Ameryka w Tarnowskich Górach

b_200_300_16777215_0___.._montes_images_stories_montes_71_02-Ameryka.jpg

Wiek pary na tarnogórskim węźle kolejowym rozpoczęty w 1857 roku, zakończył się oficjalnie 130 lat później, gdy specjalny pociąg z Tarnowskich Gór do Woźnik poprowadził parowóz Ty45-217. Dziś w charakterze pomnika stoi w tarnogórskiej lokomotywowni obok dwóch wież wodnych, starej z 1886 i nowszej z 1899 roku

Zwłaszcza tę drugą widać wyraźnie z wiaduktu kolejowego, przez który prowadzi ul. Nakielska, gdy popatrzeć z niego na północ. Na prawo od niej widoczna jest w tej panoramie smuklejsza wieża wodna przy grupie torów „Las” w Lasowicach, zbudowana w 1959 roku oraz równy jej wysokością obiekt, którego przeznaczenie nie każdy dziś zna.

Znalazł się tu w 1952 lub 1953 roku w ślad za zakupioną przez Polskę w 1946 roku partią 100. parowozów towarowych serii Ty246 produkcji amerykańskiej firmy Balwin Locomotive Works. Zasadniczym przeznaczeniem „trumanów” , bo tak je w Polsce nazywano, było prowadzenie ciężkich składów towarowych na magistrali węglowej Śląsk-Porty. Pierwsze parowozy dotarły do Polski pod koniec września 1947 roku, a ich dostawy zakończyły się w lutym 1948 roku. Jedyny z tych 100. zachowany w Polsce egzemplarz, znajduje się w Karsznicach.

Zaś ta wysoka na ok. 18 metrów konstrukcja żelbetowa to wieża do zmechanizowanego nawęglania i uzupełniania piasku w zasobnikach dwóch parowozów jednocześnie. Trzy takie same urządzenia znajdują się do dziś przy parowozowniach Gdynia Grabówek, Kraków Prokocim i Warszawa Odolany. Ich starsza, bo z 1941 roku, siostra znajduje się w miejscowości Sullivan w USA.

Na wieżach znajdowały się kiedyś tabliczki firmowe z napisem „Ross & White Locomotive Coal, Sand and Cinder Plants Chicago USA”. Chociaż ich instalacja nie miała miejsca przed wiekami, to jednak nie ma jednoznacznej informacji, czy przetransportowano je przez Atlantyk a potem z portu do miejsca przeznaczenia w modułach, samą tylko konstrukcję stalową, czy też Amerykanie dostarczyli wyposażenie techniczne oraz dokumentację budowlaną obiektów, a PKP na jej podstawie wybudowała je we własnym zakresie. Elementy stanowiące ich osprzęt na pewno montowano już na miejscu.

Dwadzieścia kilka lat, które minęły od czasu, gdy wieża stała się niepotrzebna sprawiły, że „demon niszczenia” przeniósł już na złom drobniejsze metalowe części, choć przecież były amerykańskie. Zasadniczy monolit tarnogórskiego pomnika „ducha Ameryki” na razie się obronił.

Mieczysław Filak

 

Okładka Montes nr 71

Okładka Montes nr 71