Zniszczyć ludowca

Bezpieka tak długo urabiała tarnogórskiego kandydata na posła mikołajczykowskiego PSL do Sejmu Ustawodawczego w 1947 roku, aż całkowicie zrezygnował z politycznej działalności

Jedną z bardziej dokuczliwych metod była nagonka prasowa zorganizowana w „Trybunie Robotniczej”. W numerze 11. ze stycznia 1947 roku ukazał się artykuł z nagłówkiem „Ich kandydaci. Imć pan Twardokęs” w całości poświęcony tarnogórskiemu kandydatowi na posła do Sejmu Ustawodawczego z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego. Autor Stanisław Stanisławski z przekąsem pisał o Franciszku Twardokęsie, ówczesnym kierowniku szkoły powszechnej w Bobrownikach Śląskich, jako o „najsolidniejszym człowieku doby współczesnej”, który jako przewodniczący Polskiego Związku Nauczycielstwa Polskiego „stał się popularny wśród części nauczycieli” i „wzorem dla demokratów i patriotów”. Na kilku zdjęciach zamieszczonych obok tekstu czytelnik wojewódzkiego organu PPR mógł zobaczyć czekolady, owoce cytrusowe, butelki koniaku, garnitury, trzy radioodbiorniki i worki z mąką. Te wszystkie zapasy z UNRR-y rzekomo znaleźli funkcjonariusze UB w mieszkaniu kandydata PSL. Odnaleźli także portrety Hitlera i kolekcję Krzyży Rycerskich, które wcale nie były własnością Twardokęsa, lecz poprzedniego lokatora z czasów okupacji. Tak wielka ilość towarów zgromadzona w tarnogórskim mieszkaniu Twardokęsa posłużyła dziennikarzowi „Trybuny Robotniczej” do fałszywego oskarżenia nauczyciela o spekulację i „żerowaniu na ludziach”. Do zarzutów – według ubeckich wzorów – dołączono współpracę z „leśnymi ludźmi”, bo funkcjonariuszom UB nie udało się aresztować Twardokęsa, który – jak donosił z obłudną drwiną dziennikarz „TR” – „drapnął do lasu (prawdopodobnie na polowanie, bo uzbrojony)” w dodatku z dolarami w kieszeni. W ten sposób peperowska propaganda próbowała zohydzić w oczach wyborców peeselowskiego kandydata na posła z Tarnowskich Gór.

Chłopski syn popierał ludowców

Franciszek Twardokęs urodził się 20 września 1897 roku w Sączowie jako syn Józefa i Bronisławy, właścicieli 2,5 – hektarowego gospodarstwa. W latach 1919-1920 służył w polskim wojsku. Po demobilizacji podjął naukę w seminarium nauczycielskim. Ukończył także kursy doskonalące w zawodzie pedagoga. Kierownikiem szkoły podstawowej w Bobrownikach Śląskich został w 1928 roku. Już w okresie międzywojennym – jako chłopski syn – interesował się działalnością ludowców. Uczestniczył w zebraniach, gdzie zabierał głos, ale nigdy nie był członkiem Polskiego Stronnictwa Ludowego. Z powodu popierania nurtu lewicowego w chłopskim ruchu – jak sam opowiadał – „miał nawet pewne kłopoty” ze strony sanacyjnych władz. W czasie okupacji schronił się w gospodarstwie rodziców. Do pracy w szkole powszechnej w Bobrownikach Śląskich na stanowisko kierownika wrócił 12 lutego 1945 roku. Osobiście zapisał 340 uczniów na lekcje, które przez pierwsze dni sam prowadził. Dopiero od 20 lutego 1945 roku przybyli do pomocy pozostali nauczyciele.

Dzięki upominaniu się o losy pracowników oświaty, Franciszek Twardokęs stanął na czele powiatowego Związku Nauczycielstwa Polskiego w Tarnowskich Górach i zyskał sporą popularność. Sprzyjał także, podobnie jak przed wojną, ludowcom. „Sądziłem, że w tym ruchu jest sedno sprawy chłopa” – mówił 6 listopada 1947 roku przesłuchującym go ubekom. Jak wówczas zadeklarował, nie miał skrystalizowanych poglądów wobec polityki Stanisława Mikołajczyka, ale cieszył się z udziału emigracyjnego polityka w Tymczasowym Rządzie Jedności Narodowej. Takie poglądy zbliżyły go do PSL. Przewodniczący tarnogórskiego koła tej partii Stanisław Mach, mimo że Franciszek Twardokęs do niej nie należał, namówił go do kandydowania na posła ludowców w wyborach do Sejmu Ustawodawczego w 1947 roku.

W łapach ubecji

W ręce komunistycznego aparatu bezpieczeństwa dostał się Twardokęs długo po przegranych przez PSL wyborach do Sejmu, dopiero 6 listopada 1947 roku, kiedy przeprowadzono rewizję w jego mieszkaniu w poszukiwaniu nielegalnej literatury i biuletynów PSL. Wtedy został pierwszy raz przesłuchany w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Tarnowskich Górach. Przyciśnięty do muru i zapewne nieźle przestraszony Franciszek Twardokęs przyznał: „straciłem bardzo wiele, kiedy mnie opisano w gazecie”. Miał też pretensje, że wtedy nikt z PSL mu nie pomógł. I – na co tylko ubecy czekali, żeby wykorzystać to propagandowo – potępił ucieczkę z kraju Stanisława Mikołajczyka po przegranych wyborach. Zapewne pod naciskiem ubeków, oficjalnie zgłosił swoje poparcie do lewicowej grupy ludowców Czesława Wycecha, zaznaczając przy tym, że nikt z zarządu powiatowego PSL w Tarnowskich Górach nie wystąpił nigdy przeciw władzy i rządowi.

Mimo takich deklaracji, został 27 listopada 1947 roku zapobiegawczo aresztowany, podejrzany o szerzenie wrogiej propagandy przeciwko Państwu Polskiemu i stałą współpracę ze Stanisławem Mikołajczykiem. Wolność odzyskał dopiero, gdy ppłk Tadeusz Jaszowski z Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Katowicach, 28 stycznia 1948 roku, umorzył wszczęte przeciwko niedoszłemu parlamentarzyście ludowców śledztwo w sprawie przygotowania do usunięcia przemocą organów władzy z powodu braku podstaw do pociągnięcia do odpowiedzialności karnej.

Losem Franciszka Twardokęsa zainteresowały się także władze oświatowe. Inspektorat Szkolny w Tarnowskich Górach wydał 1 grudnia 1947 roku dekret przeniesienia go z kierownika Publicznej Szkoły Powszechnej w Bobrownikach Śląskich na równorzędne stanowisko do Publicznej Szkoły Powszechnej nr 2 w Gołonogu. Jednak dopiero po decyzji katowickiej Wojskowej Prokuratury Rejonowej zarządzenie to weszło w życie. Ale służby bezpieczeństwa nie dały Twardokęsowi spokoju. Musiały zmiękczyć go ostatecznie. Po raz ostatni wezwany na przesłuchanie 22 lipca 1948 roku jeszcze raz musiał wyprzeć się kontaktów z osobami politycznie podejrzanymi i PSL-em.
Po przejściu na emeryturę dożył 90 roku życia. Spoczął na cmentarzu w rodzinnym Sączowie.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 81

Okładka Montes nr 81