Numer 68233 z miasta gwarków

Siegfrieda Halbreicha do miasta gwarków – w którym spędził młodość - ciągnęło go jak wilka do lasu. Co kilka lat przylatywał zza Oceanu i wspominał lata dojrzewania z coraz mniej licznymi znajomymi

Kiedy Siegfried Halbreich odwiedził w 1972 roku Tarnowskie Góry, zawitał do Ratusza, gdzie dopytywał się o żydowskich mieszkańców miasta, którzy przeżyli Holokaust. Uprzejma urzędniczka podała mu kilka nazwisk, w tym Ilsy Bohm, Żydówki która w 1924 roku wyszła za mąż za katolika. Halbreich odwiedził Ilse, która nazywała się po mężu Jagosz i po ślubie została katoliczką. Zaskoczona wizytą kobieta nie miała gości nawet czym poczęstować, ale porozmawiali po niemiecku, wspominając czasy młodości spędzonej w międzywojennych Tarnowskich Górach.

Po raz drugi Halbreich ze swoim synem Jeremiaszem odwiedzili Ilse Bohm Jagosz w 1981 roku. Gdy pytali o drogę do jej mieszkania, Halbreicha – który zapomniał adresu - zdziwiło to, że mimo upływu lat jeden z przechodniów, wskazujący im miejsce zamieszkania Ilse, zapamiętał, że to dawna Żydówka. Tym razem uprzedzona o przybyciu gości Ilse poczęstowała ich kiełbasą, ciastkami i kawą. Po powrocie do USA, w owym okresie niedoboru towarów w polskich sklepach, Halbreich posyłał jej paczki z żywnością. Wspierał dawną znajomą aż do jej śmierci w 1985 roku, kiedy to zerwała się ostatnia nić łącząca go z latami tarnogórskiej młodości.

Niemcy wyznania  mojżeszowego

Jak to się stało, że Siegfried Halbreich urodzony 13 listopada 1909 roku w Czechowicach koło Bielska, zapałał tak wielką sympatią do miasta gwarków? Przyczynili się do tego jego rodzice, którzy przyprowadzili się w 1914 roku do mieszkania przy ulicy Ratuszowej 5 w Tarnowskich Górach. Widocznie okres własnego dojrzewania w międzywojennym mieście gwarków był na tyle przyjemny, że nawet po latach Siegfried chętnie wracał do niego wspomnieniami.

Jego ojciec Leopold był w międzywojniu wpływowym członkiem zarządu tarnogórskiej gminy izraelickiej. Halbreichowie rozczarowani wojenną klęską Niemiec w 1918 roku, bardziej czuli się Niemcami wyznającymi religię żydowską niż Polakami. Dlatego po przyłączeniu w 1922 roku Tarnowskich Gór do Rzeczypospolitej uznawali siebie za Żydów tylko będących polskimi obywatelami. Doprowadziło to ich do paradoksalnej współpracy z niemieckimi władzami i protestantami przy budowie otwartego w 1927 roku mniejszościowego gimnazjum niemieckiego przy ulicy Sienkiewicza. Siegfried był później uczniem właśnie tej prywatnej szkoły, w której nauka była płatna. Doskonale zapamiętał antysemitę, „volksdeutschera” Josefa Czaję, nauczyciela łaciny i polskiego – późniejszego dyrektora niemieckiej szkoły mniejszościowej - który traktował go surowo. Oberwał nawet od łacinnika po twarzy, rzekomo za słabe wyniki w nauce. Nieco milej zapamiętał innego nauczyciela, romanistę Szlosarka, podczas kontroli nauczania udostępniającego uczniom odpowiedzi na test językowy, żeby lepiej wypaść w oczach wizytatorów.

Chociaż Leopold, ojciec Siegfrieda był pobożnym Żydem, on sam nie przepadał za praktykami religijnymi. Wprawdzie w 1922 roku nowo przybyły z Danii rabin Marcus Melchior uczestniczył w jego Bar Micwie, jednak do synagogi trudno było młodego Halbreicha zaciągnąć. Zresztą – jak wspominał Siegfried - wśród młodych Żydów trudno było znaleźć w owym czasie nawet 10 chętnych do modlitwy. Nie garnął się też szczególnie do nauki, wolał grę w tenisa na parkowych kortach i kopanie piłki na szkolnym boisku.

