Rodzina i szkoła

Poseł Stanisław Janicki. 1922 r.
Poseł Stanisław Janicki. 1922 r.

to tytuł referatu, jaki wygłosił w 1923 r. na II Śląskim Zjeździe Katolickim Stanisław Janicki (1884-1942) - śląski pisarz i publicysta, działacz narodowy w okresie plebiscytu i powstań śląskich na terenie Tarnowskich Gór, radny Rady Miejskiej Tarnowskich Gór, tarnogórski przedsiębiorca, poseł na Sejm Śląski, członek Śląskiej Rady Wojewódzkiej, czołowy polityk w Chrześcijańskiej Demokracji Wojciecha Korfantego, stracony przez hitlerowców na gilotynie za działalność konspiracyjną

Wstęp

W dzisiejszych czasach tradycyjna rodzina, składająca się z męża i żony wiążących się na całe życie, przeżywa kryzys swojej wartości i tożsamości. Coraz częściej podważa się jej znaczenie jako podstawowej struktury społecznej. A jeszcze niedawno było zupełnie inaczej. Inne też było spojrzenie na rolę szkoły w kształceniu i wychowaniu przyszłych pokoleń Polaków.

Na początku lat 20. XX w., wśród polskich Górnoślązaków, przywiązanych do tradycji oraz wiary katolickiej, szkoła katolicka, a nie symultanna1), znajdowała szczególne poparcie. Jej funkcjonowania na obszarze górnośląskim domagały się chadecja śląska2), a także ugrupowania związane z Kościołem. Taką szkołę popierali niektórzy posłowie I Sejmu Śląskiego jak np. Stanisław Janicki, który na forum II Śląskiego Zjazdu Katolickiego w 1923 roku wygłosił referat „Rodzina i szkoła”. Przemówienie Janickiego zostało bardzo wysoko ocenione przez ówczesną prasę katolicką za „zdrowy katolicyzm i formę daleką od kaznodziejskiego patosu”, oraz za „przedstawienie bez kompromisu zasad chrześcijańskich i katolickich”.

II Śląski Zjazd Katolicki – relacja

W dniach 8-10 września 1923 r. odbył się w Królewskiej Hucie (obecnie Chorzów) II Śląski Zjazd Katolicki mający na drugi dzień, tj. w niedzielę 9 września, charakter masowej polsko-katolickiej manifestacji. Jednak początek zjazdu wyglądał bardzo skromnie. Większość z potencjalnych uczestników pracowała jeszcze mozolnie w kopalniach, hutach i innych zakładach przemysłowych. Taki był zresztą i trzeci dzień zjazdu – poniedziałek. Wśród zgromadzonych dominowały głównie kobiety, a większość z nielicznie przybyłych mężczyzn wyglądała raczej na przedstawicieli inteligencji.

Jakże inaczej wyglądała niedziela, kiedy na obszernym placu Królewskiej Huty zebrały się zastępy ludzi skupione pod prawdziwym lasem chorągwi i sztandarów, zdobionych godłami religijnymi i polskimi. Odbyło się nabożeństwo, na którym przemawiał administrator apostolski Górnego Śląska ks. August Hlond3): „Chcemy, abyś posiadł wszystkie nasze serca i rodziny. Chcemy Królestwa Twego w naszym ustroju społecznym i całym życiu publicznym. Pragniemy, aby nasza ziemia śląska była zawsze wierną córą Twego Serca i przedmiotem Twego szczególnego umiłowania”. Każde słowo ks. Hlonda zgromadzeni Ślązacy powtarzali drżącym od wzruszenia głosem, jakby przysięgę wierności Bogu i Jego Sercu.

Po owym akcie poświęcenia Górnego Śląska Boskiemu Sercu, z miejsca nabożeństwa, zaczęła się snuć długa, barwna, poważna i dźwięczna nić manifestacyjnego pochodu. Czoło pochodu stanowiła konna policja, a potem młodzież męska i żeńska, męska tu i ówdzie zwracająca uwagę denkowatymi i kolorowymi na pruski sposób, czapkami; górnicy w strojach niby gwardzistów czarnego skarbu węglowego, hallerczycy4) w resztkach mundurów błękitnej armii, powstańcy z polskim godłem na różnego kroju czapkach z kościstymi twarzami, żółtawą cerą, z ciężkim jak od młota, ruchem ramion, to znów chłopi, ogorzali od słońca, przeciwieństwo wiejskiego dobrobytu, z barwnymi, jedwabnymi chustkami na szyjach, gosposie — chrześcijańskie matki — z białymi, frapującymi, czepcami na głowach, kolejarze i pocztowcy i znów górnicy, hallerczycy, powstańcy, chłopi i gosposie, niemal bez końca. Większość pochodu, który prawie równe 2 godziny szedł marszowym tempem do taktu przeszło 40 orkiestr wplecionych w pewnych odstępach w tę żywą nić, większość stanowili mężczyźni i prawie wyłącznie organizacje, idące pod barwnymi skrzydłami sztandarów. Osobliwością było to, że kolejarze i pocztowcy szli w swoich urzędowych mundurach.

