Sztolnia Krakowska

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_71_08-Sztolnia-Krakowska-1.jpg

Niemal wszystko, co wiadomo o sztolniach z XVI w. zawdzięczamy Efraimowi Abtowi i jego książce „Memoriał w sprawie kopalnictwa rud ołowiu i srebra na Górnym Śląsku”.W niej pisze on m.in. o sztolni „W Imię Pańskie Obiecana”, na którą pobrano licencję w 1567 r. Miała być prowadzona od Dramy na terenie Tarnowic Starych przy granicy z Wilkowicami. Chociaż w następnym roku pobrano licencje na kilka szybów oraz płuczkę, to nie udało się Abtowi ustalić czy w ogóle ją rozpoczęto i w jakim kierunku, pod jakie złoża miała prowadzić.

Natomiast na konkurencyjną dla budowanej już sztolni Jakuba, zapowiadała się inna, którą rozpoczęło budować w 1568 r. gwarectwo składające się głównie z gwarków olkuskich i krakowskich. Nie bez powodów, więc nazwano ją „Krakowską”, a jej plan sporządził Jakob Rapp, który projektował i budował wpierw sztolnię Jakuba, ale został tam zastąpiony Hansem Trappem.

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_71_08-Sztolnia-Krakowska-2.jpg

Sztolnia miała się zaczynać od rzeki Dramy i dotrzeć do Liszcza, które było też celem sztolni Jakuba. Nową sztolnią planowano też odwodnić złoża w Reptach. Abt opisał to zamierzenie na podstawie sprawozdania Rappa, ale prawdopodobnie też na podstawie rysunku, gdyż zaznaczył, że „plan mierniczego Jakuba Rappa jest bez daty”.

Wg. Abta budowę rozpoczęto pod Tarnowicami (obecnie Stare Tarnowice) od początku roznosu, czyli połączenia z Dramą, aż do okna zlokalizowanego przy tamtejszym młynie Kristimusa, gdzie wprowadzono ją w podziemny chodnik. Roznos miał tam osiągnąć długość 270 łatrów, a głębokość 3 1/2 łatra, czyli przyjmując łatr śląski równy 1.92 m, od poziomu gruntu przy oknie 6.72 m.

Stąd chodnik doliną, którą płynął potok, dziś zwany Potokiem Starotarnowickim, aż do źródła pod wsią Tarnowice miano przebić 550 łatrów (1056 m) i osiągnąć tam głębokość 7 łatrów (13.4 m) – czyli razem 1574 m długości. Szyb wydrążony od powierzchni gruntu do spągu sztolni miałby tam ok. 20 m głębokości.

Od źródła do wzgórza pod gruszką jej długość miała wynosić następne 626 łatrów (1202 m.), a odległość spągu sztolni od powierzchni wzgórza 34 1/2 łatra (66 m). Od tego miejsca do szybu Bartłomieja kolejne 710 łatrów (1363 m.), a głębokość zmniejszyła się o 6 łatrów, które należy odjąć od 34 1/2 łatra. To oznacza, że ten ostatni szyb sztolni sięgając spągu, miałby 28 ½ łt = 55 m. Razem sztolnia miałaby więc 2156 łatrów, czyli 4140 m.

Nie było wtedy żadnych map z poziomicami, a mapy-plany tworzyli sami miernicy dokonując pomiarów tylko od powierzchni gruntu. Konfrontując powyższe dane z aktualnymi mapami, najwyższy punkt na powierzchni, pod którym mogłaby przejść sztolnia na drodze do Liszcza, musiałby być na poziomicy 324 m.n.p.m., a na pewno na poziomicy 320, bo jej sztolnia - przy założonej długości - idąc do Liszcza, ominąć nie mogła.

Danuta Molenda w publikacji „Kopalnie rud i ołowiu na terenie złóż śląsko-krakowskich w XVI-XVIII wieku” pisze o tej sztolni tak: W lecie 1571 wykonano już ok. 1200 m, ale perspektywy dotarcia do złóż na Liszczu były dalekie, bo dzieliło ją od niego jeszcze 3400 m. W 1573 r. pobrano licencję na budowę odgałęzienia i zgłębienia 36 szybów. Prawdopodobnie budowano jednocześnie jeden chodnik ku Starym Tarnowicom, a drugi ku Reptom. Na jesieni 1579 r. pracę jednak przerwano i nigdy później nie podjęto. Budowa trwała 10 lat, porzucono ją przed dojściem do złóż.

Lokalizację zbudowanego odcinka sztolni można ustalić dzięki 8. mapom z lat 1797-1843 oraz opisom z lat 1771-1821, szczególnie dokładnym, ponieważ powstawały w związku z projektami jej odbudowy i analizą celowości tego przedsięwzięcia.

Dużej klasy fachowcy przeprowadzili dokumentacje śladów powierzchniowych i wykonali 8 wierceń w 1801 r. na linii roznosu i chodnika. Dwunastometrowym wykopem z roznosu dotarto do trzeciego świetlika chodnika podziemnego, wyznaczono dalszą linię niwelacyjną aż do Liszcza. Z tych danych i analiz wynika, że roznos miał 400-500 m. i musiano dla jego budowy pogłębiać dno doliny potoku.

Okno miało się znajdować na głębokości 7 m, głębokość sztolni w kopalni Bartłomiej – 57 m, pod pagórkiem – nawet 68 m. Pomiary z 1801 r. wykazały, że okno było o 3 m pod ówczesnym dnem wąwozu, a ostatni zachowany świetlik sięgał 23.5 m od powierzchni. Tyle Danuta Molenda.

