Od Eleusis do Tarnowskich Gór

Stanisław Janicki, 1908 r.
Stanisław Janicki, 1908 r.

Stowarzyszenie patriotyczno-religijne Eleusis działało w latach 1902-1914 na terenie trzech zaborów oraz na Śląsku i w Westfalii na zachodzie Niemiec. Jednym z członków tego stowarzyszenia był Stanisław Janicki (1884-1942) – działacz narodowy w środowisku polskiej emigracji zarobkowej na zachodzie Niemiec, poseł na Polski Sejm Dzielnicowy w Poznaniu w 1918 roku, śląski pisarz i publicysta, redaktor, działacz narodowy w okresie plebiscytu i powstań śląskich na terenie Tarnowskich Gór, radny Rady Miejskiej Tarnowskich Gór, tarnogórski przedsiębiorca, poseł na Sejm Śląski, członek Śląskiej Rady Wojewódzkiej, czołowy polityk w Chrześcijańskiej Demokracji Wojciecha Korfantego, stracony przez hitlerowców na gilotynie za działalność konspiracyjną

 

CZĘŚĆ II

Koło Eleusis w Dahlhausen

Stanisław Janicki wstąpił do Eleusis w grudniu 1908 r. Warto w tym momencie przytoczyć garść informacji na temat powstania tej organizacji w Dahlhausen w 1907 r. Inicjatorem utworzenia nowego koła był młody westfalski górnik Feliks Siliński, który wcześniej ukończył kurs wychowania narodowego w krakowskim seminarium stworzonym przez prof. Wincentego Lutosławskiego. Zacytuję wypowiedź świadka tamtych wydarzeń, siedemnastoletniego wówczas krawca – Stanisława Drygasa: – Aby mieć wolną Polskę, trzeba nam wpierw uwolnić się od wszelkich nałogów: od picia alkoholu, palenia tytoniu, hazardu i rozpusty – głosił nasz gość. Ojcu (Józefowi – A.L.) podobały się wymagania samodyscypliny. F. Siliński zaczął częściej u nas bywać, aż pewnego dnia zakomunikował, że następnej niedzieli przyjdzie ktoś z tajnej organizacji „Eleusis”, kto przedstawi zaufanemu gronu Polaków dokładny plan działania. Siliński prosił ojca, aby udostępnił w tym celu nasze mieszkanie i zaprosił jeszcze kilka zacnych osób. Ojciec zgodził się. W oznaczonym terminie zjawił się F. Siliński z zapowiedzianym gościem. Prawie równocześnie zjawiło się także sześciu mężczyzn, z których tylko jeden był mi znany, tj. Jan Kaczor, prezes Towarzystwa Św. Wacława w Linden.

Okładka tytułowa książkowego czasopisma elsów
Okładka tytułowa książkowego czasopisma elsów

Gość, którego przyprowadził Siliński, najpierw rozmawiał z obecnymi, wypytując ich o pracę, stan rodzinny, powody emigracji itp. Następnie przeszedł do zagadnień politycznych, kładąc szczególny nacisk na omówienie polityki rządu pruskiego wobec Polaków. Mówił też bardzo dużo o Polsce. O jej historii, o waśniach szlacheckich, o samolubstwie i sprzedajności magnatów polskich. Stwierdził, że trzeba budować inną Polskę (...), należy usilnie pracować nad sobą, wyrzec się nałogów i złych nawyków – żyć godnie, oszczędnie i wstrzemięźliwie. Żyjmy jak bracia, wspierajmy się, uświadamiajmy nawzajem i twórzmy koła braterskie, abyśmy, gdy wybije godzina powstania, byli gotowi. Wszyscy słuchali z napięciem. (...) – Nie myślmy tylko o sobie, nie domagajmy się zapłaty za naszą pracę. Praca dla dobra sprawy polskiej, to nasz święty obowiązek; za nią się nie płaci. Ona jest i będzie zaszczytem na zawsze – zakończył mówca.

