Tarnogórski ośrodek rehabilitacyjny

Aby uchronić piwnice pawilonów przed wodami spływającymi ze wzgórza, wykonano rów odwadniający powyżej ulicy. Fotografia ze stycznia 2015 roku
Aby uchronić piwnice pawilonów przed wodami spływającymi ze wzgórza, wykonano rów odwadniający powyżej ulicy. Fotografia ze stycznia 2015 roku

CZĘŚĆ XVI

Do początku lat siedemdziesiątych XX wieku przeciągnął się drugi etap budowy ośrodka rehabilitacyjnego

W czasie gdy, oczekiwano oddania do użytku obiektów szpitalnych wznoszonych w drugim etapie, to Wojewódzka Komisja Planowania Gospodarczego w Katowicach wydała opinię nr 36/70, z 21 lutego 1970 r., zatwierdzającą program budowy czwartego etapu reptowskiego ośrodka. Opracowaniem założeń techniczno–ekonomicznych tegoż projektu miało się zająć Biuro Projektów Służby Zdrowia. Postawiony horyzont czasowy zakładał, że upora się ono z tym do końca października 1971 r. Czwarty etap obejmował utworzenie w reptowskim parku dużej placówki oświatowej. Miała tam powstać zasadnicza szkoła zawodowa oraz technikum, oferujące 630 uczniom zajęcia szkolne w pięciu kierunkach nauczania.

W późniejszym czasie odstąpiono od tego pomysłu i zaniechano budowy gmachu szkolnego.

Tymczasem prasa górnośląska obwieściła zakończenie drugiego etapu budowy w parku w Reptach. Stało się to przy okazji narady Komitetu Budowy Centralnych Ośrodków Leczniczych dla Górniczej Służby Zdrowia, odbytej w Reptach 9 lipca 1970 r. W naradzie wzięli udział przedstawiciele najwyższych władz wojewódzkich, czyli przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Katowicach Jerzy Ziętek oraz dwaj jego zastępcy, Stanisław Kiermaszek i Marian Skowron. Wysłuchali oni relacji na temat przebiegu prac, jaką przedstawili naczelny dyrektor GCRLiZ Józef Juszko oraz dyrektor biura KBCOL Marian Łatak.

Jednym z problemów, jakim mogli się frasować decydenci, był brak wystarczającej liczby mieszkań dla personelu rozbudowywanego ośrodka rehabilitacyjnego. Ośrodek posiadał swoje mieszkania zakładowe, jednak część z nich zajmowały osoby, które już zakończyły pracę w GCRLiZ i znalazły zatrudnienie gdzie indziej. Wykwaterować takiego lokatora i zwolnić w ten sposób lokal dla nowych pracowników nie było wcale tak łatwo. Ówczesne przepisy wymagały, aby znaleźć mieszkanie zastępcze dla takich osób. To z kolei bywało czasochłonne.

Mając to na uwadze, dyrektor Józef Juszko omawiając zagadnienie 30 stycznia 1971 r. na posiedzeniu KBCOL powiedział, że koniecznie należy doprowadzić do zbudowania hotelu pracowniczego dla nowych pielęgniarek. Ponieważ i to nie było możliwe do zrealizowania natychmiast, problem braku mieszkań dla pielęgniarek rozwiązano potem w sposób wysoce prowizoryczny.

Pielęgniarki zostały tymczasowo zakwaterowane w części pokoi, w jakich docelowo mieli mieszkać pacjenci.

O ile pokoje szpitalne mogły być dostateczną alternatywą dla pielęgniarek, o tyle trudno było sobie wyobrazić, żeby w takich warunkach zakwaterować wyżej wykwalifikowany personel medyczny. W celu przyciągnięcia do pracy w Górniczym Centrum Rehabilitacji Leczniczej i Zawodowej wartościowych specjalistów z różnych dziedzin medycyny zaproponowano, aby zbudować z myślą o nich osiedle domków jednorodzinnych. Spotkało się to ze sprzeciwem części członków KBCOL. Uznali oni to za pomysł antyegalitarny. Wśród przeciwników budowy domków dla lekarzy znalazła się Helena Strzyż, pełniąca funkcję Sekretarza Zarządu Głównego Zwiąku Zawodowego Górników. Jej zdaniem zamiast domków jednorodzinnych, lepiej byłoby budować bloki mieszkalne.

