Pływalnia pod sowickim lasem

Powojenne mistrzostwa Śląska w pływaniu na tarnogórskim  basenie. Ze zbiorów SMZT
Powojenne mistrzostwa Śląska w pływaniu na tarnogórskim basenie. Ze zbiorów SMZT

W latach 60. ubiegłego stulecia baseny w Czarnej Hucie oblężone były przez spragnionych ochłody mieszkańców i miłośników sportów wodnych. Dzisiaj to królestwo żab

Pierwszy o utworzeniu pływalni w stawie pod Sowicami w sąsiedztwie Huty Hugona pomyślał już w 1871 roku Paul Wossidlo, dyrektor królewskiego gimnazjum w Tarnowskich Górach. Po otrzymaniu zgody właściciela tego terenu Hugona Henckla von Donnersmarcka, który podarował nawet materiał na budowę basenu, pierwsze lekcje pływania pobierali tam rok później gimnazjaliści. Dbałość o staw należała do utworzonego towarzystwa sportowego. Jednak z biegiem lat woda została w kąpielisku zamulona przez przepływającą obok - i odprowadzającą miejskie ścieki - rzeczkę Stołę. Do pomysłu utworzenia ponownie w zabagnionym stawie kąpieliska powrócił dopiero w okresie międzywojennym wiceburmistrz Bronisław Hager.

Bagno zamienione na pływalnię

Do spółki ze Stanisławem Janickim, posłem na Sejm Śląski i miejskim rajcą, utworzyli nawet w tym celu spółdzielnię i wydali ulotkę propagującą ideę budowy basenów w Sowicach, w części miejscowości nazywanej - od zakładów chemicznych powstałych na terenie dawnej huty metali - Czarną Hutą. Niestety na konto spółki w Miejskiej Kasie Oszczędnościowej wpłynęły tylko cztery udziały. Najhojniejszy był dentysta Wilhelm Berger, który wpłacił 50 złotych. „Tą więc drogą – nie szło. Musiało przeto iść inną” – podsumował w swoich zapiskach tę inicjatywę Bronisław Hager.

Sprawą utworzenia miejskiego kąpieliska w Sowicach zainteresowali się w końcu miejscy radni. Na sesji 20 kwietnia 1927 roku 30 rajców wybrało pięcioosobową komisję – w jej składzie znalazł się Bronisław Hager – „dla zbudowania budowy kąpieli w Czarnej Hucie”. Na utworzenie kąpieliska tarnogórski Magistrat przeznaczył 8,2 tys. zł. I wtedy sprawy ruszyły z kopyta. Przemianą bagnistego stawu w trzy baseny: męski, żeński i dla wojska zajął się miejscowy przedsiębiorca budowlany Jan Kindler. W kąpielisku ogrodzonym płotem o długości 590 metrów postawiono portiernię, kasę i ustępy z drewna, a także 11 kabin żeńskich, 31 męskich i 19 dla żołnierzy. Baseny miały skarpy wzmocnione murami oporowymi, dna z desek, bo cement nie utrzymałby się na błotnistym podłożu. Były oddzielone od siebie, podobnie jak przebieralnie. Do wody wchodziło się po schodach. W damskim basenie płytszą część o głębokości do 80 cm przeznaczono dla dzieci.

Otwarcie pływalni w Czarnej Hucie nastąpiło 25 czerwca 1927 roku. Do nadzoru nad pływającymi zatrudnił tarnogórski Magistrat łaziebnego, łaziebną, biletera i stróża. Jednak dopiero w sierpniu 1927 roku miejscy urzędnicy opublikowali przepisy korzystania z basenów. Regulamin składał się z 18 paragrafów. Ustalił, że kąpielisko w dni powszednie czynne było od godziny 7 do 19, w niedzielę krócej - od 11 do 19 godziny. Kiedy temperatura powietrza była niższa niż 10 stopni Celsjusza, baseny były nieczynne. Bilet wstępu upoważniał do pływania przez godzinę. Korzystać z kabiny można było po wykupieniu karty kąpielowej. Kąpiel dozwolona była tylko w kostiumach. Pływacy zobowiązani byli zachować czystość. „Do spluwania używać należy spluwaczki. Skok głową, tak zwany Kopfsprung, jest niedozwolony” – przestrzegał jeden z punktów regulaminu. W kąpielisku nie wolno było grać w karty, pić alkoholu ani palić tytoniu.

