Po pracy do szkoły

Dwie tarnogórskie szkoły zawodowe, chociaż w jednym budynku z podstawówką, cieszyły się w międzywojniu powodzeniem uczniów... i nielicznych uczennic

Mistrz fryzjerski Alojzy Wasielewski, który prowadził zakład przy ulicy Kolejowej 8 w Tarnowskich Górach, zwrócił się 29 listopada 1929 roku do Magistratu z prośbą o zwolnienie jednego z uczniów Adolfa Madei z obowiązkowych lekcji w dokształcającej szkole zawodowej przez co najmniej cztery tygodnie. Fryzjer otrzymał bowiem wezwanie do odbycia miesięcznych ćwiczeń wojskowych. Podczas trwania żołnierskiego przeszkolenia nie mógł Wasielewski zarabiać pieniędzy, a w salonie fryzjerskim musiał zastąpić go w pracy starszy uczeń, z powodu czego nie mógł uczęszczać na popołudniowe zajęcia do szkoły. Magistrat przystał na prośbę fryzjera. Przypadek ten świadczy o docenianiu przez tarnogórskich rzemieślników roli dokształcających szkół zawodowych działających w mieście gwarków w okresie międzywojennym.

Rady zaopiekowały się zawodówkami

Publiczne Szkoły Dokształcające Zawodowe Przemysłowa i Kupiecka powstały w Tarnowskich Górach 5 listopada 1923 roku. Początkowo – tak jak inne zawodówki tego rodzaju w województwie śląskim – działały na podstawie różnych statutów i regulaminów. Poziom dokształcania był więc bardzo różny. Dopiero 16 czerwca 1928 roku Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach wydał instrukcję, zgodnie z którą miasta i gminy zaczęły administrować zawodówkami za pośrednictwem Rad Opiekuńczych – powołanych przez rady miejskie lub gminne. W skład tych jedenastoosobowych Rad Opiekuńczych weszli m.in.: burmistrzowie, kierownicy szkół, przedstawiciele pracodawców, cechów i wojewody.

Wprowadzony w życie w 1928 roku regulamin Rad Opiekuńczych, których kadencja trwała tyle, ile rad miejskich lub gminnych, przewidywał, że to Rada Opiekuńcza organizuje pracę szkoły, ustala budżet, powołuje kierowników i nauczycieli. Rada Opiekuńcza miała także prawo do kontroli lekcji, przestrzegania wymiarów godzin, nauki w terminie i obowiązku obecności młodzieży na lekcjach. Członkowie Rady Opiekuńczej, która miała posiedzenia raz w miesiącu, pełnili swoje obowiązki honorowo. W roku szkolnym 1928/1929 powstały Rady Opiekuńcze w obydwu tarnogórskich zawodówkach dokształcających.

Dzięki nadzorowi Wydziału Oświecenia Publicznego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach uporządkowana została także kwestia zapisów uczniów do dokształcających szkół zawodowych. Obowiązek uczęszczania na zajęcia miała młodzież w wieku od 15 do 18 roku życia, zatrudniona w celu nauki zawodu w zakładach przemysłowych, rzemieślniczych i handlowych. Za zgłoszenie do nauki odpowiadali pracodawcy, którzy wpisów dokonywali przez cały rok – niekiedy z opóźnieniem, co prowadziło do bałaganu w ewidencji uczniów i ich edukacji. Dlatego na polecenie Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego kierownictwa szkół dokształcających ustaliły w 1928 roku dwa terminy zapisów do szkół: zimowy od 20 do 31 stycznia i letni od 20 do 31 sierpnia. O terminach zapisów do zawodówek informowały ogłoszenia zamieszczane w lokalnej prasie, polskim „Orędowniku Powiatowym” i niemieckim „Tarnowitzer Kreis und Stadtblatt”. Podczas zapisu uczeń musiał okazać świadectwo ukończenia szkoły powszechnej bądź niedokończonej nauki w gimnazjum czy seminarium nauczycielskim oraz umowę z mistrzem zawodu. Dzięki nauce w szkołach dokształcających uczniowie i uczennice uzupełniali braki ogólnej wiedzy, której nie zapewniła edukacja w szkołach powszechnych, oraz poznawali teoretyczną wiedzę zawodową.