Punktem kulminacyjnym tego zebrania było odczytanie modlitwy i litanii z „Ksiąg Narodu i Pielgrzymstwa” Adama Mickiewicza. Ogarnęła nas wszystkich żarliwość jak w kościele (...). Było to jakby wielkie wołanie utęsknionych dusz. U powieki ojca zawisła łza. To samo spostrzegłem u innych. Wszyscy byli litanią głęboko wzruszeni. Ojciec był bardzo uczulony na sprawy narodowe. Bez wahania zgłosił więc swój udział w organizacji, podobnie uczynili Jan Kaczor i inni. Tak więc powstało koło braci elsów w Linden–Dahlhausen. (...)

Gdy nasze koło braci elsów umocniło swoją pozycję, nawiązało nici łączności z Bochum, gdzie przebywał misjonarz wychowania narodowego – Stanisław Pieniężny. Był on robotnikiem, który odbył w Krakowie kurs pod kierownictwem Wincentego Lutosławskiego, a następnie przez okres sześciu miesięcy działał w Ameryce Północnej wśród tamtejszych kół bractwa. Stanisław Pieniężny, pseudonim „Bór” zajmował się kolportażem książek, co ułatwiło mu kontakt z kołami i udzielanie ideowej pomocy ich członkom. (...)

Elsowie popierali wszelkie organizacje mające na celu zaspokojenie istotnych potrzeb narodu, a w posunięciach politycznych kładli nacisk na „ogólnonarodową” wartość celów i etyczność środków. Tak więc w sprawach, religijnych propagowali indywidualne pogłębienie wiary, w sprawach oświatowych – budzenie samodzielnego myślenia; popierając abstynencję, kładli nacisk na głębsze motywy wstrzemięźliwości. W dziedzinie ekonomicznej propagowali samopomoc i spółdzielczość, w sprawach zawodowych – doskonalenie fachu i rozszerzanie wiedzy teoretycznej.

Uważaliśmy się za organizację najwszechstronniejszą, mającą zarazem stać się prototypem i zarodnią przyszłej Polski. Praca nasza prowadzona pod hasłami abstynencji i odnowy moralnej nie budziła czujności policji niemieckiej, która nie zdawała sobie sprawy, że nasze koła były ogniskami wychowania narodowego. Władze administracyjne także nie zdradzały niepokoju uważając, że są to odpowiedniki niemieckiej organizacji „Blauer Kreuz”1). Abstynencja u Niemców była zagadnieniem eugenicznym, u nas wychowawczym. Fakt, że Prusacy nie dostrzegali tej różnicy, bardzo ułatwiał nam pracę. (...)

Duszą koła w Linden–Dahlhausen był Jan Kaczor (ps. „Gerwazy” – A.L.). Choć robotnik i bez jakiegokolwiek wykształcenia, umiał przekonywająco mówić. Na każdym zebraniu, w którym uczestniczył, nawoływał do wstrzemięźliwości w imię przyszłej Polski. (...) Nasze zespoły składały się przeważnie z pięciu osób, a zebrania odbywały się w domach prywatnych lub, gdy była pogoda, pod gołym niebem. Małe grupki osób nie zwracały niczyjej uwagi i można było w spokoju naradzić się nad naszą działalnością w Towarzystwie Św. Wacława, w kole śpiewu czy w „Sokole”2). Każdy z członków podejmował się jakiegoś zadania uświadamiającego. Szczególny nacisk kładziono na czytanie dzieł wieszczów oraz powieści Sienkiewicza, Prusa i Konopnickiej. (...)

W pierwszym okresie bracia elsowie dobierali się na zasadzie więzów uczuciowych, a więc między sąsiadami lub krewniakami. (...) Później szukano nowych ludzi wśród najaktywniejszych członków towarzystw polonijnych, szczególnie w „Sokole”.

Początki działalności Janickiego w Eleusis

Stanisław Janicki został zwerbowany w grudniu 1908 r. do koła bractwa elsów w Dahlhausen przez Jana Kaczora, jako znany i aktywny członek m.in. „Sokoła” i Towarzystwa Św. Wacława. Od tego momentu zaczyna się przyjaźń między obu panami, która przetrwa wiele lat i doprowadzi ich w 1919 r. (poprzez pracę narodową) ostatecznie do Tarnowskich Gór, gdzie będą wspierać polski ruch narodowowyzwoleńczy w okresie powstań śląskich i plebiscytu.