Obok zagadnienia budownictwa mieszkaniowego, na posiedzeniu KBCOL z 30 stycznia 1971 r. podjęto przełomową decyzję co do sposobu funkcjonowania GCRLiZ. Odtąd ośrodek miał już przestać być placówką przeznaczoną do leczenia wyłącznie mężczyzn–górników. Postanowiono, że GCRLiZ poszerzy swój zakres działania i zacznie przyjmować na rehabilitację także kobiety i młodzież, a spośród mężczyzn także pracowników z innych branż, niż tylko z górnictwa.

Nie udało się w następnych latach rozwiązać problemu niedostatku lokali zakładowych dla personelu. Na posiedzeniu prezydium Komitetu Wykonawczego KBCOL z 15 kwietnia 1972 r. podano do wiadomości informację, że spośród 140 lokali mieszkalnych znajdujących się w trzech blokach, aż 38 z nich zajmowali byli pracownicy GCRLiZ. Oznaczało to, że ponad 27% lokali zasiedlonych było niezgodnie z pierwotnym przeznaczeniem. Kilka lat później ten wskaźnik był jeszcze większy. W 1975 r. już co trzecie mieszkanie zakładowe spośród tych znajdujących się w blokach należących do GCRLiZ zamieszkiwane było przez osoby, które już nie pracowały w Górniczym Centrum Rehabilitacji Leczniczej i Zawodowej. Trudno tu było liczyć na dobrowolne zwalnianie mieszkań, potrzebne były środki administracyjne. Dlatego Komisja Lokalowa przy Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Tarnowskich Górach wydała orzeczenia nakazujące opuszczenie zajmowanych lokali. Niewiele to pomagało, gdyż postępowanie eksmisyjne było bardzo przewlekłe z powodu braku wolnych mieszkań, do których można by przekwaterować byłych pracowników GCRLiZ.

Niepokojące zjawiska działy się nie tylko w gospodarce mieszkaniami zakładowymi, lecz np. także na placu budowy, a dotyczyły spraw magazynowych. W marcu i kwietniu 1971 r. przeprowadzona została wyrywkowa kontrola Komisji Rewizyjnej. Kontrolerzy ujawnili, że w magazynie KBCOL w Reptach przetrzymywano dłuższy czas bez uzasadnienia sporo materiałów. I tak od 1967 r. składowano tam agregaty chłodnicze przejęte ze Szpitala Górniczego w Bytomiu, a jeszcze dłużej, bo od 1959 r. plastikowe listwy podłogowe. Uznano, że czas zmienić ten stan rzeczy. Leżące bezproduktywnie przez dwanaście lat listwy przekazano do Śląskiego Ośrodka Rehabilitacji Dzieci w Rabce Zdroju. Natomiast agregaty postanowiono wykorzystać na miejscu, do instalacji klimatyzacyjnych sal operacyjnych. Najwidoczniej nie wszystkie agregaty tam trafiły, bo jedna z kolejnych kontroli przeprowadzonych 15 maja 1973 roku wykazała kolejne zaniedbania. Okazało się wtedy, że w magazynie nadal spoczywał od 1967 r. agregat chłodniczy, a od 1970 r. aparat prądotwórczy.

Sam budynek magazynowy sprawiał zresztą odpychające wrażenie i wystawiał jak najgorsze świadectwo osobom odpowiedzialnym za gospodarkę magazynową. Obiekt, w którym składowano maszyny i urządzenia, był zawilgoconym barakiem zamykanym na jedną kłódkę. Kontrola wykazała, że jedno z jego pomieszczeń było niemal stale zalane wodą. W trakcie padającego deszczu nie sposób było do niego dojść.

