Lamus Literacki, Ślązakom... i szopki

Można było posłuchać nastrojowych pastorałek
Można było posłuchać nastrojowych pastorałek

Refleksje Jana Drechslera

W piątkowy wieczór 28 listopada w Tarnowskich Górach na murze Lamusa Literackiego doszło do odsłonięcia skromnej, ufundowanej przeze mnie płyty z napisem „Ślązakom, jacy by nie byli”. Już wcześniej, kiedy to zapowiadałem w gronie znajomych, rodziły się pytania co mnie do tego skłoniło...

W ubiegłym roku podróżując z żoną po północy kraju skorzystaliśmy z gościnności mojej matki chrzestnej mieszkającej na Oksywiu. Jest ona serdeczną przyjaciółką mojej świętej pamięci matki. Gdynia i jej okolice były dla rodzicielki pochodzącej z Kończyc Małych miejscem, gdzie dorastała, chodziła do szkół. Tu zawsze czuła się jak w niebie, w którym podejrzewam, że się teraz znajduje. Spacerując z żoną po Oksywiu odwiedziliśmy cmentarz wojskowy. Czego tam szukałem? Nikt ze znajomych tam nie leży, a szczątki tego, którego profesja kwalifikowała do pochówku na Oksywiu spoczywają w Londynie. Dziadek mój kom. Ferdynand Herman zastępca dowódcy dywizjonu nie wrócił po wojnie do kraju. Z jakiego konkretnego powodu można się domyślać, ogólnie wiadomo, nie była to z pewnością emigracja zarobkowa. Ciekawe, że po I-szej światowej wojnie, jako oficer floty austro-węgierskiej wiedział dokładnie, gdzie jest jego miejsce - w odradzającej się Polsce.

Jan Drechsler i Jacek Swoboda przy śląskiej tablicy
Jan Drechsler i Jacek Swoboda przy śląskiej tablicy

Idąc alejką oksywskiego cmentarza przypomniałem sobie, że ojcowie dwóch moich szkolnych kolegów służyli w niemieckiej marynarce. Jeśli dobrze pamiętam pływali na „Bismarcku”, nic i nikt ich po wojnie nie zmuszał do przebywania poza miejscem pochodzenia. Słusznie zresztą, bo byli bardzo dobrymi ludźmi, wzorowymi głowami porządnych rodzin. Co się na miły Bóg stało, że ja nigdy nie mogłem spotkać swojego, też porządnego dziadka?

Poznałem za to brata mojego ojca, odwiedził nas w latach siedemdziesiątych. Wspominam go, jako sympatycznego, starszego człowieka o rygorystycznych zasadach. Był miłym i porządnym człowiekiem. Co się więc stało, że jako czołowy działacz NSDAP wyrzekł się brata? Był podobno tak silny politycznie, że mógł jednym słowem oszczędzić mojemu ojcu, przedwojennemu działaczowi polskiemu na Zaolziu pobytu w obozie koncentracyjnym. Mógł to zrobić, bo funkcjonariusze gestapo w Cieszynie specjalnie dzwonili do niego w tej sprawie.

W końcu, co się stało, że mój ojciec, orędownik polskości, komisarz ludowy w Piotrowicach był zwalczany przez władze PRL?

Jedna z wielu betlejek autora
Jedna z wielu betlejek autora

Wszystkie te pytania retoryczne, czy z konkretną odpowiedzią mają u mnie jedno tło. Ślązacy, jacy by nie byli są ludźmi i nic co śląskie nie jest im obce. Można jeszcze inaczej sparafrazować powiedzenie Terencjusza. Jesteśmy Ślązakami i nic co ludzkie nie jest nam obce. Nawet nienawiść, ale osobiście twierdzę, że ona nie jest ludzką cechą, ale przemijającą słabością.

