Wysiedlenia z terenu powiatu tarnogórskiego

Pochód pierwszomajowy, 1945 r., ul. Gliwicka w Tarnowskich Górach. Na czele (trzeci od lewej) burmistrz Józef Marek.Ze zbiorów Muzeum w Tarnowskich Górach
Pochód pierwszomajowy, 1945 r., ul. Gliwicka w Tarnowskich Górach. Na czele (trzeci od lewej) burmistrz Józef Marek.Ze zbiorów Muzeum w Tarnowskich Górach

CZĘŚĆ V

Dzięki działalności Sztabu Wysiedleńczego do 17 sierpnia 1945 r. z obozu w Lasowicach zwolniono 934 osoby, a pozostałych 1 222 wysłano trzema transportami do Niemiec (w pierwszych dwóch  – 913 osób, a w trzecim – 309). Zgodnie z danymi z 18 sierpnia w obozie w Lasowicach znajdowało się jeszcze 557 osadzonych. Ogółem w okresie tym do obozu dostarczono 2 318 osób spośród 7 482 zakwalifikowanych do wysiedlenia.

Transporty okazały się nieudane, bo wszystkie zostały odesłane z granicy. Dwa z nich dotarły do Zgorzelca, a jeden do Legnicy. Część wysiedleńców, okradzionych z reszty dobytku, powróciła do swoich miejsc zamieszkania. Pozostali dostali się do radzieckiej strefy okupacyjnej. Zgodnie z relacją Twardokęsa, funkcjonariusza tarnogórskiego PUBP konwojującego ostatni z transportów, który wyruszył do Zgorzelca 19 lub 20 sierpnia 1945 r., ludzie byli zaopatrzeni w żywność na dwa dni, a podróż wydłużyła się do dwóch tygodni. Podczas drogi 6 osób zmarło z wycieńczenia. Po przybyciu na miejsce zgorzelecki komendant UBP i starosta odmówili przyjęcia transportu i nakazali ludziom wracać do domu. Z kolei część spośród 245 osób, które otrzymały zgodę na indywidualny wyjazd, została zatrzymana w okolicach Nysy i odesłana do domów. Do końca 1945 r. Referat Społeczno-Polityczny wydał jeszcze 309 zezwoleń na dobrowolne opuszczenie kraju. Powroty takich osób na teren powiatu sporadycznie zdarzały się nawet w listopadzie.

Izolowanie wielu osób w lasowickim obozie i wysiedlenia wpływały ujemnie na prawidłowe funkcjonowanie lokalnych zakładów przemysłowych, które traciły wykwalifikowanych pracowników. W niektórych przypadkach miało to znaczenie strategiczne, gdyż dotyczyło większości ludzi zatrudnianych w przedsiębiorstwach, jak np. w Dolomitołomach Bobrowniki – Blachówka – Wapiennikach Nakielskich – Kopalni Rudy Żelaznej „Segiet”, gdzie aż 133 zatrudnionych, stanowiących ponad połowę ogólnej liczby pracowników firmy, posiadało I lub II grupę volkslisty. Kierownictwo domagało się pozostawienia ich na miejscu i skoszarowania na terenie macierzystego zakładu pracy lub zastąpienia przydzielonymi innymi fachowcami. Rozwiązanie to 10 lipca 1945 r. zasugerował starostwu powiatowemu dyrektor Centrali Dostaw Hutniczych Ministerstwa Przemysłu w Katowicach – Jerzy Nowacki. Zadecydowano, że specjaliści niezbędni dla funkcjonowania przedsiębiorstwa zostaną odosobnieni na terenie kamieniołomu w Bobrownikach, a nie w obozie w Lasowicach. Z kolei kierownictwo Bytomskiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego 27 lipca 1945 r. prosiło o zwolnienie z obozu w Lasowicach dwóch pracowników kopalni „Bytom” i umieszczenie ich pod strażą na terenie macierzystego zakładu pracy. W celu uruchomienia cegielni w Rybnej oraz prowadzenia prac polowych i leśnych Okręgowy Urząd Pracy w Piasecznej 14 sierpnia 1945 r. chciał, aby zwolniono z Lasowic 5 rodzin (łącznie 30 osób). W tym samym czasie dyrektor Rzeźni Miejskiej interweniował u starosty w sprawie podwładnej. Podkreślał, że jej zwolnienia domagał się już wcześniej m.in. sędzia Tadeusz Konieczko, jednakże  wicestarosta Wincenty Buczek był temu przeciwny.

Wiele zastrzeżeń budziła sytuacja wewnętrzna w obozie. Przeprowadzona 15 sierpnia 1945 r. wizytacja lekarza powiatowego doktora majora Longina Konachewicza  wykazała, że w miejscu odosobnienia nie było nawet apteczki. Projekt jej utworzenia został przesłany władzom powiatowym dopiero 16 sierpnia 1945 r. Skompletowanie niezbędnych medykamentów okazało się jednak niemożliwe, gdyż dla pozostających wówczas w obozie 557 osób lekarz powiatowy przydzielił z zasobów Naczelnego Nadzwyczajnego Komisariatu do Walki z Epidemiami zaledwie litr octu sabadylowego przeciwko wszom, kilogram maści na świerzb oraz rolkę plastra. Trudno zresztą w tym przypadku mówić o złej woli, wobec poważnych problemów zaopatrzeniowych, z którymi wówczas się borykano. W sprawozdaniu powizytacyjnym dr Konachewicz zwrócił uwagę na zadawalający stan baraków, bardzo dobre warunki sanitarne i wyżywienie znacznie lepsze od tego, jakie otrzymywali Polacy w niemieckich obozach w czasie II wojny światowej. Przeprowadzona inspekcja wykazała jednakże, że w miejscu odosobnienia nie było baraku izolacyjnego dla osób chorych i żadnej opieki lekarskiej. W zaleceniach pokontrolnych Longin Konachewicz zwracał więc uwagę, aby obok założenia apteczki utworzyć także punkt medyczny z częścią wydzieloną dla kobiet i mężczyzn oraz skierować do niego sanitariuszkę. W przypadku chorych dzieci sugerował umieszczenie ich w tarnogórskim Szpitalu Powiatowym. W celu normalizacji życia obozowego wizytujący zalecił spisanie regulaminu dla osadzonych, zmuszenie osadzonych do prac porządkowych, przestrzegania przez nich większej dyscypliny oraz dbania o czystość sal, łóżek oraz osobistą. Nie wszyscy z przebywających w lasowickim miejscu odosobnienia mieli na czym spać, gdyż jedno z zaleceń pokontrolnych dotyczyło dostarczenia wystarczającej ilości słomy w celu wypełnienia brakujących sienników.

Trudno stwierdzić, czy powizytacyjne zalecenia zostały wdrożone. Przeczą temu wydarzenia, do jakich doszło na terenie obozu w początkach października 1945 r., kiedy to zbiegł komendant jego straży – Wieczorek. O fakcie tym poinformował starostę Józefa Marka komendant PUBP w Tarnowskich Górach – porucznik Kazimierz Napora. Zarządzona wówczas przez starostwo wizytacja wykazała, że osadzeni przez 24 godziny pozostawali bez wyżywienia.

Krzysztof  Gwóźdź

Więcej informacji na temat obozów w Lasowicach w okresie okupacji i w 1945 roku zawiera IV tom „Rocznika Muzeum w Tarnowskich Górach”, który można nabyć w tarnogórskim Muzeum (Rynek 1) w cenie 20.00 zł.
 

Okładka Montes nr 69

Okładka Montes nr 69