Hutnictwo metali nieżelaznych w okolicach Tarnowskich Gór

b_200_300_16777215_0___images_stories_montes_82_06_Hutnictwo.jpg

Od szybu do huty

W okresie ostatnich 500 lat, w okolicach Tarnowskich Gór parano się na mniejszą lub wielką skalę wydobyciem rud i hutnictwem, tylko dwóch metali nieżelaznych. Pierwszym z nich był ołów. Ponieważ jego rudy były stosunkowo łatwe do wydobycia, historia jego użytkowania na świecie trwa już od 3500 roku p.n.e.

W wiekach średnich, formowano z niego wiele sprzętów i naczyń. Używano go w witrażownictwie, drukarstwie, do wyrobu szkła i biżuterii. Blachami z niego pokrywano dachy, uszczelniano nim framugi okienne i produkowano rury wodociągów. W stopach z miedzią i innymi metalami, tworzył brąz i spiż. Jedną z najbardziej cenionych właściwości rud ołowiu, była w nich domieszka srebra.

Z roku 1247 pochodzi dokument wystawiony przez księcia Władysława I, którym opactwo premonstratensów otrzymało uprawnienia do lokowania przybyszów w  Reptach na prawie niemieckim, a wśród wolności przysługującym nowym mieszkańcom Rept wymieniono prawo do wydobywania ołowiu na własny rachunek. Nie wiadomo na razie czy ktokolwiek i w jaki sposób z tego przywileju skorzystał, ale sam fakt jego wystawienia świadczy, że panujący miał wiedzę o istnieniu tam złóż rudy ołowiu, a powziąć ją mógł w wyniku jej wcześniejszego wydobycia w tej okolicy.

Tarnowskie Góry powstały w XVI wieku dzięki pokładom tych rud, zwanych galeną. A tak właściwie, to dzięki jej poszukiwaczom i ich umiejętnościom. Umownie – choć nie do końca prawdziwie – nazywa się ich gwarkami i łączy zazwyczaj tylko z górnictwem. Jednak droga od wydobytej przez górnika rudy, do samego ołowiu czy srebrnego talara, była długa i wymagała też hutników.

Nikt dziś nie wie dokładnie, jak na terenie Tarnowskich Gór wyglądały pierwsze lata wydobycia i przetwórstwa kruszców po ich odkryciu ok. 1519 roku. Miasta, jakie znamy, jeszcze nie było. Jego dzisiejsze centrum pokrywał las, a ówczesna sieć okolicznych dróg, czy raczej traktów, nie jest rozpoznana.

Przez analogię, porównuje się tamten okres z wcześniejszym górnictwem na Węgrzech, Słowacji, Saksonii oraz w polskich miastach: Olkuszu i Bytomiu. W tym drugim, górnictwem zajmowano się już w XII w. To stamtąd przybyli tu poszukiwacze i oni byli pierwszymi górnikami, którzy penetrowali Srebrną Górę, gdy górnictwo w Bytomiu zamarło w połowie XV w. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, ile – od odkrycia kruszców – powstało tu szybów i kopalń, których pola w Tarnowskich Górach wyznaczał i rejestrował dopiero od 1528 roku urzędnik górniczy.

Na początku wydobywano kruszce od ich wychodni i płytko zalegające, czasem odkrywkowo. Pod ziemią chodniki szły za kruszcową żyłą. Bywało, że szyb prowadził tylko do gniazda rudy, bo też w takim skupisku galena występowała.
Środkiem transportu były wtedy zaprzęgi konne. W XVI wieku przewożono np. działa oblężnicze. Wóz z samą lufą moździerza, ważącą 2 tony, ciągnęło 8 koni. Na jednego przypadało więc tylko ok. 250 kg ładunku, bo ciężkie wozy ze stalowymi obręczami na kołach poruszały się po traktach, które porównać można do dzisiejszych dróg polnych.

Mogły takie kilkukonne zaprzęgi przewozić tu rudę, ale nie byłoby to opłacalne na większe odległości tym bardziej, że od odkrycia złóż pod Tarnowskimi Górami do 1528 roku górnicy prowadzili prace na własną rękę, chociaż raczej nie w pojedynkę.
A znany był już wcześniej sposób wytopu. Niektórzy z pierwszych eksploratorów na pewno potrafili łączyć wiedzę górniczą z hutnictwem. Najprawdopodobniej przewożono, więc wtedy tylko ołów wytopiony w pobliżu miejsca wydobycia galeny do Bytomia, który od dawna połączony był szlakami handlowymi z miastami Czech, Krakowem, Opolem i Wrocławiem.

Po upadku bytomskiego górnictwa nie istniały tam na początku XVI wieku czynne huty, ale byli rzemieślnicy wytwarzający narzędzia, były jarmarki, powiązania kupieckie i dawne prawa górnicze, choć dokładnej ich treści nie znamy. Była też waga i skład ołowiu. Praw do ważenia na niej ołowiu z całego bytomskiego okręgu, władze miejskie Bytomia długo zazdrośnie strzegły, bo opłaty za ważenie były dla nich dochodem.

