Miejsca niezwykłe

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_34_park2a.jpg

Tarnowskie Góry

Park Miejski

Najbardziej atrakcyjnym miejscem dla dzieci był zawsze tarnogórski Park Miejski podczas mroźnej i śnieżnej zimy. Tłumy maluchów i wyrostków płci obojga z sankami, nartami i łyżwami przychodziły wtedy pozjeżdżać z parkowych górek.

Młodociani amatorzy białego szaleństwa nie zdawali sobie sprawy z tego, że wzniesienia, po których ślizgają się tak ochoczo, są pozostałościami po wydobyciu rud darniowych. Większość była przekonana, że pagórki są dziełem natury jak narzutowe głazy rozrzucone po trawnikach oraz rosnące drzewa i krzewy. Jedynie w przypadku górek z wydrążonymi lejami w środku, w których ustawiono ławki, i prowadzącymi do nich ścieżkami istniały podejrzenia, iż są utworzone ręką człowieka – a były dziełem kopaczy rud żelaza.

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_34_park2.jpg b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_34_park1a.jpg

Oczywiście sztucznie usypany tor saneczkowy ze schodkami i metalowymi poręczami – chodzi o stary tor częściowo zasypany przez stok narciarski utworzony w latach 70. XX wieku – wcale nie najbardziej nęcił saneczkarzy i narciarzy. Najbardziej kusiły strome, rozłożyste pagórki, z których większość miała nazwy nadawane przez dzieci. Wzniesienia w pobliżu wejścia do parku nazwano podwójną, ze względu na ich kształt – dwie górki jakby wtopione w siebie. Wieżą nazwano stromy pagórek z widokową wieżyczką na szczycie. Zjazd z wieży był równie karkołomny jak ze stromego kopczyka nazwanego Śmiertką. Nikt nigdy karku nie skręcił, ślizgając się po oblodzonym śniegu z tych najbardziej niebezpiecznych wzniesień. Ale połamanych rąk i nóg było co niemiara, równie dużo jak potłuczeń podczas bolesnych upadków.

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_34_park1.jpgTuż za parkiem na polach w pobliżu bunkra rozciągała się górka zwana Walecką – zapewne od nazwiska właściciela. Tak naprawdę był to usypany przez kopaczy rud wał, po którym na wąskich torach jeździły tak zwane koleby, czyli wagoniki z urobkiem. Niekiedy dojeżdżał nawet wąskotorowy pociąg, by odholować wagoniki do huty żelaza na Płuczkach. Brzeg wału już pozbawiony szyn był niezwykle stromy i jazda była krótka ale za to szaleńcza, aż wiatr świstał w uszach. Atrakcją Waleckiej był też garb na zboczu, służący jako skocznia narciarska. Niektórym, tym najlepszym narciarzom, udawało się wybić na tej niby-skoczni nawet na kilka metrów w dal – sporo jak na takie małe wzniesienie.

Tak bywało zimą. A latem gęste krzewy i drzewa stawały się dżunglą dla małych nagusów, którzy na majtki poprzylepiali liście niczym afrykańscy dzikusi a w rękach trzymali patyki imitujące dzidy oraz łuki zrobione z giętkich patyków i gumy do majtek. Cała ta zabawa odbywała się pod czujnymi oczami matek, które rozkładały się na kocach na gęstej trawie porastającej parkowe łąki. Ta tradycja piknikowania w parku przetrwała dość długo.

Bywało, że w ciepłe dni lata na dwóch największych parkowych łąkach zobaczyć można było dziesiątki koców, z których każdy obstawiony był zapasami wałówki i dziecięcych zabawek, oraz setki dzieci uganiających się za piłkami.

Wraz z dorastaniem zmalała magia parku. Pagórki już nie były niebotycznymi wzniesieniami, a gęste krzewy stawały się zwykłymi chaszczami. Parkowe alejki stały się miejscem spacerów z narzeczoną, później żoną i dziećmi – względnie z psem. Zmieniły się obyczaje. Spacerowicze zaczęli siadać na ławkach, dzieci bawić się na placu zabaw z huśtawkami i zjeżdżalniami. Grzyb i wieża, staw, muszla koncertowa oraz korty, a nawet Domek Baby Jagi, przy którym wypijało się w latach młodzieńczych pierwsze piwo, już nie czarowały niezwykłością. Jedynie gdzieś w pamięci pozostały stare dziecięce nazwy, dzięki którym oswajało się przestrzeń parku: Podwójna, Walecka, Śmiertka – nazwy zatrzymujące czas.

RYCH  
Widokówki parku z początku XX wieku
ze zbiorów Beaty i Jacka Kalke
 

Okładka Montes nr 34-35

Okładka Montes nr 34-35