Dzień Kolejarza zawdzięczamy tarnogórzaninowi

Tarnogórski stachanowiec, sławny w całej Polsce lat 50. ubiegłego stulecia, przez lata całe był zaledwie skromnym maszynistą przemierzającym na parowozie kolejowe szlaki. Dopiero jako przodownik pracy awansował na naczelnika parowozowni i został posłem na Sejm

Na pierwszej stronie numeru 225 „Trybuny Robotniczej” z 19 czerwca 1952 roku kłuł w oczy nagłówek „Naród wysuwa swoich kandydatów”. Wśród kilku informacji o wiecach przedwyborczych na czołówce wojewódzkiego organu Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Katowicach znalazł się skromniejszy artykuł zatytułowany „U kolejarzy w Tarnowskich Górach”. Autor opisał w nim zebranie 1,5 tys. pracowników Polskich Kolei Państwowych w tarnogórskiej parowozowni głównej. „Gdy tarnogórscy kolejarze wysunęli kandydaturę tow. Bolesława Bieruta, zerwała się burza oklasków...Następnie padały kandydatury:... Pawła Kocota, uczestnika trzech powstań śląskich, przodownika pracy, inicjatora współzawodnictwa o oszczędność węgla na parowozach... Wszystkie kandydatury towarzyszy kolejarze uchwalili jednogłośnie” - pisał z entuzjazmem dziennikarz „TR”.

Wezwanie kolejarzy do współzawodnictwa

W marcu 1948 roku, kiedy w Polsce zaczął rozwijać się – przeniesiony ze Związku Radzieckiego - ruch przodownictwa pracy w różnych dziedzinach przemysłu, zatrudniony w tarnogórskim węźle kolejowym maszynista Paweł Kocot wezwał inne załogi obsługujące parowozy do oszczędzania węgla. Zanim wysłał w Polskę hasło współzawodnictwa Paweł Kocot wraz z drugim maszynistą Wiktorem Foreiterem wymyślili sposób oszczędzania grubego węgla poprzez mieszanie go z gorszymi gatunkami. „Cały nasz zespół uważał spalanie węgla I kategorii grubego 18, co najmniej za marnotrawstwo” - opisał swój pomysł w artykule „Moje doświadczenia na parowozie” opublikowane w pierwszym numerze broszury z serii „Biblioteczka Przodowników i Racjonalizatorów w komunikacji” wydanej w Warszawie w 1949 roku. Do zespołu, który jako pierwszy w kraju, rozpoczął oszczędzanie lepszych gatunków węgla podczas spalania w kotłach parowozów, należeli oprócz Pawła Kocota i Wiktora Foreitera także dwaj pomocnicy maszynistów Ryszard Szwarc i Franciszek Kukliński. Jeżdżąc parowozem serii Tr 203 wspomniana załoga, stosując mieszanki gorszych gatunków węgla zaoszczędziła do stycznia 1949 roku 325 ton paliwa. „Cieszę się, że każda zaoszczędzona tona dobrego węgla na parowozie może być zamieniona za granicą na surowce i maszyny niezbędne do odbudowy tak strasznie zniszczonej przez Niemców naszej Ojczyzny” - zadeklarował we wspomnianej broszurce 49-letni wówczas Paweł Kocot.

Tarnogórscy maszyniści szybko znaleźli naśladowców wśród drużyn obsługujących parowozy w całej Polsce, zapoczątkowując współzawodnictwo pracy. Rywalizacja objęła wkrótce także nie tylko oszczędzanie węgla, ale i zwiększenia przebiegu dobowego lokomotyw pomiędzy obowiązkowymi naprawami. Rekordzistami w tej dziedzinie zostali w 1950 roku maszyniści z bydgoskiej parowozowni osiągając 672 km jazdy na dobę. Wynik taki był nieosiągalny dla tarnogórskich maszynistów, gdyż trasy ich podróży były na ogół znacznie krótsze z powodu specyfiki transportu na Górnym Śląsku. Jednak kolejarscy stachanowcy z tarnogórskiego węzła kolejowego nie mieli powodu do wstydu. Jak poinformowało „Życie Radomskie” w numerze 199 wydanym 21 lipca 1950 roku kolejarze z miasta gwarków już dwa dni wcześniej wykonali czyn produkcyjny podjęty dla uczczenia szóstej rocznicy ogłoszenia manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Znacznie przy tym przekroczyli własne zobowiązania. Zamiast jednego dnia w miesiącu „drużyny parowozowe przejeżdżały 2,5 dnia na dodatkowo zaoszczędzonym węglu” - informował dziennik. Dzięki temu cztery parowozy mogły jeździć na innych trasach. Do współzawodnictwa maszynistów dołączyli manewrowi, którzy przetoczyli dziennie cztery wagony więcej zamiast obiecanych dwóch. Nie gorsi byli pracownicy stacji, skracając postoje wagonów o pół godziny załadowali miesięcznie dodatkowo 1035 wagonów i przewieźli 17 tys. 600 ton towarów więcej. Osiągnięcia te przyniosły 22 mln 554 tys. zł oszczędności.

Awanse i ordery nawet na emeryturze

Dokonania Pawła Kocota zostały szybko docenione, od ówczesnego ministra Rabanowskiego otrzymał dyplom przodownika pracy nr 1. Po nominowaniu na maszynistę I klasy objął stanowisko kontrolera mechanicznego, by w 1950 r. zostać naczelnikiem parowozowni głównej w Tarnowskich Górach. Zasłynął wówczas powiedzeniem: „Dajcie mi ten węgiel do tych drutów”, wzywając tym samym do elektryfikacji tras kolejowych.
Popierany przez aktyw partyjny i kolejarzy w październiku 1952 r. Paweł Kocot wybrany został posłem na Sejm Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Jako parlamentarzysta przyczynił się do poprawy warunków pracy na torach, przez co do dziś mile wspominany jest przez kolejarską brać . Dzięki jego staraniom zarówno kobiety jak i mężczyźni zatrudnieni na kolei dostawali umundurowanie i mogli przechodzić pięć lat wcześniej na emeryturę: mężczyźni w wieku 60 lat, kobiety 55 lat. Kolejarskie drużyny w województwie katowickim otrzymywały także specjalne dodatki kilometrowe ze względu na uciążliwe warunki pracy na Górnym Śląsku. Sztandarowym jego sukcesem jako posła było ustanowienie corocznego Dnia Kolejarza, obchodzonego po raz pierwszy 12 września 1954 roku.

Paweł Kocot na emeryturę przeszedł w 1960 roku. Już jako emeryt odznaczony został medalem za zasługi dla transportu a wcześniej Orderem Sztandaru Pracy I Klasy. Niestety nie doczekał odznaki Zasłużonego Kolejarza PRL ustanowionej przez Sejm z jego inicjatywy w 1956 roku. Zmarł 29 września 1994 r. w wieku 94 lat w Tarnowskich Górach.

Ryszard Bednarczyk

 

Okładka Montes nr 76

Okładka Montes nr 76