Sztolnia Gotthelf

b_200_300_16777215_0___images_stories_montes_74_13-Sztolnia.jpgO sztolni Gotthelf pisali już Hugo Koch, Józef Piernikarczyk, Rainer Slotta oraz wieloletni dyrektor Kopalni Zabytkowej Srebra – Józef Moszny. Kontynuacja w Montesie cyklu o tarnogórskich sztolniach wydawała się więc być stosunkowo prosta. Niestety, z nieznanych przyczyn ww. autorzy nie zawsze są z sobą zgodni, co do szczegółów. Celem tego artykułu nie jest jednak wskazywanie różnic, wyjaśnianie ich przyczyn, a tylko przypomnienie o tej sztolni, historii jej budowy i jej istniejących do dziś fragmentach.

Przed uruchomieniem w 1784 r. kopalni „Fryderyk”, dokonano za pomocą badawczych otworów wiertniczych szczegółowego rozeznania głębokości zalegania złóż we wszystkich miejscach Tarnowskich Gór, w których zamierzano podjąć eksploatację.

Stwierdzono ich duże zawodnienie, wobec czego Minister Departamentu Górnictwa i Hutnictwa w rządzie pruskim Friedrich Anton Heynitz oraz dyrektor Wyższego Urzędu Górniczego we Wrocławiu hr. Fryderyk Wilhelm von Reden - organizatorzy rozwoju górnictwa w rejonie Tarnowskich Gór - zdecydowali, że niezależnie od stosowania kieratów konnych, należy w celu odwadniania niżej zalegających złóż, wprowadzić system sztolniowy, ponieważ kieraty umożliwiały odwadnianie tylko do głębokości 18 łatrów (35,5 m).

Dlatego rozpoznano nieukończone dawniej sztolnie: Krakowską z XVI w. biegnącą od Dramy oraz Wspomóż Bóg (Pomaga Bóg) budowanej w XVII w. od Stoły w Strzybnicy. W nieznanych miejscach zrekonstruowano w nich po jednym szybie. Wyniki były niepomyślne, gdyż obie sztolnie były w tych punktach zawalone.

Mimo tego, jesienią 1785 r. przystąpiono do odbudowy tej drugiej, która drożna była tylko na długości 20 łatrów (38 m) od okna. Odstąpiono więc od jej rekonstrukcji, pogłębiono stary roznos i zbudowano nowe okno przy dzisiejszej ul. A. Zawiszy.

Od niego, w roznosie starej sztolni, wymurowano nakryty potem ziemią chodnik z trzema szybami: nr 1 - Piotr, nr 2 - Paweł i nr 3 - Phillip. Ten ostatni stanął tam, gdzie było okno starej, idącej nieco wyżej sztolni. Od 1787 r. równolegle do niej poprowadzono w kierunku południowo-wschodnim chodnik nowej, nazwanej Gotthelf – Wspomóż Bóg.

Trudności pojawiły się pomiędzy świetlikiem 8 i 9, gdzie sztolnia zawaliła się na długości 16 m. Tylko interwencja Redena sprawiła, że nie poniechano budowy. Wystosował on do W. U. G. sprawozdanie, w którym wskazuje na znaczenie sztolni i powiada, „że chce mu zaoszczędzić zarzutu, że tę jedną najpoważniejszą sztolnię w całym państwie pruskim przedsięwziął lekkomyślnie i małodusznie opuścił”. Nieco dziwne, bo on sam tym urzędem kierował, ale ostatecznie zawał usunięto i odbudowano ten odcinek, co trwało cały rok 1789.

W 1790 r. na świetliku oznaczonym później numerem 22, zainstalowano drugą w Tarnowskich Górach maszynę parową o średnicy tłoka 20 cali. Stamtąd planowano prowadzić chodnik w przeciwległym kierunku, czyli na zbicie z jej drążonym już od okna fragmentem. Istniała, więc konieczność usuwania wody z przodku zmierzającym „w dół”, nie mającym połączenia z wylotem – oknem sztolni.

