Spelunka nie równa królewskiej winiarni

Sedlaczek królewska winiarnia przed laty. Ze zbiorów Muzeum w Tarnowskich Górach
Sedlaczek królewska winiarnia przed laty. Ze zbiorów Muzeum w Tarnowskich Górach

Policjanci w mundurach mogli wchodzić do eleganckich tarnogórskich restauracji jedynie w czasie pełnienia służbowych obowiązków. Do niektórych podrzędnych szynków mieli zakaz wstępu nawet po cywilu

Hotel Sadowa i narożna restauracja mieściły się w postawionym w 1867 roku budynku na rogu ulic Krakowskiej i Piłsudskiego. Pierwszym właścicielem kamienicy, hotelu i szynku był Józef Boedlander. Po likwidacji hotelu knajpę prowadził Józef Willmann. Obok, w skrzydle od ul. Piłsudskiego znajdowała się krótko przed I wojną światową gospoda Ausschank Kulmbacher Bieres, wrocławskiego restauratora Konrada Kisslinga, przeniesiona następnie do kamienicy przy ulicy Powstańców Śląskich 18.

W okresie międzywojennym lokal gastronomiczny w tym miejscu należał do kolejnej właścicielki domu Marii Kapicowej. Niestety nie cieszył się najlepszą opinią. Jeden ze starszych mieszkańców miasta gwarków nie najlepiej wspominał swoją wizytę w tym lokalu. W czasie jego pobytu w knajpie doszło do burdy. Zapamiętał, jak syn właścicielki – trenujący boks – niczym wytrawny wykidajło paroma ciosami uspokoił podpitych awanturników, po czym wywlókł ich bocznym wyjściem do sieni i wyrzucił z lokalu. O złej renomie restauracji świadczyło też umieszczenie jej w międzywojniu na policyjnej liście podejrzanych mordowni, które z daleka powinni omijać w czasie wolnym mundurowi.

Restauracji ci u nas dostatek

W Tarnowskich Górach już od chwili powstania istniało wiele miejsc wyszynku piwa i wina.

W licznych karczmach i gospodach postój znajdowali liczni kupcy i goście – nawet koronowane głowy. Pod koniec XIX stulecia czynnych było w mieście aż 48 lokali gastronomicznych. Do eleganckich kawiarni i restauracji takich jak: Winiarnia Sedlaczek, Pod Lipami, Kawiarnia Cesarska Korona czy Prinz Regent wstępu nie miały kobiety i mężczyźni o podejrzanej reputacji. Towarzystwo z półświatka gromadziło się głównie w podrzędnych spelunkach, których nie brakowało nawet w śródmieściu. Okres międzywojenny, gdy miasto gwarków należało już do Rzeczypospolitej, pod tym względem nie różnił się wiele od sytuacji w czasach pruskich. Nie inaczej było w innych górnośląskich miastach. Dlatego polskie władze postanowiły zapobiec odwiedzinom swoich – zwłaszcza umundurowanych – przedstawicieli w lokalach, gdzie schodziło się szemrane towarzystwo.

„Siedzenie w mundurach przy zastawionych napojami stołach wywiera na otoczeniu wrażenie niekorzystne i wywołuje niepożądane komentarze pod adresem policji” – pisał w owym czasie w raporcie komendant policji miasta stołecznego Warszawy Edmund Czyniowski. W związku z tym wprowadzony został zakaz przebywania policjantów w mundurach w kabaretach i salach dancingowych. Tańczyć w salach restauracyjnych funkcjonariusze nie mogli nawet w cywilnym ubraniu. Nie wolno im było pić alkoholu w lokalach, gdzie obowiązywał zakaz wyszynku. Przepisy podjęte w polskiej policji państwowej przejęte zostały także przez autonomiczną policję województwa śląskiego. Nie dość że śląscy funkcjonariusze nie otrzymali pozwolenia na wizyty w warszawskich restauracjach, to ograniczenia dotyczyły również regionalnych spelunek. Zakazy te ujął Józef Żółtaszek, komendant główny Policji Województwa Śląskiego w Katowicach, w okólniku nr 804 rozesłanym 6 sierpnia 1924 roku w 37 egzemplarzach do miejskich i powiatowych komend na terenie województwa śląskiego.

