Łatwe kredyty z Komunalnej Kasy

Powiatowy bank komunalny w mieście gwarków poniósł w latach 30. XX wieku milionowe straty z powodu udzielenia niespłaconych kredytów. Mimo to nikomu za to nie spadł nawet włos z głowy

Powiatowa Komunalna Kasa Oszczędności założona została w Tarnowskich Górach w 1884 roku. Po włączeniu miasta gwarków do Polski bank działał w oparciu o statut z 20 czerwca 1929 roku zatwierdzony przez Województwo Śląskie. Jej dyrektorem od 1927 roku był Leon Cieśliński. Urodzony 6 kwietnia 1893 roku w Odolanowie, jako syn Stanisława i Pelagii z domu Wolańska, był szanowanym obywatelem miasta gwarków, fachowcem ekonomista i rajcą. Toteż kiedy po pięciu latach jego zarządzania bankiem, wewnętrzna kontrola władz nadzorczych wykazała poważne nieprawidłowości w gospodarowaniu pieniędzmi, został zawieszony w czynnościach. Sejmik powiatowy wybrał 11 grudnia 1935 roku nową radę nadzorczą.

Dyrektorem został Kazimierz Ważgowski, były kierownik Szkoły Kupieckiej. Jednak zabiegi te nie na wiele się zdały, bowiem 28 lutego 1936 roku nadzwyczajną lustrację finansów PKKO na zlecenie Ministerstwa Skarbu przeprowadził inspektor Maksymilian Kolski. Wnioski z rewizji były tak druzgoczące, że Minister Skarbu 8 maja 1936 roku powołał do utworzonego Komisarycznego Tymczasowego Zarządu Komunalnej Kasy Oszczędności swoich urzędników: Mariana Ociepkę i Tadeusza Grzelewskiego. Do Prokuratury Sądu Okręgowego w Katowicach Oddział Zamiejscowy w Tarnowskich Górach trafiło także 8 września 1936 roku doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez Leona Cieślińskiego. Według komisarycznego zarządu banku, Dyrektor Powiatowej Komunalnej Kasy Oszczędnościowej w Tarnowskich Górach, operując publicznymi pieniędzmi, łamał przepisy ustawy o KKO, działając niedbale i z premedytacją. Na dowód przedłożone zostały wyniki kontroli i konkretne przykłady chybionych kredytów.

Zawyżona hipoteka

W przypadku Maksymiliana i Kazimiery Wittów, którzy otrzymali 18 kwietnia 1928 roku z tarnogórskiej PKKO 80 tys. zł pożyczki hipotecznej, nieprawidłowości dotyczyły wpisania przez. Leona Cieślińskiego kwoty ołówkiem znacznie później, niż udzielono kredytu. Niezgodną z wszelkimi znanymi przepisami bankowymi była ustalona przez dyrektora wysokość spłacanych rat, zaledwie 200 zł kwartalnie, z czego wynikało, iż spłata długu trwałaby sto lat. „Tak długoterminowych kredytów nie zna współczesna bankowość. Najdłuższy okres to 55 lat” – opiniował inspektor Maksymilian Kolski. Oprocentowanie pożyczki wynosiło zaledwie 6 %, podczas gdy KKO płaciła 7 % od lokat. Także wycena – będącego zastawem kredytu – budynku, którego właścicielem był Witt, z początkowego szacunku 110 tys. zł dokonanego w 1928 roku przez budowniczego Piotra Hedę, zawyżona została w 1931 roku do 200 tys. zł przez Franciszka Marcinkowskiego. Zaś trzeci biegły wycenił nieruchomość na 263 tys. zł. Jak zawyżona została wartość budynku wyszło na jaw dopiero po zwolnieniu Leona Cieślińskiego z banku, gdy budowniczy Kacpar Jastrzembski oszacował dom na 91,5 tys. zł. „Marcinkowski i Lukas dokonywali szacunków, jakie Cieślińskiemu były potrzebne do zadawania pozoru” – pisał inspektor Maks Kolski. W chwili kontroli hipoteczna nieruchomość Witta warta była 70 tys. zł, a dług sięgał 260 tys. zł. Jakby tego było mało, dyrektor Powiatowej Komunalnej Kasy Oszczędnościowej, nie ściągał od Witta zaległych rat i odsetek ani nie dochodził roszczeń. Mało tego, w 1929 roku, niezgodnie z prawem, Maksymilian Witt jako dłużnik powołany został do Komisji Rewizyjnej tarnogórskiej PKKO. Jak obliczył kontroler, straty banku z powodu tego kredytu wyniosły z odsetkami 300 tys. zł.

Straty przyniosła również tarnogórskiej Komunalnej Kasie Oszczędnościowej pożyczka 100 tys. zł przyznana 18 lutego 1930 r. firmie „Wawerda”. Nie dość, że kredyt przyznany był ex post przedsiębiorstwu, które miało 165 tys. zł długu, wypłaty dokonywane były na ustne polecenie Leona Cieślińskiego bez zgody Rady Kasy. Powodem takich forów miały być łapówki, jakie dawał Władysław Miernik, właściciel „Wawerdy”, dyrektorowi kasy. Za blisko 10 % kredytów fundował Cieślińskiemu polowania, przyjęcia i podróże. Świadkiem korupcji miał być Stefan Józefowicz, dyrektor Banku Ludowego w Szarleju. Po nieoczekiwanej śmierci właściciela, firma „Wawerda” miała 330 tys. zł długów, a jej warsztat ślusarski, kowalski i tokarski po wystawieniu na przymusowy przetarg przyniósł kilka tysięcy złotych zysku, reszta to był złom. Sama posesja w Szarleju, na której stał warsztat, miała już dwa wykazy hipoteczne i zadłużenie PKKO przepadło.