Rozmiar manifestacji polskiego katolicyzmu górnośląskiego był tak wyjątkowy, że wzbudzał zdumienie wśród gapiów mniejszości niemieckiej. Ale taki był cel zjazdu, który miał udowodnić, że kilkusetletnia germanizacja i „lutrzenie”5) ludności górnośląskiej na nic się zdała.

Drugim, bodaj ważniejszym, celem Zjazdu i jego treścią były referaty i obrady, bo Zjazd Katolicki miał być, jak się wyraził ks. Administrator, „olbrzymim sejmem ludowym, obradującym ze swym Arcypasterzem i duchowieństwem nad zagadnieniami duszy śląskiej”. A był to rzeczywiście olbrzymi wiec. Prawie wszyscy uczestnicy manifestacji brali udział w obradowaniu i to tak licznie, że już nie wystarczyła jedna sala hr. Redena, ale większą część uczestników musiano zaprowadzić do olbrzymiej hali targowej, gdzie w znacznej mierze improwizowano ogniste przemowy. Wielu mówców świeckich wygłosiło swoje referaty m. in. na temat: „Inteligencja a Kościół”, „Rola kobiety w rodzinie”, „Stosunek nauki Kościoła do demokracji”. Najmocniej i najdłużej oklaskiwanym okazał się referat Stanisława Janickiego „Rodzina i szkoła”.

Rodzina i szkoła Referat posła Janickiego

„Rodzina i szkoła, to dwa organizmy uzupełniające się wzajemnie, bez których ulepszony typ nowoczesnego człowieka wyrosnąć nie może. Jeśli mówię o szkole, to mam na myśli przede wszystkim polską szkolę ludową. Już wielcy twórcy naszej sławnej Komisji Edukacyjnej przed rozbiorem Polski ustalili, że człowiek złym się nie rodzi, lecz że przynosi ze sobą zarodki dobrego i złego. Otóż rodzina, dając życie nowemu człowiekowi, daje mu zarazem te zarodki, z których on później rozwija swój charakter. Natomiast szkoła dać mu winna taki pokarm i winna mieć taką drugą siłę twórczą, przy której te dobre pierwiastki charakteru w jak najdoskonalszej formie rozwinąć się powinny, zaś wszelkie bakcyle działające w człowieku ujemnie, tak przytłumić, i że tak powiem, po prostu zignorować, ażeby ten młody człowiek nigdy od celu swego się nie oderwał.

Losy przyszłych generacji i narodów zależne są więc od tego, ile zdrowia fizycznego i duchowego dadzą obecni rodzice swoim dzieciom, oraz w jakim stopniu szkoła nasza zdoła rozwinąć w tych dzieciach dobre pierwiastki charakteru. Wszystkie inne zalety szkoły, jakkolwiek są one również bardzo ważne, schodzić jednak muszą na plan drugi.

Wśród codziennej ciężkiej walki człowieka o byt, dwie wielkie naczelne idee wypełniają istotę jego duszy: Bóg i Ojczyzna! Od zarania historii ludzkiej, idee te w różnych formach istniały w człowieku, są dziś ośrodkiem jego jestestwa i będą zawsze dla niego tym celem, dla którego żyć trzeba i żyć warto. Nawet pierwotny człowiek, czcząc bałwanów, szukał Boga i tęsknił do niego. W obronie państwa i narodu miliony ludzi szło na śmierć poprzez wszystkie stulecia. Bez tych dwu naczelnych idei nie ma dla człowieka racji bytu na ziemi, nie ma szczęścia dla niego. Bez nich człowiek odbiega od istoty swego człowieczeństwa, przechodzi w końcu przez życie z rezygnacją, goryczą, odchodzi z żalem od tego życia. Kiedy wszystko w życiu wydawać nam się pocznie złe i czarne, kiedy wszystkie nadzieje nas zawiodły, człowiek żyjący Bogiem i ojczyzną stanie zawsze silnym, pozostanie zawsze sobą i wydobędzie z siebie nowe siły do walki z przeciwnościami. Człowiek taki należeć będzie do tych dobrych, którzy dokładają swą cegiełkę do budowy ulepszonego świata.