Już w pierwszym liście z 1909 r. skierowanym do prof. W. Lutosławskiego St. Janicki wyrażał się z uznaniem dla działalności J. Kaczora w tych słowach: „Gdym jeszcze osobiście nie znał brata Kaczora, a mieliśmy tam na obczyźnie zebranie naszego Towarzystwa Św. Wacława, to gdym słyszał mowę tego prostego robotnika Kaczora, która tchnęła taką miłością ku Ojczyźnie, tom go musiał uznać za najlepszego wśród nas Polaka. Stąd widać jaką miłość wpaja w nas pchnięta myśl twa ogromna, Ojcze! A z natury jestem dumny i chociaż sam jestem głupi, nie chcę uznać innego człowieka zaraz za mędrszego od siebie, jak to musiałem przyznać Kaczorowi, a to głównie z tej przyczyny, ponieważ słowa jego zawierały szlachetną miłość ku Ojczyźnie.”

Zaraz po wstąpieniu do Eleusis zajął się Janicki pracą narodową wśród rodaków, którą opisywał w następujący sposób w liście skierowanym do prof. Lutosławskiego w 1909 r.: „Gdym z fabryki przyszedł o szóstej wieczór do domu, (...) dowiedziałem się z ust mej żony, z którą przeszło rok jeden jestem żonaty, iż ma chęć dziś wieczór iść do sąsiada T. Ja naturalnie z tego się ucieszyłem, lubiąc sam bardzo owego sąsiada, jako jednego z lepszych tu Polaków. Tym bardziej miałem powód do uciechy, że (...) będę mógł iść im czytać i jak mogę im sam wykładać. (...) Poszliśmy tedy i wkrótce skierowałem rozmowę na położenie nasze robotnicze, na politykę niemiecką antypolską, na nędzę i ucisk naszego narodu. Nareszcie zwróciliśmy uwagę naszą głębiej w życie nasze, a ja jak mogłem schodziłem po wiekach jak po szczeblach coraz głębiej w naszą przeszłość (...). I tak, bo nie inaczej działać trzeba, chcąc rozżarzyć to, co się w piersiach ludu polskiego pali, a czego słabe jednostki rozpalić w sobie jak iskry nie umieją – trzeba schodzić po wiekach jak po szczeblach i dojść aż do kolebki, gdzie się Polska rodziła, i potem rosnąć z nią i w niej i czuć ją w sobie i badać i chcieć widzieć i wiedzieć, na co ona była, co zrobiła, jak się historii przysłużyła – porównując zarazem inne narody – czemu cierpi, a czemu duch jej szlachetnieje, czemu materialnie niejako ulega, lecz duchowo zwycięża. Czemu ją kochamy, czemu za nią tęsknimy i czemu tej Ojczyzny pragniemy. Tak rozmawialiśmy, więc nie trudno też z takiej rozmowy przyjść do czytania. I ja im czytałem Ojcze twe wykłady z tomu II–IV czasopisma Elsów3). Naturalnie, iż takie pełne rozumu, oparte na wierze w potęgę Boga i na poczuciu własnej siły słowa, muszą kruszyć myśli oparte na sile materialnej u każdego Polaka, który jeszcze się nie wyparł Boga. Przeczytaliśmy całe. Kazali mi znowu przyjść jutro, lecz ja im przyrzekłem pojutrze, chcąc do Ciebie Ojcze ten list pisać. Lecz nazajutrz znów inny sąsiad mnie prosił, by przyjść na wieczór. Ja znów pismo odkładam i idę posiedzieć sobie; tam znowu czytałem mu ciąg dalszy o dawnych bohaterstwach (bom mu już raz jeden o nich czytał). W piątek znowu poszedłem do sąsiada T. Tam znów czytałem Mickiewicza przedmowę do Pana Tadeusza, potem Dziady: Droga do Rosji, i Widzenie ks. Piotra.... Tak znów wieczór przeszedł, (...) ja cieszyłem się w duszy, iż tamte serca rozgrzać umiałem.”

