Pożyczka na mechaniczną pralnię

Z powodu braku w międzywojennych Tarnowskich Górach mechanicznej pralni na praniu żołnierskiej bielizny zarabiały inne miasta

W maju 1938 roku do tarnogórskiego Magistratu dotarł list Juliusza Suchanka, który zaproponował władzom miasta utworzenie pralni mechanicznej w opuszczonym budynku betoniarni w folwarku Karłuszowiec. Na dostosowanie zabudowań, między innymi przebudowę wysokiego komina oraz poszerzenie okien, żeby poprawiła się widoczność w środku, domagał się 25 tys. zł, które spłacone miały zostać w ciągu 5 lat. W pralni obiecywał zatrudnić 10 osób. Dla siebie jako kierownika zaproponował 350 zł miesięcznej pensji. 41-letni przedsiębiorca zapewniał, że miał odpowiednie doświadczenie, bo od 1922 roku prowadził w Chorzowie pralnię „Szmatolin”, w której prał bieliznę mieszkańców oraz żołnierzy 74. i 75. pułku piechoty. Juliusz Suchanek poinformował także, że prowadził się przykładnie, był żonaty i miał troje dzieci.

Jednak z propozycji przedsiębiorcy nic nie wyszło, bowiem władze Tarnowskich Gór, zanim podjęły z nim jakiekolwiek rozmowy, poprosiły chorzowski Magistrat o opinię na jego temat. A ta była nie najlepsza. Według informacji uzyskanych z chorzowskiego Ratusza Juliusz Suchanek wcale nie był aniołkiem. Rozszedł się z żoną i żył w konkubinacie. Miał 2 nieślubnych dzieci. Usposobienia był niemieckiego. W dodatku „przez niedbałość i pijaństwo doprowadził do upadku” pralnię „Szmatolin”. Fryderyk Antes, ówczesny burmistrz Tarnowskich Gór, dość dyplomatycznie odpisał Juliuszowi Suchankowi 30 maja 1938 roku, że uruchomienie pralni w mieście gwarków było już nieaktualne. Ale poprosił go przy okazji o wizytę podczas pobytu w mieście gwarków, żeby szczegółowo omówić ofertę. Ma się rozumieć, że do spotkania nigdy nie doszło.

Ułani w czystej bieliźnie

Skąd jednak wzięło się zainteresowanie chorzowskiego przedsiębiorcy uruchomieniem w Tarnowskich Górach mechanicznej pralni? Zapewne dotarły do niego pogłoski, że tarnogórski Magistrat starał się o to już od 1936 roku. Przypuszczalnie znane mu było pismo, które urzędnicy z miasta gwarków wysłali 21 lipca 1937 roku do oddziału ZUS w Chorzowie, zawierające pytania o koszty prowadzenia pralni. Antoni Gunia, dyrektor oddziału chorzowskiego ZUS, dość dokładnie opisał okoliczności utworzenia dla lokatorów budynków w Sosnowcu wspólnej pralni. Niestety koszt wyprania kilograma bielizny kosztował 80 groszy i był tak wysoki, że tylko 1,9% mieszkańców korzystało z usług pralni. Żeby uchronić ją przed likwidacją i wyrzuceniem na bruk 15 pracowników, chorzowski oddział ZUS podjął się – nie dla zysku - prania wojskowej bielizny. „Ceny prania to 40% tego, co przy normalnej kalkulacji powinno się uzyskać” – skarżył się na deficytową pralnię dyrektor Antoni Gunia.

Skoro interes na praniu bielizny przynosił straty, dlaczego władze miasta gwarków, mimo ostrzeżeń postanowiły jednak otworzyć publiczną pralnię? Wynikało to z konieczności. W Tarnowskich Górach stacjonowały w koszarach 11. Pułk Piechoty i 3. Pułk Ułanów. Co miesiąc dowództwo obydwu pułków wysyłało duże ilości żołnierskiej bielizny do prania w Chorzowie i Katowicach. Transport do innych miast był kosztowny i uciążliwy. Dlatego wojskowe dowództwo naciskało na władze Tarnowskich Gór, żeby uruchomiły na miejscu pralnię mechaniczną. Z obliczeń urzędników wynikało, że rocznie 11 pułk piechoty wydaje na pranie żołnierskich gaci 50 tys. zł a 3 pułk ułanów kosztuje to 100 tys. zł. Była to kwota godna zachodu, która mogła pozostać na miejscu. W dodatku prawie 10 tys. zł pochodzić mogło z prania ciuchów cywilów. Dlatego w Ratuszu zaczęły się kalkulacje, jak zarobić na praniu wojskowych kalesonów.

Dobry interes na praniu żołnierskich gaci

Urzędnicy skrzętnie wyliczyli, że może to być dochodowy dla miasta interes. Za wypraną bieliznę pralnia otrzymałaby rocznie 264 tys. zł. Utrzymanie placówki kosztowałoby rocznie około 27 tys. zł. W koszty wliczono 150 zł miesięcznej pensji palacza, 437 zł comiesięcznego wynagrodzenia 5 robotnic oraz 350 zł dla dzierżawcy względnie kierownika. Co miesiąc wydatki na proszki i sodę wyniosłyby 200 zł, na prąd 160 zł, wodę 30 zł oraz opał 250 zł. Zatem wypranie 1 kg bielizny kosztowałoby zaledwie 17 groszy.

Jednak do pralni trzeba było kupić maszyny do prania, co kosztowałoby około 30 tys. zł. Po ogłoszeniu, że miasto zamierza kupić sprzęt pralniczy, do Magistratu zaczęły napływać oferty ze znanych firm produkujących pralnice, wirówki, suszarki i maglownice. Wśród oferentów znalazły się Towarzystwo Przemysłowe Zakładów Mechanicznych Lilpop, Rau & Loewenstein z Warszawy, a także katowicka firma Rożnowski oraz tarnogórski Zakład Budowy Aparatów, Instalacyjny i Kotlarski Fryderyka Kuhnerta. Władze miasta poszukiwały także odpowiednich pomieszczeń. Oprócz zabudowań w folwarku Karłuszowiec pod uwagę brana była oferta wynajmu lokalu przy ulicy Nakielskiej 14 od Eryka Gruszki, znanego tarnogórskiego fotografa. Ostatecznie jednak wybór padł na pomieszczenia w nieczynnym Szpitalu Spółki Brackiej przy ulicy Opolskiej, gdzie miesięczny czynsz wynosił 200 zł. W szpitalu znajdowało się już częściowe wyposażenie: pralnica, wirówka, 5 kadzi, 5 komór do suszenia, 4 motory elektryczne i magiel. Do kompletu miasto musiało jeszcze dokupić pralnicę o wydajności 75 kg, wirówkę, motor elektryczny oraz dobudować 5 komór do suszenia.

O pieniądze na utworzenie pralni mechanicznej Magistrat zwrócił się 4 lutego 1939 roku do Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Leon Kozłowski, wiceburmistrz Tarnowskich Gór, poprosił o 10 tys. zł pożyczki bądź dotacji, uzasadniając, że na urządzenie pralni nalegało wojsko. Do jej otwarcia jednak nie doszło z powodu wybuchu II wojny światowej.

Paweł Ryś

 

Okładka Montes nr 71

Okładka Montes nr 71