Od Eleusis do Tarnowskich Gór

Rysunek pochodzi z albumu  karykatur „Polska współczesna w krzywem zwierciadle” wydanym przez Stanisława Janickiego w Chorzowie w 1936 r. Autorem tekstu pod  rysunkiem jest St. Janicki
Rysunek pochodzi z albumu karykatur „Polska współczesna w krzywem zwierciadle” wydanym przez Stanisława Janickiego w Chorzowie w 1936 r. Autorem tekstu pod rysunkiem jest St. Janicki
Stowarzyszenie patriotyczno-religijne Eleusis działało w latach 1902-1914 na terenie trzech zaborów oraz na Śląsku i w Westfalii na zachodzie Niemiec. Jednym z członków tego stowarzyszenia był Stanisław Janicki (1884-1942) – działacz narodowy w środowisku polskiej emigracji zarobkowej na zachodzie Niemiec, poseł na Polski Sejm Dzielnicowy w Poznaniu, śląski pisarz i publicysta, redaktor, działacz narodowy w okresie plebiscytu i powstań śląskich na terenie Tarnowskich Gór, radny Rady Miejskiej Tarnowskich Gór, tarnogórski przedsiębiorca, poseł na Sejm Śląski, członek Śląskiej Rady Wojewódzkiej, czołowy polityk w Chrześcijańskiej Demokracji Wojciecha Korfantego, stracony przez hitlerowców na gilotynie za działalność konspiracyjną

CZĘŚĆ I

Wstęp

Tematem niniejszego opracowania jest działalność Stanisława Janickiego w stowarzyszeniu patriotyczno-religijnym Eleusis, które funkcjonowało w latach 1902-1914 na terenie trzech zaborów oraz na Górnym Śląsku i w Westfalii na zachodzie Niemiec. W szczególności wziąłem pod uwagę przemianę duchową i intelektualną Janickiego, która była związana ze wstąpieniem do tego stowarzyszenia, oraz bliskie i zażyłe kontakty z jego twórcą – prof. Wincentym Lutosławskim.

Za pracą do Niemiec

Stanisław Janicki urodził się 13 grudnia 1884 r. w Grabowie nad Prosną, gdzie jego ojciec pracował w cegielni jako robotnik. Mieszkał z rodzicami i rodzeństwem w gospodarstwie rolnym swoich dziadków. Rodzina kultywowała tradycje katolickie i polskie w ramach ludowego regionalizmu wielkopolskiego. Po śmierci ojca w 1894 r. został oddany na służbę do obcych ludzi. Zaraz po ukończeniu niemieckiej szkoły powszechnej (podstawowej) w Grabowie w 1898 r. wyjechał z ojczymem do matki na emigrację zarobkową na teren zachodnich Niemiec; na początku było to Mannheim.

Tak te dzieje opisywał w swoim życiorysie z 1909 r.: „Urodziłem się 13-go grudnia 1884 roku na Pustkowiu (dzielnica Grabowa – A.L.), blisko granicy (pogranicze dawnych Prus i Rosji – A.L.). Jak żywiej mi krew bije, gdy wspomnę na me młode lata tak piękne! Gdym miał sześć lat poszedłem do szkoły pruskiej, gdzie jeszcze trochę historii świętej po polsku uczyli (poza tym nauka w szkole odbywała się wyłącznie w jęz. niemieckim – A.L.). Gdym miał lat dziesięć umarł nasz Ojciec właśnie w dzień św. Barbary 4-go grudnia, do której to patronki on zawsze w długie wieczory zimowe pieśń śpiewał, której pierwsze zwrotki w pamięci zachowałem. (...) Po śmierci Ojca, pozostało nas czworo: Matka, ja i dwie siostry młodsze. Ja poszedłem na służbę. Matka pojechała w świat do Sasów1), a dwie siostry młodsze wzięła Babusia. W trzy lata Matka wyszła za mąż po raz drugi. Ja, gdy miałem lat czternaście, przyszedłem ze służby. (...) Gdy wyszedłem ze szkoły, pojechałem z Ojczymem w świat, w niemczyznę.”

