Od Eleusis do Tarnowskich Gór

Kadr ze zdjęcia pamiątkowego przed fabryką kawy słodowej „Prymas”. Gelsenkirchen, lata 1914–1918. Na pierwszym planie od lewej stoją: dr Edmund Piechocki, Marianna Janicka, Stanisław Janicki
Kadr ze zdjęcia pamiątkowego przed fabryką kawy słodowej „Prymas”. Gelsenkirchen, lata 1914–1918. Na pierwszym planie od lewej stoją: dr Edmund Piechocki, Marianna Janicka, Stanisław Janicki

CZĘŚĆ IV

Stowarzyszenie patriotyczno–religijne Eleusis działało w latach 1902–1914 na terenie trzech zaborów oraz na Śląsku i w Westfalii na zachodzie Niemiec. Jednym z członków tego stowarzyszenia był Stanisław Janicki (1884–1942) – działacz narodowy w środowisku polskiej emigracji zarobkowej na zachodzie Niemiec, poseł na Polski Sejm Dzielnicowy w Poznaniu w 1918 roku, śląski pisarz i publicysta, redaktor, działacz narodowy w okresie plebiscytu i powstań śląskich na terenie Tarnowskich Gór, radny Rady Miejskiej Tarnowskich Gór, tarnogórski przedsiębiorca, poseł na Sejm Śląski, członek Śląskiej Rady Wojewódzkiej, czołowy polityk w Chrześcijańskiej Demokracji Wojciecha Korfantego, stracony przez hitlerowców na gilotynie za działalność konspiracyjną

Wstęp.
Egalitaryzm1) w szeregach Eleusis

Idea równych szans dla każdego i walka z uprzedzeniami klasowymi były bliskie twórcy Eleusis. Emancypacja obywatelska polskiej klasy robotniczej w początkach XX wieku nastąpiła najszybciej na obszarach, w których stanowiła ona zdecydowaną większość liczebną w swojej grupie etnicznej, a więc na Górnym Śląsku i w Westfalii–Nadrenii, na terenie ówczesnych Niemiec. Tam też idee ruchu poczwórnej wstrzemięźliwości wywarły największy wpływ na środowisko polskich robotników (głównie górników). Tak ten fenomen opisywał prof. Wincenty Lutosławski, na przykładzie Śląska, we wspomnieniach z 1932 r.: „Śląsk jest tą dzielnicą Polski, gdzie równouprawnienie obywatelskie najdalej postąpiło, wskutek zniemczenia klas uprzywilejowanych. Tutaj zanikła różnica między chłopem a szlachcicem, gdyż w miarę jak szlachta się niemczyła, cały lud się budził do udziału w życiu społecznym, czyli dokonywało się automatycznie to uszlachcenie ludu, które przyświecało twórcom Konstytucji 3 Maja. Przemożenie kastowych różnic urodzenia i zapanowanie arystokracji uzdolnień jest hasłem polskiego poglądu na świat. Więc rzecznik tego poglądu, który ma naród kształtować na posąg olbrzymi z jednej bryły wedle proroctwa Słowackiego, najłatwiej znajdzie posłuch w dzielnicy, w której ucisk niemiecki i czeski najściślej zjednoczył wszystkich Polaków, bez względu na urodzenie i wyznanie.”

Propagatorem egalitaryzmu, a jednocześnie krytykiem klasy inteligenckiej pogrążonej w nałogach, był Stanisław Janicki. Jako przykład jego przemyśleń w tej kwestii cytuję fragmenty jego artykułu z 1913 r., zamieszczonego w miesięczniku abstynenckim „Wyzwolenie”: „ (…) W ostatnich latach mieliśmy wielu ludzi, którzy rwali się do pracy społecznej, a potem posiedli zaufanie ogółu, często zawodzili, gdyż stali się samolubnymi. Dlatego też tak często ujawnia się brak zaufania do naszych przywódców, którzy przy całym swym zasobie inteligencji, sprytu i rozumu politycznego nie zdołali zdobyć duszy szerokich mas. (…) Rozumie się, że chcąc przewodzić ludowi, nie można być niższym od niego; bo trzeźwy chłop, który z miłości ku swej ojczyźnie wyrzeka się wszystkiego, by ją przez to dźwignąć, z goryczą serca patrzeć będzie na swego przywódcę inteligenta, który przy całym swym zasobie rozumu i wykształcenia, bez zastanowienia się, będzie wychylał szampana i podobne trucizny, albo z dymem tytoniu puszczać będzie drogi pieniądz polski, lub też przy zielonym stoliku zasiądzie do gry w karty. Gdy chłop ten moralnie będzie wyższym od swego przywódcy, to jakże można żądać od niego, by uznał takie zwierzchnictwo! (…) A kto nie potrafi poświęcić własnych nałogów na ołtarzu biednej ojczyzny, ten niech nam o poświęceniu i bezinteresowności nie prawi.”