„Bardzo często można spotkać podoficera policji w lokalach publicznych o złej opinii lub trzeciorzędnych restauracjach, gdzie uczęszczają tylko szumowiny i w tych lokalach trwonią policjanci niejednokrotnie dosyć poważne sumy pieniędzy” – opisywał Józef Żółtaszek. Według komendanta sytuacja taka „podrywała autorytet policji” i prowadziła do „spotkań z osobnikami, z którymi policja tylko na służbie ma do czynienia”. W dalszej części okólnika wymieniał cechy lokali, do których nie powinni policjanci uczęszczać po służbie. Wśród nich znalazły się: „destyle, gdzie upijają się uliczne szumowiny...restauracje, gdzie schodzą się towarzystwa wrogo do państwa usposobione lub właściciele ich są wrogo usposobieni...byli karani za przekroczenia...nocne lokale publiczne, które wskutek nadmiernych cen wykorzystują lekkomyślność uczęszczających tam podpitych gości”. Na podstawie wytycznych w okólniku komendanci miejskich i powiatowych komend policji śląskiej do 18 sierpnia złożyli w komendantowi głównemu w Katowicach spisy wraz z uzasadnieniem zakazanych lokali.

Do ograniczeń wprowadzonych dla policjantów przyłączyło się także dowództwo 23. dywizji piechoty stacjonującej na Śląsku, które zapowiedziało kontrole w szynkach w pobliżu koszar. Gdyby przesiadywali w nich żołnierze, dowództwo zalecało: „osoby wojskowe wylegitymować i wezwać do opuszczenia lokalu”.

Spelunki nawet na Krakowskiej

W Tarnowskich Górach w spisie trzeciorzędnych restauracji o złej opinii znalazło się 5 lokali w śródmieściu i 3 w obecnych dzielnicach miasta: Reptach Śląskich i Starych Tarnowicach. Wspomniana restauracja w kamienicy Marii Kapicowej na rogu ulic Krakowskiej 20 i Piłsudskiego 2 znalazła się na czarnej liście knajp o podejrzanej reputacji z wpisem: „uczęszczana przez najniższe warstwy ludności”. Ale o wiele gorszą opinię miała sąsiednia restauracja Jakuba Cieszki przy ul. Krakowskiej 27, o której powiatowy komendant tarnogórskiej policji śląskiej napisał: „awantury ciągłe i bójki uliczne”. Równie źle ocenione zostały dwa lokale znajdujące się przy jednej z głównych miejskich ulic Lublinieckiej. O barze mieszczącym się w domu przy obecnej ul. Opolskiej 1 w spisie lokali znalazła się informacja, że właściciel Paweł Kaczmarek uprawiał gry hazardowe, przetrzymywał prostytutki i był wrogo usposobiony do Polski. Za udzielanie schronienia kobietom lekkich obyczajów napiętnowany został także Jan Cypek prowadzący restaurację przy dzisiejszej ul. Opolskiej 8. Restaurator ten karany bywał również za otwarcie lokalu dłużej niż przewidywała wyznaczona godzina policyjna. O wrogość do Polski i łamanie godziny policyjnej obwiniony został też Adolf Klima, właściciel lokalu przy ul. Przemysłowej 15.

W Reptach Śląskich knajpa Alojzego Hurskiego uznana była za miejsce „schadzek różnych elementów, z którymi policja ma do czynienia”. Nie lepsza była restauracja Karola Węgierka, gdzie „schodzili się osobnicy wrogo usposobieni do Polski”. Wśród podejrzanych spelunek wymieniona była jeszcze jedna knajpa Lebela Koplowica w Starych Tarnowicach, w której „schodziła się ludność niedobrej opinii”. Jak na tak nieduże kilkunastotysięczne miasto, jakim były Tarnowskie Góry w okresie międzywojennym, ilość miejsc z wyszynkiem – zwłaszcza tych o złej reputacji – była dość znaczna.

PAWEŁ RYŚ

 

Okładka Montes nr 72

Okładka Montes nr 72