Inny przypadek pracy narodowej wśród rodaków opisał Janicki w swoich wspomnieniach w 1916 r. w tych słowach: »Zostawszy abstynentem, starałem się pociągnąć pewnego młodzieńca na tę samą drogę. Liczył lat 26. Dawałem mu sporo broszur tyczących tejże sprawy, lecz on pozostawał obojętnym. Pewnego razu wręczyłem mu „Księgi pielgrzymstwa”. Po dwóch dniach przyszedł do mnie wieczorem rozpromieniony jak nigdy, z oświadczeniem, że już więcej nie będzie pił, ani palił, ani grał w karty. Oznajmił również, iż Ksiąg Pielgrzymstwa mi nie zwróci, bo one przemówiły mu do duszy. Mickiewicz nawrócił go z drogi pijaństwa, rozżarzając w nim miłość Ojczyzny i ducha ofiary. I jak mógł prosty robotnik zrozumieć największego geniusza narodu? Oto tym samym prawem, jakim prości rybacy żydowscy, albo niewolnicy rzymscy pojmowali największego Ducha na ziemi, Chrystusa Pana. Miłość, która jest źródłem wszelkiego życia, była tu owym ogniem i światłem.«

Oprócz pracy uświadamiającej narodowo Polaków na obczyźnie, zajmował się Janicki również werbowaniem nowych członków do bractwa elsów. Cytuję jego słowa zawarte w drugim liście do prof. W. Lutosławskiego w 1909 r.: »I tak znowu żyję sobie wśród tego świata obcego dalej, z ufnością w Boga i siły własne. A me najmilsze chwile są, gdy po utrudzeniach, a czasem i pustych wyśmiewaniach wejrzę w twarze mych braci Elsów, których tu jest ośmiu. Od czasu jak zostałem Elsem była ma najmilsza chwila, gdym pozyskał mego kolegę z mej wioski rodzinnej. Przyjechał sam do mnie za pracą. Gdy w dom mój przyszedł, częstował mnie papierosem. A gdym mu powiedział, że ja nie palę i nie piję, to rzekł, że bez tego nie można się obejść. Lecz gdy cały tydzień co wieczór mu czytałem, a on słuchał o Polsce, to już jego dusza nie dała mu spokoju, aż nie wstąpił do grona Elsów. Gdy mi to po raz pierwszy powiedział, to wiesz, Ojcze, jaka błogość jest w sercu człowieka, gdy widzi owoc ze swej pracy. Teraz coraz bardziej czuję się silnym i nie oglądam się na pomoc, a to mnie czyni pewnym siebie. Mogę już zbić te wszystkie głupie rozumowania, wygłaszane (przez innych – A.L.) na zebraniach naszego Towarzystwa Św. Wacława. Z początku krzyczeli po większej części, iż jestem baptystą lub innym sekciarzem, lecz zawsze znaleźli się ludzie, którzy widzieli w tym coś dobrego. Teraz już zdobywam ich, chociaż nie zaraz, do Eleusis; muszą ulegać i w kąty ciskać nałogi, szczególniej pijaństwo, gdy im rzucę z piersi rozpalone słowo „Ojczyzna”.«

Kształcenie Stanisława Janickiego pod czujnym okiem prof. Wincentego Lutosławskiego

Prof. Wincenty Lutosławski już na samym początku istnienia Eleusis utworzył w Krakowie seminarium (ognisko) wychowania narodowego przeznaczone do kształcenia zdolniejszych robotników, aby mogli później sami zająć się uświadamianiem narodowym i szerzeniem abstynencji w swoich środowiskach. Nauka młodych robotników, przeważnie rodem ze Śląska, nie była jednak objęta jednolitym programem i systemem metod. Odbywała się zwykle indywidualnie. Dopiero w 1906 r. Wincenty Lutosławski zorganizował systematyczne kursy robotnicze przy krakowskim ognisku, które były prowadzone przez elsów–studentów, już bez jego udziału.

