Emerytura burmistrza Michatza

Inspekcja podczas budowy bekoniarni przy ul. Nakielskiej w Tarnowskich Górach. Wśród sfotografowanych (od lewej): budowniczy miejski Wiktor Warzecha (drugi), członek Magistratu Kasper Gruszka (szósty), burmistrz Tarnowskich Gór w latach 1922–1934 Leopold Michatz (ósmy), Emanuel Wieczorek (trzynasty), 1932 r., fot. Wojciech Pilarczyk.  Ze zbiorów Muzeum w Tarnowskich Górach
Inspekcja podczas budowy bekoniarni przy ul. Nakielskiej w Tarnowskich Górach. Wśród sfotografowanych (od lewej): budowniczy miejski Wiktor Warzecha (drugi), członek Magistratu Kasper Gruszka (szósty), burmistrz Tarnowskich Gór w latach 1922–1934 Leopold Michatz (ósmy), Emanuel Wieczorek (trzynasty), 1932 r., fot. Wojciech Pilarczyk. Ze zbiorów Muzeum w Tarnowskich Górach
Dnia 7 maja 1952 roku Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Tarnowskich Górach wystawiło świadectwo pracy Leopoldowi Michatzowi, byłemu burmistrzowi miasta gwarków w okresie międzywojennym.

Zaświadczenie, wydane na prośbę samego zainteresowanego w celach emerytalnych, przesłane zostało dwa dni później poprzez Ministerstwo Spraw Zagranicznych do Polskiej Misji Wojskowej przy Międzysojuszniczej Radzie Kontroli w Berlinie Charlottenburgu, gdzie przy Leibnitzstrasse 48 mieszkał po II wojnie światowej Leopold Michatz. Po wysłaniu tego pisma ostatecznie zerwana została więź tarnogórzan z jedynym w okresie międzywojennym niemieckim burmistrzem Tarnowskich Gór.

Burmistrz dzięki konwencji genewskiej

Leopold Michatz urodził się 10 lutego 1885 roku w Królewskiej Hucie, obecnie Chorzów, w zamożnej, wielodzietnej katolickiej rodzinie. Jeden z jego braci został nawet księdzem. Do szkoły podstawowej i średniej chodził w rodzinnym mieście. Po maturze studiował prawo i nauki polityczne na Śląskim Uniwersytecie Fryderyka Wilhelma we Wrocławiu. Od 1909 roku należał do katolickiego bractwa KDStV „Solia”. W 1912 roku zdał egzamin państwowy z prawem do pracy w państwowej administracji. Wkrótce został sędzią w Mysłowicach, gdzie w latach 1915-1922 był także miejskim radnym. W lutym 1922 roku wybrany został burmistrzem Tarnowskich Gór. Jego wybór dopiero w maju 1922 roku zatwierdzili minister spraw wewnętrznych Carl Severing i Komisja Aliancka. Wybrany we wrześniu 1922 roku do Sejmu Śląskiego z ramienia DKV zrezygnował z mandatu rajcy z powodu piastowania stanowiska burmistrza. Należał do Ligi Ludowej i od 1923 roku do Związku Katolików Niemieckich w Polsce, partii Edwarda Panta sprzeciwiającej się polonizacji katolików niemieckich działających - podobnie jak Leopold Michatz - w polskich strukturach państwowych od czerwca 1922 roku.

Rządy niemieckiego burmistrza w mieście gwarków włączonym do II Rzeczypospolitej możliwe dzięki obowiązującej Konwencji Genewskiej dla Górnego Śląska, przyznającej Niemcom wiele praw, od początku wzbudzały sporo kontrowersji wśród Polaków zamieszkujących Tarnowskie Góry, a zwłaszcza rajców frakcji polskiej w Radzie Miejskiej. Wprawdzie nikt nie mógł mu zarzucić działań na szkodę miasta, gdyż za jego władzy zbudowano kanalizację, oczyszczalnię ścieków, kąpielisko, szkołę parkową, wieżę wodną. Od tej strony pozytywnie ocenił jego działalność Bronisław Hager, polski wiceburmistrz współpracujący kilkanaście lat z Michatzem.