Przez wiele lat Janicki ciężko pracował jako robotnik w różnych zakładach przemysłowych, m.in. w cegielni, hucie żelaza, papierni i kopalniach węgla kamiennego. W latach 1904-1906 odbył obowiązkową służbę wojskową w armii niemieckiej, o czym pisał w życiorysie z 1909 r.: „Chcę jeszcze dodać, iż służyłem Niemcom w pewnym badeńskim pułku w starym mieście badeńskim nad Renem przy piechocie; uczynili mnie niemieckim „gefrejterem” (ściśle podoficerem-aspirantem, na podst. życiorysu z 1919 r. – A.L.) i chcieli bym został dłużej, lecz darmo!”

Od początku pobytu w Niemczech aktywnie uczestniczył w życiu społecznym tamtejszej emigracji. Zaangażował się w działalność polskich organizacji i towarzystw na terenie Mannheim w Badenii-Wirtemberdze i Dahlhausen w Westfalii-Nadrenii, później w Castrop i Gelsenkirchen. Po odbyciu obowiązkowej niemieckiej służby wojskowej zamieszkał w Dahlhausen. Swoją radykalną propolską działalnością narodową naraził się miejscowej policji i wielokrotnie był karany grzywną przez sądy niemieckie. W 1907 został skazany na karę ścisłego aresztu. Z powodu swojej działalności często był zwalniany z pracy i miał kłopoty ze znalezieniem stałej posady.

Stanisław Janicki od dzieciństwa bardzo lubił się uczyć, ale jego sytuacja rodzinna i ekonomiczna uniemożliwiała kontynuowanie nauki. Za zarobione pieniądze ukończył jedynie prywatny kurs handlowo-budowlany. We własnym zakresie uczył się poprawnie mówić i pisać po polsku, czytając głównie polską literaturę. Podczas lektury „Pana Tadeusza” Mickiewicza doznał w 1904 roku przemiany duchowej. Tak o tym pisał we wspomnieniach z 1916 r.: »Miałem wtenczas lat dwadzieścia. Pracowałem daleko na obczyźnie. Mieszkając pomiędzy ludźmi zepsutymi, poczynałem zapominać przestróg matki i wątpić w życie cnotliwe. Ważyły się losy mojego życia. Mając jednak zamiłowanie do czytania, sprowadziłem sobie za pośrednictwem gazety „Pana Tadeusza”. Była to niedziela. Pamiętam jak dziś. Rzuciwszy się na łóżko wziąłem książkę i począłem czytać: „Litwo, ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie./ Ile cię trzeba znać, ten tylko się dowie,/ Kto się stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie/ Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.”

Uczucie, jakiego doznałem po przeczytaniu tego wstępu, tak silnie mną wstrząsnęło, że nie zapomnę go do śmierci. Mickiewicz, którego po raz pierwszy czytałem, jak lekarz cudowny ukoił mą duszę. Zdawało mi się, iż jestem wyrwany spośród tej ciemnej i rozhukanej gawiedzi, zapijającej i bawiącej się w karty, a przeniesiony w ukochaną, idealną, świętą ojczyznę – Polskę Bożą, w której już grzeszyć nie wolno, pod grozą jej utracenia. Ostatnie przeczytane słowa utkwiły mi w myśli i szeptałem: bo tęsknię po tobie! A jakże można tęsknić za Ojczyzną, mając duszę zabrudzoną grzechami? Mickiewicz przeniósł mnie w kraj ideału, w którym nie wolno przebywać złym ludziom. Wróciwszy myślą z takiej Ojczyzny czułem się silny i zdrów na duszy i powtarzałem Ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie!

