Tarnogórski ośrodek rehabilitacyjny

Jeden z pawilonów użytkowanych niegdyś przez Zakład Rehabilitacji Przemysłowo-Zawodowej
Jeden z pawilonów użytkowanych niegdyś przez Zakład Rehabilitacji Przemysłowo-Zawodowej

CZĘŚĆ XII

Po kilku latach funkcjonowania tarnogórski ośrodek rehabilitacyjny zaczął zbierać pochlebne recenzje. Przyczyniła się do tego prasa, kreśląc jego obraz jako wspaniale wyposażonego miejsca, gdzie inwalidzi otrzymują drugą szansę na lepsze życie.

Na początku sierpnia 1967 r. tekst o reptowskim ośrodku opublikował ogólnopolski dziennik Głos Pracy. Czytelnicy mogli się dzięki temu dowiedzieć, że w latach 1963-1965 przebywało tam na kuracji 2073 górników. Optymistycznie wyglądała inna przywołana w tekście statystyka. Otóż spośród 1408 osób, które poddane zostały w latach 1964-1965 specjalistycznym zabiegom rehabilitacyjnym, aż 1143 udało się przywrócić zdolność do pracy. Jedynie 265 osób skierowanych zostało na rentę. Otrzymali oni na odchodne protezy ułatwiające poruszanie się. Oczywiście zdawano sobie sprawę, że liczba 120 miejsc w ośrodku była niewystarczająca w zestawieniu z sześciuset tysiącami pracowników branży górniczej w Polsce. Pocieszającym mogło być to, że do 1970 r. liczba miejsc miała wzrosnąć do 860 za sprawą rozbudowy placówki.

„Zaprojektowano także specjalne schodki do powtórnej nauki chodzenia, zjazdy dla wózków, lustrzane ściany do kontroli pierwszych kroków rekonwalescentów, kino, w którym oprócz filmów fabularnych pacjenci będą oglądali siebie, by lepiej korygować swoje ruchy” - pisała w Głosie Pracy Jadwiga Lorens. Dziennikarka pocieszała rekonwalescentów, że po przyuczeniu do prac w zakresie elektroniki, przetwórstwa tworzyw sztucznych czy mechaniki precyzyjnej będą otrzymywać zarobki niewiele niższe, niż w górnictwie. Wszyscy, którzy zdobędą nowy zawód, otrzymają propozycje nowej pracy. Tym mają się zajmować pracownicy działu socjalnego. Ich zadaniem będzie też załatwianie różnych spraw pacjentów, które zostały przerwane na skutek wypadku - po to, aby oszczędzić pacjentom stresu.

Dziennikarska relacja nie ograniczała się wyłącznie do zachwytów. Niepokój Jadwigi Lorens budziło niezadowalające tempo budowy i niedbałe wykonywanie robót wykończeniowych. Dziennikarka dostrzegła źle osadzone uchwyty w drzwiach oraz pękające tynki wewnętrzne. Ostrzegała, że oznaczać to będzie konieczność kolejnego remontu niedługo po oddaniu do użytku budowanych właśnie pawilonów.

W drugiej połowie sierpnia 1967 r. kolejny artykuł o tarnogórskim ośrodku rehabilitacyjnym zamieścił katowicki Dziennik Zachodni. Autorem tekstu był pracownik ośrodka Feliks Woźniczka, kierownik zespołu asystentów socjalnych. Zachwalał on doskonałe warunki stworzone pacjentom w Reptach, a więc trzyosobowe pokoje z wszelkimi wygodami, takimi jak umywalnie, szafki, tapczany, lampy nocne, a nawet głośniki radiowe radiofonii przewodowej. Niegorsze wyposażenie oferowały wspólne pomieszczenia, takie jak sale gimnastyczne, czy świetlice zaopatrzone w aparaty radiowe i telewizyjne. Tam też pacjenci mogli zabawiać się grami towarzyskimi. „Własny autobus zakładowy zapewni możliwość wyjazdów na wycieczki i przedstawienia teatralne lub kinowe” - pisał Feliks Woźniczka.

Za sprawą omawianego artykułu prasowego mieszkańcy województwa katowickiego mogli się dowiedzieć także o tym, że już niedługo, bo we wrześniu 1967 r., miał zostać uruchomiony Zakład Rehabilitacji Zawodowej Inwalidów. W tym czasie Wydziały Zdrowia i Opieki Społecznej przy Prezydiach Powiatowych Rad Narodowych przeprowadzały rekrutację kandydatów do szkolenia zawodowego w Reptach. Chociaż pierwszeństwo mieli inwalidzi-górnicy, to w miarę wolnych miejsc obiecywano przyjęcie także inwalidom hutniczym, z przemysłu metalowego i z innych branż. Czytelnicy dowiadywali się, że szkolenia zawodowe inwalidów miały trwać 11 miesięcy lub 22 miesiące, a we wrześniu 1967 r. miały zostać otwarte następujące kierunki: frezerstwo, elektromechanika łącznie z elektromechaniką samochodową, stolarstwo, spawalnictwo, ślusarstwo ogólne i narzędziowe, tokarstwo, oraz mechanika pojazdów samochodowych.

