Budynki maszyn atmosferycznych i parowych w krajobrazie pod Tarnowskimi Górami

Projekt adaptacji budynku 48-calowej maszyny atmosferycznej na kuźnię, rys. Paczensky, początek XIX w. (ze zbiorów Muzeum Górnictwa Węgłowego w Zabrzu, sygn. MGW/TG/A: 285)
Projekt adaptacji budynku 48-calowej maszyny atmosferycznej na kuźnię, rys. Paczensky, początek XIX w. (ze zbiorów Muzeum Górnictwa Węgłowego w Zabrzu, sygn. MGW/TG/A: 285)

CZĘŚĆ I

Budynki maszyn atmosferycznych (ang. Newcomen atmospheric engine) oraz parowych (ang. stream engine) były spektakularnymi znakami początków ery przemysłowej

Na Górnym Śląsku pierwsze maszyny, zwane tutaj fojermaszynami (z niem.Feurermachine, czyli maszynami ogniowymi) pracowały dla „Królewskiej Kopalni Rud Srebra i Ołowiu Fryderyk” pod Tarnowskimi Górami. Zainstalowano je w latach 1788-1808 w kilkunastu różnych budynkach (maszyny były przenoszone) wzdłuż linii chodników i sztolni odwadniających, począwszy od Suchej Góry na południowym - wschodzie aż do Opatowic na północnym - zachodzie. Budynki z charakterystycznymi wieżami i dymiącymi cały rok kominami przyciągały uwagę oraz budziły podziw miejscowych oraz przejezdnych.

Jeden z takich podróżnych, Johann Wolfgang Goethe, wypowiedział w 1790 roku prorocze słowa: „Zapewne nie minie nawet stulecie, gdy praca maszyny parowej zastąpi trud całego rodzaju ludzkiego. Można się z tym liczyć, biorąc pod uwagę jej wydajność. Złoty wiek musi wreszcie nadejść. Trza tylko ludziom dać do niego odpowiedni klucz”1. Tak rozpoczęła się nowa przemysłowa era Górnego Śląska.

Jednak 44 lata później, po ukończeniu sztolniowego systemu odwadniania kopalń, maszyny przestały być potrzebne, a budynki, w których się mieściły zaadaptowano do nowych celów. Niestety do dzisiaj żaden z tych budynków nie przetrwał, podobnie jak i same maszyny.

Obecnie możemy jedynie przypomnieć, jak te budynki i maszyny wyglądały oraz gdzie się znajdowały. Są to zwykle miejsca zupełnie zapomniane. Trudno dzisiaj uwierzyć, że właśnie tam rodziła się nowa era w historii Górnego Śląska.

Osiem pracujących pod Tarnowskimi Górami maszyn zostało dokładnie opisanych przez Hugo Kocha2 w wydanej na 100-lecie kopalni „Fryderyk” księdze pamiątkowej pt: „Denkschrift zur Feier des hundertjährigen Bestehens des Königl. Blei- und Silbererzbergwerks Friedrichsgrube bei Tarnowitz O.-S. am 16 Juli 1884”. Publikacja ta jest do dzisiaj nieocenionym źródłem informacji o początkach górnośląskiego przemysłu. Niestety jest to praca mało znana, a użyte w niej nazwy topograficzne i nazwy szybów, bez znajomości starych planów, są często zupełnie niezrozumiałe.

Niniejsze opracowanie służy więc przybliżeniu współczesnemu czytelnikowi informacji zawartych w pracy Hugo Kocha. Koch opisał poszczególne maszyny w kolejności chronologicznej, chcąc jednak przybliżyć czytelnikowi zapomniane dzisiaj miejsca, zostaną one tutaj przedstawione w ujęciu topograficznym.

I. Rewir bobrownicki.

16 lipca 1784 roku w szybie poszukiwawczym „Rudolphina” pod Bobrownikami robotnicy kierowani przez sztygara Zinke odkryli bogate złoża ołowiu. Wokół tego szybu, w tzw. Rewirze Bobrownickim, koncentrowała się początkowo działalność wydobywcza kopalni „Fryderyk”. By osuszyć zalewane przez wodę wyrobiska kopalni, w lutym 1785 roku w szybie „Kunst”3 zaczęły pracować pompy napędzane przez kierat konny. Wysokie koszty utrzymania koni wymusiły jednak poszukiwanie tańszych metod. Skorzystano z doświadczeń brytyjskich, gdzie już od kilkudziesięciu lat maszyny atmosferyczne odwadniały kopalnie węgla.

Pierwszą, 32-calową maszynę atmosferyczną pod Tarnowskimi Górami uruchomiono 19 stycznia 1788 roku. Napędzała ona pompy zainstalowane w specjalnie do tego celu wybitym szybie nazwanym po prostu szyb maszyny ogniowej (niem. „Feure Machinen Schacht”), który znajdował się tuż obok szybu „Abraham”, czyli około 90 metrów na zachód od wspomnianego wcześniej szybu „Rudolphina”4.