Jesienią 1909 r. Lutosławski wstąpił na kilka dni do Krakowa. Wieczorami, gdy wykładał, lokal ogniska był przepełniony. Przybywali sympatycy i ludzie postronni. Mówiąc o mesjanizmie podkreślał, że prosty lud lepiej rozumie to zagadnienie aniżeli ludzie intelektu, wymieniając przykładowo Stanisława Janickiego, do którego miał wielkie zaufanie i pokładał w nim duże nadzieje, jako przyszłym misjonarzu wychowania narodowego. W związku z tym postanowił go kształcić sam i zaprosił go na początku 1910 r. na dwumiesięczny kurs do Warszawy. Tam Janicki uczył się głównie historii polskiej, pracując codziennie od godz. 4 rano do godz. 20.

Za namową W. Lutosławskiego, po powrocie z kursu, przeprowadził się Janicki z Dahlhasen do Castrop i założył tam za zaoszczędzone pieniądze (1100 marek) polską księgarnię. Należy tu zaznaczyć, że kurs odbyty u Lutosławskiego dokonał zupełnej metamorfozy w życiu St. Janickiego. Z prostego robotnika stał się księgarzem mającym do wypełnienia misję uświadamiania narodowego wśród rodaków na obczyźnie. Otwarcie księgarni polskiej nie było więc przypadkowe, gdyż z założenia miała ona pełnić również rolę polskiego ośrodka kulturalnego, w którym polscy emigranci mogli kupować książki pisane w ojczystym języku i organizować spotkania o charakterze oświatowym. Dzięki swojej pracy narodowej, w krótkim czasie zaczął wyrastać Janicki na niekwestionowanego lidera w Eleusis w Westfalii, a jego wykształcenie miało się wkrótce pogłębić, gdyż W. Lutosławski nie ustawał w zamiarach utworzenia nowej jednostki kształcenia dla robotników – Kuźnicy Wychowania Narodowego. Traf chciał, że na jesieni 1911 r. poznał francuską teozofkę4) panią Paris, posiadającą dom we francuskiej ówcześnie Algierii w mieście Tlemcen, i postanowił tam, za jej aprobatą, stworzyć ową Kuźnicę. Pani Paris przekazała na ten cel cały swój majątek i osobisty swój udział. Pod koniec 1911 r. zaprosił Janickiego wraz z żoną na studia do tej Kuźnicy. Ten nie zastanawiając się, sprzedał księgarnię polską rodakowi za 3300 marek i stawił się w Tlemcen dnia 11 stycznia 1912 r.

Wielu historyków, którzy pisali o Kuźnicy w Tlemcen, opierali się wyłącznie na lakonicznym opisie W. Lutosławskiego zawartym w książce autobiograficznej „Jeden łatwy żywot”. Mnie udało się dotrzeć do sprawozdania Janickiego, które przeleżało ponad sto lat, ukryte przed ludzkim okiem, w archiwum Wincentego Lutosławskiego, znajdującym się obecnie w Krakowie w Archiwum Nauki Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności. Przedstawiam poniżej obszerny skrót z tego sprawozdania.

Moje sprawozdanie z pobytu mego w Kuźnicy w Tlemcen w Algierii od 11 stycznia roku 1912, aż do 24 września roku 1912.

Przybyłem tu wraz z żoną 11–tego stycznia roku 1912 na wezwanie Ojca Lutosławskiego, ażeby się wykształcić w wiedzy i doskonałym pożyciu codziennym, by potem móc pracować skutecznie nad mymi współrodakami robotnikami. (...) Razem z nami mieszkała Pani Paris, fundatorka Kuźnicy, która (...) wkrótce się wyprowadziła do innego mieszkania (...). Po wyprowadzeniu się od nas, Pani Paris, bo już na początku lutego, umarła nie zabezpieczywszy bytu Kuźnicy. Ufaliśmy wszyscy troje, że Bóg nie nas nie opuści i w spokoju pracowaliśmy dalej. (...)

Żona moja pracowała jako gospodyni w Kuźnicy, a ja cały czas oddałem się nauce. Zacząłem od historii Polski (...). Uczyłem się także języka francuskiego z podręczników. Ojciec mi kazał gruntownie streszczać każdą książkę (...).

