Montes Tarnovicensis - Tarnowskie Góry

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Od Eleusis do Tarnowskich Gór

Skan jednej z pocztówek wydanych przez skautów wielkopolskich z okazji pierwszego Dnia Wstrzemięźliwości i Ofiary. Środki z ich sprzedaży zasiliły konto Komitetu Niesienia Pomocy Ofiarom Wojny i Bezdomnych przy poznańskiej Radzie Narodowej.  Zbiory prywatne Katarzyny i Armina Lachów w Tarnowskich Górach
Skan jednej z pocztówek wydanych przez skautów wielkopolskich z okazji pierwszego Dnia Wstrzemięźliwości i Ofiary. Środki z ich sprzedaży zasiliły konto Komitetu Niesienia Pomocy Ofiarom Wojny i Bezdomnych przy poznańskiej Radzie Narodowej. Zbiory prywatne Katarzyny i Armina Lachów w Tarnowskich Górach

CZĘŚĆ V

Stowarzyszenie patriotyczno-religijne Eleusis działało w latach 1902-1914 na terenie trzech zaborów oraz na Śląsku i w Westfalii na zachodzie Niemiec. Jednym z członków tego stowarzyszenia był Stanisław Janicki (1884-1942) – działacz narodowy w środowisku polskiej emigracji zarobkowej na zachodzie Niemiec, poseł na Polski Sejm Dzielnicowy w Poznaniu w 1918 roku, śląski pisarz i publicysta, redaktor, działacz narodowy w okresie plebiscytu i powstań śląskich na terenie Tarnowskich Gór, radny Rady Miejskiej Tarnowskich Gór, tarnogórski przedsiębiorca, poseł na Sejm Śląski, członek Śląskiej Rady Wojewódzkiej, czołowy polityk w Chrześcijańskiej Demokracji Wojciecha Korfantego, stracony w przez hitlerowców na gilotynie za działalność konspiracyjną

Wstęp

Germanizacja Polaków w Niemczech swoje apogeum osiągnęła w roku 1908, kiedy wprowadzono ustawę „kagańcową”, zabraniającą używania języka polskiego w przestrzeni publicznej. Utrudniło to w znaczący sposób pracę polskich organizacji społecznych, które swoją działalność narodową zmuszone były prowadzić na zebraniach zamkniętych.

Niemieckie westfalsko-nadreńskie władze policyjne z dużym niepokojem obserwowały ten nowy system agitacji w polskim środowisku emigracyjnym, polegający na organizowaniu licznych zamkniętych zebrań odbywanych pod pozorem spotkań towarzyskich, na coraz szerzej stosowanych rożnych formach agitacji domowej, wciągającej o wiele mocniej do pracy społecznej szerokie kręgi Polaków, aniżeli dawniejsze liczne zebrania publiczne. Wielki udział w tym zakresie miała działalność agitacyjna członków Eleusis zrzeszonych w organizacji abstynenckiej Wyzwolenie, w tym Stanisława Janickiego, o czym pisałem już wcześniej.

W związku z tą sytuacją, aby móc spokojnie obradować po polsku, działacze narodowi z Westfalii i Nadrenii (pod przywództwem Komitetu Wykonawczego1)) zdecydowali się w 1913 roku na zorganizowanie zagranicznego publicznego zjazdu, poświęconego „zachowaniu wiary i mowy ojców oraz podniesieniu całego społeczeństwa polskiego na obczyźnie pod względem moralnym i materialnym przez pracę i oświatę”. Na miejsce zjazdu wybrano przygraniczne miasteczko Winterswijk, w słynącej z gościnności Holandii.

