Jednomandatowe okręgi wyborcze w Sejmie Śląskim

b_200_300_16777215_0___images_stories_montes_76_04-kempka-tempka.jpgGłównym autorem projektu ustawy o jednomandatowych okręgach wyborczych w Sejmie Śląskim był Stanisław Janicki (1884-1942) - śląski pisarz i publicysta, działacz narodowy w okresie plebiscytu i powstań śląskich na terenie Tarnowskich Gór, radny Rady Miejskiej Tarnowskich Gór, tarnogórski przedsiębiorca, poseł na Sejm Śląski, członek Śląskiej Rady Wojewódzkiej, czołowy polityk w Chrześcijańskiej Demokracji Wojciecha Korfantego, stracony przez hitlerowców na gilotynie za działalność konspiracyjną.

 

Wstęp

Mocą ustawy Sejmu Ustawodawczego Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 15 lipca 1920 roku Województwo Śląskie otrzymało wyjątkowo szeroki samorząd, czyli autonomię.

Zewnętrznym wyrazem tej autonomii był Sejm Śląski i Śląska Rada Wojewódzka. Sejm Śląski był ciałem ustawodawczym, Śląska Rada Wojewódzka natomiast była organem wykonawczym. Pierwszy Sejm Śląski wybrany został w dniu 24 września 1922 roku w składzie 48 posłów, wybranych w głosowaniu powszechnym, równym, tajnym, bezpośrednim i stosunkowym (pięcioprzymiotnikowa ordynacja proporcjonalna). Wybór odbył się w ten sposób, że na każde 25.000 mieszkańców przypadał 1 poseł, a prawo wybierania posiadał każdy obywatel(ka), który ukończył 21 lat życia. (Montes Tarnovicesis nr 70: „Sejm Ślaski”).

Ten Sejm miał m.in. za zadanie uchwalenie Ustawy o Ustroju Władz Wojewódzkich (tzw. śląskiej konstytucji) oraz nowej ordynacji wyborczej, z określeniem liczby posłów do następnego Sejmu. Ze względu zaś na to, że dotychczasowa autonomiczna ustawa ustrojowa (statut organiczny) była tylko ustawą ramową i tymczasową, pierwszy Sejm Śląski był powołany do opracowania jej w szczegółach. (Montes Tarnovicesis nr 69: „Autonomia Ślaska”).

Nowa ordynacja wyborcza do rad gminnych i miejskich

Jesień roku 1926 została zdominowana przez kampanię wyborczą do samorządu komunalnego (rad gminnych i miejskich). Termin wyborów próbował przesunąć nowy wojewoda śląski Michał Grażyński, który zdawał sobie sprawę ze słabości sanacji1) na polskim Górnym Śląsku. (Montes Tarnovicesis nr 74: „Komisja Siedmiu w Sejmie Ślaskim”). Spotkało się to z oporem ze strony opozycji, która chciała przekształcić głosowanie w antysanacyjny plebiscyt. Jeszcze przed przewrotem majowym Sejm Śląski w dniu 5 maja 1926 roku przyjął ustawę o nowej ordynacji wyborczej w górnośląskiej części województwa. Warto zaznaczyć, że jej autorem i pomysłodawcą był Stanisław Janicki. Ustawa zakładała przymus wyborczy i regulowała szczegółowo wiek wyborczy. Czynne prawo wyborcze przysługiwało osobom, które ukończyły 25 lat, a bierne prawo wyborcze tym, którzy skończyli 30 lat. Zasada przymusu wyborczego stanowiła nowatorstwo w polskim ustawodawstwie. Zgodnie z nią Janicki chciał zwiększyć szanse polskich ugrupowań w dużych miastach, w których zwykle wygrywali Niemcy. Polacy niechętnie korzystali z prawa głosu, woleli pozostać w domu. Dlatego ustawodawca uznał, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest wprowadzenie przymusu. Wprowadzono zasadę głosowania na listy wyborcze przy proporcjonalnym pięcioprzymiotnikowym systemie zliczania głosów. Na podstawie tej ustawy odbyły się w dniu 14 listopada 1926 r. po raz pierwszy, po przyłączeniu Śląska do Polski, wybory komunalne. (Montes Tarnovicesis nr 65: „Stanisław Janicki” cz. IV). Koalicja Polskiego Zjednoczenia Stronnictw Chrześcijańskich, z której listy startowało ugrupowanie polityczne Janickiego (Chrześcijańska Demokracja)2), odniosło druzgocące zwycięstwo nad rywalami w tych wyborach.
Stanisław Janicki był bardzo dumny ze „swojej ustawy” i tak o niej pisał w jednym ze swoich artykułów: „Warto jednak zaznaczyć, że (...) Sejm ten uchwalił taką ordynację do ciał gminnych na Śląsku, na jaką mało który sejm europejski, z wyjątkiem może włoskiego, zdobyć-by się potrafił. Wyborca musi w myśl tej ordynacji liczyć co najmniej 25 lat, zaś wybieralni reprezentanci do tych ciał co najmniej lat 30. Jak więc na czasy obecne, uchwalenie takiej ustawy wymagało sporo cywilnej odwagi”.3)

