Wzmianki o Tarnowskich Górach w Kronice Bytomia

W 1863 r. ukazało się drukiem dzieło nauczyciela Franza Gramera pt. „Kronika miasta Bytomia na Górnym Śląsku”. Jej pierwsza część, przetłumaczona z języka niemieckiego przez Antoniego Niemczurę, opracowana i przygotowana do druku przez prof. Jana Drabinę, trafiła do czytelników na początku 2015 r. Wydawcami publikacji liczącej 244 strony, są Bytomskie Centrum Kultury oraz Muzeum Górnośląskie w Bytomiu. Uzupełnia ją wydana ostatnio część druga „Bytom i okolice zapiski z 1848-1863”.

Kronika w oryginale znana była wcześniej zawodowym badaczom dziejów. Przetłumaczona, może trafić do szerszego grona osób, interesujących się amatorsko historią nie tylko Bytomia, bo jest w niej ponad sześćdziesiąt informacji o Tarnowskich Górach i jego dzisiejszych dzielnicach, jakich nie znajdziemy w znanych publikacjach o tym mieście, wydanych już w języku polskim. Nie brak wiadomości o znanych wydarzeniach, a mogących budzić poważne kontrowersje. Inne dają obraz życia ludzi i miasta w dawnych wiekach. Niektóre opisują zdarzenia kryminalne, ale są i takie, nie pozbawione pikanterii.

Kilka przykładów w tym artykule otwiera następująca informacja: Kronika w oryginale była rozprowadzana w formie sprzedaży komisowej, a na liście 251 subskrybentów, zamieszczonej w niej przez Gramera, znalazł się magistrat Tarnowskich Gór oraz trzech obywateli miasta: kupiec Fuchs, doskonale znany w tym mieście Anton Klausa i proboszcz parafii Apostołów Piotra i Pawła - ksiądz Ignacy Wawretzko.

Inne wzmianki potwierdzają gospodarczą współpracę miast na polu działalności górniczej.

„W roku 1609 Wawrzyniec Sorrer, pisarz sztolni św. Jakuba w Tarnowskich Górach, wystawia pokwitowanie radzie miejskiej Bytomia na pierwszy udział za dwa kuksy udziału w sztolni.”

„Zachowały się trzy pisma wagowego Zwolla z Tarnowskich Gór, sporządzone w latach 1632 i 1633, z których wynika, że miasto Bytom posiadało jeszcze kilka udziałów w kopalniach”.

O tym, że nie tylko praca górników w kopalniach była wtedy niebezpieczna, dowodzi notatka:
„Dnia 23 sierpnia 1636 roku sporządzono protokół mówiący o tym, że Jakub Scultentus sędzia dworski z Tarnowskich Gór, został przed 3 dniami na drodze, w szczerym polu pchnięty rapierem przez Krzysztofa Steinbergera i zabity. Mordercę doprowadzono i poddano badaniu kryminalnemu.”

Jaki był wynik tego badania i co stało się z mordercą, Kronika nie podaje, ale że było prawo i kat, jest pewne, bo:
„W dekrecie wystawionym 5 stycznia 1659 roku w Tarnowskich Górach nakazano rajcom bytomskim, aby kazali pomocnikowi kata z Tarnowskich Gór, jako że nikogo innego nie było, pochować jak skazańca nieszczęsnego Jana Gniazdko (bytomskiego sędziego dworskiego), który prawdopodobnie sam pozbawił się życia.”

O tym, że z katem przegrał nawet ten, któremu okazano łaskę, lub zakwestionowano katowskie prawa, dowodzą dwie następujące notki: „Jak wynika z własnoręcznego pisma sporządzonego przez hrabiego Henckel w Tarnowskich Górach 7 kwietnia 1659 roku, hrabia w akcie łaski zamienił przestępcy Janowi Judaszowi karę spalenia na stosie na ścięcie mieczem, a dopiero potem spalenie.”
„Kat bytomski Jerzy Boreck wniósł 10 kwietnia 1680 roku skargę na Wacława Ohm-Januszewskiego, pana Starych Tarnowic, o to, że ten kazał swoim poddanym wywieźć i pogrzebać 2 kobiety, które zginęły przez samopowieszenie oraz nakazał egzekucję 2 przestępców ze swej wsi nie w Bytomiu, lecz w Pyskowicach. Kat żądał 60 talarów zadośćuczynienia za utracony zarobek. Pozwany złożył w Pradze apelację, lecz przegrał proces.”

Bezlitosny był także król Jan III Sobieski, który w pochodzie na Wiedeń z oddziałami żołnierzy „bardzo ostrą subordynację zachowuje między nimi i w Tarnowskich Górach 4 kazał obwiesić, ponieważ rabowali.”
Zapewne w kłopocie stanęli rajcy Bytomia, gdy „Dnia 12 lipca 1614 roku starosta Hartwig von Sitten polecił bytomskiej radzie miejskiej złożyć sprawozdanie na temat niewiernej żony Macieja von Bucherwitz z Wrocławia, zastawnika Opatowic, która miała jakoby przebywać w Tarnowskich Górach, gdzie bałamuciła żonatych mężczyzn. W kazaniu tamtejszy ksiądz napiętnował jej postępowanie, a miasto zdecydowało, że nie pozwoli jej dłużej przebywać w jego murach. Bucherwitz musi podjąć odpowiednie kroki prawne w celu załatwienia sprawy, jako że błąkająca się po kraju niewierna żona wystawia na pośmiewisko jego samego, jego dzieci i przyjaciół.”

To najbardziej nieobyczajna historia, jaką zdarzyło mi się napotkać w źródłach dotyczących dawnych Tarnowskich Gór. Ale skoro mowa też o przyjaciołach, warte podkreślenia są dwie inne wiadomości przekazane przez Gramera.
Pierwsza mówi o tym, że „Rada miejska, starsi, wójt, ławnicy i mistrzowie cechów miasta Bytomia wystawili 20 czerwca 1617 roku weksel, w którym potwierdzają, że od mieszczan Jana Cirana i Jana Zuchera z Tarnowskich Gór pożyczyli na budowę kościoła na nowym cmentarzu przed Bramą Pyskowicką 600 talarów. Dług spłacono dopiero w 1661 r. Dokument pozwala ustalić datę powstania kościoła św. Trójcy.”

Zwłoka wynikła z powodu wojny trzydziestoletniej, a ww. kościół, choć niektórzy historycy kwalifikują go jako kaplicę cmentarną, stał do 1870 r. W tym samym miejscu przy ul. Piekarskiej zbudowano w 1888 r. obecny kościół pod tym samym wezwaniem.

Szczególnego podkreślenia wymaga notka z 1591 r. Mowa w niej o tym, że „Bytom i Tarnowskie Góry chcą żyć ze sobą w zgodzie”. Nie tylko dla zgody, ale i dla wiedzy o starszym od Tarnowskich Gór i związanym z naszym miastem Bytomiem, warto też przeczytać, wydaną ostatnio książkę Jacka Manieckiego i Marka Wojcika – „Ratusz w Bytomiu”. Autorzy nie raz przywołują w niej Kronikę Franza Gramera.

Mieczysław Filak

 

Okładka Montes nr 78

Okładka Montes nr 78