Misja jezuickich superiorów

Budynek misji jezuickiej przy ulicy Zamkowej. Ze zbiorów SMZT
Budynek misji jezuickiej przy ulicy Zamkowej. Ze zbiorów SMZT

Tarnogórska misja jezuicka – kierowana przez nieprzeciętnych superiorów - była solą w oku nie tylko protestantów ale i katolickich proboszczy, bo przygarniała do siebie wiele zbłąkanych dusz – nie tylko Żydów i ewangelików, ale także parafian

W okresie kontrreformacji jezuici osiedlili się przejściowo w Tarnowskich Górach już w 1650 roku. Przybyli z Ziemięcic i wygłaszali kazania w języku niemieckim. Byli pierwszymi niemieckimi duchownymi w mieście gwarków od czasu przepędzenia w 1628 ewangelickiego pastora. Kolejnym jezuitą aktywnym w mieście w latach 1664-1668 był Petrus, czyli Piotr Abramowicz, sprowadzony przez proboszcza Marcina Guttmana. Ponieważ Petrus był polskim jezuitą wygłaszał kazania po polsku i wskórał niewiele, bowiem większość tarnogórskich protestantów była Niemcami.

Dopiero w 1675 roku założona została w mieście przez księdza Franciszka Alojzego Klaybora - za zgodą cesarza - misja jezuicka, która podlegała kolegium w Opolu i całkiem zniemczonej czeskiej prowincji Towarzystwa Jezusowego. W misji tarnogórskiej uznanej za tymczasową działało początkowo dwóch duchownych, głównie w prywatnych kamienicach. Dopiero w 1713 roku jezuici otrzymali na własność budynek przy ulicy Zamkowej, gdzie założyli kaplicę oraz szkołę. Kierownik placówki nazywany był superiorem.

Niektórzy z superiorów odegrali sporą rolę w historii miasta. Jednym z nich był pierwszy kierownik tarnogórskiej misji w latach 1674-1679 Pospelius. Naprawdę nazywał się Jerzy Pośpiech i wcześniej był kaznodzieją polskim i niemieckim w Głogówku oraz Opolu. Po przybyciu do Tarnowskich Gór Pospelius jako superior nauczał prawd wiary co niedzielę, a w adwencie 1675 roku razem z duchownym Tomaszem Witkowiczem każdego tygodnia wygłaszał trzy kazania po polsku i jedno po niemiecku. Rok później Pospelius mianowany został przez biskupa krakowskiego spowiednikiem i wprowadził odprawianie w mieście 40-godzinnego nabożeństwa. To superior Pospelius z powodu epidemii dziesiątkującej mieszkańców Tarnowskich Gór wprowadził od 1676 roku tradycję pielgrzymek do Częstochowy a zwłaszcza do Piekar Śląskich. Przypuszczalnie Pospelius, współpracujący z proboszczem piekarskim Jakubem Roczkowskim, podsunął opolskiemu rektorowi pomysł przejęcia przez jezuitów parafii w Piekarach Śląskich, gdzie tarnogórski superior działał także w latach 1678-1679. Potem został kaznodzieją w Opolu, gdzie po wybuchu zarazy opiekował się chorymi. Po ustaniu epidemii w 1681 roku Pospelius zorganizował opolską pielgrzymkę dziękczynną do sanktuarium w Piekarach Śląskich.

Kolejny superior Jerzy Bellmann pochodził z Nidzicy, studiował filozofię w Ołomuńcu i Pradze. Był profesorem retoryki we Wrocławiu i prefektem w Opolu. Działalność w Tarnowskich Górach rozpoczął jako zwykły jezuita w 1678 roku, ale pisał wówczas skargi do zwierzchników, że pracować musi głównie w Piekarach Śląskich. Od 1680 do 1681 roku był superiorem w tarnogórskiej misji jezuickiej, a potem do 1683 roku superiorem w Piekarach Śląskich. To Bellmann powitał w piekarskim sanktuarium króla Jana III Sobieskiego podczas jego marszu pod Wiedeń na wojnę z Turkami. Był także ponownie superiorem w Piekarach Śląskich w latach 1697-1698 i powitał kolejnego polskiego króla elektora saskiego Fryderyka Augusta, który odwiedził sanktuarium podczas podróży do Krakowa.

Ważną rolę w dziejach jezuickich misji w Tarnowskich Górach i Piekarach Śląskich odegrał także Jan Tadeusz Skupin. Urodzony w 1653 roku w Raciborzu był jezuitą od 1670 roku. Był najpierw nauczycielem i kaznodzieją w Opolu. W 1690 roku został superiorem w Tarnowskich Górach. Od 1702 do 1709 był superiorem w Piekarach Śląskich. Wtedy Skupin z obawy przed wojną północną potajemnie wywiózł cudowny obraz Matki Boskiej Piekarskiej do Opola. Obraz do Piekar Śląskich nigdy już nie wrócił, co przyczyniło się przez pewien czas do zmniejszenia liczby pielgrzymek.