Pierwszy zjazd polskich przywódców pracy społecznej w Winterswijk 1913

Fragment strony tytułowej książeczki wydanej z okazji pierwszego Dnia Wstrzemięźliwości i Ofiary w 1915 r. Na jej stronach ukazał się apel Stanisława Janickiego do Rodaków mieszkających w ówczesnych Niemczech: „Pijąc, wspomnijmy o bezdomnych!”. Środki z jej sprzedaży zasiliły konto Komitetu Niesienia Pomocy Ofiarom Wojny i Bezdomnych przy poznańskiej Radzie Narodowej
Fragment strony tytułowej książeczki wydanej z okazji pierwszego Dnia Wstrzemięźliwości i Ofiary w 1915 r. Na jej stronach ukazał się apel Stanisława Janickiego do Rodaków mieszkających w ówczesnych Niemczech: „Pijąc, wspomnijmy o bezdomnych!”. Środki z jej sprzedaży zasiliły konto Komitetu Niesienia Pomocy Ofiarom Wojny i Bezdomnych przy poznańskiej Radzie Narodowej
Nie zabrakło usiłowań ze strony niemieckiej, aby do zjazdu nie dopuścić. Najpierw pojechał do Winterswijk radca policyjny Goerke, w celu zapewnienia sobie wstępu na salę. Po jego odjeździe, wśród miejscowych organów władz holenderskich powstały wątpliwości, czy przypadkiem Polakom nie chodzi o uknucie spisku na życie cesarza niemieckiego. Dopiero wyjaśnienia Komitetu Wykonawczego złożone instancjom władz miejscowych, jaki jest naczelny cel zjazdu oraz poręczenie, że nie chodzi ani o spiski rewolucyjne, ani knowania socjalistyczne, usunęło wątpliwości i burmistrz udzielił pozwolenia na zjazd, zastrzegając, że nie pozwoli na zjazdy dalsze, gdyby Polacy tym razem nie dotrzymali przyrzeczenia.

Następnie rozpoczęły się napaści gazet hakatystycznych na rząd holenderski, dochodzące do grożenia Holandii bojkotem ze strony Niemiec. Ataki te jednak nie poskutkowały, a zjazd zyskał jeszcze większą przychylność i zainteresowanie ze strony władz holenderskich.

Na zjazd, który odbył się w dniach 1 i 2 listopada 1913 r., stawił się Stanisław Janicki w trzech rolach jako: sekretarz okręgowy westfalsko-nadreńskiego Wyzwolenia, członek Komitetu Wykonawczego Zjazdu oraz referent.

Pierwszy dzień zjazdu miał charakter zamknięty, ograniczony do Rodaków zajmujących w pracy społecznej stanowiska kierownicze. Stawili się przywódcy i członkowie zarządów następujących organizacji i stowarzyszeń: Związku Towarzystw polsko-katolickich, Zjednoczenia Zawodowego Polskiego, Związku Kół Śpiewaczych, Okręgu „Sokoła”, Związku Towarzystw Przemysłowych, Związku Towarzystw Polek, Okręgu „Wyzwolenia” (m.in. prezes Jan Kaczor i sekretarz St. Janicki), Okręgu Czytelni Ludowych, Pomocy Naukowej czyli „Świętojózefacia”2), Związku Towarzystw „Straż”, oraz obydwu wydawnictw polskich gazet: „Wiarusa Polskiego” i „Narodowca”. Na zebraniu obecni byli również goście z Polski, m.in. z poznańskiej Rady Narodowej3). Łącznie obradowało aż 1104 działaczy. Po nabożeństwie i wspólnym obiedzie, uczestnicy przystąpili do pracy. Przewodniczący Komitetu Wykonawczego, p. Stolpe, powitał uczestników zjazdu, podziękował Holandii za udzieloną gościnę i wzniósł okrzyk na cześć królowej Wilhelminy, który publiczność z entuzjazmem powtórzyła. Zaznaczył on również, że Polacy zebrali się w Winterswijk jedynie dla omówienia szeregu spraw narodowych i społecznych polskich, a nie z myślą o jakichkolwiek knowaniach politycznych antyniemieckich. Musieli się zebrać na ziemi holenderskiej, gdyż w Niemczech nie pozwala im na to prawo kagańcowe.

Następnie rozpatrzono treść czterech referatów oraz ustalono na ich podstawie rezolucje, które miały zostać odczytane na dzień następny na zebraniu publicznym. Referentami byli: do punktu pierwszego programu „Nasze towarzystwa i podział ich pracy” przemawiał pan Jan Brejski4); do punktu drugiego „Nasza praca dla młodego pokolenia” pan M. Kwiatkowski; do punktu trzeciego „Polki w naszej pracy narodowej” p. Janicki z Gelsenkirchen; do punktu czwartego „Prośba do stolicy apostolskiej” panowie Siekierski z Castrop i Antoni Brejski5) z Lipska. „Po referacie Janickiego przemówiła pięknie i przekonywająco panna Ruszczyńska z Krakowa. Imieniem polek na obczyźnie przemawiała pani Kwaśniewska z Dortmundu.”