Farmacja moja miłość

Jako absolwent gimnazjum Halbreich nie poszedł na wymarzone studia medyczne, gdyż jego ojca rozkręcającego właśnie nowy interes po utracie pracy nie stać było na czesne. Dlatego od 1928 roku zatrudnił się w firmie farmaceutycznej w Bytomiu, gdzie grywał po pracy w tenisa w drużynie Hakoah. Miał także pierwszy nieudany młodzieńczy romans z Paulą Gold, wobec której miał nawet zamiary matrymonialne. W 1930 roku został wcielony do polskiej armii i podczas służby wojskowej nawiązał kontakt z krewnymi z Ameryki, którzy po wyjściu z koszar sfinansowali mu studia farmaceutyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Po studiach w 1935 roku Siegfried Halbreich opuścił Tarnowskie Góry i podjął pracę w firmie chemicznej w Katowicach. Właśnie wtedy zaczął aktywnie działać w syjonistycznej organizacji Akiba. Przymierzał się nawet do wyjazdu do Palestyny. Jednak we wrześniu 1939 roku na kilkanaście dni jako rezerwista wcielony został do polskiej armii. Po klęsce wrócił do Katowic. Dzięki rodzicom odnowił wówczas znajomość z farmaceutą Tadeuszem Bogdany’m, w którego tarnogórskiej Aptece pod Aniołem pracował w 1928 roku w niepełnym wymiarze godzin. Przewoził wtedy farmaceutyki z Bytomia przez polsko-niemiecką granicę do Tarnowskich Gór. Aptekarz prowadzący w 1939 roku aptekę w Oświęcimiu zatrudnił ponownie Siegfrieda, Ale Halbreich coraz częściej szykanowany jako Żyd i – mimo posiadania ważnej przepustki - wypraszany z pociągu przez esesmanów szybko zrezygnował z dojazdów do pracy. Nie widząc dla siebie przyszłości w Europie, postanowił uciec do Palestyny. Schwytany przez gestapo na granicy austriacko - jugosłowiańskiej w październiku 1939 roku uwięziony został w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen. Dwa lata później przeniesiono go do Gross-Rosen, aby ostatecznie ulokować w 1942 roku w Auschwitz. Był więźniem numer 68233.

Jak przetrwać Holokaust

Jako farmaceuta pracował w obozowym szpitalu w Monowicach, gdzie spotkał pochodzącego z Tarnowskich Gór esesmana Józefa Wieczorka, którego zapamiętał w 1928 roku jako mistrza piekarniczego zatrudnionego w piekarni położonej w pobliżu domu Halbreicha. „Józef Wieczorek był prostym człowiekiem o skomplikowanej psychice, mówił po niemiecku tak samo źle jak po polsku – typowy Ślązak” – opisał go w powojennych wspomnieniach. Esesman często siadał przy stole z Halbreichem i wspominał lata spędzone w Tarnowskich Górach. Dzięki tym rozmowom Siegfried dowiadywał się także, co działo się w obozie i kiedy planowana była selekcja chorych, ukrywał ich w innych barakach, ratując im życie. Nigdy w rozmowach nie poruszali tematu egzekucji, które nadzorował esesman. Po wojnie Józef Wieczorek był osądzony w Polsce i skazany na 4 lata więzienia, a przed surowszym wyrokiem uratowały go dobre opinie wystawione mu przez więźniów.

W styczniu 1945 roku Halbreich ewakuowany został do Nordhausen. Wyzwolony przez amerykańskie wojska pomagał ścigać przez rok zbrodniarzy wojennych. W 1946 roku po ślubie z Ruth Kramarz wyemigrował do USA. Przez 13 lat mieszkali w Clevland. Po przeniesieniu własnego interesu do Santa Monica zamieszkali w 1959 roku w Los Angeles.

Wspomnienia z czasów Holokaustu szczególnie mocno zaczęły doskwierać Halbreichowi po wizycie w Izraelu w 1960 roku. Wtedy postanowił ostrzec młodych ludzi przed niebezpieczeństwem nazizmu. Rozpoczął cykle spotkań na temat Holokaustu, wypowiadał się do prasy. Sporo podróżował.

W 1967 roku po raz pierwszy od czasów wojny odwiedził Polskę. Zwiedził obóz w Oświęcimiu i aptekę Bogdany’ego w Tarnowskich Górach, o których napisał, że „nie zmieniły się od czasu, gdy w 1935 roku przeprowadziłem się do Katowic”. Od tej pory regularnie bywał w Polsce. Owocem jego przemyśleń z podróży w czasie i przestrzeni były wydane w 1991 roku w języku angielskim wspomnienia „Przed – Podczas – Potem. Przetrwany Holokaust”. Swoje pracowite życie Siegfried Halbreich zakończył 20 września 2008 roku z dala od Tarnowskich Gór, w amerykańskim Los Angeles.

Paweł Bednarek

 

Okładka Montes nr 70

Okładka Montes nr 70