Innym przykładem na krytykę klasy inteligenckiej jest humorystyczny tekst St. Janickiego zamieszczony pod pseudonimem „Most”, również w miesięczniku „Wyzwolenie” w 1913 r.: »Robotnik uczy inteligenta obyczajów. (Zdarzenie prawdziwe). Jeden z westfalskich działaczy narodowych i abstynenckich (St. Janicki – A.L.) pisze nam: „Na pewne zebranie Polaków w Westfalii przyjechał niedawno inteligent z kraju i przedstawiwszy grozę naszego położenia politycznego z powodu wywłaszczenia2), zachęcał w końcu do wytrwałej pracy narodowej. Skończywszy swą patriotyczną mowę, usiadł przy szklance piwa i zapalił papierosa. Wtem zgłasza się do głosu jeden z obecnych robotników–abstynentów, a uzyskawszy go, zwraca się do referenta: pięknie pan prawił o tej narodowej pracy i ofiarności, ale niech mi pan powie, co to pan trzyma w lewej łapie? – W jakiej łapie? – pyta prelegent wstając zawstydzony. – No w lewej ręce, co się z niej kurzy – wyjaśnia dostatecznie robotnik, który jako polski abstynent zwalcza nie tylko alkohol lecz i tytoń i wszelkie zbytki, ofiarując zaoszczędzony grosz na cele narodowe. Szanowny prelegent głęboko zawstydzony, rzucił papierosa pod stół, odszedł od stołu prezydialnego i usiadł w kącie ze słuchaczami. Z nauką patriotyczną na wychodźstwo do robotników jechał, lecz z patriotyczniejszą do kraju wrócił.”«

Działalność abstynencka St. Janickiego w Wyzwoleniu c.d.

Jedną z podstawowych działalności Janickiego w Wyzwoleniu były prelekcje o tematyce abstynenckiej. Alkoholizm był ówcześnie prawdziwą plagą, którą polscy działacze narodowi, zrzeszeni w Wyzwoleniu, uważali za poważną przeszkodę w odzyskaniu niepodległości przez Polskę i zwalczali bezwzględnie na każdym kroku. Jednym z przykładów działalności St. Janickiego w tej sprawie jest jego przejmujący artykuł: „Umiarkowane używanie napojów alkoholowych jako źródło pijaństwa”, który został zamieszczony w miesięczniku „Wyzwolenie” w 1913 r. Cytuję fragmenty tego artykułu:

»Każdy człowiek, szerzący bezwzględną wstrzemięźliwość od napojów alkoholowych, przekonuje się, że największą walkę staczać trzeba nie z pijakami w zwykłym znaczeniu, ale z ludźmi, którzy sami się uważają i w oczach opinii publicznej uchodzą za umiarkowanych, a często bardzo wzorowych ludzi. Skąd to pochodzi? (…) Oto człowiek, uznany przez ogół za pijaka, także sam się poczuwa do winy, więc też bliźnim przyznaje prawo leczenia go z tego nałogu. (…) Natomiast każdy umiarkowanie pijący uważa się za lepszego, niż pijący nieumiarkowanie. (…) I właśnie nie ci okrzyczani pijacy, ale umiarkowani ośmielają do pijaństwa dorastające pokolenia. Młodzieniec, który wstępuje w życie, rzadko zabrałby się do pierwszego kieliszka lub szklanki z pijanym człowiekiem. Zaczyna pić z kolegą trzeźwym, o którym sądzi, że będzie umiarkowany, i że obaj się nigdy nie upiją. Nie zadawałby się z ludźmi pijanymi, bo takimi się brzydzi, – a tylko ludzie nie pijani nakłonią go do picia. Więc wszyscy zaczynają pić z ludźmi umiarkowanymi, a jednak jest tyle pijaków na świecie! Jako przykład obalający bezpodstawność rozumowania umiarkowanych może służyć następujące zdarzenie prawdziwe:

