Niemieckie potańcówki pod czujnym okiem polskiej władzy

Dzięki zachowanym sprawozdaniom policji miejskiej wiemy dziś, jak wyglądały imprezy kulturalne mniejszości niemieckiej organizowane w mieście gwarków krótko przed wybuchem II wojny światowej

Niemieckie Towarzystwo Śpiewu „Harmonia” założone w 1898 roku w Tarnowskich Górach z okazji jubileuszu 40-lecia postanowiło zorganizować na początku 1939 roku zabawę i koncert w budynku dawnej szkoły górniczej przy ulicy Karola Miarki, gdzie po likwidacji placówki oświatowej mieścił się Niemiecki Dom Związkowy. Do urządzenia imprezy konieczna była zgoda Magistratu, dlatego Karol Mross, sekretarz towarzystwa, poprosił pisemnie 4 stycznia 1939 roku Zarząd Policji Miejskiej w Tarnowskich Górach o zezwolenie na śpiewy i tańce 8 stycznia 1939 r. od godziny 16 do godziny 3 rano dnia następnego. Koncert jubileuszowy „Harmonii” odbył się bez przeszkód, o czym tryumfalnie doniosła niemiecka prasa, przypominając przy okazji zasługi śpiewaków w krzewieniu niemieckiego ducha w powiecie tarnogórskim.

Nieświadomi niczego miłośnicy germańskiego śpiewu nawet nie domyślali się, że niewinne jubileuszowe igraszki i przyśpiewki były uważnie obserwowane przez funkcjonariusza policji miejskiej oraz dokładnie opisane w raporcie do Magistratu. Zresztą nie tylko obchody rocznicowe. Już zorganizowany przez niemieckie Towarzystwo Śpiewu „Harmonia” 7 sierpnia 1938 roku koncert połączony z tańcami w ogrodzie hotelu Wolne Miasto Górnicze był bacznie obserwowany przez wysłanników sanacyjnego Magistratu. W meldunku pracownika policji miejskiej odnotowano, że w zabawie uczestniczyło 200 osób, w tym niemieccy kupcy z żonami oraz urzędnicy z majątku Karłuszowiec.

O ile raporty z imprez chóralnych były dość skromne i nie zawierały pikantnych szczegółów, to już pozostałe sprawozdania ze spotkań tarnogórskiej mniejszości niemieckiej, naszpikowane były opisami - niezbyt pochlebnymi - incydentów oraz charakterystykami niektórych uczestników. Autorom doniesień wyraźnie przyświecał niechlubny cel skompromitowania niemieckiego środowiska. Co nie powinno dziwić w sytuacji narastającego pod koniec lat 30. XX wieku konfliktu polsko-niemieckiego, gdy sanacyjne władze miasta nie tylko chciały znać poczynania niemieckich organizacji, ale także znaleźć dowody na wrogą wobec Polski działalność niektórych mieszkańców miasta gwarków oraz obyczajowo kompromitujące mniejszościowych aktywistów materiały.

Przyklejanie łatek tancerzom

Przykładem zbierania haków może być raport z zabawy zorganizowanej 3 lipca 1938 roku w dawnej Szkole Górniczej przez Radę Rodzicelską Szkoły Mniejszości Niemieckiej. W doniesieniu nie brak informacji o bufecie z wyszynkiem oraz tytoniem prowadzonym przez restauratora Józefa Nowaka za zgodą Urzędu Skarbowego, Akcyz i Monopoli. Wśród 200 uczestników imprezy wymieniani byli co znamienitsi obywatele o sympatiach proniemieckich: kupiec Karl Kaczmarczyk z żoną, kowal Józef Polczyk, szczotkarz Henryk Szulc, krawiec Paweł Kandler – prezes Rady Rodzicielskiej. Ale nie szczędził funkcjonariusz niektórym uczestnikom kompromitujących uwag. O Hermanie S. napisał jako o „pobierającym zapomogę biednym miejskim”. Franciszek P. nazwany został „znanym w mieście awanturnikiem”, zaś o bezrobotnej Agnieszce S. informował, iż jej mąż przebywał w Zakładzie Psychiatrycznym w Lublińcu. Gorszący incydent, który wydarzył się w byłej Szkole Górniczej 9 października 1938 roku podczas potańcówki zorganizowanej przez Katolickie Stowarzyszenie Niemieckich Panien, w której wzięło udział 500 osób „znanych bywalców zabaw niemieckich: kupiectwa i urzędników prywatnych”, opisany został z prawdziwą satysfakcją. „Na zabawę przybył w stanie podchmielonym uczeń biurowy Joachim P., który przedstawił się urzędnikom policji śledczej jako delegat Zarządu Policji Miejskiej”, ale został usunięty z sali – odnotowano w sprawozdaniu i polecono odpis z zajścia zamieścić w aktach personalnych przyszłego biuralisty.