Przy każdym punkcie była półgodzinna dyskusja, po czym przyjęto jednomyślnie pięć rezolucji.

W pierwszej polecono, aby Komitet Wykonawczy, który zwołał zjazd, czuwał nad jednością wśród polskich organizacji i działał w porozumieniu z poznańską Radą Narodową. Mandat Komitetu miał trwać przez rok do następnego zjazdu, który się jednak nie odbył ze względu na wybuch I wojny światowej.

W drugiej rezolucji wystosowano ostrzeżenie do Polaków przed wstępowaniem do jakichkolwiek towarzystw i organizacji niemieckich, lub pod niemieckim zostających kierownictwem. Natomiast każdy Polak i każda Polka w wieku ponad 18 lat należeć powinni do towarzystwa polskiego.

W trzeciej rezolucji wezwano rodziców, aby wobec braku potrzebnej opieki nad dziećmi polskimi, zapewnić im naukę pisania i czytania po polsku, w mających powstać kółkach samokształcenia. Do realizacji tego celu wyłonił zjazd Komitet Opieki nad Dziatwą i Młodzieżą Polską i wyposażył go w odpowiednie pełnomocnictwa.

W czwartej rezolucji, podjętej na podstawie referatu St. Janickiego, wezwano do organizowania kobiet w osobnych towarzystwach (rozwinięcie tematu w następnym śródtytule).

W piątej rezolucji zalecono Komitetowi Wykonawczemu, aby niezwłocznie przedstawił Stolicy Apostolskiej smutne pod względem duszpasterstwa położenie Polaków katolików na obczyźnie. Podkreślono z naciskiem, że na zachodzie Niemiec księża nie występują, jako pasterze dusz, lecz uprzedzeni działacze polityczni i germanizacyjni.6)

Zebranie publiczne dnia 2 listopada poprzedziło również nabożeństwo w miejscowym kościele parafialnym. Liczba uczestników przekroczyła 2 tysiące; wstęp miał każdy Polak, który się wylegitymował jako członek jakiegoś Towarzystwa polskiego z rodziną. Odczytano referaty i rezolucje. Poza programem przemówili zaproszeni goście z Polski, m.in. z poznańskiej Rady Narodowej. Dyskusji nie było, bo była wykluczona przez program.

Zebranie zakończono pieśnią religijno-narodową oraz okrzykami na cześć miejscowego duchowieństwa katolickiego, które Polakom w kościele okazało wiele życzliwości i uprzejmości.

Winterswijk było małą mieściną, toteż tylko nieznaczna część z zebranych znalazła mniej więcej wygodne pomieszczenie na noc, większość nocowała po cukierniach i restauracjach. Mimo to nikt się nie skarżył na niewygody, zdając sobie sprawę z wagi tego zjazdu.
Na pamiątkę zjazdu wydano kartkę pocztową, przedstawiającą gmach, w którym się zjazd odbył z następującym podpisem: „Widok wielkiej sali obrad w Winterswyk. – Polacy obywatele Prus, zmuszeni ustawą kagańcową, wyjeżdżają, ażeby w języku ojczystym się rozmówić, do życzliwej Holandji. – Pamiątka ze zjazdu Polaków w Winterwysk, 1 i 2 listopada 1913 r.”

W grudniu 1913 r. policja niemiecka dokonała rewizji w mieszkaniach członków Komitetu Wykonawczego Zjazdu, w tym u Stanisława Janickiego. Szukano pretekstu do wytoczenia procesu organizatorom zjazdu. Starania policji nie odniosły spodziewanego skutku, bo nie znaleziono u podejrzanych żadnych obciążających ich materiałów.

Polki w naszej pracy narodowej

Nie udało mi się dotrzeć do treści referatu St. Janickiego: „Polki w naszej pracy narodowej”. Zachowały się jednak dosyć obszerne relacje ze zjazdu w prasie polskiej. Niemniej ciekawe okazały się archiwa niemieckiej policji politycznej w Bochum.