Jednomandatowe okręgi wyborcze (JOW) w Sejmie Śląskim

Zwycięstwo antysanacyjnej opozycji w wyborach komunalnych wywołało euforię w środowisku śląskiej chadecji. Idąc za ciosem ustawodawczym, już w dniu 16 grudnia 1926 r., klub Chrześcijańskiej Demokracji złożył w kancelarii sejmowej wniosek w sprawie projektu nowej ordynacji wyborczej do Sejmu Śląskiego. Projekt ustawy przewidywał rewolucyjną zmianę, wprowadzającą wybory w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW) na zasadzie większości, w miejsce dotychczasowej ordynacji proporcjonalnej. Czynne prawo wyborcze przysługiwać miało osobom, które ukończyły 25 lat, a bierne prawo wyborcze tym, którzy skończyli 30 lat. Zrezygnowano jednak z zasady przymusu wyborczego.

Wybory według JOW miały polegać na tym, że Województwo Ślaskie miało zostać podzielone na 48 okręgów wyborczych. Z każdego okręgu do Sejmu miał się dostać tylko jeden kandydat, który uzyskał bezwzględną większość głosów swoich wyborców. Oznaczało to tyle, że członkowie partii, która ma nawet niewielką przewagę w sondażach, mieli mieć realną szansę na zdobycie większości mandatów. To miało spowodować, że w Sejmie powstanie druzgocąca przewaga jednego ugrupowania politycznego, zdolnego rządzić samodzielnie, bez konieczności wchodzenia w koalicje. W domyśle chodziło oczywiście o bezwzględne zwycięstwo popularnej na Śląsku Chrześcijańskiej Demokracji Wojciecha Korfantego.

Jak wcześniej wspomniałem, głównym autorem projektu nowej ustawy był Stanisław Janicki. Chciałbym teraz zacytować słowa, które jasno określają jego stanowisko w tej sprawie: „Sejm, to rezultat myśli demokratycznej. Demokracja, to rządy większości narodu. Sejm Śląski, również jak Sejm Rzeczypospolitej w Warszawie, tej zdecydowanej większości nie posiada. Jest to nie tylko jego, lecz i całego społeczeństwa główna wina. Każdy sejm, bez zdecydowanej większości, jest absurdem myśli demokratycznej. Odpowiedzialność bowiem w życiu można brać tylko za to, na co się ma decydujący wpływ. Jeśli zaś w Sejmie nie ma tej zdecydowanej większości, która może i powinna brać władzę w Państwie, wówczas niema na kogo zwalać odpowiedzialności. Takie Sejmy, wybrane przez społeczeństwo, stają się pośmiewiskiem tych, którzy je stworzyli, t. j. swych własnych wyborców.”4)