Do letniej pływalni na wolnym powietrzu podczas ładnej pogody zaczęły chodzić tłumy. Urzędnicy zatrudnieni w Ratuszu wyprosili nawet u burmistrza zezwolenie na wolny wstęp do kapieliska. Korzystaniem z basenów zainteresował się także powiatowy Komitet Przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego, w imieniu którego 15 czerwca 1927 roku starosta Władysław Bocheński poprosił Magistrat o „oddanie basenu do użytku organizacji wychowania fizycznego i wojska”. Członkowie komitetu zarówno cywile jak i wojskowi utworzyli w pływalni sekcję sportowo-wodną, propagującą pływactwo i piłkę wodną. Treningi w basenach rozpoczęli również zawodnicy klubu sportowego Śląsk Tarnowskie Góry. Lekcjami pływania zainteresowane były szkoły średnie. Dlatego starostwo ustaliło tygodniowy grafik zajęć. W niedzielę korzystać mogły z basenów kluby sportowe, w piątek i sobotę wojsko, w pozostałe dni tygodnia poszczególne gimnazja: m.in. seminarium nauczycielskie oraz szkoła górnicza.

Wojskowe kąpiele na golasa

Mimo ustalenia zasad korzystania z basenów w pływalni często dochodziło do nieprzestrzegania przepisów, o czym informował władze miasta w swoich raportach odpowiedzialny za porządek łaziebny Antoni Halemba. Najbardziej kłopotliwymi klientami byli wojskowi. Kilku żołnierzy 3. Pułku Ułanów 16 lipca 1927 roku pod dowództwem chorążego kąpało się bez spodenek. Mimo upomnień nadal łamali przepisy. Trzy dni później ułani z IV Szwadronu pływali na golasa, nie zważając na oburzenie cywilów w kąpielówkach.

Jeden z plutonowych po zwróceniu mu uwagi odpowiedział łaziebnemu, że „wojsko się może kąpać jak chce”. Po licznych skargach do Magistratu dowódca garnizonu wreszcie nakazał kąpać się żołnierzom w majtkach.

Kiedy ustały ułańskie kąpiele na Adama, niesubordynacją wykazało się dwudziestu żołnierzy 11. Pułku Piechoty, którzy przyszli do pływalni 10 czerwca 1928 roku o godzinie 15 bez dowódcy. Kiedy łaziebny nie wpuścił ich do środka, przeskoczyli przez płot i „gwałtem pootwierali kabiny i nawet zeskakiwali z dachów kabin” – raportował Antoni Halemba.

Równym tupetem wykazał się ordynans kapitana z 11. Pułku Piechoty, który wykąpał psa swojego dowódcy w basenie. Liczne skargi na wojskowych zaowocowały rozmieszczeniem na terenie pływalni tablic informacyjnych z regulaminem oraz temperaturą wody i powietrza. Do wypożyczalni zakupiono 50 spodenek kąpielowych. Łaziebny otrzymał 120 metrów liny ratunkowej oraz dzwonek sygnałowy stosowany w razie wypadku.

