Nie tylko jedwabniki chlubą szkoły

Szkoła powszechna dla chłopców. Widokówka z ok 1914r. Pocztówka ze zbiorów Beaty i Jacka Kalke w: Krzysztof Gwóźdź, Zofia Krzykowska, Tarnowskie Góry na dawnej pocztówce, 2004r.
Szkoła powszechna dla chłopców. Widokówka z ok 1914r. Pocztówka ze zbiorów Beaty i Jacka Kalke w: Krzysztof Gwóźdź, Zofia Krzykowska, Tarnowskie Góry na dawnej pocztówce, 2004r.

W 1929 roku ze Stacji Jedwabniczej w Bielsku Rudolf Piszczek, nauczyciel przyrody w tarnogórskiej Szkole Powszechnej nr 1 sprowadził nasiona morwy. Z ziarenek wyrosło dwa tysiące młodych morw

Kilkaset drzewek uczniowie posadzili w ogrodzie szkolnym. Nadmiar ponad tysiąc drzewek przekazano Magistratowi, którego pracownicy obsadzili nimi pływalnię w Czarnej Hucie i oczyszczalnię ścieków w Lasowicach. Prawie 400 morw podarowano szkole żeńskiej.

Po zrobieniu sprzętu dla jedwabników na dobre ich hodowlą zajęli się jedynie uczniowie podstawówki z ulicy Sobieskiego. W 1936 roku wyhodowany pierwszy oprzęd jedwabników bardzo wysoko oceniła stacja w Milanówku. Pracownię jedwabniczą w Tarnowskich Górach uznano za wzorową. Rudolf Piszczek otrzymał za to dyplom uznania. A jeszcze kilkanaście lat wcześniej nauczyciele i uczniowie tarnogórskiej Szkoły Powszechnej nr 1 mieli poważniejsze sprawy na głowie niż zajmowanie się morwami i jedwabnikami. Początki polskiej szkoły wcale nie były łatwe.

Niemcy wybudowali, Polacy uczyli

Kiedy w kwietniu 1908 roku oddano do użytku przy ówczesnej Markgrafstrasse – obecnie ulica Sobieskiego - dwupiętrowy budynek z czerwonej cegły z aulą i salą gimnastyczną, w nowej męskiej szkole podstawowej rozpoczęło obowiązkową naukę w języku niemieckim 1280 chłopców w 18 klasach. Kres niemieckiego szkolnictwa w budynku dobiegł 5 września 1922 roku po otwarciu bram polskiej Szkoły Powszechnej nr 1. Lekcje w języku polskim zaczęło wtedy 935 uczniów. Kierownictwo szkoły objął zasłużony dla polskości nauczyciel Franciszek Krupop. Wraz z nim nauczanie prowadziło jeszcze czterech nauczycieli. Budynek zastali w nie najlepszym stanie. Podczas pierwszej wojny światowej w budynku stacjonowali żołnierze cesarza Wilhelma II. Po ich odejściu na ścianach pozostały niemieckie sentencje o treści wybitnie sławiącej niemczyznę. Dla odmiany ściany były zakurzone i zadymione a podłogi uszkodzone. W oknach brakowało szyb. Dopiero po koniecznych remontach w każdej klasie powieszono na ścianie krzyż i obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, rozpoczynając na dobre erę polskiego szkolnictwa w mieście gwarków.

Jednak pomalowanie ścian nie było jedynym dokonaniem polskiego kierownictwa oświaty. Po doprowadzeniu do budynku elektryczności rozbłysło w klasach nowoczesne oświetlenie a tradycyjne piece opalane węglem zastąpiły kaloryfery centralnego ogrzewania. Innym ważnym osiągnięciem była kosztująca 10 tys. zł przebudowa strychu na cztery sale lekcyjne. Znaczne zmiany zaszły w nauczaniu szkolnym w 1928 roku, gdy klasy przekształcono w specjalistyczne pracownie. Za 20 tys. zł jedną z sal wyposażono w meble, przyrządy i naczynia oraz instalacje gazową, co umożliwiało przeprowadzanie doświadczeń. Do pracowni przyrodniczej przyjeżdżały na lekcje poglądowe dzieci ze szkół z Bobrownik Śląskich, Czarnej Huty, Lasowic i Nakła Śląskiego. Prace techniczne odbywały się w pracowni robót ręcznych wyposażonej w 10 warsztatów dla 20 uczniów. W sali rysunkowej znajdowały się stoliczki z ruchomymi blatami i wygodne krzesła ułatwiające szkicowanie i malowanie obrazów. Nowością techniczną, która zawitała do szkoły był epidiaskop, pozwalający zwiększać obrazy potrzebne do nauczania poglądowego. W szkolnej bibliotece uczniowie mieli do dyspozycji 326 książek. Przy czym część dzieł zniszczonych i niezapisanych została zniszczona komisyjnie.