Budynek 32-calowej maszyny atmosferycznej został zaznaczony na wielu planach. Do jego umiejscowienia w dzisiejszym krajobrazie posłuży plan wydany w 1883 roku przez Simona Schroppa, gdyż zaznaczone są na nim istniejące do dzisiaj ulice. Budynek stał na polach, pomiędzy dzisiejszymi ulicami Parkową i Staffa oraz nasypem kolejki wąskotorowej. Został on utrwalony nie tylko na rysunkach technicznych, ale także w formie artystycznej, jako ilustracja na filiżance do herbaty z 1844 r., dioramie z masy papierowej (około 1870 r.), litografii J. Gregora (około 1880 r.) oraz dwóch fotografiach Carla Lieberta (około 1895 r.).

Maszyna parowa pracowała tam tylko do roku 1798, później, a więc w czasach, kiedy powstały wyżej wspomniane ilustracje, budynek pełnił funkcje mieszkalne. Składał się z wieży, flankujących ją dwóch kominów oraz dużego, wydłużonego pomieszczenia. Wieża, w której mieścił się cylinder maszyny parowej, miała wraz z czterospadowym dachem blisko 12 metrów wysokości. Na jednej z jej ścian wspierał się wahacz połączony z pompami, a do przeciwległej ściany przylegało niższe, ale duże pomieszczanie mieszczące dwa kotły oraz skład drewna służącego pierwotnie za opał.

Budynek został rozebrany prawdopodobne na początku XX wieku. Nie ma po nim najmniejszego śladu, a miejsce, w którym stał, jest przecież niezwykle ważne. Jest to miejsce, gdzie rozpoczęła się rewolucja, która przeobraziła słabo zaludniony rolniczy rejon w jeden z najważniejszych ośrodków przemysłowych Europy.

32-calowa maszyna została wkrótce połączona za pomocą długich na 277 metrów konstrukcji żerdziowych (niem. Feldgestänge Bock) z pompami przy szybie „Pachaly”. System okazał się jednak mało wydajny, podobnie jak zbudowany przy szybie „Pachaly” kierat konny, dlatego sprowadzono kolejną maszynę parową – większą, o tłoku 40-calowej średnicy. Rozpoczęła ona pracę 27 lutego 1791 r. Według wspomnianego wyżej planu Simona Schroppa, jej budynek istniał jeszcze w 1883 r. i mieścił się 280 metrów na południowy - zachód od kopca „Rudolphina”, czyli według dzisiejszego adresu przy ul. Staffa pod nr. 8 i 10. Maszynę 40-calową przeniesiono w 1802 r. na szyb „Bergtrost” (o czym jeszcze będzie mowa) a budynek zaadaptowano na potrzeby piekarni, która działa tam przez kilkanaście lat. Budynek składał się z murowanej wieży oflankowanej kominami oraz niższej części mieszczącej kotły. Część ta była znacząco mniejsza niż przy pierwszej 32-calowej maszynie, ponieważ kopalnia „Fryderyk” przeszła na opalanie kotłów węglem kamiennym, który składowano na zewnątrz, pod wiatami. Także wykonana była w sposób mniej trwały, bo ściany wzniesiono z drewna, a tylko fundamenty były murowane.

Te dwie maszyny nie sprostały potrzebom, nie były w stanie odwodnić wszystkich wyrobisk rozwijającej się kopalni. Dlatego w 1792 roku sprowadzona kolejną, jeszcze większą maszynę z tłokiem 48-calowej średnicy. Ustawiono ją w pobliżu szybu „Heinitz”, a więc około 240 m zachód od kopca „Rudolphina”. Na wspomnianym planie z 1883 r. budynek opisany jest jako „Masch. Scht.” (szyb maszynowy), choć maszyny używano tutaj tylko do roku 1800. Jedyny zachowany rysunek budynku przedstawia projekt późniejszej adaptacji na kuźnię. Wynika z niego, że powtórzono opisane wcześniej formy budynku 40-calowej maszyny, jedynie wieża była nieco większa - sięgała 14 metrów wysokości, a budynek mieszczący kotły był murowany.

c.d.n.
Marek Wojcik

1. Friedrich Wilhelm von Reden, Tagebucher, Breslau 1865, 134; Alfans Hayduk, Die Feuermaschine. Goethe reist nach Tarnowitz, „Der Schlesier” 1968, Nr 4, s. 223; Julian Maliszewski, J. W. Goethe na Śląsku: o podróży poety w 1790 roku, 1993, s. 103.
2. Hugo Koch (1845-1932) od 1875 roku dyrektor kopalni „Fryderyk”, a od 1889 roku także dyrektor huty „Fryderyk”. W 1901 r. otrzymał tytuł tajnego radcy górniczego, emerytowany w 1908 r. Jego brat - Robert Koch - jest laureatem nagrody Nobla z 1905 r.
3. Kilkanaście metrów na zachód od szybu „Rudolphina”
4. Szyb „Rudolphina” jest dla nas ważnym punktem orientacyjnym, gdyż w 1820 roku usypano na nim pamiątkowy kopiec, który jest jedynym ocalałym śladem po kopalni „Fryderyk”.
 

Okładka Montes nr 74

Okładka Montes nr 74