Jednak prażenia rudy i wytopu z niej ołowiu, a z niego srebra, można było dokonać właściwie wszędzie. Sprawność procesu od wydobycia do wytopu nie była większa, niż 30%, więc zamiast dwóch ton rudy można było na wagę przewieźć lżejszym zaprzęgiem 600 kg ołowiu.

Już w podziemiach, przy świetle olejowego kaganka, dokonywano wstępnej selekcji wyrąbanego urobku. Po wydobyciu, najpierw trafiał na zwał przy szybie. Potem go rozdrabniano i przebierano, by odrzucić skałę płoną.

Nie zawsze przewożono go do płuczek, bo eksploatowano wtedy złoża płytkie i najbogatsze, a potrzebna do płukania woda, nie zawsze była dostępna. Płuczka nie mogła stać między szybami, a służyła do wzbogacania rudy, czyli jej oczyszczenia. Składała się z kilku drewnianych rynien z przegrodami, na które sypano rudę. Napuszczano do nich wodę ze strumyków lub wydobytą szybami z wyrobisk i przegarniano rudę zgrzebłami. Woda wypłukiwała z niej i wynosiła na wierzch iły, glinę oraz inne dające się oddzielić zanieczyszczenia, które zwałowano na hałdach. Dopiero po tym procesie przystępowano do prażenia rudy, wytopu ołowiu i wydzielania z niego srebra, co zwano trybowaniem lub odciąganiem.

Jak duże były roszty – stosy do prażenia? Znamy tylko te opisane i wyrysowane w dziele Agricoli wydanym w 1556 roku. W pierwszej fazie tarnogórskiego górnictwa mogły być podobne, a do wytopu nawet dymarki.

Poza tym, Agricola był lekarzem i zainteresował się górnictwem oraz hutnictwem dopiero w Jachymowie, gdzie zamieszkał w 1527 roku. Rysował zatem i opisywał to, co zobaczył i poznał wtedy, gdy górnictwo niemal zamarło w Bytomiu, a rodziło się na wielką skalę w Tarnowskich Górach, a właściwie w kopalni pod Tarnowicami.

W warunkach pracy tutejszych górników i hutników wiele zmienił, wydany w 1528 roku Ordunek Gorny – zbiór praw i obowiązków dla zajmujących się wydobyciem kruszców i ich przetwórstwem a zapewne jeszcze więcej, ustanowienie rok później Urzędu Górniczego w Tarnowskich Górach. Wszelkie prace nadzorowali teraz: starosta górniczy, górmistrz, czuwał olbornik – poborca podatków. Wszystko zapisywali pisarze, ustalona została wysokość płac.

Trzeba tu podkreślić, że pracownicy związani z górnictwem byli bardziej poważani i lepiej wynagradzani niż ci, parający się hutnictwem. Jednak głównym propagatorem wiedzy o pierwszym oraz późniejszym okresie górnictwa i hutnictwa na Ziemi Bytomskiej stał się starszy inspektor hutniczy – Efraim Ludwik Gotfryd Abt.

Jego publikacja „Memoriał w sprawie kopalnictwa rud ołowiu i srebra na Górnym Śląsku” z 1784 została przetłumaczona. Wydana przez Wydawnictwo „ Śląsk” w 1957 roku, stała się źródłem, z którego czerpało wielu piszących o pierwszych wiekach przemysłu metalurgicznego w Tarnowskich Górach i na Górnym Śląsku.

Autor wielokrotnie w publikacji przyznaje, że nie dotarł do wszystkich starych dokumentów i pewnych spraw nie był w stanie dokładnie rozpoznać. Pewne aspekty też pominął. Abt był specjalistą hutniczym, więc niektóre procesy znał z autopsji i wydawały mu się zbyt oczywiste, by je opisać. Po dwóch wiekach, które minęły od czasu, gdy Memoriał powstał, nie są one wcale tak oczywiste dla dzisiejszego czytelnika.

Abt przekazał wiedzę, że pierwsze huty – roszty, od niemieckiego słowa rösten – prażyć, powstały na terenie Tarnowskich Gór dopiero w 1532 roku, a w latach 1533-1597 było już, co najmniej 29 prażalni, też zwanych rosztami.

Roszty-prażalnie, składały się z 4 do 14 ognisk – stanowisk do prażenia. Każde z nich także zwano rosztem. To słowo występuje też jako nazwa największej jednostki objętościowej dla pomiaru ilości odstawianej do huty rudy. Łatwo więc pomylić roszt – hutę z rosztem jako jednym stanowiskiem do prażenia oraz z jednostką miary i wyciągnąć niepoprawne wnioski.

Cdn
Mieczysław Filak

 

Okładka Montes nr 82

Okładka Montes nr 82