W dyskusji nad referatem Janickiego, „Polki w naszej pracy narodowej”, w której głos zabierały również kobiety, wskazywano wyraźnie na pierwszoplanową rolę matek w uczeniu dzieci języka polskiego i wychowania ich w duchu narodowo-polskim: „ponieważ młodzież jest przyszłością Polski, a polskie matki, które są przede wszystkim powołane do wychowywania dzieci, powinny troszczyć się o to, aby młodzież rosła w prawdziwie polskim duchu”.

Po dyskusji przyjęto rezolucję następującej treści: »„Kobieta polska na wychodźstwie.” Zważywszy, że matka rodziny wywiera wpływ poważny na rozwój i dobrobyt społeczeństwa i najczęściej rozstrzyga o narodowości potomstwa, uważamy organizowanie niewiast w osobnych towarzystwach jako konieczność. / Nie możemy cierpieć, aby niewiasty polskie pozostawały pod samowolnym kierownictwem ludzi, którzy ich religijność wyzyskują w celach germanizacyjnych, lub w interesie niemieckiej partii centrowej. / Najsurowiej potępiamy robotę, prowadzącą w swoich wynikach do buntowania żon i córek przeciw narodowej pracy mężów i ojców rodzin.«

Władze niemieckie informując o ustaleniach i zaleceniach Kongresu w Winterswijk w zakresie elementarnego nauczania języka polskiego w rodzinach wychodźczych dostrzegały też szczególną rolę w tym kobiet. Prezydent Policji w Bochum, Karl Gerstein, przypisywał nawet inwigilowanej, prywatnej oświacie w polskich domach charakter tajnego nauczania. Niepokoiło go zwłaszcza jej planowe prowadzenie, bez wiedzy władz i uregulowań prawnych oraz zobowiązywanie dzieci do zachowania tego w tajemnicy.

Informacje policyjne dostarczają nam wiele danych o zasięgu prywatnej oświaty, jej organizatorach i zakresie nauczania. Elementarna nauka dzieci w polskich rodzinach odbywała się w miastach Osterfeld, Wanne, Heme, Solingen oraz „w licznych innych miejscowościach”. Szybki rozwój prywatnego nauczania dzieci polskich przypisuje Gerstein tworzącym się licznie po Kongresie w Winterswijk organizacjom kobiecym. Przy ich współudziale wprowadzono w Wanne „nauczanie po polsku u żony Szymanowskiego”, a w Heme działała „polska szkoła dla małych dzieci”, kierowana przez niezamężną Jadwigę Pankowską. W Heme powstała także „Samopomoc Żeńska”, „która zajmuje się nauczaniem podstaw zawodu w języku polskim dla dziewcząt po ukończeniu szkoły”. W styczniu 1914 r. w Osterfeld wprowadzono staraniem stowarzyszenia Straż „w kilku polskich domach prywatne lekcje”.
W Wanne nauczaniem prywatnym dzieci polskich zajmowało się trzech górników, należących do stowarzyszenia abstynenckiego Wyzwolenie.

Zakresem nauczania obejmowano najczęściej mówienie, czytanie i pisanie w języku polskim. Dzieci uczyły się też polskich pieśni, zakazanych w zaborze pruskim ze śpiewników, wydawanych w Krakowie oraz polskich wierszy, zapisywanych w notatnikach.

Wobec powyższych faktów widać, że rezolucja Janickiego, wdrażana zresztą z żelazną konsekwencją, przyniosła spodziewane efekty i walnie przyczyniła się do podniesienia poziomu oświaty polskiej wśród dzieci na obczyźnie. Janicki miał duże wyczucie wciągając w wir pracy narodowej kobiety westfalskie, gdyż ich sytuacja materialna była tam wyjątkowa, w porównaniu z krajem. Zarobki wśród mężczyzn w przemyśle ciężkim Zagłębia Ruhry należały do najwyższych w Niemczech. Żony tych dobrze zarabiających mężów nie były z przyczyn ekonomicznych zmuszane do podejmowania pracy zarobkowej, miały więc wystarczająco dużo czasu, aby zająć się działalnością narodową w licznych Towarzystwach Polek, zawiązanych w oparciu o rezolucję Janickiego.

