Pokrzywdzony restaurator z ulicy Zamkowej

Dopiero po wielu odwołaniach do władz Franciszek Wilim mógł prowadzić w swojej restauracji, gdzie zebrania miały niemieckie chóry, wyszynk do północy

Lokal gastronomiczny przy ulicy Zamkowej 8 obok Targu Ziemniaczanego założył w latach 70. XIX wieku Albert Panofsky, Żyd należący do władz tarnogórskiej gminy izraelickiej. Restauracja od 1876 roku była własnością Komitetu Mężów, organu nadzorującego działalność Izraelickiego Związku Panien. Albert Panofsky, który był w 1904 roku członkiem Kolegium Reprezentantów tarnogórskiej gminy żydowskiej, miał z żoną Antonią z domu Silbermann, syna Ottona, urodzonego 15 marca 1877 roku. Otton był później właścicielem apteki „Pod Eskulapem” przy ulicy Krakowskiej 7. W 1921 roku Otton sprzedał aptekę Walentemu Sojce i 30 styczniu 1922 roku wyjechał wraz z żoną Emertyną z domu Bloch i synem Franciszkiem, urodzonym 4 października 1917 roku, do Berlina.

Gospoda przy ulicy Zamkowej 8 założona przez Alberta Panofsky’ego, nazwana „Gościńcem dla Odpoczynku”, już wcześniej w 1911 roku przeszła w ręce Józefa Gajowczyka i Jana Bonczka. W okresie międzywojennym właścicielem lokalu został Franciszek Wilim, który wprawdzie nie pochodził z Tarnowskich Gór, bo przyszedł na świat 19 sierpnia 1878 roku w Jeżowej jako syn Mikołaja i Joanny z domu Pruski, jednak w międzywojniu był już zasiedziałym mieszkańcem miasta gwarków. Restaurację w lokalu przy ulicy Zamkowej 8 prowadził na podstawie koncesji nr 2149 wydanej mu 29 grudnia 1928 roku przez Wydział Skarbowy Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, co uprawniało go do sprzedaży alkoholu.

Kelnerki tylko pełnoletnie

Ograniczeniem dla wyszynku były dla restauratora jedynie przepisy ustawy z 21 marca 1931 roku, w myśl których nie mógł w lokalu podawać wódki ani piwa nieletnim do lat 20. oraz uczniom bez względu na wiek i osobom nietrzeźwym. Sprzedaż alkoholu zakazana też była w dni świąteczne w godzinach od 6 do 14. Zapłatą za wódkę nie mogły być wytwory gospodarstwa wiejskiego, zboże i wykonana praca. Do urzędu musiał także zgłaszać dane zatrudnianego personelu żeńskiego. Wyłącznie za zgodą policji w restauracji mogły pracować kobiety poniżej 18. roku życia. Za niestosowanie się do przepisów groziła utrata koncesji lub skrócenie godziny policyjnej.

Właśnie ustanawiana przez tarnogórski Zarząd Policji Miejskiej godzina policyjna była największą zmorą dla restauracji Franciszka Wilima. Władze ustaliły w 1930 roku, że alkohol w swojej restauracji przy ul. Zamkowej 8 właściciel może sprzedawać jedynie do godziny 23. Restaurator uparcie domagał się od władz przedłużenia pracy lokalu do północy.

„Z powodu skróconych godzin policyjnych – goście omijają mój lokal – przez co utargi kurczą się, tak że nie jestem w stanie zarobić na podatki, życie i inne wydatki, a tym samym grozi upadek przedsiębiorstwa i ruina” – przekonywał Franciszek Wilim tarnogórskiego starostę w 1934 roku.

Władze miasta były jednak niewzruszone i na kolejny rok ustaliły godziny pracy restauracji Wilima do godziny 23., powołując się przy tej okazji na to, iż decyzję taką podjął jeszcze za swojego urzędowania niemiecki burmistrz Leopold Michatz i oddalając podejrzenia o dyskryminację niemieckiego restauratora.

Osobiście odwołania restauratora oddalał starosta Józef Korol. Przeciwny był wydłużeniu godziny policyjnej dla lokalu przy ulicy Zamkowej 8 także burmistrz Fryderyk Antes. Nie pomagały różnorakie argumenty, po które w swoich sprzeciwach wobec decyzji władz sięgał Franciszek Wilim. W piśmie z 24 kwietnia 1934 roku skierowanym do starostwa restaurator dowodził: „jestem pokrzywdzony, ponieważ mając świadectwo przemysłowe kat I i płacąc wielkie podatki, odtrącano mi gości, przeganiając ich do Żydów i lokali płacących podatki w groszach żebraczych... jako obywatel polski i stały mieszkaniec Tarnowskich Gór już wiele dopomogłem biednym obywatelom, zasłużyłem na inne traktowanie przez władze... z powodu prowadzenia lokalu nie pobieram renty, choć jestem w 50% inwalidą wojennym”. Nie pomogły szynkarzowi nawet rozmowy z prezesem Rodakowskim z Centralnego Związku Restauratorów ani tarnogórskim prezesem Janem Tomalą, miejscowe władze pozostały głuche na jego apele i odsyłały go po rozstrzygnięcie do Najwyższego Trybunału Administracyjnego w Warszawie.