Zgłoszony nie uczęszczał do szkoły

Mimo jasnych przepisów pracodawcy nie zawsze ich przestrzegali. Zwlekali ze zgłoszeniem uczniów do szkół. Dlatego Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach 19 lipca 1928 roku polecił tarnogórskiemu Magistratowi sporządzenie spisu pracowników młodocianych zatrudnionych w firmach przemysłowych, rzemieślniczych i handlowych. Zalecił też przeprowadzenie kontroli szkół i sankcje karne wobec opornych uczniów i pracodawców. Efektem kontroli było skierowanie przez Magistrat 13 grudnia 1928 roku skargi na policję na mistrza szewskiego Karola Jakubczyka, który przyjął do nauki Waltera Wdowca 8 grudnia 1925 roku, a do szkoły posłał go dopiero 27 maja 1926 roku. Jakubczyk zasłaniał się niepamięcią: „gdyż jest to już przeszło trzy lata temu”, chociaż później przyznał, iż: „Jest możliwe, że zgłosiłem go do szkoły, a on nie uczęszczał do niej”. Wspomniany Walter Wdowiec wówczas oczekiwał już na egzamin czeladniczy i sprawy także już nie pamiętał.

Bardzo często zgłaszanie uczniów do szkolnej edukacji z opóźnieniem miało podtekst finansowy. Pracodawcy unikali w ten sposób obowiązkowej opłaty szkolnej. Rocznie za naukę jednego ucznia w dokształcającej szkole zawodowej uiszczali 20 złotych. To właśnie dzięki opłatom pracodawców oraz subwencjom miejskim i wojewódzkim działały te szkoły, a uczniowie otrzymywali w nich darmowe wykształcenie.

W roku szkolnym 1929/1930 Publiczna Dokształcająca Szkoła Zawodowa Przemysłowa w Tarnowskich Górach uzyskała z opłat szkolnych za 300 zapisanych uczniów sześć tysięcy złotych. Z tarnogórskiego Magistratu szkoła otrzymała 10 tys. 800 zł, natomiast subwencja wojewódzka wyniosła 16 tys. 200 zł. Prawie 29 tys. 376 zł szkoła wydała na wynagrodzenie kierownika Klemensa Rajtara i 12 nauczycieli. Zakup materiałów biurowych i pomocy naukowych kosztował 500 zł. Na kupno czasopism i książek do biblioteki nauczycielskiej i uczniowskiej wydało kierownictwo 1320 zł. Ogrzanie pomieszczeń i ich wynajem kosztował pięć tysięcy złotych, utrzymanie porządku 620 zł i oświetlenie 400 zł.

Nieco skromniej prezentował się budżet roczny Publicznej Dokształcającej Szkoły Zawodowej Kupieckiej w roku szkolnym 1929/1930. Opłaty za naukę 38 uczniów wyniosły 760 zł. Z Magistratu szkoła otrzymała 2688 zł, a z województwa 2748 zł. Na wynagrodzenia kierownika Franciszka Krupopa i siedmiu nauczycieli wydano pięć tysięcy złotych. Kupno pomocy naukowych kosztowało 200 zł., utrzymanie biblioteki 120 zł., wydatki na materiały piśmiennicze 150 zł., na opał 600 zł. i utrzymanie porządku 96 zł.

Następną decyzją administracyjną porządkującą działalność szkół dokształcających było zarządzenie Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z 18 lutego 1930 roku nakazujące od 1 lipca 1930 roku ujednolicające zmiany nazw szkół. Oficjalne nazwy tarnogórskich szkół od tej pory brzmiały: Publiczna Dokształcająca Szkoła Zawodowa Przemysłowa i Publiczna Dokształcająca Szkoła Zawodowa Kupiecka. W związku z tymi zmianami nazewnictwa kierownictwa obydwu szkół musiały zamówić po dwie nowe pieczęcie: podłużną i okrągłą, w zakładzie grawerskim Ludwika Pająka w Katowicach.

Lekcje zaczynały się zbyt późno

Od początku istnienia dokształcające szkoły zawodowe borykały się w Tarnowskich Górach z kłopotami lokalowymi. Siedzibę miały w budynku szkoły powszechnej nr 1 przy ulicy Sobieskiego.

W gmachu znajdowało się 19 sal lekcyjnych, w tym jedna przeznaczona była na pracownię przyrodniczą a dwie służyły ochronce dla dzieci. Klasy zajęte były codziennie do godziny 20, tylko w soboty i niedziele były wolne. W roku szkolnym 1928/1929, który rozpoczął się w szkole kupieckiej 3 września 1928 r., lekcje zaczynały się w poniedziałek, wtorek, czwartek, piątek o godzinie 14, natomiast zajęcia w szkole przemysłowej trwały od godz. 17.