Zdaniem Feliksa Woźniczki jednym z głównych problemów był brak pewności co do dalszego finansowania rozbudowy ośrodka rehabilitacyjnego. Dotąd duży zakres prac sfinansowała branża górnicza. Niedawno też wyraziły zainteresowanie współfinansowaniem inwestycji inne branże, w tym spółdzielczość inwalidzka, Zjednoczenie Hutnictwa Żelaza i Stali w Katowicach, Centralna Rada Związków Zawodowych czy Ministerstwo Budownictwa, ale to w dalszym ciągu było zbyt mało.

Pod koniec sierpnia 1967 r. ukazał się jeszcze jeden tekst prasowy na temat reptowskiego ośrodka rehabilitacyjnego, zatytułowany Ośrodek nadziei. Tym razem opublikował go Tygodnik Katolików WTK w swoim katowickim wydaniu. Autor tekstu Krzysztof Hal popełnił plagiat, prawie dosłownie przepisując artykuł Feliksa Woźniczki sprzed kilkunastu dni, dokonując tylko skrótów i poprawek stylistycznych. Niezależnie od tego czytelnicy jeszcze raz mogli zwrócić uwagę na zagadnienie rehabilitacji kontuzjowanych górników na Górnym Śląsku.

Zgodnie z zapowiedziami, wraz z nowym rokiem szkolnym we wrześniu 1967 r. rozpoczął działalność Zakład Rehabilitacji Przemysłowo-Zawodowej, stanowiący odtąd jeden z dwu filarów ośrodka rehabilitacyjnego w reptowskim parku. Na początku ZRPZ oferował naukę w dziesięciu zawodach, a nauka trwała rok lub dwa lata - w zależności od specjalności. Izba Rzemieślnicza w Katowicach wyraziła zgodę, aby pobyt i naukę w tutejszym Zakładzie zaliczyć do stażu pracy, wymaganego przed przystąpieniem do egzaminu rzemieślniczego.

Kursy zawodowe nie ograniczały się tylko do nauki nowego zawodu. Oprócz zajęć z materiałoznawstwa, maszynoznawstwa, rysunku zawodowego, technologii zawodu czy organizacji przedsiębiorstw, kursanci mieli zajęcia z języka polskiego, fizyki, matematyki i wychowania obywatelskiego. Na tak zwanym kursie wstępnym uczestnicy zapoznali się raz jeszcze z matematyką, fizyką oraz językiem polskim w zakresie programu nauczania szkoły podstawowej. Pewnym mankamentem była ciągle zbyt mała liczba miejsc dla inwalidów szkolących się w nowym zawodzie. Tylko 135 miejsc w internacie przeznaczonych było dla osób pobierających naukę zawodu. Miało się to zmienić w momencie, gdy oddziały lecznicze ośrodka zostaną przeprowadzone z masztalerni do nowo budowanych pawilonów.

Nie każdy inwalida przyjmowany był na kursy przezawodowania. Nie przyjmowano osób chorych na epilepsję, cierpiących na choroby psychiczne czy posiadających znaczne przytępienie słuchu. Nie mieli szansy nauki nowego zawodu chorzy na gruźlicę a także inwalidzi pozbawieni obu rąk.

Po pierwszym roku nauki z końcem lipca 1968 r. progi Górniczego Centrum Rehabilitacji Leczniczej i Zawodowej opuściła pierwsza grupa absolwentów jednorocznego kursu spawacza. Egzamin teoretyczny i praktyczny przed Państwową Komisją Egzaminacyjną odbył się w dniach od 17 do 23 lipca 1968 r., a jego wyniki można było uznać za zadowalające. W spawalnictwie gazowym przyznano 20% ocen bardzo dobrych, 65% ocen dobrych oraz 25% ocen dostatecznych. Osoby, które zdały egzamin, otrzymały książeczki spawacza. Absolwenci otrzymali zatrudnienie głównie w przemyśle, w mniejszym stopniu także w spółdzielniach pracy inwalidów. Przeprowadzone kilka lat później ankiety wykazały, że absolwenci reptowskich kursów dosyć szybko adaptowali się w nowych miejscach pracy, osiągając zadowalające zarobki. Część inwalidów stawała się przodownikami pracy oraz zasilała brygady pracy socjalistycznej.