Wybuch I wojny światowej 1914

W lipcu 1914 r. wybuchła nieoczekiwanie w Europie I wojna światowa (przed II wojną światową nazywana „Wielką Wojną”). Dla członków Eleusis nie było to jednak zaskoczeniem, bo twórca ich organizacji – prof. Wincenty Lutosławski – przewidział już w początkach XX wieku, że w niedługim czasie dojdzie do konfliktu zbrojnego pomiędzy mocarstwami zaborczymi, który ostatecznie doprowadzi do odzyskania przez Polskę niepodległości. Oczekiwania były więc olbrzymie, ale wynik wojny był niepewny. Niemcy i ich sojusznik Austro-Węgry toczyły walki na dwóch frontach: na zachodzie z Francją, a na wschodzie z Rosją carską. Na froncie zachodnim rozpoczęła się wyniszczająca i krwawa wojna pozycyjna.

Na froncie wschodnim wojna wkroczyła na tereny Polski. Zaciekłe walki nie przynosiły zdecydowanych rezultatów żadnej ze stron, a zniszczenia majątku polskiego, w wyniku przetaczającego się frontu, przybrały niespotykaną skalę. W 1915 r. Niemcy przejęli dowodzenie i doprowadzili do odepchnięcia wojsk rosyjskich daleko na wschód, zajmując wraz z Austro-Węgrami całe terytorium Królestwa Polskiego (zabór rosyjski).

Rosjanie, wycofujący się pod naporem armii niemieckiej z Królestwa, zostawiali za sobą spaloną ziemię. Deportowali ponad 800 tysięcy obywateli polskich w głąb Rosji, zabierali konie, bydło, zasoby banków, urządzenia fabryk, parowozy i wagony kolejowe.
Okupacja niemiecko-austriacka zaczęła się od deklaracji o autonomii i samorządzie, bowiem coś trzeba było Polakom obiecać, skoro liczono na poważne korzyści w postaci ochotniczej armii polskiej. Austriacy deklarowali odrodzenie Królestwa Polskiego w ramach Austro-Węgier. Na zajętym obszarze utworzono obszar okupacyjny zwany Generalnym Gubernatorstwem, w części północnej administrowanym przez Niemcy, a w południowej przez Austro-Węgry.

Niemcy wprowadzili ostry reżim okupacyjny (obowiązkowe dostawy dla armii, kontrybucje, branie zakładników). Wywieźli z terenów okupowanych maszyny i narzędzia, konie rasowe i bydło, zatrzymując u siebie 200 000 robotników z Galicji i 700 000 robotników z Królestwa; karczowali bez umiaru drzewostan lasów polskich.

W wyniku rabunków i bezpośrednich zniszczeń wojennych, na terenie Królestwa Polskiego zapanowały głód, nędza i bezdomność.

I Dzień Wstrzemięźliwości i Ofiary 1915

W związku z zaistniałą sytuacją, poznańska Rada Narodowa powołała Komitet Niesienia Pomocy w Królestwie Polskim i zainicjowała wielką akcję charytatywną pod nazwą „Dzień Wstrzemięźliwości i Ofiary” na rzecz ofiar wojny. Na dzień zbiórki pieniędzy wyznaczono 8 grudnia 1915 r. – uroczystość religijną Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia. Do akcji przystąpiło trzydzieści kilka organizacji społecznych, gospodarczych, kulturalnych i religijnych z terenu Wielkopolski i Westfalii-Nadrenii (m.in. organizacja abstynencka Wyzwolenie).

Pieniądze zbierano na masową skalę we wszystkich miejscach, gdzie wywieszone były na ten cel plakaty z napisem: „Tu się przyjmuje ofiary w dniu wstrzemięźliwości, dnia 8 grudnia”. W ramach motywacji odwoływano się silnie do wartości chrześcijańskich i symboliki religijnej. Podkreślano wyjątkowość tej akcji, gdyż zwracano się do całego społeczeństwa, a nie tylko do najbogatszych. „Kurjer Warszawski” z dnia 4 grudnia 1915 r. donosił: „Nadto, ofiara tą drogą zebrana, jest ofiarą istotną, posiadającą duże znaczenie moralne. Wyklucza ona bowiem szeroki gest ludzi bogatych, nie polega na oddawaniu nadmiaru przez tych, którzy ten nadmiar posiadają, ale mobilizuje całe społeczeństwo, żąda od każdego nie jednakowego datku, lecz jednakowego wysiłku woli, jednakowego napięcia uczucia obywatelskiego i jednakowej świadomości ciążącego na wszystkich obowiązku”.