7 stycznia 1927 roku na 153 posiedzeniu Sejmu Śląskiego I kadencji odbyła się debata nad projektem ustawy o JOW. Dotychczasowej ordynacji proporcjonalnej bronił Józef Biniszkiewicz, jeden z liderów Polskiej Partii Socjalistycznej na Górnym Śląsku5). Na rzecz wniosku opowiadali się przede wszystkim posłowie ChD: Paweł Kempka, Stanisław Janicki oraz Wojciech Korfanty. Większość z padających wówczas argumentów ze strony posłów ChD w niczym nie odbiegała od tych, które Ruch Pawła Kukiza propaguje dzisiaj na rzecz JOW. Co więcej, padają tam nawet słowa o referendum (ówcześnie zwanym plebiscytem) w sprawie JOW.

Poniżej przedstawiam fragmenty z tej debaty (pisownia oryginalna).

»P. Biniszkiewicz: [PPS – przyp.]
(...) Teraz jeszcze jeden reakcyjny paragraf jest w projekcie, mianowicie, chcecie Panowie Województwo Śląskie podzielić na 48 jednomandatowych okręgów (Ks. Brzuska: Co w tem złego?). (...) Ten plan jednomandatowych okręgów pokutuje w całem Państwie Polskiem. Rozumiem, jeżeli politycy w naszym parlamencie polskim kalkulują, w jaki sposób okroić mandaty jednemu lub drugiemu stronnictwu. Ja rozumiem te tendencje, które kierują tymi panami do tworzenia tych reakcyjnych projektów. (...)
Panowie z pewnej strony chcecie się podzielić mandatami z Niemcami i wyeliminować PPS (...), ale również chcecie wyeliminować Waszych dzisiejszych przyjaciół z NPR6), bo NPR przy takim podziale również pozostanie bez mandatów, taksamo jak PPS. (...)
P. Kempka: [ChD – przyp.]
(...) A teraz w odpowiedzi p. Biniszkiewiczowi na rzekomą reakcyjność tego projektu. Przecież wszystkie państwa, które wprowadziły po wojnie pięcioprzymiotnikowe prawo wyborcze, zwłaszcza t. zw. stosunkowe7), teraz znoszą to. (...) Widać więc nie tylko w teorji, ale i w praktyce dążność do zreformowania prawa wyborczego, do załatwienia się ze stosunkowością wyborów.
Wiemy dobrze, że przy stosunkowych wyborach wyborca też nie otrzymuje takich posłów, jakichby sobie życzył. (Biniszkiewicz: To jest racja!). Nie wyborcy ustawiają sobie listy kandydatów, tylko zarząd partii i nieraz dostaje się na listę kandydat, który wcale przez wyborców nie był pożądany i nieraz zdarza się, że z tego powodu wyborcy wstrzymują się od głosowania, ponieważ na liście jeden kandydat im się nie podoba (...).8)
Co do podziału na okręgi wyborcze, to też należy powrócić do okręgów jednomandatowych z wyborami imiennemi, indywidualnemi, a nie wybierać na wielkie okręgi, w których tworzy się listy. To uważam za nieodpowiadające duchowi czasu obecnego, i ludność nasza, z którą miałem sposobność rozmawiać podczas wyborów komunalnych, w tym kierunku się odzywała na wiecach, komitetach i zebraniach partyjnych. (...)
P. Janicki: [ChD – przyp.]
(...) P. Biniszkiewicz od razu staje jako opiekun proletarjatu, jako opiekun NPR, nawet jako opiekun Niemców. (...) ale najwięcej, zdaje, Panu chodzi o własną skórę. (P. Biniszkiewicz: Mnie łydki nie drżą!) Może nie o skórę Pańską, ale o skórę partji.
Jeżeli Panowie twierdzicie, że macie takie wielkie znaczenie w proletarjacie, to powinniście ten wniosek przyjąć z otwartemi rękoma. Ponieważ ostatnie wybory komunalne wykazały, że straciliście na Górnym Śląsku blisko 18000 wyborców, więc drżą wam istotnie łydki i macie obawę. Ja te obawy p. Biniszkiewicza rozumiem. Ale, proszę Panów, tu idzie o interes Państwa i podniesienie autorytetu Sejmu.
Jeżeli autorytet Sejmu w czasie powojennym obniżył się, to tylko dzięki systemowi proporcjonalnemu przy wyborach. Jeżeli system proporcjonalny wyborczy w czasach pokojowych nieraz zawodził, to musi zawodzić on w czasach tak niespokojnych, jak czasy powojenne. System proporcjonalny wyłonił się w spokojnych czasach przedwojennych, jako ten idealny ustój demokratyczny z tej myśli, aby wszystkim mniejszościom politycznym w danem społeczeństwie dać możność wybierania swoich przedstawicieli do ciał ustawodawczych. (...) To może być ewentualnie dobre w bardzo idealnych, spokojnych czasach, gdzie mniejszości są utemperowane i nie wysyłają jako zastępców swych najgorszych demagogów, lecz ludzi spokojnych, rozsądnych, którzy nie waleniem w pulpity, lecz wiedzą i pracą starają się podnieść autorytet sejmu, osiągnąć sukcesy dla swych wyborców i tym sposobem wzmacniają państwo (...).