W styczniu spałem przeciętnie 468 minut; pracowałem umysłowo od 15–tego stycznia, aż do końca miesiąca razem 164 godziny. Streszczałem w tym czasie czytane książki (...); ponadto uczyłem się logiki, języka francuskiego, pisałem artykuły, listy, słuchałem wieczornych odczytów Ojca z „Legionów” Wyspiańskiego, a „Lilii Wenedy” i „Króla ducha” Słowackiego. Takie są tu zaliczone i wieczorne pogawędki z Ojcem, bardzo interesujące, które były prowadzone o zmierzchu, przy palących się klockach drewna w kominku w rodzaju dawnych kominków w Polsce, przypominających nam odległą przeszłość naszych praojców. Chodziliśmy co dzień do komunii (...). Oduczyłem się jadać ze solą, co pewnie się przyczyniło, że coraz mniej pragnienia miałem.

(...) Ojciec czytał nam wieczorami Krasińskiego lub Słowackiego, a o zmierzchu były pogadanki. Także uczyłem się logiki, francuskiego, czytałem gazety, pisałem listy. Razem pracowałem w lutym umysłowo 237 ¼ godzin. Odbyliśmy z Ojcem jedną wycieczkę w góry 40 kilm. (...)

Dnia 11. marca Ojciec wyjechał do Francji, by tam drukować swe dzieło: „Rozwój potęgi woli”. Zostaliśmy oboje z żoną. Tęskniliśmy nieco za Ojcem, tym bardziej, że nie mogliśmy się z nikim rozmówić, jak tylko pomiędzy sobą. Lecz mnie w pracy czas prędko ubiegał (...).

W marcu przeczytałem książki: Askenazego o Łukasińskim i historię Polski Gołębiowskiego. Oprócz tego: francuski, logika, Lutosławskiego „Iskierki warszawskie”, „Pamiętniki Elsów” i różne utwory Słowackiego, gazety i pisałem listy i me własne myśli. Razem pracowałem umysłowo w marcu 250 godzin. Spałem dziennie 486 minut. W kwietniu spałem dziennie 411 minut; przeczytałem książki: „Panowanie J. Kazimierza” Jana Bielskiego i „Początek Słowian i Królestwa Polskiego”, Duchińskiego „Filozofię narodu polskiego”, Konecznego „Historię Piastów i Jagiellonów”, Lubicza „Historię Polski”, Grabskiego „Ekonomię”, streszczenia własne, Pana Tadeusza, zacząłem Webera „Historię powszechną”. Oprócz tego logikę, fizykę, francuski, gazety i listy. Razem pracowałem w kwietniu 365 godzin. Od 9 kwietnia, aż do 20 czerwca jadałem raz dziennie. (...)

Przez oddychanie rytmiczne5), dokonałem na sobie tego, że podczas, kiedy przedtem nie mogłem nigdy we śnie oddychać nosem, lecz ustami, to już po miesięcznym ćwiczeniu oddychania rytmicznego mogłem we śnie oddychać przez nos, co mi ulepszyło mój sen. (...)

Do Ojca pisałem co dzień, a wysyłałem mu listy co trzeci dzień. On mi co trzeci dzień odpisywał, wskazując na me błędy, pokazując coraz to lepszą drogę. Zamiłowanie moje do historii zaczęło się wzmagać i czytałem ją z coraz większą uwagą. Pracowałem coraz bardziej intensywnie. W maju pracowałem umysłowo 380 godzin, czytałem oprócz logiki, fizyki, francuskiego, gazet pisania listów, „Historię powszechną” Webera, potem Szwahna, ekonomię Marchlewskiego i Kulczyckiego „Anarchizm”, „Historię Polski” Dąbrowskiego, „Pomnik dziejów Polski” Rudawskiego, Doliwę, „W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza, „Kordiana” Słowackiego, „Pana Bakera” Konopnickiej. Spałem dziennie w maju 432 minuty. W czerwcu pracowałem 313 godzin, czytałem oprócz zwykle wyżej wymienionych książek: „Historię powszechną” Schillera, Webera średniowieczną, Orzelskiego „Historię Polski”, Fredry „Historię Polski” i „Wojnę chocimską”. Spałem dziennie 414 minut. (...)