Chwila ta była dla mnie tym, czym dla wędrowca są rozstajne drogi. Staje na nich, aby się rozpatrzyć, którędy iść trzeba, by dojść do celu. Dopiero po kilku latach, słysząc wiele o odrodzeniu narodowym i zastanawiając się nad swą przyszłością, przypomniałem sobie ów wypadek i zrozumiałem, iż Mickiewicz dopomógł mi za młodu do odrodzenia duszy mojej.«

Życie Janickiego w kwestii wykształcenia zmieniło się diametralnie, kiedy w grudniu 1908 r. wstąpił do konspiracyjnego stowarzyszenia patriotyczno-religijnego Eleusis w Dahlhausen pod pseudonimem „Most”. Twórcą Eleusis był słynny ówcześnie działacz narodowy i filozof prof. Wincenty Lutosławski.

Wincenty Lutosławski [1863 (Drozdowo) - 1954 (Kraków)]

Pierwsze 13 lat życia spędził w rodzinnym Drozdowie, gdzie był kształcony w domu. Po czterech latach gimnazjum i zdobyciu matury w Mitawie (Jegławie) na Łotwie, następne 1,5 roku studiował chemię na Politechnice Ryskiej (Łotwa). Stąd przenosi się do Dorpatu (Estonia), gdzie kontynuuje studia chemiczne, a później, prawie równolegle filozofię. Stopień doktora z chemii i filozofii uzyskał kolejno w latach 1885 i 1886. Potem odbył podróże kształcące do Paryża i Londynu. W latach 1890-1893 wykładał logikę, psychologię i historię filozofii na uniwersytecie w Kazaniu (Rosja). Pomiędzy 1893 a 1899 Lutosławski znów podróżował po Europie, w 1898 r. uzyskał doktorat na uniwersytecie w Helsinkach. W 1899 rozpoczął wykłady z filozofii w Katedrze Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.

W nauce zapewnił sobie Lutosławski bezsprzecznie ważne miejsce w historii filozofii światowej ustalając (niepodważoną do dziś) chronologię dzieł Platona na podstawie własnej metody nazwanej „stylometrią”, która polegała na szczegółowym badaniu zmian w stylu pisma. Wiele też podróżował po Europie i po USA głosząc podczas wykładów i odczytów swoje poglądy. Dlatego bardziej niż w Polsce znany był i jest za granicą.

W roku 1900 przeżył konwersję religijną – coś w rodzaju wewnętrznego oświecenia, od tej pory łączył działalność filozoficzną z poczuciem społeczno-religijnej misji naprawy świata, a zwłaszcza Polski i Polaków. W swojej narodowej filozofii nawiązywał do Platona, twierdząc że naród jest substancjalną wspólnotą ducha, to znaczy iż naród to suma nieśmiertelnych, indywidualnych dusz ludzkich mających obiektywne, rzeczywiste istnienie, wcielających się w kolejnych przedstawicieli danego narodu. Innymi słowy: według Lutosławskiego dusze mają swoją narodowość. Uważał się Lutosławski za ortodoksyjnego katolika, aczkolwiek Kościół nie uznawał jego nauki o wędrówce dusz, uważając jego poglądy za heretyckie. Przypisywał też Lutosławski polskiemu narodowemu duchowi szczególną rolę w przyszłej przemianie świata. Wierzył we własną misję szerzenia idei pracy duchowej, polegającej na doskonaleniu się poszczególnych dusz polskich. W roku 1902 założył w Krakowie stowarzyszenie Eleusis.

Stowarzyszenie patriotyczno-religijne Eleusis

Wincenty Lutosławski nadając założonemu przez siebie towarzystwu nazwę Eleusis nawiązywał do miasta w starożytnej Grecji, ośrodka misteriów eleuzyńskich, gdzie nauczano o nieśmiertelności dusz, wyższości ducha nad ciałem, i wymagano czystości seksualnej. Na określenie członków stowarzyszenia użył terminu pochodnego od tej nazwy – elsowie, w którym podkreślał znaczenie pochodzące od skrótu greckiego – Eleutheroi laon soteres (ELS) – ten, co sam wolny może lud wyzwalać. Wolność tę utożsamiał z wyzwoleniem moralnym przez zachowanie poczwórnej abstynencji: od tytoniu, alkoholu, gier hazardowych i rozpusty. Sprawę abstynencji Lutosławski łączył z ideą wychowania narodowego, opartego na poznawaniu pism i nauki wieszczów epoki romantyzmu: Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego.

