszek, były przewodniczący Prezydiów Powiatowych Rad Narodowych, najpierw w Wodzisławiu Śląskim a potem w Tarnowskich Górach. Stanowisko to piastował ledwie trzy lata, do czerwca 1978 r. Wprawdzie cieszył się opinią człowieka pozostającego w doskonałej komitywie z dyrektorem administracyjnym Górniczego Centrum Rehabilitacji Leczniczej i Zawodowej Stefanem Kaczmarkiem, jednak nie był aż tak zaangażowany emocjonalnie w pomoc tarnogórskiemu ośrodkowi rehabilitacyjnemu, jak Ziętek.

Odwołanie ze stanowiska wojewody nie było ostatnim posunięciem Zdzisława Grudnia, wymierzonym w Jerzego Ziętka. Pierwszy sekretarz katowickiego KW PZPR w listopadzie 1975 r. polecił wiceministrowi górnictwa, by podległe mu przedsiębiorstwo odebrało Komitetowi Budowy Centralnych Ośrodków Leczniczych dalszą budowę jednego ze szpitali górniczych w południowej części Katowic. Rozeźlony tym Ziętek 1 grudnia 1975 r. podjął decyzję o przekazaniu przez KBCOL prowadzonych budów innym podmiotom, które miały pełnić dalej funkcje inwestorów. Oznaczało to de facto postawienie KBCOL w stan likwidacji. Jedynie Górnicze Centrum Rehabilitacji Leczniczej i Zawodowej w Tarnowskich Górach miało w dalszym ciągu pozostać w gestii KBCOL, gdyż Rejonowa Dyrekcja Rozbudowy Miast i Osiedli Wiejskich w Tarnowskich Górach nie zgodziła się, by przejąć pieczę nad tą inwestycją. Dyrekcja tarnogórskiego ośrodka wnioskowała wobec tego, by KBCOL w dalszym ciągu prowadził prace. Tak też się stało.

Od 1975 r. generał Jerzy Ziętek miał znacznie mniejszy niż dotąd wpływ na losy ośrodka rehabilitacyjnego. Mógł za to w kolejnych latach w razie potrzeby korzystać z niego jako pacjent. Czekał tam na niego dwupokojowy apartament o podwyższonym standardzie w stosunku do tego, jaki był dostępny zwykłym pacjentom. W jednym z pokoi miał lodówkę, stół, dwa krzesła, stolik na telewizor i umywalkę. Naturalnie mógł też korzystać z telefonu. W pokoju wypoczynkowym była też przeprowadzana rehabilitacja, Ziętek miał do dyspozycji specjalne łóżko wyposażone w linki i bloczki. Nie korzystał za to z basenu.

Ziętek prawdopodobnie trzy razy przebywał w tarnogórskim ośrodku rehabilitacyjnym jako pacjent. Generał ze względu na nadwagę miał stany zwyrodnieniowe stawów. Jako anegdotę opowiadano, ze podczas pierwszego pobytu załamało się pod nim łóżku, wobec czego trzeba było wzmocnić jego konstrukcję. Ziętkiem opiekowała się masażystka Helena Giołda, a podczas spacerów towarzyszył mu dr Jan Janota oraz pielęgniarka Halina Brewczyńska.

Jednak nawet w trakcie pobytów rehabilitacyjnych Ziętek przyjmował ludzi przychodzących do niego ze swymi sprawami. Przychodzili do niego prości ludzie, szczególnie kobiety, w sprawach mieszkaniowych oraz pracowniczych. Niekiedy odwiedzali go powstańcy górnośląscy, albo osoby chcące podziękować za okazaną pomoc. Jerzy Ziętek, chociaż nie był już wojewodą, w dalszym ciągu pozostawał członkiem Rady Państwa - czyli kolegialnego organu władzy PRL, będącego odpowiednikiem nieistniejącego wówczas urzędu prezydenta Polski Ludowej. W rzeczywistości była to jednak funkcja właściwie głównie prestiżowa. Tym niemniej ustawiały się liczne kolejki przed drzwiami do pokoju Ziętka, a on starał się jak mógł interweniować w ich sprawach.

C.d.n.
Tomasz Rzeczyc

 

Okładka Montes nr 91

Okładka Montes nr 91