W akcję zbiórki pieniędzy zaangażowali się m.in. wielkopolscy skauci, których zorganizowane kolarskie oddziały objeżdżały wsie i miasteczka okoliczne. Skauci sprzedawali pięknie wykonane pocztówki o motywach skautowych. Na jednej z nich widniał skaut-trębacz; tekst na pocztówce głosił „Spustoszony wojną kraj, na bezdomnych grosz swój daj! Cel dobroczynny” a na odwrocie zapisano „Nakładem Skautów poznańskich. Czysty zysk na bezdomnych.”

Jednak głównym źródłem dochodu były środki pochodzące ze sprzedaży książeczki: „Jednodniówka na Dzień wstrzemięźliwości 8. 12. 15”, wydanej przez poznański Komitet. Jednym z autorów zawartych w książeczce tekstów był Stanisław Janicki, który gorąco zachęcał Rodaków do złożenia ofiary. Należy podkreślić, że Janicki był w tym czasie już w wojsku niemieckim od 1914 roku. Przedstawiam poniżej treść jego odezwy.

„Pijąc, wspomnijmy o bezdomnych!

Jeśli się w tobie budzi pragnienie wódki lub piwa pamiętaj, że w tej chwili tysiące twych braci głód cierpią i łakną kawałka chleba. / Jeśli idziesz do karczmy po wódkę lub piwo pamiętaj, że w tej chwili tysiące twych braci bezdomnych wybiega z podziemnych nor, by szukać wsparcia dla swych umierających z głodu rodzin. / Jeśli przestępujesz próg karczmy, w której masz przepić swój grosz pamiętaj, że tysiące twych braci bezdomnych nie znalazłszy ciepłej strawy, z gorzkimi łzami w oczach stanęło przed swą rodziną umierającą z nędzy. / Jeżeli pijesz pierwszy kieliszek wódki lub szklankę piwa pamiętaj, że w tej chwili twemu bezdomnemu bratu dziecko z głodu umarło. / Jeżeli pijesz drugi kieliszek wódki wspomnij, że twemu bezdomnemu bratu drugie dziecko z głodu umiera. / Jeżeli pijesz trzeci kieliszek wódki pamiętaj, że w tej chwili twemu bezdomnemu bratu żona z głodu i zmartwienia umarła. / Jeśli sobie zapalasz cygaro i rozkoszujesz się dymem jego pamiętaj, że w tej chwili tysiące chat twoich braci płynie z dymem pożarów ku niebu. / Jeśli płacisz karczmarzowi za trunki alkoholowe i tytonie i zadowolony chwilowo opuszczasz knajpę pamiętaj, że w tej chwili tysiące twych braci straciwszy swe mienie, jako wygnańcy o chłodzie i głodzie uchodzić muszą w kraje dalekie.

A jeśli na to wszystko obojętnym zostaniesz i swój utarty nałóg nadal uprawiać zechcesz, pamiętaj, że prawiąc o miłości ojczyzny, kłamiesz sobie i ojczyźnie, a tylko ludzie podobni tobie mogą wierzyć w twój patriotyzm.

Pamiętaj, że dziś wszyscy bezdomni bracia twoi obywają się od napojów alkoholowych, więc i ty to uczynić powinieneś. Dzień wstrzemięźliwości powinien się stać dniem pokuty narodowej i jako taki zachowany być co piątek. Pieniądze zaoszczędzone w tych dniach powinny być przesłane do Rady Narodowej na bezdomnych, z dopiskiem: ofiara z dnia pokuty narodowej. St. Janicki”

„Wyzwolenie” do pracy!

Wybuch I wojny światowej w sposób znaczący wstrzymał pracę narodową w polskich organizacjach i stowarzyszeniach, ponieważ większość ich członków została powołana do wojska. Tak też się stało w okręgowej westfalsko-nadreńskiej organizacji abstynenckiej Wyzwolenie. Jej prezes Jan Kaczor i sekretarz Stanisław Janicki zostali wcieleni do armii niemieckiej.