„Władzy swej ani wpływów, które jako burmistrz i członek Rady Wojewódzkiej posiadał, nigdy do celów egoistycznych nie wyzyskał. O miasto dbał – i śmiem powiedzieć – miasto nawet kochał” - wspominał Bronisław Hager w spisanych po wojnie pamiętnikach „Obrazki tarnogórskie”. Jednak miał Michatz jedną wadę „serce miał cieplejsze do Niemców”. I to było główną przyczyną konfliktów z polskimi rajcami i polskimi organizacjami w mieście gwarków oraz nadrzędnymi władzami wojewódzkimi, zwłaszcza po objęciu stanowiska wojewody śląskiego przez Michała Grażyńskiego.

Serce cieplejsze dla Niemców

Liczne zastrzeżenia wobec poczynań Leopolda Michatza jako burmistrza pojawiały się zwłaszcza w corocznych lustracjach dokonywanych przez organy wojewody. Jednym z poważniejszych zarzutów był brak polonizacji Magistratu. W mieście mimo przynależności państwowej do Polski znajdowało się w 1927 roku jeszcze sporo niemieckich szyldów. Wiele do życzenia pozostawiało używanie języka polskiego jako urzędowego w tarnogórskim Magistracie. Większość urzędników nie znała dostatecznie polszczyzny i na codzień sprawy załatwiane były w języku niemieckim. Przykładem łamania polskiego prawa była wymieniona w lustracji wojewody telefonistka Maria Blaut, która wszystkie rozmowy prowadziła z petentami po niemiecku, bo nie znała ani słowa po polsku. Leopold Michatz wyjaśniał wojewodzie jej zatrudnienie w Magistracie względami humanitarnymi, gdyż telefonistka miała na utrzymaniu matkę w podeszłym wieku. Podobnymi względami tłumaczył także burmistrz zatrudnienie jako projektanta i architekta przy budowie szkoły parkowej miejscowego niemieckiego bezrobotnego budowniczego Martina Stefke, chociaż nie brakowało polskich „sił technicznych”. Stanowczo za to Michatz zaprzeczył oskarżeniom niektórych polskich urzędników, że podczas narad nie reagował i nie odpowiadał na ich pytania zadawane po polsku. Natomiast stosowanie niemczyzny w Urzędzie Miejskim konieczne było - według burmistrza - ze względu na starszych obywateli miasta, którzy znali tylko niemiecki.

Do oskarżeń cięższego kalibru należały te dotyczące udzielania pożyczek z Miejskiej Kasy Oszczędności tarnogórskim Niemcom, którzy potrzebowali pieniędzy do rozpoczęcia działalności gospodarczej na terenie Niemiec. Przykładowo restaurator Pyka otrzymał 26 tys. zł kredytu na prowadzenie lokalu w Bytomiu, podobnie jak Zagłowa 10 tys. zł. Pretensje odnosiły się i do zapłaconego przez Magistrat w winiarni Sedlaczek rachunku 219 złotych za przyjęcie dla 20 przedsiębiorców, którzy wybudowali dla miasta kamienice przy ulicy Kościuszki. Leopold Michatz wyjaśnił, że „panuje jak wiadomo taki zwyczaj”.

Polska prasa waliła na odlew

Na łamach polskiej prasy te poczynania burmistrza były dość ostro piętnowane. „Dla volksbundowo - hitlerowych szafuje się groszem publicznym” - oburzał się polski żurnalista w „Polsce Zachodniej” w 1933 roku w artykule „Z bagienka michatzowego w Tarn. Górach”. Opinie takie nasiliły się, zwłaszcza po objęciu w Niemczech władzy przez Adolfa Hitlera. Pod lupę wzięto nawet działalność żony Gertrudy Michatzowej, zarzucając jej wspieranie „Frauenbundów”. Ta prasowa nagonka, którą objęto również Klub Polski w miejskiej radzie, zarzucając jego rajcom, że „tylko dzięki poparciu tych „auchpolskich” radnych mógł p. Michatz tak gospodarzyć” poprzedziło odwołanie 15 maja 1934 roku Leopolda Michatza ze stanowiska. Rządy w mieście gwarków przejęli wówczas zwolennicy sanacji, obierając burmistrzem Fryderyka Antesa.