Z tych samych przyczyn w 1793 musiano na świetliku 10 ustawić odwadniarkę konną, a na świetlik 12 przeniesiono maszynę z 22. Wodę odprowadzano napowierzchniowym rowem do Stoły biegnącym tak, jak dziś droga od ul. Zagórskiej do Centralnej Oczyszczalni Ścieków i Piasecznej.

Czy i kiedy maszyna wróciła na świetlik 22, nie wiadomo. Według jednych relacji przeniesiono ją do Zabrza w 1793 r., a według innych w 1795. Jest to istotne, ponieważ mogłoby określać czas połączenia tego świetlika chodnikiem sztolniowym z oknem.

Nie do końca jasny, choć zbieżny z relacją H. Kocha, jest opis J.Piernikarczyka - „W czerwcu 1793 r. po siedmiu latach starań, chodnik zbliżał się szybem świetlnym Nr. 12, do litej skały z białego wapienia. Przystąpiono teraz do prac badawczych. Przeszukano przed oczami leżący górotwór wierceniami i szybami, aby nadać sztolni właściwy kierunek. Nasamprzód okazało się, że na starym obszarze opatowickim, pełnym hałd, nie są godne odbudowy złoża nadkładowe”.

Oznaczałoby to, że wcześniej niedokładnie rozeznano zasoby pola opatowickiego i do 1793 r. nie istniał dokładny plan prowadzenia sztolni. Raczej na pewno chciano sztolnię skierować tak, jak jej poprzedniczkę Pomaga Bóg ku okręgowi sowickiemu, zwanemu też sztolniowym, czyli na północ od Wzgórza Redena i ul. Opolskiej, Było to rozległe pole górnicze, które na osi północ-południe przecinała trzy wieki wcześniej sztolnia Jakuba płytsza tylko o ok. 5 m od sztolni Gotthelf.

Potwierdza to J.Piernikarczyk pisząc - „Również dalsze wybicie szybów próbnych w rewirze sztolniowym i jednego na górze Redena, nie dało pożądanego wyniku. Zdołano tylko przy biciu szybów „Św. Anna” i „Aleksander” godne odbudowy odkrycia zrobić, które jednak leżały 5 m (2 łatry 48 cali) pod sztolnią. Na mocy tego wyniku skierowano, więc sztolnię od szybu świetlnego nr 23, gdzie dotarto w roku 1798, w kierunku szybu „Św. Anna”. Zaniechano później jednak tego kierunku, ażeby móc dotrzeć do szybu 32-calowego, względnie do szybu wyciągowego „Fryderyka” i stąd przynieść dla kopalni „Fryderyka” rozwiązanie kwestii wodnej.”

Sztolnię rzeczywiście skierowano od świetlika 23 w kierunku północno-zachodnim do świetlika 25 – okolica skrzyżowania ul. Zagórskiej z Wiśniową. Na jednej z map zaznaczono też jeszcze dalej położony świetlik nr 26, a chodnik biegnący linią wyznaczoną przez te dwa punkty, zmierzałby właśnie w okolicę szybu Św. Anny i Aleksandra. Nie dociec, czy w 1798 r. sztolnia dotarła do świetlika nr 23 od strony – jak to określa Koch – Zagłębia Św. Anny przez wcześniej wybite świetliki 26 i 25, czy chodnikiem od okna?

Co ciekawe, również na 1798 r. datuje w swej Kronice J. Nowak, odbudowę jednego z szybów sztolni Jakuba, co miało nie dać pożądanych, choć nie do końca wiadomo jakich, rezultatów i czy miało to związek z Gotthelf?

Nie znana jest data zmiany kierunku sztolni do Wzgórza Redena, na którym dopiero w 1800 r. wybito szyb dla pomp napędzanych maszyną parową 32 cale, a rok później wydobywczy szyb Friederike.