Przed trzema laty przybył tu na obczyznę pewien poseł i na jednym zebraniu wygłosił bardzo piękny wykład. Na ów wykład wziąłem ze sobą pewnego młodzieńca, który dopiero co przyjechał tutaj za pracą. Był to zaledwie 17–letni chłopak, który jeszcze kropli alkoholu nie miał w ustach, a którego chciałem powstrzymać na zawsze od używania tej trucizny. Młodzieniec ów, widząc tu na obczyźnie posła polskiego, który tak gorąco przemówił do zebranych, ogromnie się uradował i uwielbiał mówcę, a wierzył mu święcie we wszystkim. Niestety, mówca podczas swego przemówienia wypił jedną szklankę piwa. To zauważył mój młody towarzysz – i zaczął powątpiewać o słuszności moich przestróg co do picia piwa. Widział posła wykształconego, więc przy swym braku doświadczenia miał więcej powodu ufać jemu, niż mnie prostakowi, wchodzącemu dopiero do życia społecznego. Nazajutrz przy pracy miał jeszcze utarczkę z pijącymi, ale ci mu dowiedli przykładem postępowania posła polskiego, że umiarkowanie pić można. Na ten argument młodzieniec odpowiedzi nie znalazł i zachwiał się w dotychczasowym przekonaniu, uległ – zaczął po raz pierwszy w swym życiu pić. Upłynęły trzy lata i niedawno spotkałem go, lecz po wymianie z nim kilku słów spostrzegłem, że jest pijakiem nałogowym. Zacząłem ja tedy przypominać jego szczęśliwe, ze mną spędzone chwile i namawiać do zupełnej trzeźwości. Lecz on wtenczas z goryczą serca mi odpowiada: „Poseł polski mnie pić nauczył! Mogłeś mnie nie prowadzić na jego wykład; kiedy jemu pić wolno, to mnie sto razy wolno!” Roześmiał się potem szyderczo i poszedł chwiejnym krokiem do karczmy. Fakt ten mówi sam za siebie, a powinien posłużyć za przestrogę tym wszystkim, którzy twierdzą, że piją umiarkowanie, i że nawracać trzeba tylko pijaków.

Umiarkowane picie alkoholu jest fundamentem pijaństwa! (…) Kto pragnie rzetelnie służyć narodowi, a w tym celu chce działać na dusze bratnie, ten musi najpierw uzyskać wpływ na swoje własne ciało. By zwalczyć zło, by gruntować dobro, nie starczy gadać wiele. Wysokie cele zdobywa się tylko przez pracę ofiarną, poczynając ją od pokonania własnych ułomności.«

Pierwsza Polska Wystawa Przemysłowa w Bochum w lipcu 1913 roku

W początkach XX wieku, zaczęły zawiązywać się na terenie Westfalii i Nadrenii, wśród nielicznych polskich przedsiębiorców, pierwsze polskie Towarzystwa Przemysłowe, które pomyślnie się rozwijały. W końcu 1908 r., założono w Essen, w wyniku starań kilku najaktywniejszych przemysłowców, okręg westfalsko–nadreński Towarzystw Przemysłowych, do którego przystąpiły niezrzeszone dotychczas Towarzystwa. Zarząd Okręgu od razu podjął decyzję o przystąpieniu do Związku Towarzystw Przemysłowych w Poznaniu, który swoim zasięgiem obejmował tereny ówczesnych Niemiec, zamieszkiwane przez Polaków.

W roku 1910, na okręgowym zebraniu delegatów, powstała pierwsza myśl urządzenia polskiej wystawy przemysłowej na obczyźnie. Postanowiono odtąd pracować w Towarzystwach nad urządzeniem tej wystawy i od tego czasu ta sprawa nie schodziła z porządku obrad na każdym zebraniu. W listopadzie 1912 r., na nadzwyczajnym zebraniu Okręgu, zadecydowano jednogłośnie o urządzeniu wystawy przemysłowej w lipcu 1913 r. w Bochum w olbrzymiej sali „Strzelnicy”. Następnie wydrukowano prospekty reklamowe i rozpoczęto agitację (również w prasie) wśród polskich przedsiębiorców, zapraszając do wystawienia swoich produktów. Przedsiębiorcy zaczęli zgłaszać się tak tłumnie, że organizatorzy mieli problem z pomieszczeniem wszystkich stanowisk. Ostatecznie pojawiło się 130 wystawców, a wystawiany asortyment był tak różnorodny, że „można było przybyć na wystawę głodnym, bosym i bez odzienia a wyjść nasyconym, odzianym i obutym, zostawiwszy wszystko u swoich.”

