Inżynierów polskich jak na lekarstwo

Polscy inżynierowie i technicy specjalnie nie garnęli się do działalności w kole tarnogórskim największej organizacji technicznej województwa śląskiego. Doprowadziło to – rok przed kampanią wrześniową – do jego likwidacji

W chwili przejęcia przez polski Skarb Państwa niemieckiej państwowej Huty Srebra i Ołowiu w Strzybnicy 22 czerwca 1922 roku, punktualnie o godzinie 22 po zakończeniu popołudniowej zmiany wszyscy niemieccy inżynierowie, technicy i urzędnicy porzucili pracę. Po opuszczeniu stanowisk przez niemiecki zarząd huty nie miał kto czuwać nad procesem produkcji. Nowa polska dyrekcja zarządzana przez podpułkownika inżyniera Stanisława Taczaka, która już od 4 maja 1922 roku przeprowadziła inwentaryzację zakładu, poradziła sobie z brakiem technicznej kadry zarządzającej w awaryjny sposób. Inżynierów i techników zastąpili zwykli hutnicy wyróżniający się sumiennością w wykonywaniu pracy i poleceń. Wytapianie metali nie ustało ani na chwilę.

Właśnie z obawy przed gromadnym porzuceniem pracy przez niemieckie kadry kierownicze zakładów pracy przejmowanych przez polski rząd na Górnym Śląsku, polscy inżynierowie postanowili zrzeszyć się w jednej organizacji. Tak doszło 11 stycznia 1922 roku w Katowicach do utworzenia Polskiego Związku Inżynierów i Techników. W zebraniu założycielskim uczestniczyło 36 inżynierów, którzy wybrali pierwszym prezesem Pionczyka, inicjatora utworzenia organizacji. Jednak przypadki takich ucieczek niemieckich menedżerów jak w Hucie Srebra i Ołowiu w Strzybnicy były bardzo rzadkie. Tylko sporadycznie wyłoniona grupa polskich inżynierów i techników przejmowała stanowiska opuszczone przez Niemców, gdyż ci wcale nie kwapili się do porzucania intratnej pracy. Dlatego Związek postanowił się skupić głównie na rozwoju wiedzy politechnicznej polskich kadr zarządzających przemysłem i dbałości o kontakty społeczno-polityczne czy kulturalne oraz pracy dla dobra Polski i Górnego Śląska.

Zaledwie miesiąc po spotkaniu założycielskim 5 lutego 1922 roku na walnym zebraniu kolejnym prezesem został Paweł Chrobok. W ciągu kilku miesięcy członkowie uchwalili statut i wybrali radę Związku, nadając mu nazwę Polskiego Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Województwa Śląskiego. W listopadzie 1922 roku powstały koła w Bielsku, Katowicach, Królewskiej Hucie, Rybniku i Tarnowskich Górach.

Tarnogórscy inżynierowie i technicy łączą się

W mieście gwarków do miejscowego koła stowarzyszenia już w 1924 roku należało 36 inżynierów i techników. Jednak dopiero od 1928 roku – dzięki drukowaniu corocznych sprawozdań – zachowało się więcej danych o jego działalności. Z informacji wynikało, że we wspomnianym roku aktywność koła tarnogórskiego uległa osłabieniu. Z powodu wyjazdu dwóch inżynierów zdekompletowany został skład zarządu i trzeba było wybrać nowy. Na jego czele stanął Józef Rytter, inżynier zatrudniony w Towarzystwie „Ołów” w Strzybnicy. W ciągu roku odbyło się siedem zebrań. Na pięciu spotkaniach odczyty wygłosili: Józef Jasiulek o obronie przeciwgazowej, Feliks Piestrak o przeróbce rud cynku i Jan Billi na temat przetwarzania buraków cukrowych, stosowania nawozów sztucznych i przetapiania rud cynku. Członkowie koła zwiedzili także Rozgłośnię Polskiego Radia w Katowicach, kopalnię Szarlej i fabrykę papieru w Kaletach. Odbyły się dwa bale w restauracji „Pod Lipami”, gdzie organizowano także spotkania członków i działała prowizoryczna czytelnia, do której zakupiono trzy czasopisma techniczne. Wydatki koła wyniosły 1374 zł przy wpływach 1637 zł.

