333. rocznica wizyty króla Jana III Sobieskiego

Zygmunt Grimer, Powitanie Jana III Sobieskiego przez wiedeńczyków, Tarnowskie Góry, 1840, olej, płótno  Ze zbiorów Muzeum w Tarnowskich Górach
Zygmunt Grimer, Powitanie Jana III Sobieskiego przez wiedeńczyków, Tarnowskie Góry, 1840, olej, płótno Ze zbiorów Muzeum w Tarnowskich Górach

W marszu na Wiedeń

Przymierze obronne przed najazdem Porty Otomana cesarz austriacki Leopold I zawarł z polskim królem Janem III Sobieskim 31 marca 1683 roku. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uchwalił 17 kwietnia 1683 roku zgodę na wystawienie wojsk. Na odsiecz Wiednia wyruszyło 22 tys. żołnierzy w tym 13,5 tys. jeźdźców. Armia polska wraz z królem wybrała trasę przez Górny Śląsk, bo mieszkańców stać było na zaprowiantowanie armii, na którą co cztery mile oczekiwały magazyny z żywnością. Od 18 sierpnia 1683 roku przez Mysłowice, Będzin, Czeladź, Bytom i Piekary Śląskie w ciągu dwóch dni wojsko dotarło do Tarnowskich Gór

W mieście gwarków monarchę powitali uroczyście burmistrz Jan Spaczek i inni dostojnicy, którzy od dwóch tygodni wyglądali króla. Sobieski nadjechał sześciokonną kolaską otoczoną grupą jeźdźców. Miejscowi powitali go oracjami i owacjami. Ponoć kanclerz Jerzy Wilczek, pan na Łabędach, wygłosił przemówienie, którego końcowy fragment brzmiał: „W imieniu cesarza, w imieniu ludu naszego górnośląskiego... życzymy Ci, Najjaśniejszy Panie, abyś z pomocą Bożą pokonał i pogromił odwiecznych katów naszych i jako zwycięzca, uwieńczony wiekopomną sławą, powrócił w czerstwym zdrowiu do ojczyzny swojej, którą chwalebnie władasz”. Drogę monarsze zajechał także z powitaniem hrabia Franciszek Euzebiusz Oppersdorf, namiestnik księstwa raciborsko-opolskiego, „człowiek grzeczny bardzo” – jak określił go później Sobieski. Króla szczególnie uradowały tłumy ludzi różnych stanów przybyłych go powitać z różnych zakątków Gónego Śląska.

Wojska, które nadciągnęły za królem rozłożyły się obozem na podmiejskich polach – zdaniem Franciszka Delairac, francuskiego dworzanina monarchy, w celu wywarcia większego wrażenia na gapiach i cesarskich obserwatorach. Po dwóch nocach spędzonych przez królewską parę w mieście, rankiem 22 sierpnia 1683 roku wojsko stanęło w szyku „i prezentowało się Królowej Jmci, która pożegnawszy króla Jmci – w tenże dzień z przytomnym dworem wróciła nazad” – zanotował Marcin Kątski. Nie obyło się bez łez, bo Maria Kazimiera obawiała się o zdrowie niemłodego „Jachniczka” i życie „Fanfanika”, czyli królewicza Jakuba, który powołany przez ojca, wyruszył bić „Turczyna”. Niepokoiła się także o brata generała-majora dowodzącego gwardią królewskich dragonów. Tak wyobrażała sobie rozstanie pary królewskiej Maria Konopka w książce „Jan III Sobieski na Śląsku w drodze pod Wiedeń” wydanej w 1983 roku. Do Gliwic Sobieski wyruszył karocą.