Otóż dla wychowania i pielęgnowania tych dwu cech duszy ludzkiej powołana jest rodzina i szkoła. Bez rodziny obu tych wartości duszy człowiek by posiąść nie mógł, zaś bez dobrej szkoły, choćby je posiadał, rozwinąć należycie by ich nie zdołał.
Historia aż nadto przykładów nam dostarcza. Kiedy w starożytnej Babilonii społeczeństwo przesycone dobrobytem zniszczyło rodzinę, państwo wielkie runęło bezpowrotnie. Ten sam objaw widzimy w Fenicji. A cóż się stało z mądrą i światu wzorem świecącą Grecją? Kiedy rodzina poczynała znikać i upadać, żaden geniusz nie zdołał uratować niepodległości państwa. A Rzym ówczesny, panujący nad światem? Czym urósł w potęgę? Cnotami i rodziny. Czym upadł. Upadkiem rodziny. Kiedy ojciec przestawał być małżonkiem i ojcem, a matka prawdziwą matką i żoną, żadne legiony świata ni wodzowie nie zdołali powstrzymać upadku największej potęgi światowej.

Jeśli Polska przez 9 wieków zdołała się ostać jako państwo wielkie i obronić się przeciwko wielkim a zaborczym sąsiadom, to tylko dzięki cnotom rodzinnym naszych praojców.

Czyż to nie napawa nas dziś jeszcze wielką mocą duchową, kiedy staje nam przed oczyma obraz rodziny przodka naszego dawnej Polski, walczącego przeciw poganom, zaś wierna żona jego prowadzi młodych synów lub wnuków na groby i każe im przysięgać, że pójdą śladami ojców i dziadów? A z jakich to rodzin wychodzili wielcy budowniczowie naszego państwa, narodu i zarazem ludzkości? Wszyscy nasi wielcy królowie jak Bolesławy, Kazimierze, Sobiescy, Kościuszkowie, nasi Długosze, Reje, Kochanowscy, Mickiewicze i tylu innych, wychodzili z licznego rodzeństwa, z rodzin moralnie i wysoko stojących, z rodzin, że tak powiem, idących ku Bogu.

Rodzina ich była liczna, bo była zdrową fizycznie i duchowo. A jakaż to rodzina może być fizycznie i duchowo zdrową? Nikt nie zaprzeczy, że rodzina stojąca silnie na zasadach Kościoła katolickiego, głoszącego nierozerwalność małżeństwa.
Dziecko polsko-katolickiej rodziny należy tylko do polskiej katolickiej szkoły ludowej. Rodzice, którzy inaczej myślą, krzywdzą, siebie, dzieci, ojczyznę i swego Stwórcę. Wśród długiej niewoli, podzieleni na kordony, z jakim utęsknieniem czekaliśmy i modliliśmy się o szkołę polską! Nauczyciela polskiego wyobrażaliśmy sobie nie tylko jako człowieka z wielu wiadomościami, lecz przede wszystkim jako zastępcę rodzica, jako odkrywcę duszy dziecięcej, jako hodowcę tej duszy, jako wychowawcę, który pacierzem zaczyna każdą lekcję i modlitwą ją kończy. O takiego nauczyciela i o taką szkołę cierpieli wszyscy najszlachetniejsi w narodzie, o taką szkołę i o takiego nauczyciela modliły się dzieci wrzesińskie.

Otóż takiej szkole lud polski pragnie powierzyć swoje dzieci z całym zaufaniem. Rodzice oddający dziecko wychowawcy, powinni widzieć w nim swego dobroczyńcę.

Stosunek rodziców do szkoły, może być trojaki:
Może być wrogi, jeśli rodzice chcą co innego a szkoła także co innego, a nawet coś wrogiego życzeniu rodziców. Tak było za czasów zaborców naszych. Ta przepaść pomiędzy szkołą a rodziną minęła, da Bóg, bezpowrotnie.
Rodzice mogą zachowywać się biernie wobec szkoły, nie troszcząc się o los wychowania swego dziecka. Wina wtenczas leży po obu stronach i ten stosunek spotyka się dziś jeszcze dosyć często.
Rodzice współdziałają ze szkołą, informują się o losie swego dziecka u wychowawcy i dostarczają mu sami wskazówek, jakie zebrali podczas wychowania domowego dziecka. Jest to stosunek idealny, do którego stale tak szkoła, jak i rodzice dziecka dążyć powinni.

Polska szkoła ludowa tworzy się dopiero. Polski lud katolicki ma prawo żądać, ażeby ta szkoła oparta była na zasadach tych, które on uznaje, na zasadach katolickich.