Na podstawie mapy wykonanej przez mierniczego Renscha w 1801 r. można ustalić po naniesieniu jej na mapę współczesną, że okno sztolni Krakowskiej znajdowało się ok. 150 m na północny wschód od istniejącego do dziś okna Głębokiej Sztolni Fryderyk. Wspomniany wyżej ostatni świetlik znajdował się na ogródkach działkowych przy ul. Śniadeckiego. Potwierdza to mapa okolic sztolni Krakowskiej sporządzona w 1802 r. przez górmistrza Eislebena.

Z obu wynika, że długość sztolni od końca roznosu do ostatniego zaznaczonego świetlika wynosiła, co najmniej 1900 m. Nie wiadomo, czy sztolnia przekroczyła ul. Śniadeckiego i nie sposób stwierdzić, czy ww. świetlik był w miejscu „przy źródle”, ale nie można wykluczyć, że tam wtedy brał początek Potok Starotarnowicki. Brak jakichkolwiek danych, by kwestionować rok 1579, jako czas zakończenia budowy sztolni.

Nie do końca jest jasne, dlaczego pracę przy niej przerwano, chociaż Abt sugeruje, że było to wynikiem konkurencyjnej walki pomiędzy jej gwarectwem i gwarectwem sztolni Jakuba, a szczególnie, niechęci do niej górmistrza Trappa.

Uwzględniając to, co wynika z map i przyjmując, że dotarto do celu, jakim było źródło, do Liszcza pozostałoby jeszcze do zbudowania 2565 m chodnika. Nie byłoby to niewykonalne w ciągu następnych 25 lat, mimo że Abt przywołuje sprawozdanie górmistrza Manna z 1577 r., w którym ten pisał -„Co się tyczy sztolni, którą budują ludzie z Krakowa, to sztolnia Jakuba nie potrzebuje się w ciągu 50 lat niczego obawiać. Ponadto sztolnia ta leży o trzy i pół łatra niżej od sztolni św. Jakuba”.

Mann pewnie widział, co pisze, ale informacja o różnicy 6.70 m w poziomach obu sztolni, wydaje się dziwnie mała dla każdego, kto wie, że w pierwszych latach XIX w. badano możliwość odbudowy sztolni Krakowskiej, by sięgnąć po niższe pokłady kruszców w Bobrownikach. Zakończyło się to opracowaniem i budową Głębokiej Sztolni Fryderyk, ale ta informacja skłoniła autora do wyliczenia poziomicy, na jakiej mogłaby biec sztolnia Krakowska, gdyby zbudowano ją według danych o odległościach i głębokościach podanych przez Abta.

Najwyższa poziomica, pod którą musiałaby przechodzić sztolnia w drodze od okna w dolinie Dramy pod Stare Tarnowice i potem do Liszcza, to 320 m.n.p.m. Najwyższa pod którą mogłaby przechodzić, to 322 m.n.p.m. Na tym największym wzniesieniu z gruszą miała być 34/12 łatra pod powierzchnią, czyli 322 – 66 = 256 m.n.p.m - poziomica spągu sztolni

Najwyższe wzniesienie na Lisczu, to poziomica 306 m.n.p.m. Jeśli akurat tam był szyb Bartłomieja, to 306 - 54.7 m (28 1/2 łatra) daje 251.3 m.n.p.m.- poziomica spągu sztolni.

To by oznaczało, że sztolnia miałaby dwa poziomy, od Liszcza wznosiłaby się do wzgórza z gruszą zamiast opadać. Nie wiadomo kto popełnił błąd; Rapp, Abt, jego tłumacz czy drukarz.

W publikacjach innych autorów można znaleźć różniące się dane o długości tej sztolni. Wynika to stąd, że posługują się różnymi wartościami łatra w rozpiętości od 1.92 – łatr ślaski, do 2.09 – łatr pruski, który w XVI w. nie był stosowany. Niektórzy uśredniając, przyjmują jego wartość jako 2 m. Nie ma to aż takiego znaczenia przy obliczaniu długości, ale ma duże przy obliczaniu głębokości, a więc i poziomu, na których sztolnie biegły, bo to determinuje rozmiar roznosu, wliczany często do ogólnej długości sztolni.

Chociaż większość tutejszych sztolni to już zamierzchła przeszłość, są jednak istotną częścią górniczej historii Tarnowskich Gór i może jeszcze ktoś podejmie się ujednolicenia danych, ich uzupełnienia przy wykorzystaniu współczesnych możliwościach technicznych, których autorzy kiedyś nie mieli.

Dziś na obszarze zbudowanego odcinka sztolni Krakowskiej, który określa się na mapach Rowem Tarnowickim, płynie Potok Starotarnowicki, a potem Drama. Można idąc północnym brzegiem Rowu zauważyć jeszcze ślady kilku świetlików. Fragment z roznosem jest praktycznie niedostępny, dziki i niebezpieczny. To obszar kilku dawnych stawów. Są tam więc duże okresowe rozlewiska, mokradła, tereny grząskie, niestabilne, porośnięte wysoką trawą, krzakami i co najważniejsze, nie wiadomo dokładnie, gdzie są te najdawniejsze świetliki, których widoczne zwykle nad powierzchnią fragmenty, mogły zostać całkowicie rozmyte.

Czytelników, których zainteresował ten temat, nie zgadzają się z autorem, posiadają inną lub dodatkową wiedzę, autor artykułu prosi o kontakt za pośrednictwem Redakcji.

Mieczysław Filak

 

Okładka Montes nr 71

Okładka Montes nr 71