19–go lipca 1913 r. o godz. 15:30 prezes okręgowy Towarzystw Przemysłowych Kierczyński3) otworzył wystawę polską w krótkich słowach: „W imię Boga otwieram wystawę”. Nic więcej nie powiedział, aby nie przekroczyć paragrafu „kagańcowego”4) zabraniającego mówić po polsku. W czasie wspólnego obiadu, zorganizowanego dla wystawców, członków Komitetu wystawowego i gości, uznano, że lepiej milczeć, niż mówić po niemiecku. Toasty więc pito na migi.

Władze niemieckie robiły olbrzymie trudności organizatorom wystawy, wyszukując rozmaite wady w sali, której do tej pory używano przecież bez zastrzeżeń do wystaw niemieckich. Szykany nie ominęły również wystawców. Policja bochumska z dziwną zaciętością zaczęła poszukiwać wszystkiego, co tylko miało jakikolwiek związek z polską symboliką. Skonfiskowano m.in. następujące przedmioty: obraz Kossaka „Olszynka”, ręczniki z wyszytymi orłami, wyroby jubilerskie z polskimi symbolami (broszki, medaliki, orzełki, pierścionki), spinki do mankietów, zabawki poznańskiego bazaru „Znicz”, druki poznańskiego Banku Przemysłowców i pocztówki Zjednoczenia Zawodowego Polskiego z napisami „Szczęść Boże górnikom”. „Niewątpliwie konfiskaty te uratowały ojczyznę niemiecką od zguby.”

Stanisław Janicki spodziewał się, że wystawę przemysłową odwiedzą niezliczone rzesze rodaków na obczyźnie i postanowił wykorzystać tę sytuację do szerzenia idei abstynenckich, prezentując specjalnie przygotowane stoisko z zainscenizowaną wystawą przeciwalkoholową. Przedstawiam poniżej sprawozdanie z tej wystawy.

Wystawa przeciwalkoholowa Wyzwolenia na wystawie przemysłowej w Bochum

Podczas Wystawy Przemysłowej w Bochum w dniach od 19 do 27 lipca br., Okręg westfalsko–nadreński Wyzwolenia urządził wystawę przeciwalkoholową, która się znakomicie udała. Zrazu planowaliśmy urządzić wystawę przeciwalkoholową w ogrodzie, lecz ze względów od nas niezależnych, musieliśmy ją potem urządzić w garderobie przyległej do wielkiej sali wystawy przemysłowej. Położenie więc było o tyle niekorzystne, że zwiedzający wystawę przemysłową nie mogli tak łatwo spostrzec naszej wystawy.
Więc chociaż wejście do naszej salki było odpowiednio ozdobione, to przy otwarciu wystawy w sobotę i niedzielę rano nikt prawie uwagi na wystawę nie zwracał. Wpadliśmy więc na prosty pomysł, ażeby chodzić po dużej sali wystawy przemysłowej i grzecznie zapraszać ludzi do zwiedzania wystawy przeciwalkoholowej. Zaczęliśmy więc ludzi sprowadzać coraz liczniej i sposób ten utrzymaliśmy przez cały czas trwania wystawy.

Zrobiło się o tyle nieprzyjemnie, że zapraszając ludzi do zwiedzania naszej wystawy przeciwalkoholowej naraziliśmy się panom wystawcom szynkarzom, a szczególniej tym, którzy byli blisko garderoby. Nic więc dziwnego, że niektórzy z nich wypadli z równowagi i w sposób nietaktowny zaczęli zbierać amatorów kieliszka i zachwalać swe wyroby. Oto np. nasz przedstawiciel informuje na głos przechodniów o wystawie przeciwalkoholowej i zachęca ich do zwiedzania tejże, a wódkarz woła, żeby się za darmo zechcieli napić jego likierów. Więc też wielu gromadziło się wokoło wódkarzy, a że zachowanie takich ludzi zawsze jest niepewne, więc policja zabroniła szafowania nawet bezpłatnie alkoholem. Wódkarze pospuszczali nosy na kwintę, a my spokojnie pracowaliśmy dalej.

