„Radca” o proniemieckim nastawieniu

O podejrzanych kontaktach znanego w mieście gwarków adwokata, tarnogórska Służba Bezpieczeństwa dowiedziała się dzięki obywatelskiej informacji. Tak nazwany został zwykły donos, przypuszczalnie kogoś ze środowiska prawników, który z jakichś powodów miał na pieńku z obrońcą

Z informacji donosiciela wynikało, że w mieszkaniu Jana J. w willi przy ulicy Wyspiańskiego schodzą się osoby o zapatrywaniach proniemieckich. Prawnik udzielał im w prywatnym mieszkaniu - co było niezgodnie z etyką zawodową - porad na temat przepisów obowiązujących w Republice Federalnej Niemiec. Do adwokata przyjeżdżali mieszkańcy województw opolskiego i olsztyńskiego oraz goście z Niemiec. Pobyt w domu prawnika przybysze „starali się konspirować”. Samochody, którymi przyjeżdżali, parkowali na sąsiednich ulicach, mimo braku zakazu postoju na ulicy Wyspiańskiego. Z niektórymi adwokat rozmawiał po niemiecku, z czego bezpieka wyciągnęła wniosek, że jest zapatrywań proniemieckich.

Z inicjatywy majora Zbigniewa Chmielewskiego ze Służby Bezpieczeństwa w Tarnowskich Górach, 23 sierpnia 1973 roku wszczęta została sprawa operacyjnego rozpracowania Jana J. opatrzona kryptonimem „Radca”. Chodziło o sprawdzenie, czy w willi obrońcy nie była organizowana wroga, względnie przestępcza, działalność rewizjonistyczno-odwetowa.

Jan J. urodzony 27 czerwca 1914 roku we Wrocławiu, był synem inżyniera kolejowego i przewodniczącego międzywojennej Rady Miejskiej w Tarnowskich Górach. W 1936 roku ukończył prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. W latach 1938-1939 odbył służbę wojskową w pułku piechoty Obrony Narodowej. Podczas okupacji Jan J. przebywał w Sanoku, gdzie konspirował w Armii Krajowej. Po wojnie przez 10 lat pracował jako radca prawny w Powiatowej Spółdzielni Spożywców w Tarnowskich Górach. Następnie został adwokatem w tarnogórskim Zespole Adwokackim.

Żona Jana J. Róża pracowała jako kosmetyczka w WSS „Społem”. Mieli trzy córki. W Niemczech po wojnie zamieszkał jego brat Józef, a w Austrii siostra Eleonora. Adwokat korespondował z rodzeństwem, dlatego jednym z pierwszych posunięć bezpieki była kontrola jego listów zagranicznych.

Do inwigilacji adwokata wykorzystani zostali także Tajny Współpracownik SB o kryptonimie „Asesor” oraz Kontakt Operacyjny Andrzej D., pracownicy sądu w Tarnowskich Górach. To Andrzej D. zwrócił uwagę bezpieki, że Jan J. miał problem z rozliczeniem się z tego, co robił podczas wojny, w związku z czym miał nawet kłopoty z przejściem do pracy w adwokaturze. Jednak z opinii przysłanej z posterunku Milicji Obywatelskiej w Sanoku wynikało, że tamtejsi funkcjonariusze nie znaleźli żadnych informacji kompromitujących „Radcę”, bo nikt o jego nazwisku nigdy nie pracował w sanockim sądzie.

Dzięki donosom TW „Asesora” bezpieka dowiedziała się o spotkaniu 31 stycznia 1975 roku Jana J. z byłym pracownikiem ZUS Jerzym P., który mieszkał przy ówczesnej ulicy 22 Lipca, i starał się o odszkodowanie za pracę okupacyjną w Niemczech. Jan J. pomagał mu odszukać świadka, który pracował w magazynie w Hanowerze. Do inwigilacji wmieszany został także redaktor tygodnika „Gwarek”, który napisał artykuł krytykujący poczynania kierowniczki punktu usługowego „Praktycznej Pani” przy ulicy Piastowskiej, którego szefową była żona „Radcy”. Po opublikowaniu tekstu, oburzony krytyką małżonki adwokat zagroził nawet pozwem sądowym, ale do sprawy o zniesławienie nie doszło. Mimo to redaktor chętnie opowiadał „Asesorowi”, że w czasie wojny adwokat pisał swoje nazwisko w zniemczonej wersji i rzekomo ktoś widział jego zdjęcie w mundurze SA zrobione na schodach tarnogórskiego ratusza podczas wojny. Jednak dziennikarz nie miał co do tego pewności.

TW „Asesor” podążył tym tropem i w rozmowie z właścicielką tarnogórskiego „Foto Studio Adamek” dopytywał o osoby na zdjęciach z czasów wojny. Jednak nie odnalazł na nich Jana J. Co nie powinno dziwić, gdyż w tym czasie mecenas przebywał w Sanoku, gdzie konspirował w Armii Krajowej, co skrzętnie ukrywał przed bezpieką.

Prawie trzyletnia inwigilacja Jana J. nie doprowadziła Służby Bezpieczeństwa na żaden ślad działalności antypaństwowej. Owszem adwokat pomagał petentom pisać podania o odszkodowania, renty i zezwolenia na wyjazd do Niemiec, sam jednak wyemigrować nie zamierzał. Powodziło mu się bowiem dobrze: wybudował dwa domki dla siebie i córki, a trzeci sprzedał. Dlatego esbecy pisali w jego charakterystyce: „Figurant jest osobą chciwą, dąży do zarobienia pieniędzy. Przyjmuje postawę malkontencką i nietowarzyską, przez co był niezbyt lubiany przez otoczenie”. To nie mogło być podstawą do oskarżenia Jana J. o wrogą działalność. Sprawa jego operacyjnego sprawdzania zakończona została przez bezpiekę 7 listopada 1976 roku.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 87

Okładka Montes nr 87