Gdyby zawilgocenie występowało tylko w baraku magazynowym, można by było uznać to za mniejszy problem. Jednak w trakcie kontroli okazało się, że nawet w nie tak dawno przecież oddanych do użytku budynkach drugiego etapu budowy dostrzegalne były zacieki na murach. Wynikały one z błędnych rozwiązań projektowych oraz z usterek w trakcie robót budowlanych. Piwnice pawilonów szpitalnych posadowionych na zboczu wzgórza narażone były na spływ wód opadowych, dopływających od strony byłej masztalerni. W maju 1971 r. zaprojektowano więc otwarte rowy odpływowe, których przebieg wyznaczono wzdłuż zbocza wzgórza. Niebawem zgłębiono główny rów, mający za zadanie odprowadzić wody w kierunku na zachód od kompleksu obiektów szpitalnych.

Wymieniając detale architektoniczne warto też wspomnieć o robotach kamieniarskich, jakie zostały wykonane w obiektach GCRLiZ. Surowiec do tych robót transportowano ze znacznych odległości. Jak wynika z dokumentacji, dziedzińce między pawilonami wyłożono piaskowcem z odległych o około 300 kilometrów Żerkowic koło Lwówka Śląskiego. Stopnie schodów wykonano z marmuru wydobywanego we Wzgórzach Strzegomskich, do budowy sadzawek użyto granitu ze Szklarskiej Poręby, a krawężniki wykonano z piaskowca z kamieniołomu Kopulak koło Suchedniowa. Użyte marmury pochodziły z kamieniołomów znajdujących się w miejscowościach Dębnik koło Krzeszowice, Bolechowice, Sławniowice, i Morawica. Wykonawcą tych prac było Przedsiębiorstwo Robót Odkrywkowych i Budowlanych Przemysłu Kamienia Budowlanego w Krakowie.

W regionalnej prasie od czasu do czasu ukazywały się kolejne teksty, opisujące przebieg budowy oraz sposoby prowadzenia rehabilitacji. Autorem jednego z nich, opublikowanego 17 lutego 1971 r. przez katowicki „Dziennik Zachodni”, był Stanisław Zieliński. Bez zbędnych ceregieli przedstawił on nieciekawy stan ducha pacjentów, odbywających tu kurację: „W widnych, estetycznych salach leżą ludzie przykuci kalectwem do łóżek. Nieufnie spoglądają na przychodzących lub spacerujących po korytarzu. Ta nieufność, to zwykła zawiść, uczucie ludzkie, ale odczuwane tu specyficznie. Wielu z tych sparaliżowanych, chorych nierzadko od wielu lat straciło już wiarę w siebie, własne siły i sens życia.” Dziennikarz górnośląskiej gazety przekonywał, że w Reptach nie chodzi tylko o samo leczenie, lecz o przystosowanie pacjentów do nowych, zmienionych warunków życia.

Nie był to jednak obraz do cna pesymistyczny. Zieliński pisał, że długi pobyt w GCRLiZ kończy państwowy egzamin czeladniczy, a potem dział socjalny załatwia pacjentowi przyjęcie do jednego z zakładów produkcyjnych i gdy trzeba, to mieszkanie, wyposażone w niezbędne uchwyty i przyrządy. „Ludzie bez rąk i nóg mogą normalnie żyć i pracować.” – dowiadywali się czytelnicy katowickiego dziennika. – „Przystosowujemy pacjentów do urządzeń, a nie odwrotnie, jak to praktykuje się na Zachodzie. Nie ma wtedy problemu ze znalezieniem miejsca pracy.” Jak podkreślał Stanisław Zieliński: „Ludzie bez nóg grali w piłkę nożną, paraplegicy wchodzili po schodach, a jednoręczni – zdobywali zawód... spawacza.”

Czytelnicy artykułu nie mogli przypuszczać, że oddanie do użytku pawilonów trzeciego etapu budowy nie nastąpi w planowanym terminie i nie dojdzie do niego przed końcem 1971 r.

C.d.n.
Tekst i zdjęcie: Tomasz Rzeczycki

 

Okładka Montes nr 83

Okładka Montes nr 83