W lipcu pracowałem umysłowo 327 godzin, przeczytałem oprócz zwykłych wyżej wymienianych + następujące książki: Łubieński „Dzieje Polski”, Weber, Manitius „Historia średniowieczna”, Solikowski „Historia Polski”, Naruszewicz, Supiński, Sapieha „Pamietnik”. Spałem dziennie 420 minut. W końcu lipca przyjechał do Kuźnicy Mandrella6), aby się uczyć. (...) Mandrella stracił jakoś chęć do nauki, mówił, że go głowa boli, gdy się długo uczy. Wreszcie już ani książki do ręki brać nie chciał, więc po 5–ciotygodniowym pobycie tu, wyjechał. Patrząc na ten wypadek przyszedłem do przekonania, że chcąc brać kogoś z robotników do Kuźnicy, trzeba żeby on się sam wpierw cały miesiąc wypróbował w swym domu żyjąc i pracując tak samo, jak to później będzie musiał czynić w Kuźnicy. (...)

W sierpniu czytałem prócz zwykłych, następujące książki: Schiller „Historia średniowieczna”, Supiński, Sapieha. Pracowałem umysłowo 363 godziny; spałem dziennie 408 minut. W połowie sierpnia wrócił Ojciec, życie nam się urozmaiciło, w wieczornych pogadankach wyjaśniał nam sprawy zawilsze.

Z powodu braku finansów postanowiliśmy na pewien czas wrócić do swego zajęcia w Westfalii, ażeby przy lepszych warunkach móc wrócić znów do Kuźnicy, która na razie zostanie przeniesiona do Szwajcarii7). Okazało się też, że właśnie mój powrót do praktycznego zajęcia i pracy społecznej jest mi potrzebnym, gdyż czułem, że zbyt wiele nauki w stosunkowo krótkim czasie pochłonąłem, więc trzeba mi ją będzie teraz przetrawić w wolnym od nauki czasie.

We wrześniu przeczytałem książki: Jastrzębiowski „O gospodarstwie domowym”, Szczepanowski artykuły, Balicki „Egoizm narodowy”, Dmowski „Polityka narodu polskiego”, Lutosławski „Staatsfervassungen” i „Seelenmacht”, Dzieduszycki „Dokąd iść mamy”, Mickiewicza współudział w sprawie Andrzeja Towiańskiego, Siemiradzki „Dzieje Polski porozbiorowej”, Snitko „Zarys pojęć o narodzie”. Pracowałem aż do 25 września umysłowo razem godzin 244. Spałem dziennie 465 minut. (...)

Patrząc na przykładne życie Ojca w najdrobniejszych szczegółach, wyzbyłem się wielu wad popełnianych w życiu codziennym lub towarzyskim. Na jego przykładnym życiu nauczyłem się nie mniej, niż z jego udzielanych mi nauk. (...) Moje usposobienie w Kuźnicy zmieniło się o tyle, że podczas, kiedy dawniej żyłem więcej zapałem, mniej rozumując, obecnie rozumowanie me równoważy stronę uczuciową (...). Zdobyty pogląd na historię świata daje mi pewność, że ludzkość dąży do Królestwa Bożego, i że wszystko w świecie jest w porządku, gdyż czuwa nad nim ręka Opatrzności, którą często widziałem w tych epokach ludzkości, kiedy ludzkość sobie rady dać nie mogła. Wiem, że Bóg się ukazuje w historii. Zdobyłem także pewność prawie matematyczną, że Polska jest narodem, a naród jest nieśmiertelny. Przez posty i jadło jarskie odmłodziłem me ciało, dawniej miałem prawie ciągle zimne ręce i nogi, dziś czuję tam ciepłą krew. Czytam teraz prawie raz tak prędko, jak dawniej. Logika me rozumowanie często upewnia. Wracam z większym zasobem moralnym, z większą wiedzą, pewnością siebie i pomocy Bożej do pracy praktycznej.