Co najwięcej uderzało zwiedzających wystawę przeciwalkoholową, to było: plakat „Kupiłeś litr wódki”, słupki drewniane oznaczające w tygodniu dnie, w których najwięcej przestępstw bywa popełnianych, dalej inne kawałki z drewna, uwidaczniające, ile części pożywnych otrzymuje się za 20 fenigów u piekarza a ile u szynkarza, szklanki i kieliszki napełnione niby wodą i alkoholem. Nadzwyczaj interesowały zwiedzających modele organów ludzkich wykonane z gipsu. Często słyszeliśmy, jak niewiasty zatrzymywały swych mężów i powiadały im: patrz, tak wygląda twoje serce. Z tablic ważniejsza była tabela oznaczająca w formie dwóch kół, ile w Galicji wydają na szkoły, a ile na pijaństwo. Dalej interesowali się ludzie, a szczególnie niewiasty statystyką oznaczającą 10 rodzin trzeźwych, w których kobiety rodzą 50 dzieci zdrowych i 10 rodzin pijackich, w których kobiety rodzą tylko 10 dzieci zdrowych.

Broszur i książek różnych, traktujących kwestię higieny i etyki sprzedaliśmy razem za 231 marek. Wstępnego braliśmy od mężczyzn 20 fenigów, jednakowoż nie przymusowo, niewiasty miały wstęp wolny. Wielka część ludzi zwiedziła wystawę nie płacąc nic. Szczególnie interesowała zwiedzających statystyka zrobiona przez Zarząd Okręgowy co do stanu oświaty u abstynentów. Bowiem 276 członków Wyzwolenia posiadają książek polskich razem za 6568,95 marek, czyli że na jednego przypada książek za 24 marki. (...)

Wystawę Przemysłową zwiedziło dorosłych ludzi około 16000, a wystawę przeciwalkoholową dorosłych 7000, w tym połowa niewiast. Oto w skrócie sprawozdanie, z którego widać, że Wystawa się pod każdym względem udała. – Oby wyszła na pożytek społeczeństwu. Za Zarząd Okręgowy: St. Janicki, sekretarz.

Echa Wystawy Przemysłowej w Bochum w prasie niemieckiej i polskiej

Prasa hakatystyczna5) całą wystawę przedstawiła, oczywiście, jako niebezpieczeństwo dla Niemców. Mimo trudności ze strony policji (zakaz przemawiania po polsku, skonfiskowanie obrazów, pocztówek itp.) wystawa ta miała przyczynić się wielce do agitacji (propagandy) polskiej na zachodzie Niemiec. Pokazała ona rozproszonym w obwodzie przemysłowym Polakom, że zdolna jest przyciągnąć pokaźny zastęp odbiorców.

Pisma ogólnoniemieckie zwracały uwagę na to, że wystawy polskiej w Westfalii nie należy brać zbyt lekko, bo objaw, że Polacy już nawet w Westfalii zagrażają Niemcom, mówi bardzo wiele i stanowi nową wskazówkę, w jaki sposób z Polakami walczyć należy.

„Goniec Częstochowski” z dnia 27 sierpnia 1913 r. donosił: »Na tej wystawie „paragraf językowy zamknął Polakom usta do tego stopnia, że nawet nie było wolno powitać gości, wznieść toastów zwykłych. Brzęk talerzy, zgrzyt widelców i noży, ot i cały dowód na to, że się znajdujemy wśród żywych. Spokojnie i milcząco spożyli uczestnicy obiad; duchem złączeni, niedolą zbliżeni do siebie, braćmi się czuli wszyscy”. / Bronią się Polacy przed zniemczeniem, utonięciem w morzu niemieckim. Polonia w Westfalii, Nadrenii, Hanowerze itd. jest dziś siłą zwartą zarówno pod względem politycznym, jak i ekonomicznym. A więc mimo szumiącego, bijącymi wściekłymi falami morza niemczyzny, urządzili Polacy na obczyźnie niemieckiej wystawę polską w Bochum: „Liliput miał stanąć obok olbrzyma, wprawdzie nie po to, żeby się z nim zmierzyć, lub bój mu wydać, lecz w każdym razie, żeby mu głośno i publicznie powiedzieć, że jest pewien naród, który umrzeć nie chce.”«

