Handel i przemysł

CZĘŚĆ II

Winieta czasopisma „Katolik”, w którym ukazała się relacja z referatu Stanisława Janickiego wygłoszonego podczas II zjazdu Polskiego Związku Towarzystw Kupieckich w Bytomiu w listopadzie 1920 r.
Winieta czasopisma „Katolik”, w którym ukazała się relacja z referatu Stanisława Janickiego wygłoszonego podczas II zjazdu Polskiego Związku Towarzystw Kupieckich w Bytomiu w listopadzie 1920 r.
to tytuł referatu wygłoszonego na zjeździe Samodzielnych Kupców Polskich okręgu górnośląskiego w dniu 26 listopada 1919 roku w Bytomiu. Autorem i prelegentem referatu był Stanisław Janicki (1884-1942) - śląski pisarz i publicysta, działacz narodowy w okresie plebiscytu i powstań śląskich na terenie Tarnowskich Gór, radny Rady Miejskiej Tarnowskich Gór, tarnogórski przedsiębiorca, poseł na Sejm Śląski, członek Śląskiej Rady Wojewódzkiej, czołowy polityk w Chrześcijańskiej Demokracji Wojciecha Korfantego, stracony przez hitlerowców na gilotynie za działalność konspiracyjną.

 

Wstęp

Oddaję do rąk czytelników drugą część referatu Stanisława Janickiego „Handel i przemysł”, którego przedruk ukazał się w „Głosach znad Odry” w marcu 1920 r. (Uwaga: w referacie znajdują się treści antysemickie. Nie mają one jednak skrajnego charakteru o podłożu rasowym. St. Janicki ograniczył się jedynie do krytyki siły gospodarczej będącej w rękach Żydów. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Żydzi na Górnym Śląsku bez wyjątku deklarowali się jako etniczni Niemcy. Nie można tego aspektu pomijać, kiedy rozpatruje się ogół działalności polskiego ruchu narodowowyzwoleńczego na Górnym Śląsku).

Handel i przemysł (ciąg dalszy)

»Historyk górnictwa polskiego p. Łabęcki powiada, iż kopalnie na Śląsku polskim istniały już w 9 stuleciu, a więc o sto lat przed jednymi z najstarszych kopalni w Europie, kopalniami w Harcu. - Król francuski Ludwik XI wydając w 12 wieku edykt górniczy wzoruje go podług H. Radziszewskiego na polskich prawach górniczych. Podróżnik arabski, zwiedzając około roku 1140 ziemie polskie, tak wyraża się o naszej gospodarce; „Kraj ten jest kwitnący i ludny, jego stołeczne miasto Kraków posiada liczne gmachy, targowiska, grody i winnice. Inne miasta, jak Gniezno, Kalisz, Inowrocław, Przemyśl zamieszkane są przez ludzi biegłych w naukach, przez dobrych rzemieślników, przez lud zręczny i potężny”.

Najdobitniej rozwinęła się polska myśl ekonomiczna, oparta na równowadze sił, za ostatniego potomka Piastów, króla Kazimierza Wielkiego. Chołoniewski tak się o tym królu wyraża: - „Nie wielkiego wojownika, lecz mądrego prawodawcę, co jakby klamrą złotą ujmując wieki minionej dynastji, ład i porządek utrwalił, miasta drewniane zastawszy, murowane zostawił, uwieńczyła historja, i jedynie jego - wawrzynem wielkiego króla Zdobywca był „chrobrym”, lecz zarządca, co życie gospodarcze wzniósł i utrwalił był „wielkim”.

Jak słynęła Polska i jej wielki król na polu gospodarczym, świadczy fakt, iż sejm hanzeatycki w r. 1368 w swoim zatargu handlowym z królem duńskim Waldemarem, prosił Kazimierza W. o pośrednictwo. Skoro więc miał być sędzią pomiędzy dwoma wielkimi potęgami handlowymi, sam musiał dobrze znać te sprawy.

Kupcy polscy pożyczali też pieniądze nie tylko polskim królom, lecz i cesarzom niemieckim, jak np. Karolowi IV.

Podczas, kiedy na zachodzie przez całe średniowiecze fałszowano monetę, a w Prusach czynił to jeszcze Fryderyk II w 18 stuleciu, to nasz „wielki” król na sejmie w Wiślicy reguluje sprawy monetarne i tak powiada w księdze praw: „Jedna moneta ma być w całym naszym królestwie, a ma być stała i dobra w wartości i wadze, ażeby tem chętniej była przez wszystkich przyjmowana”. H. Radziszewski tak więc powiada o ówczesnej Polsce: „Polska Piastów, - Polska, Kazimierzowa zwłaszcza, to Polska na wskroś spichlerzowa, przezorna, zapobiegliwa, a skrzętna, a jednak nie trącąca sobkostwem lub sknerstwem”.