Po lekcjach do ogrodu i świetlicy

Prawdziwym powodem do dumy był także szkolny ogródek, założony w miejscu, gdzie panoszyły się pokrzywy, leżały kupy kamieni i stłuczonych butelek oraz zwoje zardzewiałego drutu. Początkowo dzieci nie szanowały grządek, wyrywały zasadzone kwiaty i roślinki. Dopiero z biegiem czasu przekonały się, że warto uprawiać zieleń. „Jest to niewątpliwie wielki sukces wychowawczy” - pisał w 1937 roku kierownik Szkoły Powszechnej nr 1 Franciszek Krupop Dodatkowym udoskonaleniem warunków nauki był dokonany w 1935 roku podział budynku oraz jednej szkoły na dwie, do których uczęszczało 525 dzieci.

W tym samym roku w szkole rozpoczęła działalność świetlica szkolna. Dzieci, które nie miały w domach warunków do odrabiania lekcji, przy wygodnych stolikach mogły pisać zadania domowe. Poza nauką w świetlicy dzieci mogły grać w szachy, warcaby, domino, loteryjki i kostki. Do dyspozycji uczniów był gazetki i książki. W świetlicy odbywały się także narady i zebrania.

Opieką otoczone były dzieci bezrobotnych. Co roku otrzymywały darmowe podręczniki. Na Gwiazdkę rokrocznie przeciętnie 116 uczniów obdarowywano paczkami wartymi w sumie ponad 100 złotych. Codziennie 120 ubogich dzieci dostawało na śniadanie w szkole po bułce i kubku mleka, na co rocznie szkoła wydawała nawet 4,6 tys. zł.

Nauczaniem dziatwy szkolnej zajmowało się w sumie od 1922 roku 70 nauczycieli. W roku jubileuszowym, gdy uczniowie i nauczyciele obchodzili 15. rocznicę powstania w budynku przy ulicy Sobieskiego polskiej szkoły, nauczało w niej 13 nauczycieli m.in. znany rysownik i karykaturzysta Michał Dragan, Karol Broniec, Antoni Klose. W gronie nauczycielskim znalazła się też jedna kobieta Michalina Żychelówna. Poziom nauczania w podstawówce przy ulicy Sobieskiego był bardzo wysoki, gdyż na 13 nagród za wyniki egzaminów w szkole dokształcającej 12 zgarnęli wychowankowie tej podstawówki.

Pochlebnie o poziomie oświaty wyrażali się inspektorzy Komisji Ministerialnej wizytującej szkołę, interesując się zwłaszcza lekcjami fizyki i higieny. Natomiast katechezę pochwalił sam biskup Lisiecki.

Na dwa lata przez wybuchem II wojny światowej grono nauczycielskie i uczniowie świętowali 15-lecie polskiej szkoły w budynku przy ulicy Sobieskiego. Z tej okazji przygotowali nawet 12 czerwca 1937 roku specjalną jednodniówkę z odręcznym rysunkiem na okładce i przepisanymi na maszynie artykułami zachwalającymi pożytki płynące z nauki w tej właśnie szkole. Na zakończenie anonimowi autorzy, nawiązując do słów marszałka Polski Edwarda Rydza-Śmigłego, napisali: „Choć czasem w krzyżach trzeszczało, przecież przyczyniliśmy się do podciągnięcia Polski wzwyż”.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 77

Okładka Montes nr 77