W wywiadzie dla Radia Piekary na okoliczność odsłonięcia tablicy zostałem zapytany co się stanie, jeśli ktoś czytając treść dojdzie do wniosku, jakobym pragnął uhonorować tych, którzy na to nie zasługują. Odpowiedziałem prosto i pomimo mojego gadulstwa krótko:

- Moje intencje są czyste, nie jestem niczyim sędzią. Jeśli ktoś widzi złe intencje, to on ma problem, nie ja.

Jako chrześcijanin stwierdzam jednoznacznie: za całokształt ziemskich działań może sądzić jedynie Bóg, historia z pewnością nie, bo ona już niejednego skrzywdziła, a innych niesłusznie gloryfikowała.

Podkreśleniem bliskości sercu całego zdarzenia było odegranie na trąbce melodii utworu stanowiącego hymn Tarnogórskiego Kabaretu Literackiego „Tarnina”, a wprowadzeniem na drogę refleksji odczytanie fragmentu mojej książki pt. „Historia srebrem pisana”. Słowa poniższe włożyłem w usta Szymonowi Pistoriusowi:

„...Śląsk niech się stanie ojczyzną każdego, kto miłość ma w sercu. Niech znajdzie tu swoje miejsce i ten, który się narodził, i ten, który tutaj przywędrował za pracą by żyć, i każdy, który chce tutaj umrzeć. Taką potrójną jest Śląsk ojczyzną i dlatego potrójnie ziemię tę kochajcie. Wychwalajcie ją, nieważne jaką mówiąc mową, byle nie był to język nienawiści...”

Drugą częścią imprezy w „Lamusie Literackim Goethego” było otwarcie wystawy szopek mojego autorstwa. Początek przygody z betlejkami sięga czasów, kiedy rzeźbiłem je w drewnie. Prawdziwe jednak szaleństwo rozpoczęło się w momencie ogłoszenia konkursu przed dziesięcioma laty przez Muzeum w Tarnowskich Górach. Wtenczas zrobiłem pierwszą szopkę ze sznurka, po roku następną. Po kilkukrotnym nagrodzeniu doszedłem do wniosku, że teraz należy się odwdzięczyć sponsorom i od pewnego czasu nagradzam niektórych. Robię dla nich szopki i nie patrzę, czy się podobają, czy nie, daję co mam, co potrafię uczynić. Im się też się coś należy za ofiarność i serce.

Podkreśleniem nastroju w „Lamusie Literackim” i zarazem wprowadzeniem w zbliżający się czas przygotowań do świąt był występ zespołu muzycznego Tarnogórskiego Kabaretu Literackiego „Tarnina”. Śpiewane utwory można podciągnąć pod miano pastorałek, ale nikt specjalnie nie zgrzeszy, jeśli wykona je z okazji całkiem innej niż Boże Narodzenie. Oto tekst jednego z nich:

WIGILIJNA  ATMOSFERA

Wigilijna atmosfera –
Tylko wiatr po zaspach szpera
Na ulicach wyludnionych...
W domach pachnie karp smażony,

A do ławki przymarznięty
Siedzi pijak z lekka wcięty,
Przy nim flaszka – nie opłatek.
Łza mu spływa zza rzęs kratek.

Nikt go w domu nie ugości -
Wart jest pałki, nie litości.
Niechaj na przystanku dżemie
Zasmarkane, wszawe plemię!

Gwiazdy błyszczą, moc truchleje,
Pijak wódkę w gardło leje.
I choć tak się żyć nie godzi,
Jemu też się Bóg narodził.


No właśnie, a jak się żyć godzi?
W moim mniemaniu z pewnością twórczo. Nie ważne ile Bóg dał talentów, nie wolno ich zakopywać. Wszystkim nam się Bóg narodził i powinniśmy z tego umiejętnie i korzystać, i solidnie wolę Jego wypełniać. Jacy byśmy nie byli.

 

Okładka Montes nr 34-35

Okładka Montes nr 34-35