W wiekach średnich życie rzemieślnicze było wszędzie zorganizowane w cechy. Te cechy przybierały jednak z biegiem czasu formy zbyt skamieniałe, niedozwalające na zdrową konkurencję, która wyrabia ludzi i udogadnia życie. Nasi królowie, widząc przestarzałość tych form, poczynali je znosić. Tak Władysław Jagiełło w r. 1420, ogłasza wolność pracy a Jan Olbracht w r. 1486 zasadę tę uroczyście potwierdza. To samo czyni Zygmunt I i Zygmunt August. Na zachodzie dopiero wielka rewolucja francuska w 800 lat później to uczyniła. Dzięki więc temu do miast polskich napływała ludność, bo każdemu wolno było poświęcić się rzemiosłu i handlowi

W końcu 15 wieku liczył Kraków 80 000 mieszkańców, zaś Hamburg 6-7000. Lublin liczył w 16 wieku 40 000 mieszkańców, tyleż Londyn. W czasie wjazdu do Krakowa królowej Bony 1518 roku, „74 działa ogromne, ulane z rozkazu króla Zygmunta przez swoich artystów na obronę Królestwa, wyprowadzone na Kleparz, strzelały w pole”. Polskie towary słynęły daleko po obcych krajach, i ojcowie nasi byli też dumni z nich, więc wypisywali na klingach karabeli, suknach i jedwabiach: Non Germanus, sed Polonus me fecit. (Nie Niemiec, lecz Polak mnie wykonał).

Podczas kiedy w reszcie Europy każde prawie miasto miało inne miary i wagi, to w Polsce sejm piotrkowski w r. 1565 uchwala jednolitość miar i wag w całym państwie, co na zachodzie znowu dokonała dopiero rewolucja francuska w 230 lat później.

W r. 1583 król Stefan Batory ustanawia regularny obieg poczt i jednakową taryfę, 4 groszy od listu na wszystkie odległości. We Francji uczyniono to w r. 1627, w Anglii w r. 1837.

Podczas, kiedy na całym prawie świecie ówczesnym powiaty czy miasta odgraniczone były cłami od reszty miast swego kraju, postanowiono na sejmie piotrkowskim w r. 1447 ustanowić w Polsce wolny spław na wszystkich rzekach.

W r. 1496 uwolniono wszystkich ziemian od cła królewskiego, zaś w roku 1504 i 88, podług H. Radziszewskiego rozciągnięto wolność od ceł w zakresie płodów rolnych na duchowieństwo i kmieci. We Francji stało się to w drugiej połowie 18 wieku.

Dopiero wojny kozackie, moskiewskie a ostatecznie szwedzkie zadały wielki cios handlowi i przemysłowi polskiemu. Miasta, wsie, warsztaty i cały handel zostały zniszczone. Wśród tych długich wojen i tężyzna duchowa narodu ucierpiała. Trzeba było długich lat, by odbudować gospodarkę narodową. Do tego doszła jeszcze ta okoliczność niekorzystna, że po odrodzeniu umysłowym w Europie i odkryciu Ameryki, cały zachód był się już dorobił materialnie i przechodził pomału do fabrykacji mechanicznej. Temi tańszymi towarami zalewał on teraz rynki polskie i utrudniał konkurencję.

Tymczasem w Polsce układały się siły społeczne w fałszywym kierunku. Jan Kazimierz ślubując wielkie swobody ludu, jeśli powróci na swój tron, miał trafne przeczucie. Niestety, po skończonej wojnie nie miał dość mocy, by pójść tą drogą. Do władzy więc dochodzi magnateria, która owładnęła i szlachtę, zaś w poczuciu swej siły, nie starała się o rozwój handlu i przemysłu. Kupiectwo znów widząc, jak formy społeczne kamieniały, widząc, że tak powiem, tylko kilkadziesiąt „królewiąt” przed sobą, nie widziało tego szerokiego pola pracy dla siebie. Tu łatwo poznać, iż kupiectwo i przemysł tworzą istotnie równowagę sił społecznych, Gdyby bowiem był istniał wówczas silny stan średni, to magnaci musieliby się byli liczyć z nim, zaś liczna warstwa biedniejszej szlachty polskiej nie byłaby pozwoliła usidlać się kilku królewiętom. Ale był to okres choroby, który każdy naród przechodzi, i nie jest on też miarodajnym do osądzenia naszej historii.