Wraz z upływem czasu dał się zauważyć spadający odsetek byłych górników w gronie osób pobierających naukę zawodu w ZRPZ. W pierwszym roku szkolnym, czyli 1967/1968 do kursów szkolenia zawodowego przystąpiło 67 górników oraz rencistów górniczych. W kolejnym roku 1968/1969 było ich wyraźnie mniej, bo 53. W trzecim roku szkolnym 1969/1970 inwalidów z przeszłością górniczą przystępujących do nauki zawodu było 39, w roku 1970/1971 - już tylko 28, a w roku szkolnym 1971/1972 - zaledwie 16. W kolejnych latach odsetek byłych górników wśród kandydatów do przezawodowania był już tylko śladowy.

Równocześnie zmieniał się przekrój wiekowy inwalidów starających się o zdobycie nowego zawodu w Reptach. W pierwszym roku szkolnym 1967/1968 jak również w roku następnym dominowały osoby dorosłe, a młodzi poniżej 26 roku życia stanowili 23% kursantów. W kolejnym roku nauczania 1969/1970 ludzie w wieku powyżej 25 lat stanowili połowę kursantów. W kolejnych latach zazwyczaj około 80% osób stanowili ludzie młodzi, poniżej 26 roku życia. Tak więc szkoła w ośrodku rehabilitacyjnym, mająca w założeniach służyć byłym górnikom, niemogącym już wrócić do kopalni, zaczęła kształcić głównie inwalidów spoza górnictwa. Taka tendencja skłoniła dyrekcję ośrodka rehabilitacyjnego do otwarcia zasadniczej szkoły zawodowej, nastawionej na kształcenie młodych inwalidów.

Wraz z początkiem roku szkolnego 1969/1970 uruchomiono pierwszą zasadniczą szkołę zawodową o specjalności mechaniki samochodowo-ciągnikowej. Rok później, we wrześniu 1970 r. ruszyła w reptowskim parku druga szkoła zawodowa o kierunku elektromechanika. Tak więc w czerwcu 1971 r. w Zakładzie Rehabilitacji Przemysłowo-Zawodowej szkoliło się 132 uczniów i kursantów.

Wpływ na taki stan rzeczy miały kwestie finansowe i prawne. Zgodnie z przepisami rencista, który podejmował pracę zawodową, tracił prawo do renty. Renty górnicze były stosunkowo wysokie i inwalidom górniczym bardziej opłacało się pozostawać na rencie, niż tracić ten przywilej w efekcie przekwalifikowania się i podjęcia pracy w innym fachu. Można więc mówić o antymotywacyjnych regulacjach prawnych odnośnie zatrudnienia inwalidów górniczych.

Przy Zakładzie Rehabilitacji Przemysłowo-Zawodowej uruchomione zostały Warsztaty Szkoleniowo-Produkcyjne. To właśnie w nich inwalidzi zdobywający nowy zawód mogli w praktyce nabywać fachowych umiejętności. W styczniu 1968 r. rozpoczęto tam działalność produkcyjną. Warsztaty znajdowały się na własnym rozrachunku ekonomicznym. Uczniowie i kursanci zdobywali wiedzę pod okiem 18 nauczycieli. Działalność była różnorodna, prowadzono np. nawijanie silników elektrycznych, uruchomiono warsztat tworzyw sztucznych, świadczono usługi poligraficzne.

Warsztaty szkoleniowo-produkcyjne w GCRLiZ odpowiadając na apel I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - Edwarda Gierka, postanowiły aby przekroczyć plan produkcyjny i wykonać dodatkową produkcję o wartości pół miliona złotych. Równocześnie w warsztatach tych podjęto produkcję silników powietrznych do wiertnic górniczych we współpracy z zakładem w Sosnowcu Niwce a także szafy sterownicze do żurawi, eksportowanych potem przez Mostostal do Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Była to sytuacja paradoksalna. W środku parku obok części rehabilitacyjnej ośrodka wyrósł zakład przemysłowy. „Jednostka przemysłowa, jaką stał się Zakład Rehabilitacji Zawodowej, wraz z całym swoim zapleczem, nie jest elementem pożądanym w otoczeniu parku” - napisano w sprawozdaniu z kontroli komisji rewizyjnej w GCRLiZ w dniu 4 sierpnia 1972 r. - „Tereny w sąsiedztwie pawilonów rehabilitacji zawodowej stały się [...] magazynami materiałów i odpadów poprzemysłowych. Ponadto obecny charakter zakładu zupełnie odbiega od założeń KBCOL.”

Tomasz Rzeczycki

 

Okładka Montes nr 72

Okładka Montes nr 72