Tlemcen, dnia 25 września 1912 r. Stanisław Janicki.”


ciąg dalszy nastąpi
Armin Lach


***

1) Blauer Kreuz – Błękitny Krzyż, międzynarodowa niemieckojęzyczna organizacja, której celem było zapobieganie oraz leczenie problemów związanych z alkoholizmem. Organizacja istnieje do dziś, a jej cele rozszerzyły się o problemy związane z wszelkimi substancjami psychoaktywnymi.
2) Sokół – towarzystwo sportowe, którego celem było podnoszenie sprawności fizycznej oraz rozbudzanie ducha narodowego wśród polaków na terenie trzech zaborów, oraz na Śląsku i w środowisku polskiej emigracji zarobkowej na terenie Westfalii. Członkowie Sokoła byli poddawani ciągłej inwigilacji ze strony niemieckiego wymiaru sprawiedliwości i licznym represjom, w postaci mandatów karnych i kar bezwzględnego aresztu. Za propolską działalność w Sokole został skazany na areszt m.in. Stanisław Janicki.
3) Eleusis Czasopismo Elsów – periodyczne wydawnictwo książkowe, przeznaczone przede wszystkim dla elsów – jako przewodnik, instruktarz i miejsce do dzielenia się doświadczeniami. (Tom drugi, Kraków wrzesień 1907; Tom trzeci-czwarty, Kraków sierpień 1908).
4) Teozofia - światopogląd religijno-filozoficzny głoszący możliwość bezpośredniego kontaktu człowieka ze światem nadprzyrodzonym i poznania jego tajemnic, przede wszystkim przez mistyczne objawienie. Teozofia odnosiła się m.in. do nieśmiertelności jaźni i jej reinkarnacji oraz do hinduskiej jogi, co było bliskie poglądom W. Lutosławskiego.
5) Oddychanie rytmiczne – jedno z ćwiczeń zalecanych elsom przez prof. Wincentego Lutosławskiego, w celu poprawy zdrowia i zdolności intelektualnych. Do innych zalecanych praktyk, które miały wspomóc intelekt, należały: wczesne wstawanie, branie zimnego prysznica i moczenie nóg w zimnej wodzie podczas nauki.
6) Mandrella – przyjaciel St. Janickiego z czasów chłopięcych z rodzinnego Grabowa. Mandrella przyjechał do Dahlhausen w Westfalii, aby pracować w kopalni, a Janicki wciągnął go do do pracy narodowej w kole Eluesis. Ten fakt został opisany w niniejszym artykule w śródtytule „Początki działalności Janickiego w Eleusis”.
7) Następna Kuźnica Wychowania Narodowego, pod patronatem prof. Wincentego Lutosławskiego, powstała ostatecznie w 1913 r. w mieście Barby w Szwajcarii.”.
Źródło: Wincenty Lutosławski: „Listy robotnika polskiego”, Warszawa 1909; Stanisław Janicki: „Mickiewicz a odrodzenie ludu” w: „Szlakiem Wieszcza, pamiątka Drugiego Dnia Wstrzemięźliwości i Ofiary”, Poznań 1916; Wincenty Lutosławski: „Jeden łatwy żywot”, Warszawa 1933; Teresa Podgórska: „Stowarzyszenie Patriotyczno-Religijne Eleusis w latach 1902-1914”, Lublin 1999; Stanisław Drygas: „Czas zaprzeszły”, Warszawa 1970; Stanisław Janicki: „Mój życiorys”, Tarnowskie Góry 1919 – zbiory prywatne Katarzyny i Armina Lachów w Tarnowskich Górach; Stanisław Janicki: „Moje sprawozdanie z pobytu mego w Kuźnicy w Tlemcen w Algierii od 11 stycznia roku 1912, aż do 24 września roku 1912.”, Tlemcen 1912 – archiwum prywatne Wincentego Lutosławskiego w: Archiwum Nauki PAN i PAU w Krakowie; Zdjęcie Stanisława Janickiego wykonane w Bochum w 1908 r. - zbiory prywatne Katarzyny i Armina Lachów w Tarnowskich Górach; Zbigniew Hojka - Klaudia Pikuła: „Stanisław Janicki (1884-1942). Biografia polityczna”, Katowice – Chorzów 2016
 

Okładka Montes nr 81

Okładka Montes nr 81