Niewykonalna cesja

Podobnie wyglądało udzielenie kredytu Wilhelmowi Decklowi, który w styczniu 1929 roku rozpoczął hurtowy handel drewnem. Na początek dostał od banku komunalnego weksel na 4 tys. zł. Rok później suma weksli wzrosła do 35 tys. zł, aby osiągnąć kwotę 70 tys. zł, bez specjalnego zabezpieczenia długu. Gdy Decklowi nie powiódł się interes, PKKO próbowała odzyskać zadłużenie dokonując przejęcia drewna, ale przewłaszczenie belek i desek wraz z domem i samochodem Wilhelma Deckla nie zostało wykonane, gdyż cesja z powodów formalnych była niewykonalna. Bank stracił w sumie na tej pożyczce 130 tys. zł.

Jeszcze bardziej kuriozalne były operacje bankowe zawierane z Marianem Całką, właścicielem tarnogórskiej drukarni. Drukarz pobrał z kasy najpierw 2 tys. zł kredytu, zabezpieczonego maszynami poligraficznymi. Mimo niespłacania zaległości Marian Całka otrzymywał następne pożyczki. Kiedy jego dług osiągnął 4,5 tys. zł, bank wystawił mu 6 października 1931 roku nakaz zapłaty. Nie przeszkodziło to dyrektorowi Cieślińskiemu zlecić firmie Całki druku formularzy za 1,5 tys. zł. Wprawdzie po bankructwie i likwidacji drukarni jej właściciel oddał bankowi 505 zł zaliczki na druk, ale po maszyny drukarskie – będące gwarancją kredytu – ręce wyciągnął Bank Ludowy w Chorzowie, gdzie od 1925 r. były zabezpieczeniem pożyczek.

Nieściągalne były także kredyty udzielone Zenonowi Ślesińskiemu i firmom Helbreicha i Blumenreicha. W sumie z powodu niefrasobliwości Leona Cieślińskiego straty tarnogórskiej PKKO sięgnęły 854 tys. zł. Chociaż odpowiedzialność za bank ponosili członkowie rady kasy, jej zarząd i dyrekcja, to jednak nie znali oni przepisów bankowych. Jedynym fachowcem w tym gronie był Leon Cieśliński. Jego niedociągnięcia „wynikały nie tylko ze złej woli, ale i lekkomyślności” – uzasadniał w doniesieniu do prokuratury Marian Ociepko, naczelnik Tymczasowego Zarządu Komisarycznego Komunalnej Kasy Oszczędności w Tarnowskich Górach.

Winnych nie ma, wszyscy święci

„Do winy się nie poczuwam” – pewnie oświadczył prokuratorowi Leon Cieśliński, dodając, że kredytów udzielał wraz z innymi członkami Zarządu KKO. Na korzyść dyrektora zeznawał też Maksymilian Witt, wyjaśniając: „Jeśli byłem w stanie, płaciłem rachunki, żadnych powiązań z nim nie miałem”. Po przesłuchaniu wszystkich zainteresowanych, Prokuratura Sądu Okręgowego w Katowicach Oddział Zamiejscowy w Tarnowskich Górach, 12 lutego 1937 r. umorzyła dochodzenie przeciwko Leonowi Cieślińskiemu z powodu przedawnienia. Prokurator odrzucił oskarżenia o korupcję, uznając wypożyczanie samochodu Wilhelma Deckla przez dyrektora banku za wyświadczanie przysługi, a nie przestępstwo. Nie dał również wiary zarzutom łapówkarstwa nieżyjącego Władysława Miernika.

Niezadowolony z umorzenia sprawy był tymczasowy Komisaryczny Zarząd KKO i 4 marca 1937 Marian Ociepko złożył zażalenie na tę decyzję w prokuraturze Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Prokuratura Apelacyjna uznała 18 marca 1937 roku za słuszne umorzenie spraw dotyczących złych kredytów, lecz nakazała jeszcze raz rozpatrzyć „zbrodnię sprzedajności”.

Akt oskarżenia zarzucający Leonowi Cieślińskiemu „nadużycia władzy” i „żądania personalnych względnie innych korzyści” wpłynął ponownie 13 kwietnia 1937 r. do Oddziału Zamiejscowego w Tarnowskich Górach katowickiego Sądu Wojewódzkiego.

Na rozprawie 28 października 1937 r. sędzia Franciszek Kociołek uniewinnił oskarżonego. Wszelkie opłaty sądowe poniósł Skarb Państwa. Wyłączną karą Leona Cieślińskiego było życie w niesławie i utrata w 1936 r. stanowiska miejskiego radnego.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 80

Okładka Montes nr 80