Tak późna pora rozpoczynania lekcji stała się powodem kłopotów edukacyjnych prawie 60 uczniów dojeżdżających do szkoły przemysłowej z Miasteczka Śląskiego i Strzybnicy. Ostatnie pociągi do tych miejscowości odjeżdżały z tarnogórskiego dworca przed godziną 18. Żeby wrócić na noc do domów, uczniowie już po pierwszej lekcji opuszczali klasę i biegli na pociąg. Sytuacja trochę poprawiła się, gdy kolej zmieniła rozkład jazdy i pociągi odjeżdżały nieco później. Chociaż uczniowie i tak po dwóch lekcjach opuszczali zajęcia. Dlatego Klemens Rajtar, kierownik Publicznej Dokształcającej Szkoły Zawodowej Przemysłowej, 12 kwietnia 1928 roku poprosił Wydział Oświecenia Publicznego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach o zgodę na rozpoczynanie zajęć już o godzinie 16 i wcześniejsze zwalnianie przez pracodawców uczniów do szkoły, żeby „wszyscy uczniowie pozostawali już przez cały czas nauki”. Zgodę na to wyraził naczelnik Wydziału Oświecenia Publicznego dr Ludwik Ręgorowicz i lekcje w szkole przemysłowej kończyły się o godz. 18, a nie jak poprzednio o godz. 20.

Z powodu braku odpowiedniego lokalu nie doszło także do utworzenia w zawodowych szkołach dokształcających ogniska młodzieży rzemieślniczej i kupieckiej. Z prośbą o utworzenie ogniska, aby „uchronić młodzież od zepsucia” wystąpił do tarnogórskiego Magistratu 31 maja 1927 roku Klemens Rajtar, kierownik dokształcającej szkoły przemysłowej. Funkcjonowanie ogniska kosztowałoby trzy tysiące złotych, potrzebnych na wynagrodzenie dla nauczyciela, wynajęcie lokalu i opał. Inicjatywę poparł Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach, który polecił Magistratowi wyznaczyć na spotkania ogniska jedną ze szkolnych sal w budynku przy ulicy Sobieskiego. Sala byłaby zajęta w niedziele i święta od godziny 14 do 20, zaś w dni powszednie od godz. 18 do 20. Zebrania ogniska odbywałyby się pod nadzorem kierownika i nauczyciela. Wicewojewoda dr Saloni przy tej okazji zganił tarnogórski Magistrat, że „nie dawał należytego zrozumienia dla celów zadań dokształcającego szkolnictwa zawodowego”.

Tyle że te uwagi nie zdały się na nic. Magistrat uparcie przekonywał, że klasy w szkole zajęte były codziennie do godz. 20, poza sobotami i niedzielami. „Sobota jest potrzebna do gruntowniejszego oczyszczenia gmachu” – wyjaśniał w imieniu Magistratu Franciszek Krupop, kierownik szkoły powszechnej przy ulicy Sobieskiego. Natomiast w niedzielę nie opłacało się ogrzewać kaloryferami całego gmachu dla jednej klasy. Salomonowym rozwiązaniem stało się udostępnienie ognisku latem klasy w szkole męskiej, zaś zimą w szkole żeńskiej, gdzie było ogrzewanie piecowe. Gry planszowe zaproponował Krupop przechowywać w komorze kierownika ogniska. Oferta ta jednak nie została zrealizowana.

Kupiecka i przemysłowa razem

Za to w latach 30. XX wieku ciemne chmury zaczęły zbierać się nad dokształcającą szkołą kupiecką. Podczas wizytacji 13 października 1932 roku Władysław Miedniak, wizytator Wydziału Oświecenia Publicznego, ustalił, że do dwóch klas szkoły kupieckiej zapisanych było jedynie 49 osób. Podczas gdy dwa lata wcześniej w zawodzie kupca szkoliło się 105 uczniów, wśród których było 47 dzieci urzędników i 32 dzieci robotników. „Prowadzenie szkoły kupieckiej oddzielnej jest zbyt kosztowne” – napisał wizytator. Zwłaszcza że w szkole przemysłowej też uczyło się tylko 240 uczniów, o 90 mniej niż dwa lata wcześniej.

Śląski Urząd Wojewódzki zalecił połączyć obydwie szkoły dokształcające. Na co zbytnio nie chciała zgodzić się Rada Opiekuńcza szkoły kupieckiej. Na posiedzeniu ustaliła, iż oszczędności po połączeniu szkół wyniosłyby jedynie 12 zł 90 groszy, po likwidacji godziny dla kierownika. Przeciwni połączeniu byli także kupcy, którzy obawiali się o los 10 dziewcząt, które nie mogłyby uczyć się w typowo męskiej szkole przemysłowej. Ostatecznie Śląski Urząd Wojewódzki zgodził się na istnienie oddzielnych klas kupieckich do końca roku szkolnego w 1933 roku, ale kierownictwo ogólne objął kierownik szkoły przemysłowej. Dalszy los szkoły kupieckiej uzależniony został od ilości uczniów uczęszczających na lekcje. Ogłoszenie z sierpnia 1937 roku o zapisach do szkół świadczyło, że klasy kupieckie istniały nadal w ramach Publicznej Szkoły Dokształcającej Zawodowej Kupieckiej i Przemysłowej i przetrwały do 1939 roku.

Ryszard Bednarczyk
Korzystałem z zasobów Archiwum Państwowego w Katowicach.

 

Okładka Montes nr 85

Okładka Montes nr 85