Informacje o nastrojach to szpiegostwo!

Mieszkaniec Bobrownik Śląskich zamieszany został w Aferę Bergu, czyli tworzenie przez ośrodki emigracyjne siatek szpiegowskich na terenie powojennej Polski

Do mieszkania w Bobrownikach Śląskich, należącego do poszukiwanego bandyty, gdzie ubecy zorganizowali zasadzkę, zupełnie nieoczekiwanie listonosz omyłkowo przyniósł list wysłany z Londynu. Przesyłkę adresowaną do Henryka H. funkcjonariusze przeczytali dość dokładnie. Sam adresat wezwany został na przesłuchanie do PUBP w Tarnowskich Górach. Po złożeniu wyjaśnień wraz z listem zwolniony został do domu. Ale bezpieka zaczęła bliżej przyglądać się jego kontaktom z emigracją.

Fryzjer narodowcem

Henryk H. urodził się 28 lipca 1899 roku w Poznaniu. Jego rodzice Otton i Pelagia umarli, gdy ich syn miał sześć lat. Jego wychowaniem zajął się szewc Walenty Matecki. Po ukończeniu szkoły Henryk H. przez trzy lata uczył się zawodu fryzjera. Od 1919 do 1922 roku służył w 16. Pułku Ułanów Wielkopolskich.

W wojsku ukończył kurs sanitariusza. Zdemobilizowany był fryzjerem w Poznaniu. W 1927 roku przeniósł się na Górny Śląsk, gdzie początkowo pracował w zakładzie fryzjerskim Juliusza Nowaka w Tarnowskich Górach. Rok później zamieszkał w Chorzowie, gdzie od 1932 roku prowadził własny salon fryzjerski. Ożenił się i miał troje dzieci. Za namową endeckiego działacza Romana Inglota wstąpił do Stronnictwa Narodowego i był przewodniczącym chorzowskiego koła tej partii. Rok przed wybuchem II wojny światowej przeniósł swój zakład fryzjerski do Bobrownik Śląskich. W czasie kampanii wrześniowej był żołnierzem w 17. Pułku Ułanów. Dostał się do niewoli pod Tomaszowem Lubelskim. Zwolniony z obozu jenieckiego podjął pracę w elektrowni. Po wcieleniu w 1944 roku do niemieckiego wojska dostał się do angielskiej niewoli, skąd trafił do II Korpusu Polskiego.

Do kraju wrócił w 1945 roku i początkowo był łaziebnym w kopalni Bytom. Później pracował jako fryzjer i był nawet prezesem Spółdzielni Fryzjerskiej w Tarnowskich Górach. Rok po wojnie wstąpił do PPS a w 1948 roku został członkiem PZPR. Przynależność partyjna sprawiła, że 1 sierpnia 1950 roku został wybrany przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej w Bobrownikach Śląskich. Jednak za złą pracę zdymisjonowano go 1 stycznia 1951 roku. Został wówczas komendantem straży przemysłowej w Zakładach Dolomitowych. Zmienił przynależność partyjną na Stronnictwo Demokratyczne. Wówczas przypomniał sobie o mieszkającej w Anglii kuzynce Elwirze Gall – Paul. Napisał do krewnej list, w którym poprosił ją o pomoc finansową oraz kontakt ze znanym mu sprzed wojny działaczem Stronnictwa Narodowego w Katowicach Edwardem Sojką, członkiem emigracyjnego rządu w Londynie.

Od 1949 roku Edward Sojka był kierownikiem Działu Krajowego – finansowanej przez amerykański wywiad – Rady Politycznej, w której skład wchodzili członkowie Stronnictwa Narodowego na emigracji. Zadaniem Rady Politycznej było utrzymywanie łączności z krajem i podsycanie oporu oraz tworzenie punktów informacyjnych. Siedziba Bazy Południe Rady Politycznej znajdowała się w Bergu w amerykańskiej strefie okupacyjnej i to stamtąd wysłany został kurier, który po jakimś czasie przyszedł do mieszkania Henryka H. w Bobrownikach Śląskich.

Kurier w progach domu

Zagranicznym kurierem był Stanisław Goździelski. Wraz z paczką przyniósł 10 tys. zł oraz specjalny proszek do tajnopisu. „Zostałem zaangażowany przez Sojkę Edwarda do pracy wywiadowczej tj. szpiegostwa na rzecz wywiadu anglo-amerykańskiego poprzez przysyłanie kuriera do mojego mieszkania” – zeznał później Henryk H. Miał za zadanie zorganizować grupę pięciu osób zbierających informacje o nastrojach społecznych i przekazywanie każdorazowo tych wiadomości kurierowi z Londynu. Jako agent otrzymał kryptonim „Nr 1100”.