Wśród roznamiętnionych prądów w życiu społecznym szkoła oparta na zasadach katolicyzmu, jest dziś więcej niż kiedykolwiek potrzebna dla naszego młodego pokolenia. Gdy się przyjrzymy rozwojowi kwestii społecznej, musimy przyznać, iż normalny jej rozwój dokonywać się może tylko na platformie idei Kościoła katolickiego. Wszystkie inne doktryny społeczne okazują się w końcu zawsze jako złudne. Otóż pragnęlibyśmy, ażeby dziecko polskie już w naszej szkole ludowej na podstawie katolickiej idei społecznej, która jedynie da mu ten spokojny i zrównoważony pogląd na życie, uczyło się coraz więcej zapoznawać kwestię społeczną. Tylko w katolickiej szkole dowie się dziecko, że walka o byt codzienny nie jest celem samym w sobie, lecz że jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu.

Tylko tam dowie się, że niekoniecznie człowiek musi być człowiekowi wrogiem.

W myśl Komisji Edukacyjnej szkoła winna dziecko nie tylko uczyć, lecz przede wszystkim wychowywać, a więc wypełniać czynność rodzicielską. Wychowawca, który nie zna rodziców dziecka, jest w bardzo trudnym położeniu. Dlatego uważam, że urządzanie przez szkołę wieczorków rodzicielskich jest niezbędnym środkiem celem współdziałania szkoły z rodziną.

Na takich wieczorkach wychowawca dowiaduje się o życzeniach rodziców, poznaje ich zalety i wady, ich stan materialny, dowiaduje się, że wbrew rozsiewanym hasłom bojkotu Kościoła katolickiego wszyscy rodzice pragną, by dziecko ich zostało wychowane na zasadach katolicyzmu.

To siła prawd zawartych w Kościele katolickim przyciąga tak wszystkich, że rodzic, kochający swe dziecko, nie może mu odmówić zapoznania tych skarbów ducha.
Po sześciowiekowym śnie powstaje na Śląsku z nicości polska szkoła ludowa. Sejm Śląski świadom ważności tej szkoły, przeznacza 1/3 wszystkich wydatków wojewódzkich na szkolnictwo.
Jakkolwiek szkoła ta nie ma jeszcze dostatecznych i zharmonizowanych sił, może i musi ona się rozwinąć tylko wtenczas, kiedy rozwijać się będzie w harmonii z pragnieniem rodziców i z dążnościami Kościoła. Tylko w katolickiej szkole ludowej obie naczelne idee, Bóg i ojczyzna, mogą stać się częściami składowymi duszy dziecka polskiego, tylko z katolickiej szkoły ludowej wyjdą ludzie w lepszą przyszłość narodu i ludzkości.”

——

1)    Szkoła symultanna – dawniej szkoła bezwyznaniowa, skupiająca dzieci różnych wyznań. Dzisiaj w dużym uproszczeniu moglibyśmy ją nazwać świecką.
2)    Chadecja śląska (w 1923 roku) – ogół partii politycznych, działających na terenie międzywojennego autonomicznego województwa śląskiego, skupionych wokół Chrześcijańskiego Zjednoczenia Ludowego, przekształconego w 1924 r. w regionalny odłam ogólnopolskiej partii politycznej, działającej pod nazwą Polskie Stronnictwo Chrześcijańskiej Demokracji. Odtąd pełna nazwa tego ugrupowania politycznego brzmi: Polskie Stronnictwo Chrześcijańskiej Demokracji na okręg śląski. Przewodniczącym regionalnego PSChD był Wojciech Korfanty, a prezesem katowickiego koła PSChD był (do 1928 r.) Stanisław Janicki.
3) August Hlond – od 1922 do 1925 administrator apostolski w Katowicach, w części diecezji wrocławskiej, przyznanej Polsce w wyniku plebiscytu. Od 1925 biskup nowo powstałej diecezji katowickiej. Od 1926 prymas Polski.
4) Hallerczycy - członkowie Związku Hallerczyków, kombatanckiej organizacji skupiającej byłych żołnierzy Armii Polskiej we Francji oraz Górnoślązaków zdemobilizowanych z Wojska Polskiego. Związek Hallerczyków został utworzony w połowie 1920 roku na Górnym Śląsku, swoim zasięgiem objął wkrótce cały kraj.
5) Lutrzenie – niemiecka agitacja religijna mająca na celu nakłanianie katolików do zmiany wyznania na protestantyzm.

Armin Lach


Źródło: „Wiadomości dla duchowieństwa” nr 8 i 9, sierpień-wrzesień 1923; „Przegląd Powszechny” tom 160, październik – listopad – grudzień 1923; „Głosy znad Odry”, zeszyt 3/4, grudzień 1923;  „Gość Niedzielny”, nr 3 z 23 września 1923 r.; Anna Glimos-Nadgórska: „Polskie szkolnictwo powszechne województwa śląskiego (1922-1939)”, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2000; Wikipedia: „August Hlond”, „Związek Hallerczyków”.
 

Okładka Montes nr 73

Okładka Montes nr 73