Aby pobudzić do działania okręgowe oddziały, Zarząd Główny Wyzwolenia z siedzibą w Poznaniu zwrócił się do nich, w Dniu Wstrzemięźliwości i Ofiary, z odezwą pt. »„Wyzwolenie” do pracy!« następującej treści: „Popłoch wojenny i powołanie pod broń licznych członków przerwało czynność szeregu oddziałów. Obecnie umysły się jako tako uspokoiły, a przeniesienie wojny w nasze strony zdaje się nie grozić. Bracia, czas ze snu się zbudzić już i stanąć natychmiast na placówkach przejściowo opuszczonych, lecz nie porzuconych. Trzeba zwołać jak najprędzej walne zebranie i obliczyć pozostałe siły. Gdzie członkowie zarządów są w polu, należy na czas wojny wybrać zastępców (zastępczynie).”

Tak też się stało w okręgu westfalsko-nadreńskim Wyzwolenia. Wyłoniono nawy zarząd w osobach Jana Skraburskiego i Michała Dereżyńskiego, którzy w nim zasiadali naprzemiennie, w formie prezesa i sekretarza, do końca I wojny światowej.

St. Janicki pełnił w tym czasie służbę sztabową w wojsku niemieckim, na drugiej linii frontu, m.in. jako telefonista. Często bywał na przepustkach, więc nadal się angażował, w miarę możliwości, w działalność narodową. Doglądał też pracę w swojej fabryce kawy słodowej. W listach do żony pisał, że ciągle się kształci i czyta na służbie dużo książek. Podczas pobytu w wojsku o wszystkich sprawach informował go Michał Dereżyński, który prowadził z nim stałą korespondencję. Prof. Wincenty Lutosławski też się interesował losem swoich dawnych uczniów z Eleusis. Oficjalne kontaktowanie się z nim poprzez korespondencję pocztową było jednak niemożliwe, gdyż groziło to konsekwencjami karnymi, bo był za nim rozesłany na terenie Niemiec list gończy, za obrazę cesarza niemieckiego Wilhelma II. Korespondencja miała więc charakter tajny; listy były przemycane przez różne zaufane osoby. Lutosławski zobowiązał M. Dereżyńskiego, aby ten przy pożegnaniu z odchodzącymi na front rodakami powtarzał im (cytuję za M. D.), „że każdy Polak winien nie zabijać wrogów Niemiec, ale strzelać do generałów i oficerów niemieckich, psuć i niszczyć broń niemiecką, a jeśli się uda – dezerterować i wstępować w szeregi przeciwników Rzeszy. Odpowiedzialność za te czyny – mówił mistrz – bierze on sam przed Bogiem. Powtarzałem to każdemu Polakowi; było to wprost szaleństwo z mej strony. Wiedziałem, co mię spotka, w razie ujawnienia tego, lecz ja gardziłem śmiercią.”

Podczas wojny, władze niemieckie wprowadziły obowiązek zgłaszania każdego zebrania zamkniętego polskich organizacji, w celu kontrolowania toku ich obrad; na sali musiał być zawsze policjant. Podczas jednego z zebrań zarządu okręgowego westfalsko-nadreńskiego Wyzwolenia, M. Dereżyński nieopatrznie coś napomknął o Lutosławskim, zapominając, że na sali jest szpieg. Nazajutrz urządzono u niego w mieszkaniu ścisłą rewizję; szpicel znalazł dowody na tajną korespondencję z Lutosławskim. Od tej pory, do końca wojny, Dereżyński pozostawał pod ścisłym dozorem tajnej policji. Wśród skonfiskowanej korespondencji znaleziono jeden list od Stanisława Janickiego; przysporzyło mu to sporo problemów i musiał się z tego mocno tłumaczyć w wojsku.

