Tajemnice fabryki cementu

b_200_300_16777215_0___images_stories_montes_73_06-DSCF0342.jpgRówno 15 lat temu w pierwszym numerze Montesa Ryszard Bednarczyk zamieścił artykuł o Rainerze Slottcie - dyrektorze muzeum górnictwa w Bochum i Januszu Modrzyńskim – dyrektorze Muzeum w Tarnowskich Górach, którzy w 1984 r. wędrowali po Śląsku w poszukiwaniu śladów przeszłości

Prowadziły ich zdjęcia opisanych malunków, znajdujących się na 12. filiżankach porcelanowego serwisu do herbaty. Dwudziestu trzech uczniów szkoły górniczej, których nazwiska znajdują się na dzbanku, sprezentowało go w 1844 r., odchodzącemu wtedy ze stanowiska dyrektorowi szkoły. Był nim Rudolf von Carnall (1804-1874).

To postać w Tarnowskich Górach znana, więc tylko krótkie przypomnienie, że po studiach w Berlinie rozpoczął w 1824 r. służbę w Urzędzie Górniczym w Tarnowskich Górach. Od 1830 r. pełnił stanowisko wyższego zjazdowego, a od 1839 r. - górmistrza państwowej kopalni „Fryderyk”. Był też odpowiedzialny za wydobywające galman kopalnie prywatne. Nadzorował budowę Głębokiej Sztolni Fryderyk oraz założył wielką płuczkę rud w Bobrownikach.

Po dwudziestu latach działalności na Górnym Śląsku wyjechał, by w 1845 r. objąć posadę w wyższym urzędzie górniczym w Bonn. Później pracował w ministerstwie handlu i kierował państwową akademią przemysłową. W 1831 r. Carnall poślubił Emilię von Büttner i zamieszkał z nią w domu, który stoi po dziś dzień przy ul. Szymały.

Panowie Slotta i Modrzyński zapewne bez trudu rozpoznali ten niewielki dom na obrazku jednej z filiżanek, a na innej fragment Rynku z budynkiem Urzędu Górniczego i apteką „Pod Białym Aniołem”, w której na piętrze reaktywował Carnall w 1839 r. szkołę górniczą.

Ze zdjęciami serwisu przez trzy tygodnie podróżowali po okolicy, próbując znaleźć pozostałości innych obiektów przedstawionych na obrazkach. Zwieńczeniem tego była książka „Das Carnall-Service als Dokument des Oberschlesischen Metallerzbergbaus”, napisana rok później przez R. Slottę.

Trzydzieści lat to na tyle dużo, by wiele się od tamtego czasu mogło zmienić, więc latem ubiegłego roku autor tego artykułu, wybrał się tropem odkrywców niepodważalnego faktu, że malunki na filiżankach nie były fikcją, a obrazem stanu faktycznego z pierwszej połowy XIX w.

Przewodnikiem była książka, opublikowane w niej zdjęcia, malunki z filiżanek i mapy. Poszukiwacze sprzed 30. lat nie odnaleźli śladów tylko jednego obiektu, czyli fabryki cementu. Nie mogło się im to udać, bo już dawno nie istniała, choć we właściwym miejsu na pewno byli. Fabryka jest jeszcze na mapie z 1880 r, ale już na tej z ok. 1916 r., jej zabudowania opisano jako Ehem. Cement Fabrik - Była Fabryka Cementu.

Funkcjonowała u zbiegu dzisiejszych ul. Hallera oraz Katarzyny obok szybu Gerhard zgłębionego w 1799 r. oraz w pobliżu istniejącej do dziś na ogródkach działkowych hałdy szybu Lukretia. Ul. Katarzyny przechodziła wtedy przez teren fabryczny i była zapewne drogą dojazdową do niego od ul. Opolskiej. Plan fabryki z 1850 r. oraz zestawiony z nim, odpowiednio zorientowany obrazek z filiżanki, przesądzają jednoznacznie, że to ten sam obiekt.

Rainer Slotta pisze w swej książce, że wytwarzany w niej bardzo dobry, choć uboczny, produkt kopalni Fryderyk, sprzedawany był jako „Roman cement”, uzyskiwany z wypalonych brył wapienia marglistego.

Związku z Carnallem upatruje w tym, że był nie tylko urzędnikiem tej kopalni, ale też mineralogiem, który wykorzystał swą wiedzę do wprowadzenia lub usprawnienia produkcji cementu z występujących tu kopalin.

Na malunku widoczne jest kilka ogrodzonych budynków. Przeznaczenia wszystkich trudno dociec i nie udało się to też R. Slottcie. W największym był zapewne młyn kruszywa, w jego transepcie po lewej stronie kotłownia z wysokim kominem. Po prawej, stożkowy piec szybowy do wypalania wapiennych margli i estakada transportowa do zasypu pieca, a za nią nadszybie szybu Gerhard. Na planie jest jeszcze duży otwarty zbiornik, a nawet ogród. Szczyt produkcji fabryki miał przypadać na rok 1840. Po jej likwidacji teren zniwelowano. Zabudowę ul. Katarzyny rozpoczęto w latach 20. XX w.

Na tym można by zakończyć artykuł o cementowni, z liczącego sobie 170 lat obrazka, ale przypadek sprawił, że w poszukiwaniu receptury romańskiego cementu, autor trafił na taką informację w „Official Catalogue of the Great Exhibition of the Works of Industry of All Nations 1851” - Elsner, von GRONOW & Co. Tarnowitz, Silesia, Prod.Specimen of Roman cement found at a depth of 160 feet in a lead mine, near Tarnowitz”.

Fabryka cementu była tu na pewno, miejscowe źródła podają, że „ W końcu 1810 r. Zarząd Górnictwa zadeklarował gotowość wykonania urządzenia dostarczającego wodę dla miasta. Ułożono nowy przewód wodociągowy wzdłuż szosy Opolskiej aż do Rynku z odgałęzieniem do fabryki cementu”. Inne, że zbudowano ją obok szybu Gerhard w 1840 r. Po pogłębieniu go w 1819 r. miał 47 metrów głębokości, co równe jest niemal 160. stopom angielskim, a z takiej wydobywała materiał do produkcji spółka Elsnera von Gronow, według ww. informacji.

Ciekawa jest też taka: „Urodzony w 1786 r. w Tarnowskich Górach Wilhelm Ferdinand Elsner von Gronow z Kalinowic, w 1836 r. założył w Tarnowskich Górach wytwórnię cementu”.
Jeszcze bardziej intrygująca jest ta – „Um das Portrait des Herrn von Kalinowitz zu vervollständigen, muss man hinzufügen, dass er im Jahr 1836 in Tarnowitz die erste Zementfabrik in Preußen gegründet hatte“ - bo mowa tu o „erste” - pierwszej fabryce cementu w Prusach.

Czy faktycznie była pierwsza, nie udało się jeszcze ustalić. Tajemnicą też na razie pozostanie m.in. to: do jakiej fabryki cementu poprowadzono odgałęzienie wodociągu i kiedy? Czy zgłębienie szybu Gerhard miało bezpośredni związek z powstaniem fabryki? Kto i w którym roku zbudował przy ul. Katarzyny fabrykę cementu z obrazka, którą dziś pamiętać może tylko hałda przy szybie Lukretia.

Mieczysław Filak

 

Okładka Montes nr 73

Okładka Montes nr 73