Kopalnia Planeta

b_200_300_16777215_0___images_stories_montes_74_11-Kopalnia-Planeta.jpg

Pierwsza w historii Tarnowskich Gór wzmianka o kopalnictwie galmanu - rudy cynku, pochodzi z 4 sierpnia 1569 r. Następną jest przywilej z 1704 r., wydany na 20 lat przez cesarza Leopolda I Habsburga dla wrocławskiego przemysłowca Jerzego von Giesche. Dawał on uprzywilejowanemu wyłączności na korzystanie ze znalezionych pokładów galmanu na Śląsku, w tym na terenach między Bytomiem a Tarnowskimi Górami.

Nic konkretnego nie wspomina o galmanie L.E. Abt, koncentrując swą uwagę na kopalnictwie rud srebra i ołowiu. Dopiero Hugo Koch w 1880 r. napisał, że w wielkim polu kopalni Fryderyk powstawały w 1827 r. prywatne kopalnie galmanu. Wymienia z nazwy kilka z terenu Szarleja, Bytomia, Miechowic, ale nie ma wśród nich żadnej tarnogórskiej.

Jednak dwie z nich: Verona i Planeta są na obrazkach filiżanek serwisu Carnalla. To niewielkie kopalnie, zwłaszcza Planet Grube. Miejsca, w których działały, odnaleźli w roku 1978 Janusz Modrzyński dyrektor Muzeum w Tarnowskich Górach i Rajner Slotta dyrektor Muzeum w Bohum, który w książce „Das Carnall” opisał szczegółowo obrazki.

Teren, na jakim eksploatowano złoża, bardzo się zmienił od czasu, gdy ich obrazy trafiły na filiżanki serwisu z 1844 r. Żadnego z namalowanych na nich drewnianych zabudowań, poszukiwacze już wtedy nie znaleźli, chociaż zarówno na Veronie jak i Planecie czynne były - jak napisał R. Slotta - zainstalowane w 1842 r. maszyny parowe nowego typu, służące do napędu pomp odwadniających podziemnych wyrobisk. Bez wątpienia kryły je budynki z wysokimi murowanymi kominami.

Położone na południowym krańcu Tarnowskich Gór pole kopalni Planeta wymierzono na planie dwóch prostokątów, większego i mniejszego. Połączone ze sobą, leżały po obu stronach drogi do Gliwic. Północno - zachodnie przecina tzw. Droga Kościelna, którą mieszkańcy Stolarzowic chodzili kiedyś do kościoła w Reptach. Nie wiadomo dokładnie od kiedy ona istnieje, bo na mapie obejmującej lata 1817-1854 r. jeszcze jej nie ma. Pojawia się na datowanej rokiem 1880 i najwyraźniej była to droga transportowa. Wtedy u jej zbiegu z ul. Gliwicką istniały zabudowania innej już kopalni, a na przełomie XIX i XX w. leśniczówka.

Większość obiektów widocznych na obrazku filiżanki stały z prawej strony ul. Gliwickiej patrząc w kierunku miasta. Ulicę namalowano pośrodku. Artysta na samym jej końcu umieścił fragment wieży kościoła Apostołów Piotra i Pawła, której z miejsca w jakim malował zobaczyć nie mógł. To ostatnie stwierdzenie nie jest odkrywcze, bo napisał już o tym R. Slotta w swojej książce. Można jednak postawić pytanie: Czy była to malarska impresja, czy wskazówka?

W polu Planety obok terenu gdzie kiedyś stały zabudowania, dziś znajduje się staw powstały w dużym zapadlisku lub miejscu gdzie wydobywano rudę metodą odkrywkową. Są też oczywiście liczne hałdy po zasypanych szybach, których głębokość była taka sama - ok. 25 metrów. Teraz zamiast górników gospodarzą tam dzikie zwierzęta. Kto tam zabłądzi lub ucieknie na chwilę od cywilizacji, bez trudu znajdzie lisie nory i ślady buchtowania dzików.

Natomiast z parkingu przy Drodze Kościelnej blisko jest do innego stawu, który jednak nie leży w polu Planety. Też ładne i malownicze miejsce. Na końcu Drogi Kościelnej (ok. 900 metrów) otwiera się widok na Stare Repty i kościół św. Mikołaja.

Do poznania tych miejsc, związanych z nieco zapomnianą historią kopalnictwa galmanu, zachęcił autora artykułu obrazek z filiżanki. Ta turystyczna wędrówka w czas miniony miała nieoczekiwane zakończenie. Jego początkiem był kamień znaleziony w lesie obok ww. drogi w obrębie kopalni Planeta. Dzięki korespondencji z panem Markiem Majeranowskim z Bytomia okazało się, że to kamień jakim znaczono kiedyś pola kopalń. Ten był oznaczony literami - Pl G, czyli Planeta Grube oraz rokiem, w którym go tam umieszczono. Był to ten sam, jaki widać na zrobionym kilka lat wcześniej zdjęciu pana Marka, który tym tematem zajmuje się od dawna, posługując się starymi mapami i najnowszymi środkami technicznymi.

Wyryty na kamieniu rok 1825 przesuwa, więc czas powstania tej kopalni, co najmniej o 2 lata w porównaniu do 1827, który podał H. Koch, a inni autorzy piszący o wydobyciu rud cynku w XIX wieku przyjęli, wymieniając przy tym z nazwy kopalnię Planeta.
To oczywiście nie jest „kamień milowy”, a tylko mały wkład obrazka z niezwykłej filiżanki w poznanie historii. Sam kamień ma 190 lat i stanowi nie tylko materialny zabytek górnictwa, jakiemu niewiele innych z tej epoki może tu wiekiem dorównać, ale i jego mały pomnik.

Mieczysław Filak

 

Okładka Montes nr 74

Okładka Montes nr 74