Bądź co bądź, te dwa fakty złożyły się na to, iż przez lat sto nasze życie gospodarcze było ogarnięte apatją. Jeszcze wstępującego na tron ostatniego króla polskiego St. Augusta tak wita Prymas Polski: „Wolność mieszczan swawolą przytłumiona, skarb dymem obcych kruszców zaczerniony, miasta bez obywateli, mieszczanie bez handlu, handel bez korzyści, w miastach miast szukać należy, co ulica to pole, co rynek to pustka”. Gorycz i żal bierze człowieka po minionej chwale i sławie. Dla otuchy jednak trzeba nam wszystkim wiedzieć tę prawdę, iż polski kupiec nigdy nie splamił się handlem niewolnikami, co się działo we wszystkich prawie krajach europejskich.

W połowie 18 stulecia polski handel i przemysł poczynał znów dźwigać się pomału. Niestety, wrogowie uknuli rozbiór ojczyzny i przerwali i tę pracę gospodarczą. Jest znamiennym, iż jeden z największych prawodawców wielkiego sejmu był mieszczanin Stan. Staszyc. Naród cały myślał tylko o niepodległości kraju. Dopiero po ciężkich walkach o tę wolność, około połowy 19 wieku, znów zaczął powracać do pracy organicznej, do handlu i przemysłu. Była to praca nader ciężka, o której to najtrafniej powiedział Szczepanowski, iż jeśli była kiedy walka święta, to jest nią walka ekonomiczna, o ziemię rodzinną, o godność osobistą, walka wymagająca niezależności majątkowej.

Polska idea ekonomiczna, doprowadzona do takiej świetności przez praojców naszych, przerwana potem na lat sto wskutek najazdów wrogów i choroby duchowej późniejszych pokoleń, potem przez zaborców ojczyzny naszej gwałtem przytłumiona, w końcu swym prawem natury znów powstała w duszach i poczynała pchać nas do czynów - godnych przodków naszych. O tej idei też wielki nasz Józef Supiński słusznie powiedział, te „wieki są godzinami w życiu narodów; ziarna zasiane ręką pradziadów, wschodzić zaczynają na grobach prawnuków”.

Jak wszędzie na świecie, tak też i w Polsce żydzi skorzystali z nieszczęścia całego narodu i zagarnęli cały prawie handel w swoje ręce. Jakimi drogami doszli do tego, o tym świadczy najlepiej pojęcie, jakie nasz lud ma o handlu, mówiąc, iż każdy kupiec, to cygan. Polski kupiec i przemysłowiec ma więc za zadanie nie tylko przejąć ten handel i przemysł w swoje ręce, a więc materialne bogactwa i środki tych bogactw wydrzeć obcym żywiołom, lecz ma jeszcze obowiązek wychowawczo-moralny, t j. przez swoją uczciwość odrodzić tę dziedzinę życia gospodarczego i dowieść ludowi, że kupiectwo i przemysł, to ciężka służba narodowa, że to praca konieczna, bez której naród stałby się biednym, słabym i pomiatanym przez innych.

Jak miło patrzeć każdemu Polakowi, kiedy po długich latach wędrówki wróci do swego miasteczka rodzinnego i widzi, iż tam, gdzie jeszcze za jego młodych lat sklepy, cegielnie, tartaki i inne przedsiębiorstwa były w ręku obcych, teraz to wszystko znajduje się już w ręku jego kolegów szkolnych - rodaków. Walka ta trwała może lat dziesięć, dwadzieścia; wielu pierwszych legło, lecz następni szli nieustraszenie aż zdobyli jedną placówkę handlowo-przemysłową po drugiej, aż wyparli w końcu ostatniego Żyda. Zaiste, że „wielką tu duch ludzki odbywał robotę” i duma napawa przy takich zastanowieniach się nad tą ciężką pracą, bo widzi się w niej silę niespożytą narodu, silę polskiej idei ekonomicznej i człowiek czuje się silnym do dalszej twardej pracy, czuje się synem „stu pokoleń”.