Prawdziwe pole do popisu miał autor sprawozdania z trwającej do godziny 2 w nocy zabawy zorganizowanej 2 lutego 1939 roku w Niemieckim Domu Związkowym przez Towarzystwo Pomocy Niemieckich Kobiet. Wśród tysiąca uczestników znaleźli się znamienici goście; hrabiowie Henckel von Donnersmarck - właściciele pałaców w Nakle Śląskim, Reptach Śląskich i Świerklańcu, a także urzędnicy z ich majątków, m.in. Rudolf Bomba, urzędnik z Generalnej Dyrekcji Karłuszowiec oraz niemieccy kupcy tarnogórscy „stale ci sami” – jak zauważył informator. Bawił się personel niemieckich sklepów. Zawitali niemieccy radni Franz Michatz i Józef Nowak. Ale niespodzianką była obecność żon 2 kupców, „którzy uchodzą za polskich”. Zdziwienie wzbudził także malarz Paweł Pyka, członek Oddziału Młodzieży Powstańczej, oraz maszynista kolejowy Piotr Mazur ubiegający się o posadę w majątkach ziemskich pod nadzorem Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Doniesienie takie, jak widać, mogło mieć spory wpływ na karierę zawodową polskiego uczestnika niemieckiej zabawy, bo z przyklejoną mu łatkę zwolennika niemczyzny trudniej było mu zatrudnić się w polskich urzędach. Licznie obecni na zabawie byli bezrobotni oraz młodzież. Znużeni tańcami uczestnicy mogli pokrzepić się w bufecie z wyrobami cukierniczymi, gorącymi daniami i alkoholem.

Przygaszone światło w sali

Jednak ze sprawozdań policji miejskiej wyłania się nie tylko obraz tarnogórskiej mniejszości niemieckiej żądnej wyłącznie tańców, śpiewów i wyszynku. Doniesienia dotyczą również spotkań kulturalnych i oświatowych. I tak obserwator z Magistratu odnotował, że 15 stycznia 1939 roku Partia Młodych Niemców – podejrzewana nie bez racji o sprzyjanie nazistom – zorganizowała w dawnej Szkole Górniczej dwa przedstawienia odegrane przez amatorski teatr z Bielska. Popołudniowy spektakl dla dzieci „Śnieżka i czerwona róża” obejrzało 200 maluchów. Wieczorem prawie 300 dorosłych zobaczyło przedstawienie „Etapowy zając”. Informatorowi nie udało się donieść, kto z niemieckich mieszkańców miasta należał do amatorów teatru, ponieważ „z uwagi na przygaszone światło w sali nie można było żadnych osób rozpoznać”. Inny raport dotyczył odczytu zorganizowanego przez Volksbund 14 kwietnia 1939 roku w Niemieckim Domu Związkowym, gdzie około 160 osób – głównie niemieckich kupców i urzędników – wysłuchało prelekcji Petera Golenhofena. Ten gdański podróżnik opowiadał – ilustrując swoją gawędę przeźroczami - o obyczajach tubylców w Argentynie oraz niemieckich i polskich koloniach w tym kraju. Spotkanie rozpoczęte o godzinie 20 trwało prawie 2 godziny.

Paweł Ryś

 

Okładka Montes nr 73

Okładka Montes nr 73