Istnieją przesłanki by przypuszczać, że pomysł „przeniesienia kwestii wodnej kopalni Fryderyk”, co zrealizowano dopiero w 1806 r., pojawił się wtedy, gdy stwierdzono bez żadnych wątpliwości, że Gotthelf jest za płytka dla osuszenia złóż wokół szybu Św. Anna. Węzeł systemu odwodnienia, jakim się stał najwyższy punkt w mieście - Wzgórze Redena, mógł przy tym zostać wybrany celowo. Późniejsza historia tego miejsca to potwierdza.

Sztolnię od świetlika 25 połączono z szybem Friederike w czerwcu 1803 r., 960 metrowym chodnikiem budowanym na zbicie z obu tych szybów. Osiągnęła wg H. Kocha 3544 metry długości, w czym 527 przypadało na roznos, a chodnik był na długości 889 metrów murowany. W uroczystości jej otwarcia uczestniczył Reden z żoną.

Nie sposób kwestionować umiejętności ówczesnych mierniczych, chociaż oni wówczas nie odnosili swych pomiarów do poziomu morza a tylko do powierzchni, ale już J. Piernikarczyk zauważył, że realizacja tej sztolni od początku była, co najmniej, dziwna. Prowadzona pod okręg sztolniowy, w okolice dawnej sztolni Jakuba - to na pewno było pierwotnym zamiarem - była za płytka. Dopiero kilka lat później poprowadzono tamtędy dwa przekopy i uruchomiono wydobycie na poziomach niższych od Gotthelf.

Przejście nią łukiem pod niemal pustym polem Opatowic, też nie było szczęśliwe, a trasa do okręgu sztolniowego dłuższa. Co najmniej od 1792 r. kiedy uruchomiono maszynę parową szybu Heinitza, musiano wiedzieć, że poziomy odwadnianych przez nią wyrobisk biegną niżej, niż sztolnia, która wtedy była zaledwie przy szybiku 10 lub 11. Podobnie z szybami Redena z 1796 przy ul. Skośnej, które były jeszcze głębsze (uwzględniając poziom morza).

Być może w pewnym momencie po 1798 r. pojawił się pomysł, by ją wykorzystać, dla oszczędzenia energii koniecznej do podnoszenia wody, którą z poziomów wydobywczych podnoszono na Wzgórzu Redena tylko o ok. 5 m do sztolni, zamiast na powierzchnię, skąd otwartym rowem spływała na północ do Stoły.

W trzy lata później faktycznie dołączono do niej cały, niżej położony system odwadniający pola wydobywcze w okręgach: miejskim, bobrownickim i suchogórskim, a jeszcze później w sztolniowym. Sposób w jaki to zrobiono, będzie przedmiotem odrębnego artykułu o najważniejszych tutejszych przekopach.

Sztolnia dwukrotnie przecina ul. Zagórską, zbudowaną w latach 1843 -1847. Już dawno jest w kilku miejscach zawalona, choć jej końcowy fragment zbiera i odprowadza jeszcze niewielkie ilości wody. Jej widocznymi pozostałościami są: roznos i okno przy ul. A. Zawiszy w Strzybnicy, z nieoryginalną już niestety obudową. Malowniczy fragment roznosu dawnej sztolni Pomaga Bóg, kryjący pierwszy fragment chodnika sztolni Gotthelf. Trzy świetliki – 12, 16 i 20 - wyraźnie widoczne hałdy porośnięte krzakami i drzewami po prawej stronie ul. Zagórskiej, patrząc w kierunku Tarnowskich Gór. Na Wzgórzu Redena istnieją trzy szyby, ale dostęp do nich jest niemożliwy tak, jak i do podziemi sowickiego okręgu. Ostatnia ich penetracja przed kilkunastu laty ujawniła, że są one nie tylko zawalone, ale niebezpieczne też ze względu na brak przewietrzania.

Mieczysław Filak

 

Okładka Montes nr 74

Okładka Montes nr 74