Panie Biniszkiewicz! Gdyby Pan tak powiedział na wiecu robotników, jak dziś tutaj w Sejmie ze swej ławy, to jestem pewien, że wygwizdaliby Pana. Robotnicy nie chcą słyszeć o wyborach na listy. Oni nie chcą widzieć na jednej liście aż 10 kandydatów, w dodatku bez nazwisk, lecz oznaczonych numerami. Na takiej liście wyborczej, to zwykle na pierwszym miejscu jest przeważnie, że tak powiem, mocny koń, który ciągnie, a za nim następują te chude i słabe szkapy, których na przodzie postawićby nie można (...).
(...) chciałbym opowiedzieć małą humoreskę (...). Panowie pamiętacie, że przy ostatnich wyborach do Sejmu Warszawskiego było aż 16 list wyborczych. (...) Nic więc dziwnego, że taka biedna kobiecina, która pisma nie zna, kandydata na posła również nie widziała, kiedy w drodze z jej podwórka do wójta wręczono jej aż 16 kartek wyborczych, obawiała się stanąć do wyborów. (...) Wróciła tedy do domu, rzuciła kartki na podwórze pomiędzy gęsi, a kartkę, którą gąsior podniósł, uznała za prawdziwą i zaniosła do urny. Z tych wyborów, dokonywanych przez gąsiory, wychodzili posłowie, którzy chodzą do Sejmu Rzeczypospolitej z bębnami i piszczałkami. Całemu społeczeństwu polskiemu ten system przeto się obrzydził i społeczeństwo go potępiło. (...) Jeżeli Panowie Socjaliści pójdziecie pomiędzy robotników z Waszą propozycją głosowania na listy numerowane, to stracicie to reszty Waszego ostatniego wyborcę. (...)
Sądzę, że jednak system okręgów jednomandatowych bez proporcjonalności zmusi każde uczciwe stronnictwo (...) do wyszukiwania na kandydatów ludzi z wiedzą, pracowitych, sumiennych. I my i Wy będziemy się oglądali za takimi. Niechaj tacy kandydaci mają odwagę stanąć w swoim okręgu wyborczym i powiedzą, co chcą zrobić, a w czasie piastowania swojego mandatu niech pojadą pomiędzy ludność do swoich okręgów i niechaj przed swoimi wyborcami rozliczą się ze swych prac sejmowych. A jeśli okaże się, że ich wybraniec nic nie robi, to wyborcy mu powiedzą: „Składaj mandat!”
Otóż my chcemy właśnie tym systemem uzdrowić parlamentaryzm i chcemy, żeby przez utworzenie okręgów jednomandatowych zmusić stronnictwa do wyszukiwania jaknajlepszych ludzi . (...)
P. dr. Korfanty: [ChD – przyp.]
(...) Zawsze miałem odwagę od lat całych mówić, że proporcjonalność ustroju w ustawodawczym Sejmie i te prawa, które sobie arogują posłowie, będzie nieszczęściem dla Polski. (...)
Zdawało się narodom, zdawało się państwom, że proporcjonalne prawo wyborcze będzie wyrazem tej bezwzględnej sprawiedliwości demokratycznej. Niewiele czasu było na to potrzeba, by ludzkość przekonać, że proporcjonalne prawo wyborcze i proporcjonalność stanowiły zgubę dla każdego państwa i całego życia państwowego. (...)
Otóż katastrofą dla wyzwolonej Polski (...) była bezwarunkowo ta proporcjonalność, która nie dopuściła do tego, by w Sejmie stworzyła się większość, która nie dopuściła, żeby do Sejmu weszli ludzie z pełną odpowiedzialnością. (...) I te parę lat doświadczenia praktycznego, mogły nas wszystkich pouczyć, że to zło, które niszczy Państwo i burzy gmach państwowy, należy jaknajprędzej wyeliminować. (...) Gdzie jest prawo proporcjonalne, tam jest niemożliwe wyłonienie rządu trwałego. (...)
Panowie widzą, że kwestję zniesienia proporcjonalności dyskutuje się dzisiaj we wszystkich państwach. (...)
Twierdzę, proszę Panów, że leży w interesie powagi parlamentaryzmu, żeby ten poseł miał bezpośrednią styczność ze swoim wyborcą, żeby miał odpowiedzialność. Tego posła ten wyborca chce znać i chce go czynić odpowiedzialnym osobiście, a nie żadne listy, a nie żadne kartki, które wymazują wszelką indywidualność. (...) Ja jestem tego zdania, że nasi wyborcy, gdyby im kwestję przedłożyć do plebiscytu, wypowiedzieliby się za jednomandatowemi okręgami wyborczemi i za posłami wybranymi nie z list, ale osobiście. (...) Niech Pan wierzy, że byłaby to najsromotniejsza klęska, jaką Panowie ponieślibyście w tym plebiscycie. (...)«