Od listopada 1951 roku do lutego następnego roku wysłał trzy meldunki między innymi o nastrojach ludzi i niezadowoleniu załogi Zakładów Dolomitowych, w których pracował. W maju 1952 roku drugą wizytę złożył Henrykowi H. kurier Stanisław Goździelski. Najpierw spotkali się w mieszkaniu, potem w towarzystwie córki Henryka H. Barbary i jej męża Bogdana D. zjedli z kurierem kolację w miejscowej gospodzie. Podczas spotkania Goździelski przekazał agentowi kolejny tajnopis oraz odebrał informacje o gospodarce, aprowizacji w Polsce i nastrojach społeczeństwa.

Po kolejnym spotkaniu z londyńskim kurierem Henryk H. postanowił wciągnąć do szpiegowskiej siatki swoich znajomych. W czerwcu 1952 roku pożyczył znajomemu Pawłowi M. 2,5 tys. zł i zaproponował dostarczanie informacji. Jednak żadnych wiadomości nie otrzymał. Kolejnym kolegą, który odmówił dostarczania informacji był Jan C., któremu dla zachęty Henryk H. dał 100 zł. Od szpiegowania odżegnali się także inni znajomi Franciszek M. i Czesław W. Tylko Józef M. zgodził się odbierać zagraniczną korespondencję zagraniczną, nie wiedząc nic o szpiegowaniu. W tym czasie Henryk H. dość poważnie zaczynał już obawiać się wpadki, bowiem zupełnie przypadkowo list z Anglii dotarł do bobrownickiego mieszkania poszukiwanego bandyty. Z tego powodu agent został w czerwcu 1953 roku wezwany na przesłuchanie do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Tarnowskich Górach. Jednak po wyjaśnieniu omyłki nie został zatrzymany przez bezpiekę. Wówczas postanowił być ostrożny i nie kontaktować się osobiście z londyńskim kurierem, o czym poinformował zagranicznych mocodawców. W grobie swojej żony na cmentarzu w Bobrownikach Śląskich zrobił skrytkę. Włożył do niej metalową puszkę z listem i informacjami. Ale gdy przez trzy miesiące nikt nie odebrał z kryjówki listu, zlikwidował tajną skrzynkę kontaktową. Nie zdawał sobie sprawy, że nad jego głową gromadzą się od dłuższego czasu czarne chmury.

Ciche aresztowanie

O jego działalności agenturalnej bezpieka dowiedziała się już w grudniu 1951 roku dzięki donosowi Ryszarda C., który poinformował o kontaktach Henryka H. z emigracją i członkami londyńskiego rządu Edwardem Sojką oraz Tadeuszem Bieleckim. Funkcjonariusze tarnogórskiego Urzędu Bezpieczeństwa dowiedzieli się o wizytach kuriera i poznali nazwiska kilku współpracowników. Rozpracowanie siatki szpiegowskiej Henryka H. bezpieka zaczęła 22 stycznia 1952 roku pod kryptonimem „Separaci”.

W akcji uczestniczyło czterech tajnych współpracowników UB o kryptonimach „A2”, „Kies”, „Uparty” i „Wiatr”. Podczas rozpracowania środowiska Stronnictwa Narodowego, akcja nazwana została kryptonimem „Baza” i powiązana z tzw. Aferą Bergu.

Aresztowanie Henryka H. bezpieka postanowiła utajnić, aby nie płoszyć ewentualnie pozostałych emigracyjnych agentów. Henryk H. pracował wtedy w kopalni Wieczorek w Piekarach Śląskich. Jako kwatermistrz często wyjeżdżał na zakupy. Właśnie podczas kilkudniowej delegacji poza zakładem pracy ubecy aresztowali go. Raport o zamknięciu za kratami i likwidacji siatki szpiegowskiej Henryka H. sporządzony został przez bezpiekę 28 sierpnia 1953 roku. W mieszkaniu szpiega ubecy przeprowadzili rewizję i zorganizowali zasadzkę. Za kratki trafili Bogdan D., Piotr M., Dionizy G. i Stanisław Ś.. Sam Henryk H. przesłuchiwany był cztery dni bez przerwy. Po zapoznaniu się z aktami bezpieki prokurator zwolnił trzech aresztowanych, uznając, że przypadkowo zamieszani zostali w sprawę.

Akt oskarżenia przygotowany przez prokuratora Bronisława Wróblewskiego skierowany został do Wojskowego Sądu Rejonowego w Katowicach. Wyrok wydał 10 grudnia 1953 roku sędzia Henryk Urbanowicz. Winnym szpiegostwa i przyjmowania pieniędzy od emigracyjnego kuriera uznany został Henryk H., za co sędzia ukarał go 15 latami więzienia. Równie surowo ukarani zostali – dość nieoczekiwanie – zięciowie głównego winowajcy. Bogdan D. na dziewięć lat pobytu za kratami i Henryk M. na trzy lata odsiadki. Sędzia uznał, że zięciowie wiedzieli o szpiegostwie teścia i pomagali mu, przekazując ustnie wiadomości z miejsc pracy. Mimo wyjaśnień, iż to „ojciec nas wplątał w niewłaściwe sprawy” poszli za kratki.

Ryszard Bednarczyk
Korzystałem ze zbiorów Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej Odział w Katowicach

 

Okładka Montes nr 84

Okładka Montes nr 84