Wyszynk tylko za zezwoleniem

Hotel Wolne Miasto Górnicze – pocztówka z 1913r. Pocztówka ze zbiorów Beaty i Jacka Kalke w: Krzysztof Gwóźdź, Zofia Krzykowska, Tarnowskie Góry na dawnej pocztówce, 2004r.
Hotel Wolne Miasto Górnicze – pocztówka z 1913r. Pocztówka ze zbiorów Beaty i Jacka Kalke w: Krzysztof Gwóźdź, Zofia Krzykowska, Tarnowskie Góry na dawnej pocztówce, 2004r.

Praca tarnogórskich restauratorów w międzywojniu wcale nie była usłana różami. Ciągle borykali się z kontrolami władz i obostrzeniami dotyczącymi wyszynku. Zmorą była ustanawiana godzina policyjna

Starszy posterunkowy Teofil Mańka z Posterunku Oficerskiego Policji Województwa Śląskiego w Tarnowskich Górach złożył 24 kwietnia 1937 roku oficjalne doniesienie do tarnogórskiego Starostwa na restauratora Franciszka Działacha. „Obwiniony dnia 23 kwietnia 1937 roku o godzinie 22,45 wyszynkował w swojej restauracji napoje alkoholowe, nie posiadając na to zezwolenia, przez co przekroczył godzinę policyjną” - pisał funkcjonariusz, zawiadamiając równocześnie, że restaurator „usprawiedliwiał się tym, że wniosek o zezwolenie wysłał do Starostwa, ale odpowiedzi nie otrzymał”.

Franciszek Działach, syn Teofila i Karoliny urodzony 1 stycznia 1869 roku w Strzemieszycach, był właścicielem kamienicy przy ulicy Krakowskiej 10, gdzie prowadził od 1922 roku restaurację „Polonia” i hotel. Jego kłopoty z wyszynkiem wynikały z obowiązujących początkowo w województwie śląskim jeszcze pruskich przepisów wydanych 1 lipca 1904 roku przez Prezydenta Rejencji Opolskiej. Dopiero od

11 października 1932 roku stare ustawy zastąpiono nowymi ogłoszonymi w Dzienniku Ustaw Śląskich. Jednak nadal zezwolenia na sprzedaż alkoholu udzielał Wydział Skarbowy Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Wprawdzie Franciszek Działach otrzymał w 1928 roku zezwolenie nr 2801 z Urzędu Skarbowego Akcyz i Monopolów Państwowych w Katowicach oraz od tarnogórskiego burmistrza. Nie oznaczało to jednak dla niego pełnej swobody wyszynku.

Napoje wyskokowe do białego rana

Co roku restaurator musiał wystarać się w Zarządzie Policji Miejskiej o zgodę na otwarcie lokalu w nocy do określonej godziny. Za zezwolenie właściciel płacił początkowo

50 zł tzw. opłaty stemplowej, zmniejszonej o połowę od 1932 roku po wejściu w życie przepisów autonomicznego województwa śląskiego. W szczególnym przypadku możliwa była zgoda na przedłużenie pracy lokalu. Każdorazowe, jednorazowe przesunięcie godziny policyjnej kosztowało dodatkowo 3 zł opłaty administracyjnej. Przekroczenie czasu sprzedaży napojów wyskokowych groziło grzywną. Skrzętnie wykorzystał to w 1937 roku posterunkowy, wykazując saię przed przełożonymi sumiennością w wykonywaniu obowiązków, niewiele przy tym szkodząc hotelarzowi.

Restauracja „Polonia” począwszy od 1930 roku była bowiem czynna codziennie do godziny 2. w nocy. Jedynie sylwestrowa zabawa trwała do godziny 4 rano, na co restaurator otrzymał stosowne zezwolenie władz. Z powodu występów artystycznych w restauracyjnej sali od 1. do 3. lutego 1932 roku „Polonia” czynna była do godziny 3. rano. O godzinę dłużej restauracja czynna była 25 i 27 lutego 1933 roku, także przyczyną były występy artystów. Wynika z tego, że przedłużenie godzin pracy lokalu nie nastręczało właścicielowi problemów.