Zakończenie

Projekt ustawy o JOW okazał się stać w sprzeczności ze statutem organicznym autonomicznego Województwa Śląskiego. Tak w tej sprawie wypowiedział się na omawianym posiedzeniu sejmowym poseł Biniszkiewicz (PPS): »Jeżeli Panowie wezmą statut autonomiczny do ręki i przeczytają sobie art. 14., to ten artykuł mówi: „Sejm Śląski uchwali ustawę o wewnętrznym ustroju Województwa Śląskiego. Ustawa ta określi szczegółowo skład Śląskiego Sejmu Wojewódzkiego, ordynację wyborczą i prawo wyborcze do tego Sejmu.” Ten artykuł jest wyraźny, Sejm Śląski musi najpierw uchwalić ustawę Śląską, czyli statut autonomiczny, a wtenczas dopiero można mówić o ordynacji wyborczej. Jak długo ten Sejm nie spełnił swego kardynalnego zadania, nie uchwalił statutu autonomicznego, tak długo nic innego pod tym względem uchwalać nie może i nie powinien. Panowie dziś uchwalicie ordynację wyborczą, a za kilka tygodni uchwalicie statut autonomiczny, który powie, że niema Sejmu Śląskiego. Poco więc uchwalać ordynację (...).«

W związku z prawnymi wątpliwościami, wniosek ChD został przekazany w głosowaniu do sejmowej komisji prawniczej.