Ciekawą inicjatywą wykazał się kolejny superior Jerzy Hoffmeister, który tarnogórską misją kierował w latach 1693-1695. Zasłynął tym, że 22 czerwca 1695 roku napisał list do ojca Kaspara Knittela, sekretarza czeskiej prowincji jezuitów na cesarskim dworze, żeby poprosił cesarza o zakazanie tarnogórskim protestantom wyjazdów na nabożeństwa do Kluczborka. Hrabia Henckel von Donnersmarck nie chciał bowiem występować przeciwko swoim współwyznawcom.

Nie tylko o wiarę w Boga dbał Krzysztof Czange, który był superiorem tarnogórskiej misji jezuickiej w latach 1696-1698. W liście z 5 września 1696 roku napisał do agenta czeskiej prowincji zakonnej przy cesarskim dworze, że konieczne jest zachowanie tarnogórskiej misji. Zdaniem Czangego przepadłyby efekty dotychczasowej pracy jezuitów, bo sam proboszcz i wikary nie podołają obowiązkom. Istnienie niemieckiej misji w Tarnowskich Górach – według Czangego - powstrzymywało także polskich ojców od przejęcia sanktuarium w Piekarach Śląskich. Superior podkreślał również usługi, jakie oddawała misja posłom i wojskom cesarskim. Argumentacja jezuity była zatem ściśle polityczna a nie kontrreformacyjna.

Jedynym rodowitym tarnogórzaninem wśród superiorów był Marcin Polak urodzony w 1661 roku. Jego ojciec był ewangelikiem, ale Marcin po ukończeniu gimnazjum w Nysie w 1676 roku wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Zanim w 1700 roku przybył do rodzinnego miasta i w 1701 roku został superiorem tarnogórskiej misji, studiował retorykę i filozofię w Pradze, był nauczycielem w Opolu, Opawie i Świdnicy. Po wyjeździe z rodzinnego miasta kontynuował duchowną karierę jako minister w Kutnej Horze, spowiednik we Wrocławiu, superior w Piekarach Śląskich, prefekt w Opolu oraz spowiednik w Otyni. Zmarł w Opolu w 1736 roku.

Natomiast Jan Nestor, który był superiorem tarnogórskim w 1703 roku, a pracował w mieście już w latach 1681-1683, złotymi zgłoskami w historii zapisał się w latach 1687-1690, gdy był rektorem kolegium opolskiego. Najpierw uratował od śmierci chłopca z majątku Ziemięcice. Podczas kłótni w gospodzie młodzieniec zastrzelił kmiecia. Nestor zmusił dziedzica do wydania mu jako poddanego jezuitów skazanego na śmierć chłopca. Po ukaraniu młodzieńca chłostą skazał go na ciężkie roboty.

Nestor zmusił także pana Wrbskiego, właściciela Karchowic, do wpłat na rzecz fundacji. Właściciel Karchowic, gdzie znajdował się kościół filialny parafii w Ziemięcicach, w 1577 roku założył fundację kościelną. Jednak w 1689 roku von Wrbski nie łożył na fundację przyrzeczonych pieniędzy. Nestor najpierw poskarżył się skutecznie opolskim sędziom a potem prokuratorowi czeskiej prowincji w Pradze ojcowi Kleinowi.

Zasługi tarnogórskich jezuitów dla wiary katolickiej były nieocenione. Ochrzcili wielu Żydów oraz wyszkolili sporo młodzieńców ze znanych w okolicy rodów szlacheckich Strachwitzów, Laryszów a także Dąbrowskich, Rochowskich, Wiernickich i Zborowskich z sąsiednich polskich dzielnic. Na nabożeństwa w kaplicy misji jeziuckiej przy ulicy Zamkowej 7 liczniej podążali wierni niż na msze do kościoła parafialnego. W końcu zaniepokojony odpływem wiernych tarnogórski proboszcz postarał się u biskupa krakowskiego o zakaz odprawiania mszy w kaplicy jezuitów.

Ostateczny kres działalności tarnogórskiej szkoły jezuickiej położył w 1765 roku protestancki król pruski Fryderyk Wielki, wcześniej od

1 stycznia 1756 roku podporządkowując ją nowo utworzonej prowincji śląskiej zakonu. Przyczyn zamknięcia jezuickiej placówki tarnogórski kronikarz Jan Nowak dopatrywał się przede wszystkim w niezadowoleniu miejscowych - rosnących w siłę ewangelików - którzy krzywo patrzeli na katolickich duchownych. „Działalność ich uszczuplająca jednak przede wszystkim szeregi protestantów, była solą w oku burmistrzowi Boehmowi i radcy skarbowemu Egerowi. Dlatego już w dwa lata po ostatecznym zajęciu Śląska po wojnie siedmioletniej zostali wypędzeni na rozkaz króla” – napisał Jan Nowak w wydanej w 1927 roku „Kronice miasta i powiatu Tarnowskie Góry”. Po jezuickiej szkole pozostał budynek, który przeszedł w prywatne ręce i został zburzony dopiero w 1957 roku.

Marek Jarzyna

 

Okładka Montes nr 70

Okładka Montes nr 70