Dla własnej wygody restaurator za zgodą Urzędu Skarbowego wyznaczał często prawnych zastępców „w wykonywaniu detalicznej sprzedaży napojów alkoholowych z prawem wyszynku”, o czym powiadamiał tarnogórski Magistrat. Właścicielami wyszynku byli w restauracji „Polonia” w 1932 roku Władysław Szczupakowski, Wincenty Kampa w latach 1933-1934, później Rudolf Rothaug. Szynkarze sami musieli starać się w urzędach o wydłużenie pracy lokalu.

Sprzedaż alkoholu była na tyle dochodowa, że Franciszek Działach postarał się 10 września 1935 roku o zgodę Urzędu Skarbowego na wyszynk wódki w zamkniętych naczyniach na wynos. Ta ekspansja handlowa zwróciła uwagę władz na działalność restauratora. Na wniosek starostwa tarnogórska policja zmuszona była wydać opinię polityczną o Franciszku Działachu. „Wymieniony w tutejszych rejestrach karnych nie figuruje. Pod względem moralnym prowadzi się wzorowo, jest Polakiem, pod względem politycznym jest zwolennikiem stronnictw prorządowych” - opiniowali funkcjonariusze.

Dla dobra hotelowych gości

Na swoją dobrą opinię restaurator powoływał się często w późniejszych kontaktach z tarnogórskim magistratem i starostwem. Pisał przykładowo w kolejnych podaniach, że „każdy społeczny obowiązek nałożony przez władzę wypełnia, chociażby nawet był i ciężki”. Argumentu tego użył Franciszek Działach, gdy domagał się w 1936 roku ustalenia godziny policyjnej dla swojego lokalu na godzinę 3. rano. Prośbę swoją uzasadnił następująco „w hotelu bardzo często odwiedzają mnie goście przyjeżdżający ostatnim pociągiem w nocy i niejednokrotnie zdarza się, że zmuszony jestem wypraszać gości z lokalu przed upływem godziny policyjnej. Goście wiedząc, że godzina policyjna kończy się już o godzinie 3. - dobrowolnie by opuszczali lokal. Nie musiałbym ich wypraszać, co ujemnie wpływa na interes”. Władze poszły restauratorowi na rękę i miał prawo w 1937 roku prowadzić wyszynk do godziny 3. rano. Co i tak nie zadowoliło hotelarza, który 13 grudnia 1937 roku domagał się zezwolenia na otwarcie restauracji do godziny 4 rano. „Zmuszony jestem obsługiwać mych gości zamieszkałych w moim hotelu po godzinie 3. rano, dlatego że przyjeżdżają ostatnim pociągiem” - przekonywał urzędników, którzy ulegli jego presji. W ostatnich latach przed wybuchem II wojny światowej restauracja i cukiernia w hotelu „Polonia” oraz „Cafe-Club” przy ulicy Krakowskiej 10 czynne były do białego rana.

Z podobnymi problemami borykał się także drugi tarnogórski hotelarz. Maksymilian Jany, właściciel Hotelu Wolne Miasto Górnicze mieszczącego się w kamienicy przy ulicy Lublinieckiej 1, miał zezwolenie na wyszynk nr 2292 wydane przez Wydział Skarbowy Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach 31 grudnia 1927 roku. Alkohol mógł sprzedawać do godziny 1 w nocy. Restaurator jako właściciel hotelu także starał się wielokrotnie o przedłużenie godziny policyjnej ze względu na przyjezdnych do hotelu gości. Restauracja połączona była z hotelem w jedno przedsiębiorstwo. Na ogół Max Jany nie miał kłopotów z wydłużeniem czasu pracy lokalu, który za zgodą starosty czynny bywał z okazji sylwestrowych zabaw nawet do godziny 4. rano.

W ostatnim roku przed wybuchem II wojny światowej restauracja Hotel Wolne Miasto Górnicze czynna była codziennie do godziny 2. w nocy.