Specjalny wysłannik „Kurjera Warszawskiego” opisał nawet wystawę przeciwalkoholową Janickiego: „Najciekawszym wszakże zakątkiem wystawy jest bez wątpienia salka abstynenckiego „Wyzwolenia” westfalsko–nadreńskiego. Liczy ono około dziewięciu setek członków, mimo iż powstało nie bardzo dawno. Mała ankieta, urządzona pomiędzy członkami „Wyzwolenia” wykazała, że każdy prawie z nich dorabia się w szybkim tempie, przy czym każdy posiada biblioteczkę o średniej wartości 24 marek. Ze statystyk rozwieszonych po ścianach dowiadujemy się, że Polacy w zaborze pruskim przepijają okrągłe 200 milionów, a przepalają 50 milionów marek. Poza tym pełno tam i innych znanych powszechnie statystyk i zestawień, którymi posiłkują się przeciwnicy alkoholu, mający, jak się zdaje, dość obszerne pole do pracy pomiędzy Polakami na zachodzie Niemiec.”

Przedstawiam poniżej jedną ze statystyk autorstwa St. Janickiego, którą zaprezentował na wystawie przeciwalkoholowej.

Rezultaty ekonomiczne ruchu abstynenckiego na zachodzie Niemiec

„Ile moglibyśmy zaoszczędzić, gdyby wszyscy rodacy na zachodzie Niemiec przestali używać napojów alkoholowych, niech wykaże obliczenie poniższe: przypuszczam, że w zaborze pruskim jest dorosłych Polaków na półtora miliona. Przypuśćmy, że każdy z tych dorosłych (a więc i niewiasty) zarabia rocznie przeciętnie 1000 marek, co razem wynosi półtora miliarda marek. Tyle mniej więcej zarabiamy rocznie. Ile z tego rozrzucamy niepotrzebnie? Statystyka wykazuje, że Polacy pod zaborem pruskim przepijają rocznie na 200 milionów marek.

Obliczyłem, że na tytoń wydajemy rocznie najmniej 50 milionów marek. A więc na te dwie trucizny wydajemy rocznie 250 milionów marek, czyli przepijamy i przepalamy szóstą część naszego zarobku. Czy wobec tego oszczędzamy? Bezwarunkowo, że nie!
Przypuśćmy, że nas będą coraz dalej wywłaszczali. Co rok liczne rzesze rodaków naszych będą szukały chleba na zachodzie Niemiec, gdyż chociaż będą tylko wywłaszczać bogatych, to gdy na ziemi naszej zasiądzie wróg, wyrzuci on z pracy polskiego robotnika rolnego, który dotychczas pracował u pana polskiego. Robotnik ten pójdzie na zachód, gdzie w poniżeniu, licho wynagradzany pracować zmuszony na życie. Strasznie pomyśleć, co dalej będzie!

Co robić, by się od tego losu uchronić? Trzeba nam mieć we własnych rękach sklepy, warsztaty, fabryki i całą gospodarkę naszą pieniężną.

Gdybyśmy owe 250 milionów marek, które rocznie przepijamy i przepalamy, umieścili w bankach, (…) to po dziesięciu latach takiej oszczędności moglibyśmy za kapitał, wydawany na napoje alkoholowe, a obrócony na przemysł wytwórczy, zatrudniać blisko 3 miliony robotników.

Te więc 250 milionów marek będą wpływały do banków naszych, a te znów, będąc pieniędzmi przepełnione, będą zakładały przedsiębiorstwa lub też dawały pożyczki bez wielkich trudności naszym przemysłowcom i kupcom – trzeźwym, więc dającym rękojmię, że kapitału nie utracą, lecz pomnożą. A lud nasz trzeźwy będzie miał dosyć czasu i rozumu, aby swe dzieci wychowywać na dobrych Polaków, lecz i na dzielnych przedsiębiorców, rzemieślników, nauczycieli politycznych itd. Trzeba jeszcze dodać, że nie używając owych trucizn, wydalibyśmy zupełnie inne potomstwo, któreby było zdolne stawić czoło na każdym polu takiemu zalkoholizowanemu hakatyście.