W roku 1912 uzupełniono nazwę stowarzyszenia dodając: Związek dla Krzewienia Moralnego Odrodzenia i Narodowego Wychowania. Stwierdzono też, iż narodowe wychowanie powinno mieć łączność z nauką głoszoną przez Kościół katolicki.
Stowarzyszenie Eleusis było więc związkiem patriotyczno-religijnym, którego członkowie dążyli do odrodzenia społeczeństwa polskiego poprzez praktykowanie i szerzenie poczwórnej abstynencji, wychowanie narodowe opierające się na nauce wieszczów, uczestnictwo w życiu Kościoła i osiągnięcie „łączności” z nadprzyrodzonością. Odrodzenie to miało doprowadzić do niepodległości Polski.

Związek ten wychował część młodzieży polskiej należącej do generacji, która wywalczyła, a następnie odbudowała niepodległe państwo polskie. Była to przede wszystkim młodzież studiująca na Uniwersytecie Jagiellońskim i wyższych uczelniach Lwowa, a więc przyszła inteligencja polska. Obok niej bardzo ważne miejsce zajmowali młodzi robotnicy pracujący na Śląsku i w Westfalii, którzy dzięki swej przynależności do Eleusis zdobyli uświadomienie narodowe. Podkreśla się też wpływ stowarzyszenia na tworzący się skauting polski (harcerstwo). Stowarzyszenie „poczwórnych abstynentów” wywarło również doniosły wpływ na ruch antyalkoholowy.

Poprzez dążenie do odrodzenia narodowo-moralno-religijnego Eleusis było zbliżone do innych ówczesnych ugrupowań młodzieży polskiej określanych wspólnym mianem ruchów neofilareckich lub odrodzeniowych.

Dnia 24 III 1901 r. przy ul. Batorego 1 w Krakowie, Lutosławski zainaugurował Seminarium Wychowania Narodowego. Od marca do czerwca komentował tam dla stu kilkudziesięciu osób utwory mesjanistyczne literatury polskiej ze szczególnym uwzględnieniem „Dziadów” Mickiewicza. Szybko popadł w zatarg z władzami zaborczymi, głosząc publicznie, że Polska ma prawo do niepodległości. Władze austriackie zawiesiły go w czynnościach profesorskich.

W październiku 1901 r. zamieszkał w Morges w Szwajcarii, aby wykładać w Genewie i Lozannie. Zredagował tam „Projekt Programu Sprawy Wychowania Narodowego”, w którym zwracał uwagę na niebezpieczeństwa narastania różnic między Polakami żyjącymi w trzech różnych państwach, sugerował utworzenie stowarzyszenia mającego na celu jednoczenie młodzieży z różnych zaborów za pomocą zjazdów oraz uświadomienie warstw narodu o ideałach, obyczajach i tradycjach powstałych z ducha narodowego i mogących przyczynić się do ich rozwoju. Głównymi środkami wiodącymi ku temu celowi miały być wydawnictwa, ogniska wychowania narodowego, a także różnorodne stowarzyszenia.

Wspomniane rozważania Lutosławskiego adresowane były do inteligencji. Nieoczekiwanie dla niego samego w okresie Bożego Narodzenia w roku 1901 w Morges odwiedziła go delegacja górników śląskich: Joachim Sołtys, redaktor pisma ludowego „Światło” i Jan Wycisk. Po przeczytaniu pierwszego tomu „Wykładów Jagiellońskich”2) postanowili oni poprosić ich autora o zajęcie się sprawą wychowania narodowego na Śląsku; otrzymali taką obietnicę. W 1902 r. rozpoczął Lutosławski „apostolskie” wyjazdy na Śląsk; potajemnie, najczęściej nocami, prowadził wykłady dla górników. Poznając nowych słuchaczy, tak innych od dotychczasowych, postanowił spośród samych robotników kształcić ich na nauczycieli.

