Obrotny bezrobotny

Bezrobotny tarnogórzanin postawił w międzywojniu przy ulicy Gliwickiej kiosk, w którym handlował tytoniem i gazetami, ratując wielodzietną rodzinę przed nędzą

Feliks Hamerski zajmował w okresie międzywojennym wraz z wielodzietną rodziną mieszkanie w kamienicy przy ulicy Styczyńskiego 10. Miał na utrzymaniu żonę i pięcioro dzieci w wieku od 2 do 8 lat. Życie jego w czasie wielkiego kryzysu gospodarczego lat 30. XX wieku nie należało do najłatwiejszych, albowiem przez 2 lata był bez pracy. Utrzymywał siebie i rodzinę z Funduszu Bezrobotnych. Tygodniowo otrzymywał 9 kg chleba wartego 3,15 zł i 3,75 zł gotówki. Pieniądze te przeznaczał na mleko dla dzieci.

Mimo trudności materialnych Feliks Hamerski nie załamał rąk. Znalazł sposób na wyjście z nędzy. W piśmie wysłanym 24 stycznia 1934 roku do Komendy Policji Miejskiej w Tarnowskich Górach poprosił o zgodę na ustawienie kiosku u zbiegu ulic Gliwickiej i Starotarnowickiej. „Chcę sprzedawać wyroby tytoniowe i słodycze” – uzasadniał prośbę, do której dołączył szkic lokalizacji, zaznaczając, że zastosuje się ściśle do wskazówek podanych mu przez władze miejskie.

Sprawą ustawienia kiosku zajął się miejski budowniczy Wiktor Warzecha. Ze względu na przesłanianie widoku u zbiegu ulic zaproponował kiosk usytuować gdzie indziej, gdzie nie będzie „stanowił zagrożenia dla ruchu”.

Na posiedzeniu Magistratu 5 lutego 1934 roku urzędnicy nie zezwolili na ustawienie kiosku w niebezpiecznym miejscu, u zbiegu ulic Gliwickiej i Starotarnowickiej.

Uparty Feliks Hamerski zaledwie kilka dni po odmowie Magistratu zaproponował 27 lutego 1934 roku inną lokalizację kiosku. Postanowił skrócić sobie drogę do przyszłego miejsca pracy i zaproponował policji budowlanej postawienie kiosku w pobliżu jego miejsca zamieszkania, w narożniku ulic Styczyńskiego i Sienkiewicza. Jednak ze względów bezpieczeństwa i ten pomysł nie został zaakceptowany przez władze miasta. Wówczas Feliks Hamerski niezrażony odmowami 7 kwietnia 1934 roku zaproponował postawienie kiosku „przy słupie lampy” na połączeniu ulic Przemysłowej i Gliwickiej, gdzie znajdował się skwer i placyk. Tym razem opinia miejskiego budowniczego była pozytywna i Magistrat wydał zgodę na nową lokalizację kiosku.

W maju 1934 roku Feliks Hamerski przystąpił do ustawiania kiosku, występując równocześnie do Zarządu Policji Miejskiej o umorzenie zapłaty za uzyskanie pozwolenia budowlanego. Brakowało mu gotówki nawet na zapłacenie urzędowi 10 zł. „Znajduję się formalnie w nędzy” – przekonywał urzędników, którzy poszli mu na rękę i obniżyli opłatę o połowę.

Jeszcze w trakcie budowy kiosku Hamerski doszedł do wniosku, że na samej sprzedaży tytoniu wiele nie zarobi. „Dochód ze sprzedaży papierosów w moim kiosku nie da mi nawet minimum egzystencji, wahał się będzie w granicach od 1 do 2 złotych dziennie” – obliczył kioskarz. Dlatego poprosił o zgodę o poszerzenie kiosku na boki, co nie będzie hamować ruchu. Dzięki większej powierzchni zamierzał sprzedawać latem napoje: wodę sodową, lemoniadę i słodycze, co pozwoli mu więcej zarobić. Po otrzymaniu zgody na handel frykasami, Hamerski poszedł za ciosem i poprosił Magistrat także o zgodę na sprzedaż prasy. „Nadmieniam, że gazety będę sprzedawał polskie” – wyjaśniał polskim władzom miasta kioskarz. Zezwolenie po takiej deklaracji otrzymał bez problemów.

W kiosku usytuowanym według opisu urzędników przy wejściu do willi Klauzy rozpoczął regularny handel 1 czerwca 1934 roku. Dochody kioskarza dla potrzeb podatkowych zostały dokładnie ustalone na podstawie informacji z Monopolu Tytoniowego. W 1937 roku Feliks Hamerski zarabiał miesięcznie 100 zł. Magistrat ustalił opłatę roczną dla jego kiosku na rok 1938 i 1939 w wysokości 20 zł. Kioskarz, mimo że – jak sam napisał do urzędników – jego „dzieci wciąż wołały chleba” uiszczał opłatę bez szemrania aż do wybuchu wojny.

Paweł Bednarek

 

Okładka Montes nr 89

Okładka Montes nr 89