Ponownie Sejm zajął się tą sprawą dopiero na 168 posiedzeniu w dniu 16 listopada 1927 roku. W imieniu komisji prawniczej, sprawę ordynacji wyborczej do Sejmu Śląskiego, referował dr Rakowski (ChD). Ponieważ komisja prawnicza nie zdołała uzgodnić stanowiska w sprawie nowego projektu ustawy o JOW wniesionej przez klub Chrześcijańskiej Demokracji, to przedstawiła Sejmowi wniosek, ażeby do czasu uchwalenia tej ustawy, w Województwie Śląskim obowiązywała stara proporcjonalna ordynacja wyborcza. Projekt tej ustawy Sejm przyjął we wszystkich trzech czytaniach. Według niej Województwo Śląskie podzielone zostało na trzy okręgi wyborcze, z których każdy wybiera po 15-17 posłów.

I Sejm Śląski, rozwiązany przez prezydenta Ignacego Mościckiego w lutym 1929, nie przegłosował ostatecznie ustawy o JOW. Wybory większościowe do ostatniego Sejmu Śląskiego IV kadencji odbyły się w 1935 roku według nowej ordynacji. Przeprowadzono je jednak w okręgach dwumandatowych, pod pełną kontrolą obozu sanacyjnego. Ze względu na niedemokratyczną ordynację wyborczą zbojkotował te wybory trzykrotny marszałek Sejmu Ślaskiego – Konstanty Wolny. (Montes Tarnovicesis nr 71: „Konstanty Wolny, autor autonomii Śląska, marszałek Sejmu Śląskiego”).

Ślązacy byli przyzwyczajeni do głosowania w JOW, ponieważ taka ordynacja obowiązywała do zakończenia I wojny światowej przy wyborach na posłów do parlamentu niemieckiego Reichstagu, do którego został aż trzykrotnie wybrany Wojciech Korfanty. Rozumiał on zatem doskonale jaki pozytywny wpływ na życie polityczne w państwie mają JOW. Stanisław Janicki miał podobne zdanie na ten temat, bo przez wiele lat przebywał na emigracji zarobkowej w Westfalii, gdzie obowiązywała taka sama ordynacja wyborcza jak na Śląsku. (Montes Tarnovicesis nr 65: „Stanisław Janicki” cz. I).

Rysunkowe karykatury zamieszczone w tekście pochodzą z albumów wydanych przez Stanisława Janickiego pt: „Śląsk w krzywem zwierciadle” i „Polska współczesna w krzywem zwierciadle”. Autorem ironicznych wierszyków umieszczonych pod obrazkami jest Stanisław Janicki.

P.S. - Krytyczny „humor” polityczny na JOW

Debata sejmowa o JOW w Sejmie Śląskim została złośliwie skomentowana w periodyku „Głos Górnego Śląska” (nr 4/1927) - organie prasowym separatystycznego Związku Obrony Górnoślązaków Jana Kustosa. (Montes Tarnovicesis nr 69: „Autonomia Ślaska”, przypis nr 3): »Zblamowana chadecja a z nią idzie choćby piesek na pasku NPR. W dzień 7-go bm. był znowu dzień demagogicznej pozy dla naszych - posłów. Szczególnie demonstrowali Cha-Decy, NPR-niki i PPS-oki. A Niemcy się śmiali, jak to nasze arcypolskie partje się kłóciły o skórę niedźwiedzia latającego jeszcze w lesie. Mianowicie występowali tacy „anieli” jak Biniszkiewicz, „seraf” Janicki, „cherub” Sikora (tajny Chadek) no i „archanioł” Korfanty na temat zmiany ustawy wyborczej. Projekt „czysto demokratyczny” wniesiony przez Cha-Decję no i „też-klub” NPR. Najbardziej się już skompromitował „oberprawnik” Kempka, człowiek o zbyt wybujałej fantazji prawniczej. Wysilało się też takie „niewiniątko” jak Janicki, człowiek gadający trzy po trzy a żadna nic, choćby gąsiór. – W każdym razie możemy zanotować jedyn fakt, że Cha-Decja się porwała do czegoś, czem sobie wykopie własny grób, a weń wpadnie z nią razem zbankrutowana NPR. Z ramienia jednego z posłów Cha-Decji fungował jako reporter prasowy nawet jedyn z księży. Można też było zauważyć, jak Korfanty docinał nietylko Biniszkiewiczowi, ale także i - Janickiemu, który dąży do stworzenia własnego klubu bez Korfantego9), chociaż obydwa to tak, jak „kociół kotłu gani - oba obrukani”. (...) No, Panowie, wasza taktyka się przyda psu na budę, ZOG także do Sejmu wnijdzie, choćbyście Wy nas Bóg wie czem dręczyli, a plany wasze nie wyjdą Wam na korzyść tylko Niemcom. Tego możecie być pewni.«