Fabularyzowany opis

Ten dość barwny i szczegółowy opis pobytu Sobieskiego w Tarnowskich Górach zawdzięczamy głównie Marcinowi Kopcowi, który jako pierwszy zamieścił go w opublikowanej po polsku w 1909 roku w Mikołowie książce „Król Sobieski na Śląsku w kościołach w drodze pod Wiedeń”. Nie wiadomo dokładnie, skąd autor wziął szczegóły wizyty królewskiej rodziny u władz i okolicznej szlachty. Ani na jakiej podstawie wnioskował, że władze księstwa opolsko-raciborskiego powitały monarchę w Tarnowskich Górach. Być może korzystał z nieznanych dzisiaj bądź zaginionych źródeł archiwalnych. Jednak już w chwili ukazania się publikacji Kopca jego fabularyzowana wizja wizyty króla w Tarnowskich Górach uznana została za niezbyt wiarygodną. Autor znany był bowiem z tego, że zanadto podkreślał związki Górnego Śląska z Polską. Liczne nieścisłości w dziele Kopca sprostował przekonująco Ryszard Kincel w artykule „Sobieski i wojsko polskie na ziemi raciborskiej”. Ta zbeletryzowana wersja powielona została przez Gustawa Morcinka w powieści „Ondraszek” i do dziś chętnie bywa przytaczana przez różnych autorów.

Obecnie, gdy dostępne są tylko różnego rodzaju oficjalne dokumenty dyplomatyczne, pamiętniki i listy osób uczestniczących w przemarszu i odsieczy wiedeńskiej, ale nie zachowały się do czasów współczesnych teksty przemówień, protokolarzy, ksiąg rachunkowych, menu przyjęć, a także nie przetrwały archiwalia miejskie i cechowe z tego okresu oraz informacje o swawolach żołnierzy, historycy bywają skazani na domniemania lub zawierzenie licznym ustnym przekazom zachowanym dzięki pamięci okolicznej ludności. Jak zatem – w świetle dostępnych i zachowanych archiwaliów – wyglądał pobyt króla Sobieskiego w mieście gwarków?

Z zapisków w diariuszu królewicza Jakuba Sobieskiego wynikało, że 20 sierpnia 1683 roku monarchę i jego rodzinę oraz towarzyszących mu żołnierzy powitali w Tarnowskich Górach Leon Ferdynad Henckel von Donnersmarck, właściciel Bytomia, wraz z żoną Julianą Maksymilianą z domu hrabianką Coob von Neyding. Brak pewności, ale być może wśród witających byli Karol Maksymilian Henckel von Donnersmarck i jego żona Helena baronówna von Roedern, do których należały Tarnowskie Góry. Nie wiadomo, co dokładnie porabiał Sobieski przez dwa dni, lecz najprawdopodobniej nocował w namiocie pośród wojska obozującego na podmiejskich łąkach. Wiadomo, że 22 sierpnia dokonał przeglądu wojsk i ukarał czterech żołnierzy, którzy dopuścili się rabunku. Wyrok przez powieszenie wykonano poza miastem na Wisielczym Wzgórzu, tradycyjnym miejscu kaźni na bobrownickich polach. Po wysłuchaniu mszy świętej rozstał się z żoną Marią Kazimierą, do której pierwszy list wysłał z Gliwic, następnym mieście goszczącym króla po Tarnowskich Górach.

Wbrew utartemu przekonaniu o wyjeździe królowej Marysieńki wprost z miasta gwarków do Krakowa, najnowsze badania sugerują, że monarchini na kilka dni zawitała do pałacu w pobliskim Koszęcinie, gdzie spała w pokoju zwanym do dziś królewskim. Koszęcin należał wówczas do Mikołaja Filipa barona von Rautten, spokrewnionego z cesarskimi dostojnikami, co mogło skłonić króla nawet do wcześniejszego wypadu z małżonką do Koszęcina z ciasno zabudowanych Tarnowskich Gór. Na pobyt wojsk Sobieskiego w Koszęcinie wskazują trzy lipy zasadzone wokół przydrożnej kapliczki, aby upamiętnić odwiedziny króla.

