Kadry decydują o wszystkim*

Jeden z szefów tarnogórskiej bezpieki mawiał: Bóg rządzi światem, ja rządzę powiatem. Jednak wcale to nie były dobre rządy

W marcu 1955 roku podczas wykonywania w Miasteczku Śląskim służbowych obowiązków chorąży Stanisław Banasik, referent terenowy Powiatowego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego w Tarnowskich Górach, zwyzywał wulgarnymi słowami jedną z mieszkanek. Urażona kobieta złożyła pozew w Sądzie Powiatowym w Tarnowskich Górach, oskarżając funkcjonariusza o obrazę. Za ubliżanie kobiecie sąd skazał ubeka na 200 zł grzywny. Za niewłaściwe zachowanie referent dodatkowo musiał wytłumaczyć się 15 grudnia 1955 roku na zebraniu Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR.

W opinii zwierzchników Stanisław Banasik nie był najgorszym funkcjonariuszem i jego szef pisał o nim jako „o mniej słabszym pracowniku”. Zastrzeżenia dotyczyły tego, że Stanisław Banasik miał niskie wykształcenie, ukończył tylko cztery klasy szkoły powszechnej. Mimo chęci do pracy nie wywiązywał się właściwie z nakładanych obowiązków, którym nie mógł podołać. Nie uzupełniał wykształcenia. Znaczne trudności miał w redagowaniu pism. „Z agenturą pracuje prymitywnie” – pisał szef tarnogórskiej bezpieki o chorążym zatrudnionym w aparacie bezpieczeństwa od 1951 roku. Nie była to jedyna tak miażdżąca opinia o pracownikach PUBP, której kadry od samego początku były na bakier z prawem.

Dobre złego początki

Grupa operacyjna tworząca Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Tarnowskich Górach przybyła do miasta po wydaniu 21 stycznia 1945 roku przez ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza rozkazu nr 16 o tworzeniu struktur komunistycznej policji politycznej. Z powodu braków kadrowych składała się tylko z czterech funkcjonariuszy: Stanisława Wójcika, Karola Michenki, Tadeusza Pisza i Kazimierza Kunika, a nie jak większość grup z pięciu osób. Pierwszym szefem tarnogórskiego PUBP został Stanisław Wójcik. Po awansowaniu go do Warszawy jego miejsce w czerwcu 1945 roku zajął Karol Michenko. Dwa miesiące później po licznych nadużyciach został skazany przez katowicki Wojskowy Sąd Garnizonowy na karę śmierci. Nie lepiej potoczyła się kariera jego następcy Kazimierza Napory, który został zdymisjonowany w 1947 roku za pijaństwo i spowodowanie wypadku samochodowego. Bonifacy Pendziński, który był szefem tarnogórskiego PUBP najdłużej, od 1950 r. do 1954 roku, również nie zapisał się chlubnie w annałach bezpieki. Usunięty został z szeregów UB za pijaństwo, demoralizację personelu i nadużycia. Jego dymisja zbiegła się z przekształceniem PUBP w Powiatowy Urząd do spraw Bezpieczeństwa Publicznego.

Nie należeli do orłów

Pomimo zmian strukturalnych i usuwania złych funkcjonariuszy praca tarnogórskiej bezpieki nadal nie była oceniana zbyt wysoko przez zwierzchników. Złe zdanie o swoich podwładnych miał nawet szef tarnogórskiego PUds.BP. Por Julian Szota 2 stycznia 1956 roku w raporcie o stanie kadr scharakteryzował – najsłabszych jego zdaniem – pracowników. Spośród 22 zatrudnionych funkcjonariuszy negatywnie wyróżniło się czterech. Referent terenowy Mieczysław Wrona, młody pracownik, zatrudniony w bezpiece od trzech lat. Mimo pobytu na rocznym przeszkoleniu nie poczynił postępów w pracy operacyjnej. Choć był na wysokim poziomie intelektualnym i politycznym, nie umiał tego wykorzystać w pracy zawodowej. „Cechuje go zarozumiałość i lenistwo” – pisał por. Julian Szota. Kolejny referent Stefan Spera, pomimo pobytu na szkoleniu od trzech lat, był „bez iskry własnej inicjatywy, nie umie sam żadnej sprawy załatwić”. W rozmowach był na poziomie, bo miał spore wykształcenie, studiował na pierwszym roku Uniwersytetu Marksizmu i Leninizmu. „Perspektyw na przyszłość w pracy aparatu nie posiada” – scharakteryzował go szef tarnogórskiej bezpieki. Najdłużej w aparacie bezpieczeństwa od 1945 roku pracował referent terenowy Władysław Legutki, ale osiągnięć w pracy nie miał. „Założył dwie sprawy ewidencyjno-obserwacyjne”, bo miał do tego niechęć. W pracy z agenturą to informatorzy nim kierowali zamiast on nimi. Z powodu podeszłego wieku był też upośledzony na zdrowiu. Szef bezpieki złożył wniosek o zwolnienie go z UB.

Nie najlepsze zdanie miał także por. Julian Szota o pozostałych pracownikach, którzy byli na przeciętnym poziomie. Ich działanie było schematyczne i musiało im pomagać w pracy kierownictwo. Zadowalający był poziom polityczny kadr. Na sześciu szkoleniach partyjnych była bardzo dobra frekwencja a dyskusje odbywały się bez zastrzeżeń. Co tydzień w soboty funkcjonariusze przechodzili szkolenia, lecz nie stosowali wytycznych w pracy. Jak widać, kadry aparatu bezpieczeństwa w Tarnowskich Górach nigdy nie były na wysokim poziomie. Nawet kilka miesięcy przed likwidacją Urzędów Bezpieczeństwa funkcjonariusze nie pracowali w sposób zadowalający zwierzchników, którzy sami zresztą nie należeli do orłów.

Ryszard Bednarczyk
* Cytat z „wiekopomnych” myśli Józefa Stalina

 

Okładka Montes nr 89

Okładka Montes nr 89