W następnym roku doszło do konsolidacji inżynierów i techników zamieszkałych na terenie powiatu tarnogórskiego. Zarząd spotkał się dziewięć razy. Zebrania zwykłe zorganizowano siedem razy. Odbyło się też jedno walne zgromadzenie. Członkowie koła wysłuchali sześciu odczytów. Józef Jasiulek opowiedział o sygnalizacji na kolei oraz organizacji pracy. Pozostali lektorzy poruszyli temat aeroplanów, pieców hutniczych, obudów ścianowych w górnictwie oraz gospodarki cieplnej w przemyśle. Bolączką koła był brak własnego lokalu na siedzibę i członkowie spotykali się najczęściej w restauracji „Pod Lipami”. Wpływy roczne koła głównie ze składek członkowskich wyniosły 1932 zł 83 grosze, wydatki 1798 zł 65 gr. Saldo za 1929 rok było dodatnie: 134 zł 18 gr. Prezesem był nadal Józef Rytter.

Rok 1930 w tarnogórskim kole Polskiego Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Województwa Śląskiego upłynął pod znakiem dalszej konsolidacji, z powodu czego wprawdzie nie przybyło nowych członków, ale zarząd dotarł do biernej kadry zarządzającej zakładami przemysłowymi w powiecie. Do koła należało 34 inżynierów i techników górnictwa, 26 mechaników, siedmiu budowlańców, po dwóch chemików i hutników. W jednym walnym i sześciu zebraniach zwykłych uczestniczyło 40 % członków. Jednak słaba frekwencja wynikała z tego, że połowa polskich inżynierów i techników mieszkała poza Tarnowskimi Górami i miała utrudniony dojazd na spotkania. Przeprowadzono cztery odczyty o faszyzmie, bolszewizmie, walce klas i idei narodowej oraz centralach telefonicznych. Nowością były dwie wycieczki do Huty „Ferrum” w Bogucicach i Huty „Pokój” w Nowym Bytomiu. Tradycyjna zabawa charytatywna odbyła się 5 stycznia 1931 roku w restauracji „Pod Lipami”. Mimo obietnic przyznania lokalu w Domu Związkowym wciąż koło nie miało własnej siedziby, co przyczyniło się do zaniechania zakupu czasopism technicznych, bo brakowało czytelni. Wpływy koła wynosiły 2178 zł a wydatki 1577 zł.

Kryzys wywołał zniechęcenie i apatię

Niestety 1931 rok nie okazał się pomyślny dla tarnogórskiego koła. Z powodu kryzysu gospodarczego w zakładach pracy zatrudniano mniej inżynierów i techników. Część kadry technicznej z powodu bezrobocia ogarnęły apatia i zniechęcenie. Ci, którzy szukali w przynależności do PSIiTWŚ tylko realnych korzyści i nie rozumieli stosunków politycznych i narodowościowych na Górnym Śląsku, odeszli na własne życzenie, inni z powodu niepłacenia składek. W dodatku z miasta gwarków przeniesiono do Siemianowic Śląskich firmę „Gotobur”, z którą do koła katowickiego przeszło dziewięciu inżynierów i techników. W sumie ubyło z koła w Tarnowskich Górach 33 członków.

Nadal niska była, zaledwie 40%, frekwencja na czterech zebraniach i trzech posiedzeniach zarządu. Mimo to Feliks Piestrak wygłosił odczyt na temat uzdrowiska Cieplice a Wincenty Buczyński dwukrotnie omawiał działanie obrabiarek logarytmicznych. Prezesem zarządu koła pozostał Józef Rytter, ale Józefa Jasiulka – bardzo aktywnego dotychczas inżyniera, który zrezygnował z działalności – zastąpił Wiktor Warzecha, miejski budowniczy. Wydatki koła na wynajem lokalu, umeblowanie i pomoc bezrobotnym wyniosły 1463 zł, przy wpływach 1806 zł.

Trudna sytuacja gospodarcza dała się we znaki kołu tarnogórskiemu także w 1932 roku. Ogarnięci apatią inżynierowie i technicy wykazywali opór wobec werbunku do stowarzyszenia i byli obojętni wobec zmian w Niemczech i zagrożenia dla polskiego Górnego Śląska. Nie wykazywali się patriotyzmem, bardziej oczekując materialnych korzyści.

