Więcej zajączków „na Zajączka”

Rozmyślania o Górnym Śląsku

W czas Świąt Wielkanocnych będzie o zajączkach, barankach i o starej i mrocznej legendzie

W zeszłym roku urlop spędzałem w Chacie na Końcu Świata w wiosce Paszków, w drewnianym domu z gankiem i werandą. Sprowadziła mnie tam chęć poznania terenów, na których toczy się akcja starej, XVI wiecznej legendy. Jest ona najlepszym przykładem twórczości ludowej na ziemi kłodzkiej. Powielana, mająca wiele wersji, była na Śląsku bardzo popularna. Dziś zauważyć można jej renesans.

W Kłodzku, winiarnię na rynku prowadził niejaki Vogelhannes, co na polski tłumaczylibyśmy jako Jasiek-Ptasiek. Nie wdając się w szczegóły: był istnym demonem za życia, nic więc dziwnego, że w takiego przeistoczył się po śmierci. Trzeba było pochować go we właściwym miejscu, zabezpieczonym stosownymi zaklęciami. Gdy ludzie eskortujący demona zastanawiali się nad miejscem pochówku, pojawił się nagle przed nimi biały zając i poprowadził ich dróżką, która dziś nazywa się Zajęczą Ścieżką. W miejscu, w którym równie nagle zniknął – na polanie Ptasia Łąka pochowano właśnie Jaśka Ptaśka. W pobliżu tej łąki wypoczywałem w otoczeniu zajączków, baranków i innych uciesznych stworzonek.

Skąd zające (nie króliki)? Przesympatyczni gospodarze hodują tam te sympatyczne futrzaki i można powiedzieć, że jest to ich podstawowe zajęcie. Po wychodowaniu zajączków w specjalnych warunkach i w setkach klatek, zostają one sprzedane. Czyż można wyobrazić sobie przyjemniejsze źródło dochodu? Wszystko wzięło się z potrzeby zapewnienia sobie utrzymania na autentycznej głuszy i z błyskotliwego kojarzenia faktów. W Polsce zajęcy jest za mało. Na 100 hektarów powinno ich być co najmniej 16, a jest ich z górą kilka. Popularny i pospolity niegdyś szarak z wolna stawał się gatunkiem na wymarciu. Państwo Lidia i Marcin postanowili włączyć się w akcję ratowania gatunku, spłacić dług przyrodzie za to, że przyjęła ich na swe łono i dała im szczęście. A że do obowiązków statutowych kół łowieckich należy „zasiedlanie” lasów zwierzyną, można na tej pożytecznej akcji zarobić. Po Polsce biega już 14 tysięcy wyhodowanych przez – głównie pana Marcina, zajęcy. To fakt, że widuję je coraz częściej. Niektóre jak gdyby kiwały do mnie łapką. Może to te, które w Paszkowie głaskałem? W tejże wsi przyjmuje gości „Zającówka” – gospodarstwo agroturystyczne mieszczące się w budynku przedwojennej szkoły imienia Hermana Stehra – w niej bowiem wybitny pisarz i poeta był nauczycielem. Nazwę gospodarstwo wzięło od faktu ukazania się przed maską samochodu jadących „na zwiady” przyszłych właścicieli ...zająca. Tu dodać trzeba, że państwa Lidii i Marcina a tym bardziej owoców przyszłej ich działalności, jeszcze w pobliżu – czyli na końcu świata, nie było.

Dlaczego – prócz nawiązania do symbolu świąt, o tym piszę. Po pierwsze, by dać znać czytelnikom, że co prawda rozmyślam o Górnym Śląsku lecz pasjami lubię podróżować i wędrować po Dolnym Śląsku. Ileż tam ciekawych, intrygujących, magicznych wręcz zakątków i historii. Także te współczesne – jak ta „zajączkowa”, zadziwiają i dowodzą, że na Dolnym Śląsku mieszka już pokolenie związane nie tylko z rodzinną ziemią lecz także z przypisanymi jej od wieków historiami, legendami, zwyczajami.

Jan Hahn

 

Okładka Montes nr 91

Okładka Montes nr 91