**********************
1) Sanacja – potoczna nazwa rządzącego obozu piłsudczykowskiego (1926-1939), powstała w związku z głoszonym przez Józefa Piłsudskiego hasłem „sanacji moralnej” (uzdrowienia) życia publicznego w Polsce.
2) Chrześcijańska Demokracja – ogólnopolska partia polityczna działająca w latach 1919-1937. Na Śląsku, struktury ChD powstały w 1924 r. na bazie Chrześcijańskiego Zjednoczenia Ludowego. ChZL powstało w 1920 r.; jednym z jego głównych założycieli był Stanisław Janicki. (Montes Tarnovicensis nr 63 i 64: „Stanisław Janicki” cz. II i cz. III).
3), 4) Cytaty pochodzą z artykułu Stanisława Janickiego pt. „Autonomja Śląska”, który ukazał się w pracy zbiorowej „Dzieje pracy Górnego Śląska 1922-1927”, Katowice-Lwów 1927.
5) PPS (Polska Partia Socjalistyczna) – jedyna licząca się w tamtym czasie siła polityczna na Śląsku, która poparła zamach majowy z 1926 r., rządy sanacji, oraz nowego wojewodę Michała Grażyńskiego.
6) NPR (Narodowa Partia Robotnicza) - ugrupowanie centrowe sympatyzujące z Chrześcijańską Demokracją.
7) Stosunkowe, czyli proporcjonalne.
8) Głosowano na listy zamknięte, bez preferencji konkretnego kandydata.
9) Przejście Janickiego z obozu Korfantego do Grażyńskiego opisałem w artykule „Od Korfantego do Grażyńskiego”, który ukazał się w poprzednim wydaniu Montes Tarnovicensis nr 75.


Armin Lach
Konsultacja naukowa: dr hab. Zbigniew Hojka,
Uniwersytet Śląski w Katowicach


Źródło: Zbigniew Hojka - Klaudia Pikuła: „Stanisław Janicki (1884-1942) – działacz polityczny na Górnym Śląsku”, Katowice 2013; dziennik „Polonia”: nr 7/1927 i nr 316/1927; sprawozdania stenograficzne ze 153 i 168 posiedzenia Sejmu Śląskiego I kadencji; Archiwum Państwowe w Katowicach: „Wniosek Klubu Ch. D. w sprawie projektu ordynacji wyborczej do Sejmu Śląskiego” - Druk Sejmu Śląskiego nr 827; Łukasz Bień: „Korfanty, Sejm Ślaski i ... JOW” w: portal internetowy „Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych” (www.jow.pl); Stanisław Janicki: ”Śląsk w krzywem zwierciadle”, Mikołów 1933; Stanisław Janicki: „Polska współczesna w krzywem zwierciadle”, Chorzów 1936; Stanisław Janicki: „Dziesięć lat przynależności Śląska do Rzeczypospolitej”, Katowice 1932; Stanisław Janicki: „Samorząd Województwa Śląskiego” w: „Dziesięciolecie Polski odrodzonej. Księga pamiątkowa 1918-1928”, Kraków – Warszawa 1928.

 

Okładka Montes nr 76

Okładka Montes nr 76