W dniu 29 X 1902 r. lokal Seminarium w Krakowie został poświęcony jako ognisko Wszechnicy. Zamieszkali w nim m.in. młodzi robotnicy ze Śląska – Edward Rybarz3), Jan Przybyła i Stefan Kuśmierczyk. W czerwcu 1902 r. Lutosławski założył Eleuterię, towarzystwo do walki z alkoholizmem. Pół roku później założył nowe stowarzyszenie mające za zadanie szerzenie poczwórnej abstynencji – od alkoholu, tytoniu, gier hazardowych i rozpusty – stowarzyszenie Eleusis. Lutosławski ukazywał przede wszystkim społeczną szkodliwość tych czterech nałogów, szczególnie niebezpieczną dla Polaków pozbawionych własnego państwa. Według niego, ci co wpadali w którykolwiek z tych nałogów, stawali się niezdolni do pracy na rzecz odzyskania niepodległości.

Wśród pierwszych elsów znaleźli się także górnicy ze Śląska. Inicjator stowarzyszenia starał się zainteresować elsów-studentów pracą wychowawczą w tych kręgach. Wciągał ich do nauczania górników przebywających w Krakowie oraz zachęcał do wyjazdów na Śląsk z prelekcjami. Od kwietnia 1903 r. ukazywało się w Gliwicach czasopismo „Iskra”, za pomocą którego miało się szerzyć zasadę wychowania narodowego i poczwórnej wstrzemięźliwości wśród ludu polskiego, a szczególnie wśród górników. Redaktorem został Joachim Sołtys, ale artykuły pisywali także elsowie-studenci, jak chociażby Kornel Makuszyński4). Działalność Eleusis na terenie Śląska nie była zalegalizowana przez władze pruskie. W pierwszych miesiącach swego istnienia stowarzyszenie szybko wzrastało liczebnie, osiągając w połowie 1903 r. około stu członków.

W pierwszej połowie roku 1910 rozwój stowarzyszenia przedstawiał się imponująco. Koła Eleusis działały na terenie wszystkich trzech zaborów, a ponadto w Westfalii, Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii (Londyn). Wydawano cztery czasopisma: „Eleusis”, „Młodzież”, „Iskrę”, „Odrodzenie”. W pierwszym okresie istnienia związku, nastąpił intensywny rozwój terytorialny – poza Galicją (zabór austriacki), gdzie działał w sposób legalny – koła zostały utworzone w Niemczech i to nie tylko w większych, jakby naturalnych skupiskach Polaków (np. Poznańskie, Śląsk), ale również w środowiskach emigracyjnych (np. Westfalia).

Godne podkreślenia jest, że stowarzyszenie stawiające sobie za główne zadanie pozyskanie młodzieży uczącej się i studiującej, a więc przyszłej inteligencji, docierało ze swoim celem także do robotników, zwłaszcza z Niemiec. Tam właśnie związek, pomimo, że działał nielegalnie, najbardziej się rozwinął. Jakie były przyczyny tej sytuacji? Niewątpliwie złożyło się na to wiele czynników. U podstaw był opór Polaków wywołany antypolską działalnością rządu niemieckiego. Równocześnie same założenia Eleusis musiały odpowiadać zapotrzebowaniom ludzi. Zbieranie się w niewielkich grupach, aby czytać po polsku i uczyć się pisać w ojczystym języku, rozbudzało, ale i zaspokajało głód wiedzy. Odpowiedzi na postawione pytanie można też szukać w wypowiedziach elsów-robotników, którzy w listach z lat 1906-1908 do Lutosławskiego zwierzali się: „Jakaż radość ogarnęła mnie od chwili, gdy stałem się Polakiem”. „Wiedzy wielkiej przez ostatnie cztery lata nie zdobyłem, ale zyskałem duszę”. „Tobie kochany Ojcze będę całe życie wdzięczny, żeś mi dopomógł otrząsnąć się ze wszystkich błędów, grzechów. Dziękuję Bogu, że (...) posunął ci myśl do stworzenia wzniosłego ideału (...) Gdybym nie wyczytał spraw religijnych ze sprawy byłbym niedowiarkiem”. Elsowie, których wypowiedzi zostały przytoczone, najbardziej cenili w „Sprawie” uświadomienie narodowe, rozbudzenie religijne i pomoc w podniesieniu moralnym.