Jednak ta dymisja wcale nie oznaczała końca politycznej kariery Michatza w mieście. Po odejściu z Ratusza wybrany został prezesem Volksbundu w rejonie Tarnowskie Góry. Znalazł się też 16 grudnia 1934 roku w zarządzie Stowarzyszenia Katolików Niemieckich. Byt miał zapewniony, otrzymywał bowiem miesięcznie z Magistratu 358 zł emerytury. Jego obecność w szeregach organizacji proniemieckich nie uszła oczywiście uwadze dziennikarzy, którzy nader chętnie szkalowali byłego burmistrza na łamach prasy. Zarzucali mu między innymi, że sprzedał w tajemnicy przed radnymi opuszczony budynek szkoły górniczej przy ulicy Karola Miarki niemieckim organizacjom, „gdzie gnieździ się kuźnia niemczyzny z Volksbundem na czele”.

Szczególnej okazji do ataku na siebie dostarczył zresztą żurnalistom sam były burmistrz, który przyłapany został przez celników na przejściu granicznym z Polski do Niemiec, podczas przemycania damskiej bielizny, którą ubrał na swoją męską. Mimo zapłacenia grzywny za przemyt Leopolda Michatza ponownie licho podkusiło do próby przemycenia przez granicę towaru bez zapłaty cła. W artykule „P. Michatz recydywistą – czyli człowiek o dwu głowach” pod koniec listopada 1936 roku dziennikarz „Polski Zachodniej” opisał próbę przekroczenia przez byłego burmistrza polsko-niemieckiej granicy na przejściu w Piekarach Śląskich. Autor pisał z ironią, że przed dniem św. Mikołaja „zamienił zawód kierownika Volksbundu na szmuglera” a jego „kapelusz stracił swój fason angielski”, bo pod nim ukryta była „druga głowa z marcepanu”. Za przemyt Michatz kolejny raz ukarany został grzywną.

Bez emerytury ale z odprawą

Z wielkim hukiem wyprowadził się także były burmistrz z miasta, którym rządził przez 12 lat. Już w lipcu 1937 roku Leopold Michatz poprosił tarnogórski Magistrat o przesyłanie jego emerytury do Niemiec. Kiedy natrafił na trudności formalne, zaproponował Urzędowi Miejskiemu ugodę i rezygnację z pobierania polskiej emerytury po wypłaceniu mu przez Magistrat 25 tys. zł odprawy. Mimo protestów rajców frakcji niemieckiej polscy radni odrzucili ofertę byłego burmistrza. Po zbadaniu sprawy wykryli bowiem, iz Michatz po uzyskaniu 25 kwietnia 1938 roku paszportu wyprowadził się wraz z rodziną 4 maja 1938 roku do Gliwic, gdzie zamieszkał w domu przy Kronprintzstrasse 31. Tarnogórskie mieszkanie przy ulicy Sienkiewicza 4 opuścił na dobre, ale ze względów taktycznych fikcyjnie wynajął pokój u pani Stroecker, gdzie przychodziła do niego korespondencja, ale gdzie wcale nie zamieszkiwał. Po wymianie pism urzędowych pomiędzy tarnogórskim Magistratem a Śląskim Urzędem Wojewódzkim w Katowicach zgodnie z przepisami Leopold Michatz, który podjął po wyjeździe z Polski dobrze płatną pracę w berlińskim Magistracie, otrzymał jedynie dwa tysiące 158 złotych sześciomiesięcznej odprawy za rezygnację z polskiej emerytury.

Dalsza kariera byłego burmistrza Tarnowskich Gór wcale nie potoczyła się tak chwalebnie, jak to sugerował w swoich wspomnieniach Bronisław Hager, gdy napisał o Michatzu, że „hitlerowcem nie był”. Zapewne ze względu na piastowane stanowisko od 20 września 1938 roku Leopold Michatz zaczął pisać wnioski o przyjęcie do NSDAP. Ostatecznie przyjęty został do partii nazistowskiej 1 stycznia 1942 roku. Był członkiem numer 8980084. Dzięki takiej wiernopoddańczej postawie od września 1939 roku został kierownikiem cywilnej administracji w Chorzowie kierowanej przez burmistrza Schroedera. Po zakończeniu II wojny światowej Leopold Michatz powrócił do Berlina Zachodniego, gdzie mieszkał do śmierci 3 sierpnia 1958 roku.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 78

Okładka Montes nr 78