Bekon, chleb i praca

Spór polskiego przewodniczącego międzywojennej tarnogórskiej Rady Miejskiej z niemieckim burmistrzem dotyczył spraw gospodarczych, ale miał także podtekst narodowościowy

Do Ottona Stawinogi, przewodniczącego Komisji Gospodarczej w Tarnowskich Górach, trafił 10 listopada 1931 roku list napisany przez Franciszka Bacika, ówczesnego przewodniczącego tarnogórskiej Rady Miejskiej. Bacik, wywodzący się z frakcji polskiej, z oburzeniem pisał do Stawinogi o podjęciu przez Magistrat decyzji wbrew uchwale Komisji Gospodarczej, zalecającej wybranie w przetargu na budowę bekoniarni najtańszej oferty firmy. Tymczasem komisja przetargowa zdecydowała się na droższą, w dodatku spoza województwa śląskiego. „Uchwała Magistratu sprzeciwia się wszelkim zasadom ludzkiej etyki” – przekonywał Bacik. Jego zdaniem wybrana firma – mimo obietnic – na pewno nie zatrudniłaby miejscowych pracowników, bo to nierealne. W dodatku miejscowe przedsiębiorstwo „Ge-Te-Pe” narażone byłoby „na pozbawienie pracy i chleba” – denerwował się przewodniczący miejskiej rady. Dwa dni później przeciwko tym kategorycznym sformułowaniom zaprotestował w imieniu tarnogórskiego Magistratu niemiecki burmistrz Leopold Michatz, który wezwał Franciszka Bacika do odwołania krytycznych słów. O co dokładnie chodziło w tym – wcale niebłahym – sporze?

 

Oferta tańsza czy lepsza

 

We wspomnieniach z okresu międzywojennego Bronisław Hager, długoletni wiceburmistrz Tarnowskich Gór, za wielki sukces uznał wybudowanie w 1932 roku bekoniarni w Miejskiej Rzeźni przy ulicy Nakielskiej. Dzięki rozbudowie zakładów mięsnych wzrosła w mieście gwarków sprzedaż podrobów wieprzowych i polepszyło zaopatrzenie w mięso. W bekoniarni zatrudnienie znalazło kilkudziesięciu mieszkańców, a Magistrat osiągnął prawie 40 tysięcy złotych zysku rocznie. Jednak inwestycja nie przebiegła wcale tak gładko, jak to opisał wiceburmistrz. Po podjęciu w 1931 roku przez Radę Miejską decyzji o budowie bekoniarni i przeznaczeniu na tę inwestycję 300 tysięcy złotych samo wyłonienie wykonawcy inwestycji wiązało się z komplikacjami.

Do przetargu na wykonanie urządzeń mechanicznych: kolejki rurowej, elewatora i pieca do opalania oraz części chłodniczej zgłosiły się Stocznia Gdańska, Piotrowska Fabryka Maszyn, Firma Ochojski i Zogała, Sibilski Gniezno, Wewerda, Huta Zgoda i Zieleniewski Transport. Pierwsze spotkanie komisji przetargowej odbyło się 15 października 1931 roku. Gdy członkowie nie doszli do porozumienia, burmistrz Leopold Michatz polecił wybrać jedną firmę do wykonania zarówno urządzeń mechanicznych jak i chłodniczych. Dwa tygodnie później sprawozdanie z narady przetargowej dotarło do Komisji Gospodarczej, która 6 listopada 1931 roku zaproponowała powierzenie robót Firmie Zgoda.

Śląska huta zaproponowała wykonanie urządzeń mechanicznych za 49 tys. 600 zł, wagi za 24 tys. 695 zł i chłodni za 116 tys. 270 zł. Dwa kompresory zaoferowane przez Hutę Zgoda o mocy 70 tys. kalorii na godzinę można było podwyższyć do 90 tys. kal na godz. „Chłodzenie poszczególnych ubikacyj do zapodanej wysokości” – scharakteryzowała komisja przetargowa.

Mimo to Magistrat po trzech dniach postanowił zlecić prace Firmie Zieleniewski i 12 listopada 1931 roku „uchwalił obstać przy pierwotnej decyzji”. Firma Zieleniewski z Krakowa zaoferowała wykonać urządzenia za 58 tys. 165 zł, wagę za 27 tys. 700 zł a urządzenia chłodnicze miały kosztować 120 tys. 810 zł. „Zakres dostawy był szerszy od Firmy Zgoda” – uzasadniła komisja przetargowa swój wybór. Dwa kompresory miały być silniejsze z możliwością zwiększenia chłodzenia do 110 tys. kalorii na godzinę. Dopiero gdy dotarły do urzędu miejskiego protesty rajców, komisja przetargowa zaczęła się wahać.

Pod naciskiem radnych Magistrat zmienił pierwotną decyzję 16 listopada 1931 roku, przyłączając się „do uchwały komisji gospodarczej”. Ostateczny wybór jako wykonawcy inwestycji w bekoniarni nastąpił trzy dni później, kiedy to przekazano Firmie Zgoda wszystkie rysunki i projekty. Przetarg został rozstrzygnięty, ale nie zakończył się spór burmistrza Leopolda Michatza z Franciszkiem Bacikiem, w którym chodziło już wyłącznie o dobre imię i honor.

 

Odwołania zarzutów nie było

 

Po raz pierwszy Magistrat zaprotestował przeciwko stwierdzeniom Franciszka Bacika już 12 listopada 1931 roku, wzywając go do odwołania słów skierowanych dwa dni wcześniej do Komisji Gospodarczej. W odpowiedzi do burmistrza ówczesny przewodniczący tarnogórskiej Rady Miejskiej nie wycofał się ze słów napisanych w liście do Ottona Stawinogi. Bacik zwrócił Michatzowi uwagę na to, że oferta Huty Zgoda na urządzenia mechaniczne bekoniarni zgodna była z warunkami przetargu. „Co do zarzutu naruszenia etyki kupieckiej przy postępowaniu przetargowym stwierdzam, że miałem powód ku temu” – napisał Franciszek Bacik do burmistrza. Powołał się także na opinię wojewody śląskiego i rzeczoznawców, którzy poparli najtańszą ofertę Huty Zgoda. Leopold Michatz nie zaprzestał walki o oczyszczenie swojego dobrego imienia nawet po ulegnięciu Magistratu po naciskach radnych i wyborze na wykonawcę bekoniarni Firmy Zgoda. W kolejnym liście wysłanym 26 listopada 1931 roku do Franciszka Bacika niemiecki burmistrz Tarnowskich Gór zaprzeczył, że podczas przetargu „działał na szkodę miasta” i nadal domagał się „odwołania obrażających zarzutów”. Jednak pokajania się ówczesnego przewodniczącego Rady Miejskiej nie doczekał się nigdy.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 86

Okładka Montes nr 86