ciąg dalszy nastąpi

1) Komitet Wykonawczy – władza wykonawcza powołana przez zarządy wszystkich organizacji i związków polskich, istniejących w Niemczech na zachód od rzeki Łaby. Przedstawiciele tych organizacji, tworzący rdzeń Komitetu, wybrali zarząd, w którego ręce złożyli działalność kierowniczą. Komitet Wykonawczy zapewniał spójność i jednomyślność w działaniach polskich organizacji narodowych na wychodźstwie. Powołany do życia w 1913 r. z okazji zjazdu w Winterswijk, działał do końca 1918 r. we ścisłej współpracy z poznańską Radą Narodową.
2) Świętojózefacie (in. Św. Józefacia) – instytucja, kształcąca za pieniądze emigranckie dzieci wychodźców.
3) Rada Narodowa – „moralna przedstawicielka” całego społeczeństwa polskiego w obrębie Rzeszy niemieckiej, która objęła swą działalnością wszystkie dziedziny życia publicznego. Pierwsze konstytucyjne zebranie Rady Narodowej odbyło się 24 IV 1913 roku w Bazarze w Poznaniu. Szczególnie wydział kulturalno-oświatowy Rady wykazał się dużą aktywnością, tworząc komisje: oświatową, zdrowia i kresową o doniosłych zadaniach przeciwdziałania germanizacji Polaków na ziemiach zaboru pruskiego. Wypadki wojenne postawiły przed Radą nowe zadania, dla realizacji których zorganizowała specjalne Komitety Niesienia Pomocy Ofiarom Wojny i Dla Bezdomnych. Komitety te dzięki szeroko prowadzonej akcji składkowej wśród Polaków zaboru pruskiego udzielały z zebranych funduszy doraźnej pomocy i opieki jeńcom, internowanym i uchodźcom z terenów objętych wojną.
4) Brejski Jan (1863-1934) – działacz narodowy na terenie Westfalii i Nadrenii, dziennikarz i wydawca, działacz państwowy w II Rzeczypospolitej, poseł na Sejm Ustawodawczy, wojewoda pomorski. W 1923 r. odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
5) Brejski Antoni (1867-1929) – brat Jana, działacz narodowy na terenie Westfalii i Nadrenii, redaktor „Wiarusa Polskiego”, w odrodzonej Polsce wiceprezes Syndykatu Dziennikarzy Pomorskich.
6) Do tego problemu odniósł się Michał Dereżyński w swoich powojennych wspomnieniach: „Stawiliśmy wyraźny wniosek, aby na 5 księży w ogólności był co najmniej jeden Polak i to z krwi i kości, na co ks. dziekan w żaden sposób zgodzić się nie chciał. Natomiast godził się na to, że jednego ze swoich wikariuszy wyuczy po polsku. Jakie stosunki mogły panować, gdy na 20 tysięcy parafian, w tym ¼ Polaków, nie było spowiednika Polaka?! Młodsi w nagłych przypadkach spowiadali się po niemiecku, lecz zdarzało się, że starsze osoby, nie rozumiejące ani słowa po niemiecku, musiały się posługiwać tłumaczami – dziećmi itd. Podobne niedorzeczności wymagały naprawy. Jak jednak zaznaczyłem, księża niemieccy byli i są największymi wrogami polskości. Toteż w żaden sposób nie chcieli dopuścić rodowitych księży-Polaków – a nawet wyuczonych za nasze pieniądze ze Św. Józefacia.”


Armin Lach

Źródło (wybrane): prasa polska z lat 1913-1915: warszawski tygodnik „Głos Narodu”, dziennik katowicki „Głos Śląski”, dziennik łódzki „Rozwój”, dziennik „Gazeta Toruńska”, poznański miesięcznik „Straż”, dziennik „Kurjer Warszawski”; Jan Molenda: „Miejsce kobiet wśród polskiego wychodźstwa w reńsko-westfalskim okręgu przemysłowym na początku XX wieku” w: „Przegląd Historyczny” 88/1, Warszawa 1997; Stanisław Janicki: „Pijąc, wspomnijmy o bezdomnych!” w: „Jednodniówka na Dzień wstrzemięźliwości 8. 12. 15, Dochód na rzecz ofiar wojny w Królestwie”, Poznań 1913; Stanisław Janicki: „Mój życiorys”, Tarnowskie Góry 1919, zbiory prywatne Katarzyny i Armina Lachów w Tarnowskich Górach; Michał Dereżyński (pod pseudonimem M. Pałuczanin): „Z życia emigranta” - pamiętnik w odcinkach, w: „Tydzień, pismo dla rodzin polskich - Dodatek niedzielny do Gazety Szamotulskiej”, 1933.