***

Dziś żyjemy w czasach pod względem materialnym podobnych czasom po wojnie szwedzkiej, przed 260 laty. Większa część ziem polskich zniszczona, zaś w tych częściach, których wojna bezpośrednio nie dotknęła, brak surowców, i życie gospodarcze walczy z ciężkimi przeszkodami. Lecz materialnie tylko czasy te są podobne tamtym. Duchowo wychodzimy jednak z zupełnie innych założeń, niż ówcześni przodkowie nasi. Wskutek innego układu społecznego i innych widoków na przyszłość tamtych ogarnęło pewne znużenie, apatia, wyczerpanie sił duchowych, pewne wyżycie się. Przed oczami ówczesnego kupiectwa i rzemiosła błyszczało zaledwie kilka purpur magnackich, podczas kiedy reszta szlachty, na pozór wszechwładnej, służyła bezwiednie „starszej braci”. Natomiast dziś po długiej niewoli i gwałtownym przez wrogów przytłumianiu w nas i naszych ojcach wszelkiej siły i energii na każdym polu, dziś te przytłumiane cechy dodatnie całą mocą występują z wewnątrz każdego z nas i pchają do czynów. Szlachetna ambicja pracy i chęć czerpania owoców z tej pracy nie obawia, się żadnych przeszkód, żadnych trudów, żadnych ofiar, by tylko osiągnąć cel, być we własnym kraju majątkowo niezależnym obywatelem. Bo przed dzisiejszym pokoleniem kupców i przemysłowców rozpostarła się Polska demokratyczna, przed nimi stoi 40 milionów obywateli ziemi polskiej, którzy wszyscy potrzebują ich towarów.

Jak we wszechświecie, tak i w każdym z nas są dwie główne siły: siła rzutu i siła przyciągania, co trafnie wyraził wielki polski ekonomista J. Supiński. Te dwie motywacje działania powinny równoważyć się także u każdego kupca i przemysłowca. Siła rzutu, to jego siła woli i energii; zaś siła przyciągania, to wzgląd na naród, to uczucie miłości i służby narodowej. Kiedy tylko jedna z tych sił ujawnia się w kupcu i przemysłowcu, cierpi na tym albo naród, albo on sam. Bezwzględna siła woli objawia się zwykle u kupca Izraela i dlatego, mimo, iż osiąga on wszystkie bogactwa świata, staje się znienawidzonym u tego świata - bo mu widocznie krzywdę wyrządził, nie kierując się miłością i względem na resztę społeczeństwa, wśród którego żyje. Gdy zaś człowiek nie rozwija siły woli, zaniedbuje energiczną pracę, natomiast żyje tylko uczuciem i marzeniem, wtenczas nie osiąga zamiaru swego celu i zastaje rugowanym przez ludzi bezwzględnych.

W jakich warunkach żyje i pracuje kupiectwo i przemysł polski na ziemiach polskich, zwłaszcza na G. Śląsku? Stoi wobec przemożnego przeciwnika: Żydów i Niemców. Ci przeciwnicy mają za sobą wielkie atuty zwycięstwa, mianowicie, tradycję rodzinną kupiecko-przemysłową, nauki, doświadczenia, ludzi fachowych, gotowych do pomocy w każdej branży. Tego my mieć nie mogliśmy. Te braki musimy starać się wyrównać, obok innych zwykłych zalet, głównie przez, pracowitość, naukę ciągłą nad samym sobą i oszczędność. Te cnoty nie każdemu Polakowi są przydane. Szczepanowski, wróciwszy z pracowitej Anglii, patrząc na mało produktywną Galicję, powiedział, iż jeden Polak pracuje za jedną czwartą Anglika. Zapewne, iż to przesada, lecz jest też w tem i wiele racji. To jedno musimy sobie wbić w głowę, iż obecne pokolenie jeszcze o wygodnym życiu marzyć nie może. Praca też jedyna osłodzi nam życie i uchroni nas od marzycielskich uczuć i myśli.