Wyraźne objawy czci ludności

Wiedzę zawartą w dokumentach na temat wizyty mamy więc dosyć skromną, za to pamięć o pobycia króla Sobieskiego i jego husarii w Tarnowskich Górach utrwaliła się bardzo silna. Jej początków można się doszukać już podczas odsieczy wiedeńskiej, kiedy to przemarsz wzbudził duże zainteresowanie miejscowej ludności i stał się dla niej silnym przeżyciem. O gromadzących się tłumach na trasie i w miastach pisali diaryści. Jeden z Francuzów, którzy znaleźli się w gronie dworaków uczestniczących w marszrucie przez Górny Śląsk, Franciszek Dalairac z podziwem zanotował w swoim diariuszu: „Nigdy żaden monarcha nie spotkał się z tak wyraźnymi objawami czci ze strony ludności obcego państwa, jak król Polski ze strony poddanych cesarza”. Co było przyczyną gromadzenia się tłumów na trasie podróży Sobieskiego? Z pewnością ciekawość i chęć uszczknięcia resztek z pańskiego stołu, bo podczas postojów ucztowali ochoczo monarcha ze swoją świtą, witający go wysłannicy cesarza oraz sami żołnierze obficie zaopatrzeni w żywność przez miejscową szlachtę. Towarzyszyła zapewne tym wiwatom wznoszonym przez ludność na cześć króla polskiego i nadzieja na pokonanie Turków, którzy jawili się jako najgorsi ciemiężcy.

Czy prawdopodobne były także przyczyny narodowościowe, które zasugerował w 1933 roku Andrzej Czudek, pisząc: „Wspólny język ojczysty i wspólna wiara zbliżyły do siebie ludność i wojsko. Serca naszych przodków pełne były wówczas czci i uwielbienia dla mężnego króla”?

Łączenie kultu pogromcy wojsk Kara Mustafy z miłością do Polski rozpoczęło się dopiero podczas obchodów dwustulecia odsieczy wiedeńskiej. Z tej okazji 11-13 września 1883 roku odbyły się uroczystości w Krakowie, i co ciekawe w Cieszynie, bo zezwalała na to względna swoboda polityczna, jaką cieszyli się Polacy w zaborze austriackim. Niewątpliwie za świętowaniem pogromu Imperium Osmańskiego czaił się także interes Habsburgów. Jednak właśnie wtedy w licznych artykułach i książkach podniesiona została sprawa polska. Na dobre wręcz już te idee pojawiły się w publikacjach z okazji 250. rocznicy odsieczy wiedeńskiej.

Tarnogórski kult


Kult Sobieskiego w Tarnowskich Górach, których losy potoczyły się nieco inaczej niż Cieszyna, bo od 1742 roku wcielone zostały do państwa pruskiego, początkowo – z oczywistych powodów – zupełnie nie zaistniał. Owszem w kronikach i artykułach historycznych wspominano o wizycie polskiego monarchy w mieście gwarków, ale stawiano ją na równi z odwiedzinami władców Prus, Niemiec i Rosji.

Dopiero po II wojnie rozpoczął się w Tarnowskich Górach wielki pośmiertny tryumf króla Jana III Sobieskiego, zainicjowany przez działaczy Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, uznających monarchę za najważniejszą postać w tradycyjnym pochodzie historycznym, przemierzającym ulice podczas Dni Gwarków, corocznego święta miasta. Hasło rzucone przez animatorów podjęli historycy, wiele razy organizując w Tarnowskich Górach sesje naukowe poświęcone pobytowi w mieście Sobieskiego – tego najbardziej piastowskiego spośród elekcyjnych królów Polski. Wykorzystując historyczną wiedzę, tarnogórscy muzealnicy urządzili w jednej z sal stałą ekspozycję na temat odsieczy wiedeńskiej.

A mieszkańcom bardzo przypadła postać Sobieskiego do serca. Co kilka lat odbywały się spontaniczne inscenizacje poświęcone wizycie monarchy. Bakcyla zachwytu postacią monarchy złapali również młodzi ludzie, którzy kilka lat temu odśpiewali w tarnogórskim muzeum rapowaną kompozycję o miłości królowej Marysieńki i króla Jachniczka. Wskazuje to, że lokalny kult Sobieskiego zatacza coraz szersze kręgi w opłotkach miasta gwarków i nic nie wróży jego końca.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 81

Okładka Montes nr 81