Kelnerki za zgodą policji

Jednak Zarząd Policji Miejskiej w Tarnowskich Górach miał innego rodzaju zastrzeżenia do restauratora. Z pisma skierowanego 18 listopada 1931 roku z Zarządu Policji Miejskiej w Tarnowskich Górach do Maksymiliana Janego wynikało, że restaurator łamał – podobnie jak inni właściciele tarnogórskich lokali gastronomicznych – ustawę wydaną przez rząd Rzeczypospolitej Polskiej 21 marca 1931 roku o ograniczeniu sprzedaży i podawaniu napojów alkoholowych. Wraz z upomnieniem władze miejskie przypominały Maksowi Janemu o zakazie podawania alkoholu w dni świąteczne od godziny 6. do 14. Wódki nie można było też serwować nietrzeźwym, nieletnim do lat 20 i „uczniom bez względu na wiek”. Zapłatą za alkohol nie mogło być zboże i wytwory gospodarstwa wiejskiego oraz wykonanie pracy.

Uwagi dotyczyły również zatrudniania w lokalu służby żeńskiej. Przyjęcie do pracy kobiety musiało być zgłaszane na policji, na zaangażowanie kelnerki poniżej 18. roku życia potrzebna była zgoda policji. Do Magistratu zgłaszać trzeba było wiek, miejsce urodzenia, stan cywilny, miejsce zamieszkania, poprzednią pracę kobiety zatrudnionej do obsługi klientów w restauracjach, kawiarniach, wyszynkach i hotelach. Za niestosowanie się do przepisów groziło odebranie koncesji na sprzedaż alkoholu lub ograniczenie godziny policyjnej.

Do właściciela Hotelu Wolne Miasto Górnicze władze nie miały jednak żadnych zastrzeżeń, o czym świadczyła opinia wysłana 21 grudnia 1937 roku do Starostwa Tarnogórskiego. Jan Wolny, komendant Posterunku Oficerskiego Policji Województwa Śląskiego w Tarnowskich Górach napisał: „Jany Maksymilian jest obywatelem polskim narodowości niemieckiej. Politycznie się nie angażuje. Moralnie zachowuje się nienagannie. Do lokalu Janego uczęszczają tylko lepsi goście. Godziny policyjnej nie przekracza i utrzymuje wzorowy porządek”. Z taką rekomendacją nic nie stało na przeszkodzie dalszej działalności restauratora.

Być albo nie być dla małych knajpek

Ustanawianie godziny policyjnej było dokuczliwe dla restauratorskich potentatów, ale nie zagrażało istnieniu ich lokali. Natomiast dla restauratorów prowadzących niewielkie knajpki czas wyszynku decydował niekiedy o ich bycie. Z tego powodu walkę o przedłużenie godziny policyjnej toczył z władzami Antoni Niewieś, który prowadził przejętą od Adolfa Klimy niewielką restaurację w budynku przy ulicy Legionów 15. Restaurator mógł początkowo prowadzić sprzedaż napojów alkoholowych do godziny 23. Jednak już w piśmie do Zarządu Policji Miejskiej z 24 listopada 1936 roku Antoni Niewieś poprosił o ustalenie godziny policyjnej w jego lokalu do północy. Rok później wysłał identyczne w treści pismo. W obydwu przypadkach przekonywał władze, że „właśnie w godzinach wieczornych mam najwięcej gości w moim lokalu i w tym czasie mam największy dochód, przeto proszę jeszcze raz uprzejmie o uwzględnienie mojej prośby”

Osobistą zgodę burmistrza Fryderyka Antesa na otwarcie knajpki do północy otrzymał, lecz dopomogła mu w tym nienaganna opinia. „Zachowanie się Niewiesia pod względem moralnym jest dobre, sądownie karany dotychczas nie był, zaś pod względem politycznym zaliczany jest do obywateli narodowości polskiej.” - napisał ówczesny burmistrz tarnogórski. Dodatkowym atutem restauratora była jego propolska postawa polityczna. „Wymieniony brał udział w powstaniu wielkopolskim i zasługuje w całej pełni na uwzględnienie jego prośby” - opiniował Fryderyk Antes. Po takiej rekomendacji Antoni Niewieś mógł prowadzić wyszynk do północy także w kolejnych latach aż do kampanii wrześniowej.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 88

Okładka Montes nr 88