Przez cały świat wieje dziś prąd demokratyczny. Chcemy, żeby wszyscy ludzie byli na równi traktowani, byli pod równymi prawami i nie byli jedni przez drugich wyzyskiwani. Masy robotnicze dobijają się słusznie swych praw. Tam, gdzie robotnicy byli wyzyskiwani przez handel i przemysł obcy lub niesprawiedliwy, tam zakładają oni własne stowarzyszenia, konsumy. Natomiast tam, gdzie jest zdrowy handel i przemysł polski, tam o takich konsumach nikt nie myśli. Co z tego wynika? Że te konsumy nie są zjawiskami normalnymi, mającymi widoki wytworzenia nowego stanu czy warstwy narodu, lecz że są one rzeczami koniecznymi, by rugować zło. (O wyjątkach tu oczywiście nie mówię). Ponieważ tu i ówdzie słyszy się zdanie, iż konsumy powinny zastąpić kupca i przemysłowca, przeto warto się pokrótce zastanowić nad tym. Trzeba zawsze opierać się o pewne zasady. Pierwotne życie społeczeństwa w gminach było oparte na wspólnocie. Z biegiem czasu rozwinęło się ono w kierunku własności prywatnej. Co powinno być własnością wspólną całego narodu? Uważam, że wszystkie bogactwa wewnątrz ziemi zaraz, a z biegłem czasu może i powierzchnia ziemi. Na to ostatnie trzeba będzie jednak przygotowania wewnętrznego kilku pokoleń. Dalej powinien być skonsumowanym wszystek zbytni kapitał w formie pieniężnej. To się też dzieje. Natomiast uważam, iż praca i owoce tej pracy muszą zawsze pozostać własnością prywatną. Tak też moim zdaniem powinno być w handlu i przemyśle.

Samodzielny kupiec będzie miał zawsze więcej energii i będzie pracowitszym. Zorganizowany w wielką organizację kupiecką, będzie taniej zakupywał towary od każdego konsumu, a będąc oszczędniejszym, bez wątpienia będzie mógł dostarczać odbiorcy taniej swoje towary od konsumu. Chcąc jednak odnieść zupełne zwycięstwo, kupiec i przemysłowiec musi być także czynnym członkiem swego narodu na polu społeczno-wychowawczym. Szczególnie w dzisiejszych czasach każdy sklep czy przedsiębiorstwo polskie powinno stać się małym ogniskiem oświatowym, małą twierdzą polskości. Tam lud nasz dowiaduje się, jak się nazywają wszelkie towary po polsku, tam dziecko słyszy publicznie polską mowę i pojmuje, że nie potrzeba wstydzić się pomiędzy ludźmi polskiego języka. Tam wreszcie pisze się po polsku czy do odbiorcy, czy do dostawcy. Sklep więc czy warsztat powinny być mimo woli taką praktyczną szkołą uzupełniającą życia polskiego. Wreszcie robotnicy, którzy zwalczaliby kupiectwo zdrowe, rugując je konsumami, tamują sobie sami drogę do samodzielności. Robotnik bowiem, dorobiwszy się niecoś grosza, nie może zostać rzemieślnikiem, lekarzem, uczonym, lecz może sobie nabyć kawałek roli lub założyć jaki sklepik. Mając zaś w swej miejscowości jeden wielki konsum, nie mógłby już występować przeciwko instytucji, do której utrzymania on się sam przyczyniał. Tężyznę duchową zaś nabywa się przecież w walce o samodzielność umysłową czy materialną, kiedy to człowiek sam wykuwa los swój. Im więcej dobrobytu jest w szerokich masach ludowych, tym wyższa kultura i większe szczęście danego narodu, to prawda. Lecz też i to prawda, że im więcej jednostek majątkowo niezależnych jest w każdym narodzie, tym więcej dobrobytu jest w szerokich masach ludowych. Konsumy więc tam tylko mają rację bytu, gdzie handel i przemysł jest w obcych rękach, albo w rękach ludzi nieuczciwych, gdzie pojedynczy kupiec nic zrobić nie może; tam trzeba siłą zbiorową wykorzenić obcego przybysza. Natomiast dla uczciwego kupca i przemysłowca polskiego, zorganizowanego w silnej organizacji zawodowej, konsum nigdy niebezpiecznym nie będzie,

Mimo silnego rozwoju kupiectwa i przemysłu polskiego na Górnym Śląsku, szerokie masy ludowe pochłonięte walką polityczną o wolność narodu, nie mogą i często ani nie mają czasu spostrzegać te postępy na polu gospodarczym. A jednak i to jest potrzebnym, ażeby wszyscy mogli uprzytomnić sobie, iż na każdym polu kroczymy do zwycięstwa. Najlepiej można to uczynić przez wystawę przemysłowo-handlową. Jeśli jeszcze nie zaraz, to sądzę, iż właśnie już podczas obsadzenia Górnego Śląska na wiosnę lub lato moglibyśmy tu z niemałym powodzeniem urządzić taką wystawę. Wystawców znalazłoby się aż nazbyt. Lud nasz polski, który tak dzielnie rozumie walkę o wolność, ma już wielkie zrozumienie dla spraw gospodarczych i na pewno odwiedzi licznie taką wystawę, zapozna się ze swojskimi wyrobami - no, i to, co zobaczy, przyda mu się wielce, by zrozumieć ważność rodzimego handlu i przemysłu. Korzyści więc byłyby dla całego ogółu.