Po jakich dziesięciu latach takiej pracy skupionej wytworzylibyśmy w środku Niemiec własny handel i przemysł i poczęlibyśmy kapitalistów niemieckich wypierać z ich własnych siedzib. Wtenczas by sami prosić nas zaczęli, byśmy wracali na ziemie polską, którąby nam oddali, bo trzeba wiedzieć, że taki hakatysta jest tylko wtenczas butny, gdy ma przemoc; lecz skoro tę przemoc ujrzy ponad sobą, to pełza przed nią jak gad.

Dawno już te czasy minęły, kiedy pustą gadaniną się drugich okłamywało o swoim patriotyzmie. Dajcie ojczyźnie całą duszę, jak tego żąda od nas wieszcz Juliusz Słowacki, bolejąc: „Biada temu, kto daje ojczyźnie pół duszy, a drugie pół dla siebie zachowa.” Kto dziś chce naród ratować, niech nie wydaje feniga na trunki alkoholowe ni na tytoń. Przyszłość nasza!

Oby te kilka zestawień zechciały przekonać wszystkich tych, którzy jeszcze z uprzedzeniem patrzą na sprawę abstynencji, i ażeby nie tylko nie stawali w poprzek temu ruchowi, ale aby sami wzięli czynny udział w nim. Gelsenkirchen, w lipcu 1913. St. Janicki.”

Fabryka kawy słodowej „Prymas”

W trakcie trwania Wystawy Przemysłowej odbyło się rozdanie nagród wystawcom, którzy zaprezentowali zwiedzającym wyroby najwyższej jakości. W dziale spożywczym złoty medal zdobyła spółka: „Skraburski i Zawiślewska – fabryka kawy słodowej Prymasa Ledóchowskiego”6) z Gelsenkirchen. Była to firma założona w 1912 r. (na początku jako hurtownia artykułów chemicznych) przez przyjaciół St. Janickiego z Eleusis i z organizacji abstynenckiej Wyzwolenie: Jana Skraburskiego i Jana Kaczora. We wrześniu 1912 r., przystąpił do tego interesu, jako trzeci wspólnik, Stanisław Janicki, kiedy powrócił na teren Westfalii ze studiów w tlemceńskiej Kuźnicy Wychowania Narodowego. Zajął się w firmie księgowością. W 1913 r. firma rozszerzyła działalność, uruchamiając palarnię kawy słodowej. W lutym 1914 r. Jan Skraburski wystąpił ze spółki, zaś St. Janicki z J. Kaczorem założyli z tego przedsiębiorstwa samodzielną fabrykę kawy słodowej „Prymas”, spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, produkującą swój wyrób pod nazwą „Prymasa”, z podobizną Ledóchowskiego na opakowaniu. Kapitał do tego przedsiębiorstwa, w wysokości 70 tys. marek, dali przeważnie robotnicy westfalscy, w większości członkowie stowarzyszenia Eleusis, dlatego żartobliwie było nazywane przez wtajemniczonych spółdzielnią bractwa elsów. Do rady nadzorczej fabryki „Prymas” należał m.in. dr Edmund Piechocki7), kierownik poznańskiej filii Banku Przemysłowców w Gelsenkirchen. Należy podkreślić, że dr Piechocki był jednym z najaktywniejszych inicjatorów i organizatorów Wystawy Przemysłowej w Bochum, jako członek zarządu wystawy. W odrodzonej Polsce zasłużył się jako współtwórca, a później dyrektor Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu, istniejącej do dziś pod nazwą Międzynarodowe Targi Poznańskie.

