Polowania z policyjną ochroną

Polowania we włościach Donnersmarcków musiała w czasach wielkiego kryzysu gospodarczego ochraniać konna policja. Bez asysty mundurowych jeźdźców większość ubitej zwierzyny padłaby łupem bezrobotnych

Coroczne polowania urządzane przez książęcą i hrabiowską rodzinę Henckel von Donnersmarcków, w należących do nich lasach, były sławne w całej Rzeszy Niemieckiej. Najgłośniej o polowaniu w lasach - już wówczas księcia - Gwidona Henckel von Donnersmarcka zrobiło się 26 listopada 1904 roku, gdy do Świerklańca przyjechał postrzelać do dzikiego zwierza sam cesarz Wilhelm II Hohenzollern. Według doniesień prasowych strzelał do dziczyzny kilkaset razy i upolował tyle samo trofeów.

W okresie międzywojennym, gdy włości leśne Donnersmarcków znalazły się po obydwu stronach niemiecko-polskiej granicy, tradycyjne jesienne polowania odbywały się nadal, chociaż nie uczestniczyli w nich już tak znamienici goście jak w czasach cesarstwa. Mało tego, podczas wielkiego kryzysu gospodarczego, polowania organizowane zwłaszcza we włościach leżących po polskiej stronie były zakłócane przez okoliczną ludność.

Policjanci na koniach do ochrony

W 1932 roku nagonkom i strzałom myśliwych w okolicy Nakła Śląskiego i Świerklańca przyglądało się blisko cztery tysiące mieszkańców miejscowości z powiatu tarnogórskiego. W większości bezrobotni przeszkadzali naganiaczom, idąc krok w krok za nimi. Kiedy myśliwi upolowali jakiegoś ptaka lub zwierzę, bezrobotni bezceremonialnie kradli trofea. Nie obawiając się nielicznych leśników i pracowników rolnych Donnersmarcka, rabowali nawet upolowane zwierzęta z furmanek. Niektórzy bezrobotni byli uzbrojeni i obawiali się ich nieliczni policjanci przysłani z posterunków w Nakle Śląskim i Radzionkowie do ochrony polowania.

Toteż gdy Guidotto Henckel von Donnersmarck zamierzał wraz z zaproszonymi gośćmi zapolować 30 października 1933 roku na bażanty i zające licznie zamieszkujące należące do niego łąki i lasy w okolicy Świerklańca, kilkanaście dni wcześniej jego pracownicy rozpoczęli starania o odpowiednie zabezpieczenie przebiegu łowów. Inspekcja Leśna Księcia von Donnersmarck w Świerklańcu już 23 października 1933 roku skierowała pismo do Powiatowej Komendy Policji Województwa Śląskiego w Tarnowskich Górach. Po przypomnieniu wydarzeń z ubiegłorocznego polowania, gdy kilku oddelegowanych policjantów pieszych utrzymało tylko „częściowy porządek” podczas łowów, ustępując przed czynnymi wystąpieniami bezrobotnych, Inspekcja Leśna domagała się przysłania do ochrony polowania posterunkowych na koniach, „którzy mogliby zjawić się w krótkim czasie na licznych miejscach”. Służba leśna zajmie się pilnowaniem furmanek z ubitą zwierzyną oraz części rewiru. Książę zapewniał w czasie łowów policjantom i ich koniom zakwaterowanie na własny koszt w jego folwarku.

Jeźdźcy wywiązali się z zadania

Komisarz Paweł Buła, komendant powiatowy w Tarnowskich Górach przekazał prośbę Inspekcji Leśnej Donnersmarcka w Świerklańcu do Głównej Komendy Policji Województwa Śląskiego w Katowicach. Do ochrony łowów, które rozpoczęły się 30 października 1933 r. o godzinie ósmej rano w dworze w Kozłowej Górze a zakończyły o godzinie 17 w Świerklańcu, skierowano ośmiu pieszych policjantów z komendy w Radzionkowie i sześciu konnych z Katowic. Dzięki policyjnej ochronie, według meldunku przesłanego nazajutrz, polowanie we włościach Donnersmarcka odbyło się bez przeszkód. Oddział policji konnej „wywiązał się ze swojego zadania znakomicie i przywrócił wraz z odziałem policji pieszej absolutny porządek” - napisał dwa tygodnie później pracownik Nadleśnictwa Hr. Henckel von Donnersmarck Czarna Huta, który również prosił o przysłanie funkcjonariuszy na koniach do ochrony łowów zaplanowanych 20 listopada 1933 roku na polach i łąkach hrabiego Łazarza Henckel von Donnersmarcka w Nakle Śląskim. Tereny te położone pomiędzy Piekarami Śląskimi a Tarnowskimi Górami były bardziej zagrożone najściem bezrobotnych. Konna eskorta policjantów także i tym razem zapobiegła przemianie bezrobotnych z gapiów w rabusiów.

Marek Jarzyna

 

Okładka Montes nr 75

Okładka Montes nr 75