Efektywne oddziaływanie stowarzyszenia wśród polskich robotników na terenie Niemiec spowodowane było również tym, że sami robotnicy-elsowie docierali do swoich środowisk. Na teren Westfalii, do środowiska polskiej emigracji zarobkowej, zaczęli docierać w 1905 r. emisariusze ze Śląska, którzy zaczęli zakładać koła Eleusis w pierwszej kolejności wśród swoich rodaków. Ślązacy w następnej kolejności zaczęli agitować wśród znacznie liczniejszych Wielkopolan, którzy wkrótce zdominowali działalność w tamtejszych kołach Eleusis.

Pierwszy kontakt z profesorem Lutosławskim

Latem 1909 roku nawiązał Janicki kontakt listowny z Ojcem – założycielem stowarzyszenia – Wincentym Lutosławskim. Chciałbym przytoczyć słowa profesora związane z tą korespondencją: »Duch narodowy może w pełni się przejawić w człowieku bez wykształcenia, gdy on gorąco ukocha swój naród. Liczne bywały tego przykłady, a listy, które od robotników elsów otrzymuję, bywają czasem wprost zdumiewające szlachetnością treści i śmiałością formy. (...) Pierwszy list Janickiego wysłany do Krakowskiego seminarium wychowania narodowego podczas lata, nie został mi odesłany, i wskutek tego pozostał bez odpowiedzi. Niezrażony tym Janicki w dniu 14-ym września 1909 roku napisał drugi list, adresując go wprost do Warszawy, wskutek czego zaczęła się ożywiona między nami korespondencja.

Treść i forma tego drugiego listu są uderzające, jeśli wziąć pod uwagę, że autor nigdy nie był w żadnej polskiej szkole, a z literatury polskiej dopiero w ostatnim roku poznał pisma trzech wieszczów – pod względem zaś narodowym głównie się wykształcił na pismach Chociszewskiego, ciągle zajęty pracą ciężką w fabrykach lub kopalniach. (...) Otrzymawszy ten list polskiego robotnika, nie tyle byłem zdziwiony, ile uradowany. Wprawdzie wśród setek listów, jakie dotąd od robotników otrzymywałem, jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się czytać listu pełnego tak żywych obrazów, zdradzającego taki talent literacki, lecz co do treści, to wiele bardzo listów od elsów mam, które mi dowodzą, że robotnik polski bez długich przygotowań bywa zdolny pojąć nie tylko „Pana Tadeusza”, lecz i „Dziady” Mickiewicza, „Przedświt” Krasińskiego, a nawet niektóre rapsody „Króla Ducha” Słowackiego.

A lud trafia z własnego popędu do tych arcydzieł, budzących ducha, gdyż ci, co się oświatą ludową najczynniej zajmują, wyobrażają sobie, niestety, zbyt często, że dla ludu trzeba i języka jakiegoś odrębnego i dzieł pisanych wyjątkowo przystępnie.
Miałem wielokrotnie okazję stwierdzić, że to co najlepsze i najwyższe w naszej literaturze, jest także ludowi dostępne, szczególniej robotnikom pracującym w kopalniach i mającym przez to sposobność do rozmyślań.