Niemiecki śpiew nie zagrażał porządkowi

Franciszek Wilim do najwyższego trybunału nie odwołał się.

Wybrał drogę uzyskiwania pojedynczego przedłużenia godziny policyjnej. Z okazji zabawy sylwestrowej w 1931 roku lokal czynny był do godziny 3. rano. Rok później bal trwał godzinę krócej. W niedzielę 19 lutego 1933 roku z powodu „odbycia wieczorku familijnego przez Związek Samodzielnych Rzemieślników w Tarnowskich Górach” godzina policyjna została przedłużona do północy. Do godziny 24. czynna była knajpka Wilima także 17 stycznia 1934 roku z powodu „odbycia walnego zebrania koła śpiewu” oraz 1 lutego 1934 r. „z powodu urządzenia wieczorka z nogą wieprzową przez Towarzystwo Śpiewu Harmonia” i 6 kwietnia 1934 roku z okazji walnego zebrania niemieckiego chóru kościelnego św. Cecylii.

Zebrania chórów odbywały się w restauracji Wilima, gdyż znajdował się tam pokój posiedzeń.

Zazwyczaj różne cechy i towarzystwa rozpoczynały swoje posiedzenia o godzinie 20 i do godziny 23 niemożliwe było zakończenie szczególnie burzliwych zebrań. Restaurator między innymi z tego powodu ubiegał się o możliwość wyszynku do północy. Trudno stwierdzić, czy dla miejscowych polskich władz właśnie zebrania organizacyjne były podejrzane i z tego powodu zabraniały dłuższego wyszynku? Wprawdzie aspirant Jan Macura, komendant Posterunku Oficerskiego Policji Województwa Śląskiego w Tarnowskich Górach, ostrzegał, że Wilim „pod względem społecznym popiera mniejszość narodową niemiecką. W lokalu tym odbywają się lekcje śpiewu niemieckiego chóru kościelnego”. Jednak obostrzenia związane z godziną policyjną dotyczyły także innych lokali gastronomicznych, również tych prowadzonych przez Polaków. Władzom chyba bardziej zależało na zachowaniu w mieście porządku niż szykanowaniu niemieckich restauratorów.

Szynk otwarty po godzinie policyjnej

Każdorazowe uzyskanie zezwolenia na przedłużenie godziny policyjnej pozwalało lepiej kontrolować władzom spokój publiczny, a przy okazji działalność mniejszości niemieckiej, w dodatku przynosiło korzyści, gdyż opłata administracyjna za złożenie wniosku kosztowała 5 zł. Jednak prowadziło to do częstych nieporozumień, gdy władze spóźniły się z udzieleniem zezwolenia. Przykładem może być interwencja starszego posterunkowego Adolfa Owrzanckiego z Posterunku Oficerskiego Policji Województwa Śląskiego w Tarnowskich Górach, który 27 kwietnia 1937 roku napisał do starostwa doniesienie na Franciszka Wilima. „Wyżej naprowadzony jest obwiniony o to, że dnia 24 kwietnia 1937 roku o godzinie 22,40 trzymał swój lokal szynkarski otwarty, mimo że godzina policyjna w lokalu tym obowiązuje do godziny 22.” Restaurator usprawiedliwiał się „tym, że wniósł prośbę o przedłużenie godziny policyjnej do Starostwa, lecz dotąd odpowiedzi nie otrzymał.” Za przekroczenie przepisów szynkarskich mimo doniesienia policji Franciszek Wilim nie poniósł żadnych konsekwencji.

Mało tego restaurator 7 czerwca 1937 roku otrzymał wreszcie zgodę z Zarządu Policji Miejskiej na otwarcie lokalu do końca roku do północy. Na zmianę decyzji władz wpłynęła na pewno pozytywna opinia policji o rodzinie Franciszka Wilima: „Rodzina cała jest usposobienia niemieckiego, jednakowoż w tym kierunku nie rozwija żadnej działalności. Pod względem moralnym cała rodzina prowadzi się bardzo dobrze.” Przypuszczalnie większe znaczenie dla przedłużenia godziny policyjnej miał ład panujący w restauracji niż brak aktywności politycznej Franciszka Wilima.

Paweł Ryś

 

Okładka Montes nr 87

Okładka Montes nr 87