ciąg dalszy nastąpi

1) Egalitaryzm – pogląd społeczno–polityczny uznający za podstawę sprawiedliwego ustroju społecznego zasady całkowitej równości między ludźmi. Oczywiście W. Lutosławski, w odróżnieniu od znienawidzonej przez siebie doktryny komunistycznej, głoszącej równość przy podziale dóbr według potrzeb, głosił jedynie równość szans dla każdego w dostępie do edukacji i życia społecznego–politycznego.
2) Wywłaszczanie – nieformalna działalność rządu niemieckiego na początku XX w., głównie na terenie Wielkopolski, polegająca na zachęcaniu Niemców do wykupywania nieruchomości od Polaków, oraz na piętrzeniu utrudnień dla Polaków chcących postawić dom na swojej ziemi. Symbolem tego zjawiska stał się Michał Drzymała, który zamieszkał w wozie konnym, aby udowodnić urzędnikom niemieckim, że jego wóz nie jest wartością nieruchomą. Nawet w takiej sytuacji przegrał z systemem niemieckich represji.
3) Jan Kierczyński – działacz narodowy na terenie Westfalii–Nadrenii. Od 1911 r. prezes westfalsko–nadreńskiego okręgu Towarzystw Przemysłowych. Za zorganizowanie Polskiej Wystawy Przemysłowej w Bochum był szykanowany aż siedemnastoma procesami sądowymi przez władze niemieckie. W odrodzonej Polsce zasiadał w Senacie RP I kadencji w latach 1922–27.
4) Ustawa kagańcowa – ustawa parlamentu niemieckiego z 1908 roku, która w paragrafie 12 zakazywała używania na spotkaniach języka polskiego w tych miejscowościach, w których znajdowało się mniej niż 60% Polaków.
5) Hakata – potoczna nazwa niemieckiej organizacji nacjonalistycznej, której podstawowym celem była ostateczna germanizacja ziem polskich w zaborze pruskim. Nazwa wzięła się od pierwszych liter nazwisk założycieli. Hakata inicjowała i popierała zarządzenia antypolskie rządu pruskiego, współdziałała w polityce rugowania ludności polskiej z ziemi, zwalczała język polski w szkołach, w sądzie i urzędach. Domagała się likwidacji prasy polskiej.
6) Mieczysław Ledóchowski (1822–1902) – polski biskup rzymskokatolicki, arcybiskup metropolita gnieźnieński i poznański oraz prymas Polski w latach 1866–1886. W okresie kulturkampfu, w roku 1873, nie zgodził się na zniesienie języka polskiego w nauce religii. Nie zgodził się również na państwową kontrolę kształcenia księży. W latach 1874–76 więziony przez Niemców w Ostrowie Wielkopolskim. W 1876 zwolniony z nakazem opuszczenia kraju. Udał się do Watykanu, gdzie nadal interesował się życiem politycznym Wielkopolski. Zmarł w 1902 r. w Rzymie.
7) Edmund Piechocki (1885–1947) – ekonomista, działacz społeczny. Studiował na Akademii Handlowej w Wiedniu i na uniwersytecie w Tybindze. W 1913 r. otrzymał tytuł doktora ekonomii i nauk politycznych. Aktywny w środowiskach polskich w Niemczech. Założył w Gelsenkirchen oddział Banku Przemysłowców z Poznania, dzięki czemu można było uratować oszczędności polskich górników. Kierował nim do jego likwidacji w 1918 r. Od 1919 r. zamieszkał w Poznaniu. W latach II wojny światowej więzień obozów w Dachau i Mauthausen–Gusen. Po wojnie zamieszkał w Katowicach, gdzie też pochowano go w Alei Zasłużonych na cmentarzu przy ul. Francuskiej. Odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski w 1929 r.

Armin Lach

Źródło (wybrane): Wincenty Lutosławski: „Moja praca na Śląsku” w: „Zaranie Śląskie”, Cieszyn 1932, R.8, z. 3.; Stanisław Janicki: „Rada Narodowa a abstynencja”, „Robotnik uczy inteligenta obyczajów”, „Wystawa przeciwalkoholowa w Bochum” w: „Wyzwolenie”, Lwów 1913, R. 8, nr 1,2, 10 i 11; Jan Kierczyński i Józef Kawaler: „Organizacja Towarzystw Przemysłowych i wystawa na Zachodzie” w: „Pamiętnik Wystawy Przemysłowej w Bochum od 19–27 lipca 1913 roku”, Oberhausen 1913; Stanisław Janicki: „Z dziejów ruchu abstynenckiego na zachodzie i jego rezultaty ekonomiczne” w: „Pamiętnik Wystawy Przemysłowej w Bochum od 19–27 lipca 1913 roku”, Oberhausen 1913; Stanisław Janicki: „Mój życiorys”, Tarnowskie Góry 1919, zbiory prywatne Katarzyny i Armina Lachów w Tarnowskich Górach; prasa codzienna polska z 1913 r.: „Kurjer Warszawski”, poznański „Postęp”, „Gazeta Toruńska”.
 

Okładka Montes nr 83

Okładka Montes nr 83