Ale nigdy jeszcze z taką siłą i jasnością ta jedność ludu z narodem nie wystąpiła przede mną, jak w listach Stanisława Janickiego. Sądzę, że nie powinienem ich chować dla siebie, tym bardziej, że może mu one pozyskają przyjaciół, którzy mu zechcą dopomóc, aby go wykształcić, jak tego wymaga jego wybitne uzdolnienie i literackie, i umysłowe. Człowiek 25-letni, choć już obarczony odpowiedzialnościami rodzinnymi, gdy mu dać kilka lat niezależności od zarobkowej pracy, może przecież stać się niezmiernie pożytecznym pracownikiem na polu tej istotnej oświaty ludowej, jakiej nam potrzeba. Aby ludowi służyć, trzeba go znać (...).«

Przytaczam ciekawsze wątki z pierwszych listów Janickiego adresowanych do prof. Lutosławskiego: „Nie uważaj na pismo, bo ono wychodzi spod ręki człowieka, nigdzie się w żadnej szkole po polsku nie uczącego, a pracującego w fabryce niemieckiej ... Miałem pisać o Bractwie (Eleusis – A.L.). Od kilku dni, a nawet tygodni, już o tym myślę przy pracy, a myśli mi się śliczne, szlachetne, nawet ogromne nawijały, lecz dziś, gdy już ostatecznie przystąpiłem do pisania, rozproszyły się znowu, jakby na przekór, a ja znowu to patrzę w górę na błękit niebios, to na przelatujące chmury, to na dalekie słońce, to znowu twarz ukrywam w dłoniach i myśli skupiam, a chcąc piórem poruszyć, wprzód wejrzę jeszcze na obrazek Serca Jezusowego przede mną wiszący, a potem pisząc ręka się trzęsie, bo nie wie, czy skreśli dobrze to, co leży na dnie mej duszy... (...). Tak tedy, utopiwszy wzrok mój w błękicie niebieskim, czuję w nim Boga, a takie czucie nie może być bez uwielbienia dla stwórcy wszystkiego. Lecz cóż ci mam Ojcze te rzeczy opowiadać, kiedyż ty je lepiej znasz niż my prości ludzie. Twa myśl już stara, doświadczona, mądra, bo więcej widziała, ostrożna, bo może nieraz zawiedziona, mężna, bo nie tylko sama ze siebie, lecz i z doświadczenia wie, że wszystko jest do osiągnięcia. Ma myśl jeszcze młoda, mieszkająca w człowieku, który taczką jeździ i łopatą pracuje, lecz jednakowoż chcąc poznać dobra najwyższe, znajdzie do tego drogę, byle się tylko nie cofnęła, lub co gorsza nie wpadła w pychę. A po drodze ku tej idei najwyższej tak samo różne rzeczy obaczyć i drugim oznajmić może. (...) Mówię dziś tylko ogólnie, iż będąc dopiero przeszło pół roku, to jest od grudnia zeszłego w bractwie Elsów, nauczyłem się więcej dobrego, niż przez cały mój dotychczasowy żywot 24-letni. Tyle mą wiedzę, a w tej wiedzy miłość ku Bogu i Ojczyźnie pomnożyłem, iż za nic w świecie nie oddałbym tego zadowolenia, jakiego czasem doznaję... (...) Lecz wróćmy Ojcze do mego okienka pod dachem na trzecim piętrze skąd ja myśli me, jak orły puszczam na zdobycz w tamtą stronę, gdzie teraz słońce z za góry się wychyliło i między chmurami ciężkimi ukrywa się znowu przede mną. Tam jest wschód (Polska – A.L.). Gdy oknem wyjrzę na świat Boży, nie zważam nawet na to otoczenie i okolice, bo wiem, że nic mnie tu nie wiąże. Tam na wschód ja błyskam oczami, a myśli me szybsze są nawet, niż błyskawice, pędzą jedna po drugiej tam – do tej Ojczyzny, Ojcze, i wracają na powrót i mówią mi tyle, żebym nie zdołał ci, Ojcze, tu tego wypisać tak prędko, więc zamykam to wszystko w jeden wyraz, i piszę ci, iż te wszystkie prace, zabiegi, uciski, niewola, cierpliwość, wytrwałość i tyle innych zalet, gnębień i marzeń, wreszcie ta wiara, nadzieja i miłość, o których mi me myśli mówią, zamykam w jedno wielkie szlachetne i ogromne słowo – Ojczyzna”.