Tak więc podejmując w tej historycznej chwili dawną ideę naszych dziadów, przerwaną w siedemnastym stuleciu najazdami Kozaków, Moskali i Szwedów, potem zaniedbaną na kilka dziesiątek lat przez, przygnębionych naszych przodków, pod koniec 18 wieku znów podnoszoną przez późniejsze pokolenia, lecz przez rozbiory ojczyzny znów gwałtem przytłumioną, podejmując dziś - polską ideę ekonomiczną, niechaj w tej ciężkiej walce towarzyszą nam na każdym kroku myśli i słowa wielkiego naszego ekonomisty Józefa Supińskiego: Przeciwwagą śmierci jest tylko życie, życie pełne siły i jędrności. Nie wypuście z rąk ani piędzi ziemi, wznoście sami domy po miastach waszych, rzucajcie się sami do przemysłu, a gdy zagarniecie wszystko, wołajcie: „jesteśmy!”«

Podsumowanie

Zacytowany powyżej referat Janickiego nie był jedynym o tej tematyce - 19 listopada 1920 roku wystąpił on ponownie na II zjeździe Polskiego Związku Towarzystw Kupieckich w Bytomiu. Nie udało mi się dotrzeć do treści całości jego referatu, ale zachowała się relacja z tego wydarzenia wydrukowana w czasopiśmie „Katolik”, nr 140 z 20 XI 1920 r.: »Drugi Zjazd kupiectwa polskiego odbył się wczoraj w Bytomiu. Po uroczystem nabożeństwie w kościele św. Trójcy na intencyę Zjazdu zebrały się poważne szeregi przybyłych ze wszystkich stron Górnego Śląska kupców na sali Strzelnicy (…). Następuje referat p. Janickiego z Tarn. Gór na temat „Społeczeństwo a kupiec i przemysłowiec polski”. W dobrze opracowanym wykładzie daje mówca obraz rozwoju stanu średniego w Polsce a potem zachęca gorąco, aby ten stan średni obecnie dążył do zdobycia coraz większej siły, albowiem słaby tylko upada w walce. Mówca wyraża również zdanie, iż kooperatywy nie zaszkodzą kupiectwu a mogą z drugiej strony uchronić je przed wybujałem zdeprawowaniem. W końcu podnosi referent zasługi kupiectwa i przemysłu polskiego, które mnóstwo ważnych placówek życia wyrwały z rąk obcych przybyszów; gorąco wzywa mówca do dalszej pracy w tym kierunku. Żywemi oklaskami podziękowano mówcy za wykład. Wywiązuje się ożywiona dyskusya, w trakcie której p. Maciejewski wzywa, aby otoczyć opieką młodzież kupiecką i przemysłową, któraby objęła spuściznę po ojcach i silny wytworzyła stan średni na Górnym Śląsku.«

Stanisław Janicki miał wielki wkład na rzecz pracy narodowej w Tarnowskich Górach oraz w innych górnośląskich powiatach w okresie przedplebiscytowym. Podkreślił to Jan Nowak w swojej „Kronice miasta i powiatu Tarnowskie Góry” w następujących słowach: „Prymas, fabryka kawy słodowej, s-ka ak., przy ul. Sobieskiego, założona przez wychodźców polskich w Gelsenkirchu, we Westfalii, przeniesiona w marcu 1919 r. do Tarn. Gór, była swego czasu jedynem polskiem przedsiębiorstwem przemysłowem w Tarn. Górach, których kierownicy, Stanisław Janicki i Kaczor Jan, oraz współpracownik Jan Talaga położyli wielkie zasługi dla sprawy polskiej podczas akcji plebiscytowej.

Janicki został w r. 1922 wybrany posłem na sejm śląski (...)”

Armin Lach

Źródło: Tomasz Borówka: „Górnośląscy Niemcy czekali na Niemcy. Doczekali III Rzeszy,” w „Nasza Historia, listopad 2015 nr 11(24); „Głosy znad Odry” rok III nr 1, Opole marzec 1920; „Katolik” nr 140, Bytom G.-Ś., sobota 20-go listopada 1920; Jan Nowak: „Kronika miasta i powiatu Tarnowskie Góry”, Tarnowskie Góry 1927.
 

Okładka Montes nr 78

Okładka Montes nr 78