Ostatni kolejowy wiadukt w mieście

Prawie sto lat władze miejskie i kolejowe spierały się, kto wybuduje wiadukt nad torami, dzięki któremu znikną korki samochodowe na ulicy Nakielskiej

Wraz z rozwojem od 1855 roku kolei w Tarnowskich Górach przybywało szyn przecinających główne drogi wyjazdowe z miasta. Aż sześć torów i jeden wąski przecinało szosę prowadzącą do Nakła Śląskiego. Wzdłuż ulicy Nakielskiej ulokowane były nie tylko budynki stacyjne ale i huta żelaza, młyn Gutmanna i miejska rzeźnia, do których prowadziły bocznice kolejowe. Po torach przecinających ulicę już w 1904 roku dziennie przejeżdżały 44 pociągi osobowe i ponad 150 towarowych. Tak duży ruch kolejowy tamował przejazdy furmanek i pierwszych samochodów po tej ulicy.

Już w 1880 roku kursowanie pociągów na przejazdach kolejowych na ulicy Nakielskiej było tak uciążliwe, że tarnogórski magistrat postanowił zlikwidować to skrzyżowanie ruchu szynowego z kołowym. Ale przeciwko takiej decyzji zaprotestował przedsiębiorca Krebs, który prowadził pomiędzy przejazdami kolei górnośląskiej i prawoodrzańskiej – w obecnym budynku firmy A-Z – gospodę licznie odwiedzaną przez podróżnych. Władze miasta planowały wówczas poprowadzić trasę wyjazdową, przedłużając ulicę Starodworcową, albo po wybudowaniu wiaduktu nad torami drogą bardziej na południe.

Sprawa budowy bezkolizyjnego przejazdu na ulicy Nakielskiej poruszona została także w 1898 roku przez Gwidona Henckel von Donnersmarcka podczas rozmów z ministrem i urzędnikami państwowymi. Nic to jednak nie zmieniło. Dopiero w 1904 roku magistrat wznowił rozmowy w tej sprawie z dyrekcją kolei. Władze miasta gwarków, które uważały, że kolej winna powstaniu zagrożeń w ruchu drogowym powinna pokryć koszty ich rozwiązania, zadeklarowały bezpłatne przekazanie gruntów na budowę od południa obwodnicy. Wzrastający ruch kolejowy powodował ciągłą rozbudowę urządzeń stacyjnych. Mimo że po likwidacji w 1902 roku huty żelaza oraz zamknięciu młyna Gutmanna przez ulicę Nakielską przejeżdżało mniej pociągów, w 1905 roku minister zezwolił na prace przy przeniesieniu szosy. Rozpoczęły się pertraktacje na temat wykupu gruntów. Koszt inwestycji wyliczono na 180 tys. marek. W jej ramach nad nową szosą do Nakła Śląskiego miał zostać wybudowany wiadukt kolejowy oraz przejście podziemne dla pieszych. Jednak miejscy radni nie zgodzili się na choćby tylko częściowe sfinansowanie robót. Dlatego nie doszło do przebudowy drogi. Chociaż jeszcze w kwietniu 1911 roku powstał projekt dwunastometrowego wiaduktu kolejowego nad ulicą Nakielską.

Musiało jeszcze minąć kilkadziesiąt lat, zanim rozwiązany został problem tamujących ruch przejazdów kolejowych na ulicy Nakielskiej. Do końca lat 60. XX wieku podczas przejazdu pociągów zamykane były rogatki na dwóch bocznicach oraz najczęściej – dosłownie co kilka minut – na głównym szlaku Magistrali Węglowej i na ulicy tworzyły się potężne korki samochodowe. Dopiero po wybudowaniu w latach 1971-1972 wiaduktu od ulicy Starodworcowej do Nakielskiej samochody mogły bezkolizyjnie przejeżdżać nad torami kolejowymi. Rogatki na przejazdach na ulicy Nakielskiej i Oświęcimskiej zostały zamknięte na stałe.

Paweł Ryś

 

Okładka Montes nr 77

Okładka Montes nr 77