„Przyczyną nieuczęszczania wielu członków na zebrania jest również fakt zubożenia, które zostało spowodowane redukcjami uposażeń” – usprawiedliwiał kolegów prezes koła tarnogórskiego Józef Rytter. Do koła należało 38 członków, z których zaledwie 35% uczestniczyło w walnym zgromadzeniu. Zarząd spotkał się na zebraniach pięć razy, natomiast dla członków zorganizowano zaledwie jedno zebranie zwykłe i jedno odczytowe, mimo wysłania 180 zawiadomień. Prelekcja urządzona 10 listopada 1932 roku była interesująca ze względu na wykładowcę, którym był Radża Benhari Lal Mathur, rodowity Hindus. Odczyt zatytułowany „Indie współczesne” połączony był z prezentowaniem hinduskiej muzyki tanecznej i religijnej oraz wyświetlaniem przeźroczy. Z powodu braku funduszy nie było wycieczek i noworocznej zabawy. Wpływy wyniosły 1154 zł a wydatki 887 zł.

Całkowicie kryzysowy dla tarnogórskiego koła był 1933 rok. Ubyło ośmiu członków a przybyło tylko trzech. Koło liczyło 34 osoby. Spowodowane to było ciężką sytuacją materialną kadr technicznych, wielu nie miało pieniędzy na składki. Samą działalność koła zakłóciły również trzykrotne zmiany prezesa. Ostatecznie został nim urzędnik starostwa tarnogórskiego Jan Czerwiński. Roszady te sparaliżowały aktywność odczytową i wycieczkową. Dochody i wydatki budżetowe koła wynosiły 956 zł.

Smutny koniec polskich inżynierów

Pomimo przenosin trzech członków koła poza Tarnowskie Góry, dzięki przyjęciu tylu samo nowych, liczebność nie uległa w 1934 roku zmianie. Trzy razy spotkał się zarząd koła, którego prezesem był Jan Czerwiński. Odbyło się pięć zebrań ogólnych i trzy wykłady. Zorganizowane zostały trzy wycieczki do szpitala w Szarleju, kopalni Radzionków i Fabryku Papieru „Lignoza” w Boruszowicach. Podczas corocznej zabawy karnawałowej „Pod Lipami” zebrano 132 zł przeznaczone na sfinansowanie szkolnictwa polskiego za granicą. Obroty kasowe sięgnęły 1106 zł, zaś dodatnie saldo wynosiło 254 zł.

Kolejny rok działalności koła pod rządami tego samego prezesa odznaczył się ubytkiem czterech członków, którzy opuścili powiat tarnogórski. Byli wśród nich sekretarz i gospodarz zarządu. Skład zarządu uzupełniono na trzech zwołanych zebraniach. Zorganizowano także jedno walne zgromadzenie i spotkanie wszystkich członków. Coraz bardziej osłabła aktywność członków, którzy nie zorganizowali żadnych własnych wycieczek i odczytów. Cały majątek koła wyceniono w 1934 roku na 1451 zł, ale zaliczono do niego także 965 zł zaległych składek członkowskich.

Jeszcze tragiczniej wyglądała sytuacja w kole tarnogórskim w 1936 roku. Ubyło z niego 14 członków; jeden zmarł, dwóch wystąpiło ze stowarzyszenia, aż 11 skreślono z listy z powodu niepłacenia składek. Zmniejszenie liczebności koła sprawiło, że odbyło się jedno walne zgromadzenie i jedno zebranie ogólne. Zarząd spotkał się dwa razy. Obrót kasowy wyniósł 460 zł i mimo 237 zł zaległych składek miał dodatnie saldo 102 zł. Ze zorganizowanej zabawy noworocznej koło osiągnęło tylko 27 zł dochodu.

W 1937 roku do koła tarnogórskiego należało zaledwie 15 członków, którzy spotkali się raz na walnym zgromadzeniu i dwóch zebraniach. Obroty kasowe wyniosły 381 zł, z dodatnim saldem 247 zł, mimo że członkowie nie zapłacili 60 zł zaległych składek. Następny rok nie przyniósł poprawy działalności tarnogórskich inżynierów i techników stowarzyszonych w kole. Kolejnych czterech członków opuściło szeregi organizacji. „Koło nie wykazało żywotności wobec braku chętnych do pracy członków” - napisano w sprawozdaniu za 1938 rok. Zapadła decyzja o likwidacji koła tarnogórskiego PSIiTWŚ w 1939 roku. Pozostałych 11 członków przeniosło się do kół chorzowskiego lub katowickiego.

RYSZARD BEDNARCZYK
Korzystałem ze zbiorów Archiwum Państwowego
w Katowicach i Śląskiej Biblioteki Cyfrowej

 

Okładka Montes nr 84

Okładka Montes nr 84