ciąg dalszy nastąpi
Armin Lach

 

***
1) Sasi – lud pochodzenia germańskiego osiadły w średniowieczu w Westfalii i Dolnej Saksonii. Pisząc potocznie „do Sasów”, Janicki miał na myśli wyjazd na teren zachodnich Niemiec.
2) „Wykłady Jagiellońskie. T. 1. Wykłady wstępne z przedmową o wychowaniu narodowem”, Wincenty Lutosławski – Kraków: nakł. Seminarjum Filozofji Narodowej Polskiej: Skład główny w księgarni S. A. Krzyżanowskiego, 1901.
3) Edward Rybarz (1884-1940) – śląski els, poseł na Polski Sejm Dzielnicowy w Poznaniu w 1918 r., działacz narodowy w okresie plebiscytu i powstań śląskich. Wraz ze Stanisławem Janickim zostaje na początku 1921 r. członkiem zarządu Towarzystwa Akcyjnego i zasiada w radzie nadzorczej wydawnictwa „Goniec Śląski” – organu prasowego Chrześcijańskiego Zjednoczenia Ludowego. „Goniec Śląski” odegrał dużą rolę w kampanii plebiscytowej i III powstaniu śląskim. W 1922 r. zostaje wybrany na posła do Sejmu Ślaskiego, startując z listy Bloku Narodowego wraz ze Stanisławem Janickim i Wojciechem Korfantym.
4) Kornel Makuszyński (1884-1953) – els, polski prozaik, poeta, felietonista, krytyk teatralny i publicysta. Autor między innymi słynnych „Przygód Koziołka Matołka” i opowiadania „O dwóch takich, co ukradli księżyc”.
Źródło: Wincenty Lutosławski: „Listy robotnika polskiego”, Warszawa 1909; Stanisław Janicki: „Mickiewicz a odrodzenie ludu” w: „Szlakiem Wieszcza, pamiątka Drugiego Dnia Wstrzemięźliwości i Ofiary”, Poznań 1916; Selim Chazbijewicz: „Wincenty Lutosławski – twórca polskiej filozofii narodowej” w: „Debata” Numer 4 (19), Olsztyn 2009; Wincenty Lutosławski: „Jeden łatwy żywot”: Warszawa 1933; Teresa Podgórska: „Stowarzyszenia Patriotyczno-Religijne Eleusis w latach 1902-1914”, Lublin 1999; Jolanta Kwiatek: „”Eleusis” na Górnym Śląsku w latach 1903-1914”, Opole 1991; Krystyna Heska-Kwaśniewicz: „”Eleusis” w: „Gość Niedzielny”, Katowice 27 IV 1986; Stanisław Drygas: „Czas zaprzeszły”, Warszawa 1970; Stanisław Janicki: „Mój życiorys”, Tarnowskie Góry 1919 – zbiory prywatne Katarzyny i Armina Lachów w Tarnowskich Górach; Archiwum Urzędu Wojewódzkiego Śląskiego w Katowicach, Akta personalne Stanisława Janickiego, sygn. J-670, 1933-1934: życiorys Stanisława Janickiego i zaświadczenie o karalności; Zbigniew Hojka - Klaudia Pikuła: „Stanisław Janicki (1884-1942). Biografia polityczna”, Katowice – Chorzów 2016

 

Okładka Montes nr 80

Okładka Montes nr 80