Ale regulamin łamali w pływalni nie tylko żołnierze. Jeden z cywilnych pływaków - wbrew zakazom - tak długo skakał do wody z drewnianej poręczy, aż ją złamał. Inny, kolejarz z zawodu, wszedł do basenu żeńskiego, gdzie pływał razem z kobietami. Kolejny gość wszedł do już zajętej kabiny, żeby się przebrać. Gdy łaziebny wyprosił intruza, został obrzucony wyzwiskami, z których najłagodniejszym było słowo „pieronie”. Za złamanie przepisów goście otrzymywali zakaz wstępu na basen. Niedostosowanie się do zakazu groziło karą sądową. Plagą było wchodzenie do pływalni bez biletu, zazwyczaj przez płot, po wcześniejszym zniszczeniu drutu kolczastego na szczycie ogrodzenia.

Łaziebny jako ratownik

Podczas pływania dochodziło od czasu do czasu do utonięć. Najbardziej tragiczna była śmierć żołnierza Helmuta Glacera, pochodzącego z Raszkowa. Jego ojciec August zarzucił „niedostateczne pilnowanie kąpiących się” i zażądał od tarnogórskiego Magistratu zwrotu 350 zł za pogrzeb syna i jego nagrobek. Władze miasta odrzuciły jego prośbę, bo nie odpowiadały za nieszczęśliwe wypadki w kąpielisku. Ale na wszelki wypadek 12 lipca 1927 roku pływalnia została ubezpieczona od nieszczęśliwych wypadków w Zakładzie Ubezpieczeń w Królewskiej Hucie. O tym, że decyzja ta miała swoje uzasadnienie świadczy pismo skierowane 18 kwietnia 1928 roku do Magistratu, w którym łaziebny Antoni Halemba donosi: „uratowałem kilka osób od utopienia, wprowadziłem porządek i czystość”. Za pilne wykonywanie obowiązków urzędnicy z Ratusza rozważali nawet nagrodzenie łaziebnego medalem za ratownictwo, ostatecznie jednak zarzucili ten pomysł i w uzasadnieniu napisali, iż: „wypadki zdarzają się często i wszędzie”.

O tym, że łaziebny był wielkim służbistą świadczyły też raporty pisane przez niego na współpracowników. Doniósł przykładowo do Magistratu, że kasjer 8 lipca 1928 roku „był tak pijany, że po wyjściu z łaźni obalił się na polu i został leżeć”. Antoni Halemba ze stróżem i łaziebną, żeby ocalić mienie, zabrali mu teczkę. W odwecie po wytrzeźwieniu kasjer oskarżył łaziebnego o kradzież 9 kart wstępu na basen, czym Antoni Halemba był straszliwie oburzony i groził powództwem sądowym. Mimo skarg władze miasta dobrze oceniły pracę kasjera, który po sezonie letnim rozliczył się ze sprzedaży 7748 biletów po 40 groszy i 9188 biletów po 20 groszy oraz 99 biletów tuzinowych. Za brakujące bilety zapłacił 27 złotych 80 groszy, czyli dość dużo, bo jego miesięczna pensja wynosiła 100 złotych. Antoni Halemba zarabiał co miesiąc 150 złotych.

Miasto wydawało sporo nie tylko na wynagrodzenia personelu ale i na ulepszanie kąpieliska. W 1929 roku 13 tys. 700 zł kosztowało zbudowanie rurociągu doprowadzającego do basenów świeżą wodę ze źródełka głębinowego w Czarnej Hucie. Rok później za 20 tys. zł podwyższono mury oporowe w basenach, przedłużono schody aż do dna, które utwardzono deskami, zamontowano skocznię na palach, zbudowano 10 dodatkowych kabin. Na utrzymanie pływalni miasto wydawało rocznie 78 tys. zł. „Zawsze jednak było dość dużo takich, co przybywali z dalszych okolic, by spędzić kilka godzin w słońcu, w wodzie i w aromatycznym cieniu pobliskiego lasu” – zachwalał uroki kąpieliska Bronisław Hager. Po licznych modernizacjach i przebudowach basenów kąpielisko służyło mieszkańcom miasta aż do lat 70. XX wieku. Obecnie na jego terenie znajduje się rezerwat żab.

Marek Jarzyna

 

Okładka Montes nr 70

Okładka Montes nr 70