Zapomoga na złote gody i pochówek

O tym, jak silne było współczucie dla ubogich w międzywojennych Tarnowskich Górach, świadczył los Marii G., której burmistrz osobiście kupował jedzenie, a Magistrat dał jej pieniądze na uroczystość złotych godów. Po śmierci kasa ubogich zapłaciła nawet za jej pogrzeb

Do tarnogórskiego Oddziału Opieki Społecznej 19 września 1931 roku dotarła pisemna prośba 72-letniej Marii G. o nadzwyczajną zapomogę, gdyż za osiem dni „odprawiają razem z mężem Wojciechem swoje złote wesele”. Wniosek uzyskał poparcie opieki społecznej i sędziwe małżeństwo otrzymało z Magistratu na uroczyste złote gody 30 złotych jednorazowej zapomogi. Nie była to pierwsza i ostatnia pomoc udzielona Marii i Wojciechowi G., którzy byli już dobrze znani opiece społecznej.

Najpierw pomoc dla męża potem dla wdowy

Po raz pierwszy o wsparcie Magistratu poprosił Wojciech G. 12 lipca 1929 roku. Sędziwy, urodzony 21 kwietnia 1855 roku, inwalida zamieszkały przy ulicy Powstańców Śląskich 32 w Tarnowskich Górach, był żonaty, ale nie miał dzieci ani nikogo, kto mógłby mu pomóc w trudnej sytuacji materialnej. Nie posiadał także żadnego majątku. A za wynajęcie mieszkania miesięcznie musiał płacić 13 złotych. „Z powodu mego wieku i choroby jestem niezdolny do pracy” – uzasadniał swoją prośbę o przyznanie stałej zapomogi z kasy ubogich. Magistrat przyznał mu 30 złotych zasiłku stałego miesięcznie.

Zapomogą jak i złotym weselem nie nacieszył się długo, bowiem od kilku miesięcy był już obłożnie chory. Wojciech G. zmarł zaledwie pięć dni po uroczystym świętowaniu złotych godów. Za jego pochówek zapłaciła Opieka Społeczna. W składzie trumien Mayzera 41 zł 25 gr. i w Katolickiej Kasie Kościelnej 18 zł, bo pogrzeb miał z księdzem.

Po jego śmierci deputacja musiała zająć się owdowiałą, urodzoną 5 listopada 1858 roku, Marią G., przyznając jej 20 zł zasiłku miesięcznie. Po trzech latach Karol Peter, zarządca kobiecego domu starców przy ulicy Przemysłowej, zwrócił się do Magistratu o przyjęcie Marii G. do przytułku, gdzie właśnie zwolniło się miejsce w pokoju nr 18. Miesięczny czynsz za pobyt w hospitalu wynosił 10 zł 50 gr. Ale po zamieszkaniu w przytułku Marię G. spotkało kolejne nieszczęście. Idąc 11 października 1934 roku ulicą Górniczą, upadła i „doznała złamania kości goleniowej lewej nogi” – opisywał Karol Peter. Ze spuchniętą nogą staruszka skierowana została na leczenie do doktora Władysława Szpila w szpitalu powiatowym.

Cukier i grysik od burmistrza

Po zakończeniu kuracji Maria G. postanowiła opuścić gościnne mury przytułku i zamieszkała samodzielnie w prywatnym domu przy ulicy Górniczej 47. Wkrótce jednak ponownie zwróciła się o pomoc do tarnogórskiego Magistratu. W piśmie z 19 listopada 1936 roku poprosiła burmistrza o podwyższenie o 25% jej zasiłku stałego, bowiem płaci 8,5 zł czynszu i 7,5 zł za wodę i nie jest w stanie utrzymać się za 20 zł. „Grozi mi śmierć głodowa na me stare lata” – błagała Maria G. Magistrat ugiął się pod jej prośbami i przyznał jej 25 zł zasiłku. Na tym jednak nie skończyła się pomoc dla staruszki. Zmiękczony jej błaganiami burmistrz Fryderyk Antes przyznał jej także dodatkową pomoc żywnościową. Od 17 października 1937 roku osobiście płacił za masło, ryż, cukier, grysik dostarczany kobiecie przez rok ze składów Langera i Ordona.

Pomoc dostarczana była ubogiej staruszce aż do jej śmierci. Maria G. zmarła 15 maja 1938 roku w przytułku, do którego powróciła krótko przed zgonem. „Nie zostawiła żadnych spadkobierców” – poinformowała opieka społeczna tarnogórski Sądu Grodzki. W takiej sytuacji obowiązek dokonania pochówku spadł na kasę ubogich. Za miejsce na cmentarzu i wykopanie grobu Magistrat zapłacił 9 złotych. Rachunek na trumnę wystawiony przez warsztat stolarski i zakład pogrzebowy Alfreda Tomsika przy ulicy Gliwickiej 27 opiewał na 11 zł. Do tego dochodziły koszty za wynajęcie karawanu z zaprzęgiem: 4,5 zł i za tragarzy: 6 zł. Życie miała uboga nieboszczka marne, ale pochówek godny, mimo że opłacony przez pomoc społeczną.

Paweł Ryś

 

Okładka Montes nr 74

Okładka Montes nr 74