Jaką historię mieć powinniśmy

Rozmyślania o Górnym Śląsku

W powstałym Muzeum Śląskim, którego działalność de facto głównie dotyczyć będzie historii Górnego Śląska, centralne miejsce miała zajmować ekspozycja obrazująca podróż J.W. Goethego, księcia sasko-weimarskiego i hrabiego Redena do Tarnowskich Gór w celu zaznajomienia się z zainstalowanym tam cudem techniki - maszyną parową i ambitnymi, dalekosiężnymi planami rozwoju przemysłu w tej części Prus piekielnie zdolnego i rzutkiego Redena. 

Uczestnicy tej przełomowej eskapady uosabiają symbiozę sił, które zapoczątkowały rewolucję umysłowo-cywilizacyjno-techniczną w tej części Śląska: oświeconego, nowoczesnego i prężnego państwa, błyskotliwego menedżera, luminarza kultury i nauki. Przed tą wizytą Reden i jego zwierzchnicy zdążyli stworzyć wiele już przedsięwzięć, plany poszukiwań geologicznych i wydobycia podziemnych skarbów były daleko zaawansowane, niemniej, ta wizyta, ten wpis stanowiły swoistą konsekrację, rozpoczęcie pielgrzymek ludzi z całego ówczesnego świata. Królowie (i nie tylko) zdążali do Tarnowskich Gór, by złożyć tu hołd (niech Bóg wybaczy mi to porównanie) – myśli, umiejętnościom, wyobraźni, pracowitości. Stanowiła początek Górnego Śląska jaki znamy i jaki znali nasi przodkowie. Wcześniej Silesia Superioris, Oberschlesien był okręgiem administracyjnym, nazwą na mapie. Oprócz gęstości i niedostępności lasów, nie wyróżniał się niczym. Życie uwidaczniało się w nielicznych (w porównaniu do Dolnego Śląska) miastach, gubiło się i chowało w leśnych osadach i w nadrzecznych kuźnicach. Było ciężkie i nędzne. Człowiek też tu wyglądał nienajlepiej. Szczególnie, że chcąc, nie chcąc, porównywany był do sąsiadów - mieszkańców Dolnego Śląska – ówczesnego europejskiego eldorado – sytych, dobrze ubranych, wykształconych. Przybysze z zachodu przerażeni byli rozmiarami alkoholizmu w tej części Prus, beznadziejnymi warunkami socjalnymi i higienicznymi. Walkę z rozpowszechnionym negatywnym, wręcz odrażającym wizerunkiem Górnoślązaka rozpoczął J.G. Schummel, wędrujący po Górnym Śląsku w tym samym czasie, co Goethe (1791). Kontynuował ją tarnogórski pastor Pohle. Nie na wiele by się zdała największa nawet kampania publicystyczna, gdyby nie przełom cywilizacyjny związany z hrabią Wilhelmem von Redenem i z maszyną przez niego sprowadzoną. Wytwórstwo części do niej i do dziesiątek jej „sióstr” i „kuzynek” dało początek przemysłowi, dziś nazywanemu maszynowym, siła napędowa  „machin ogniowych” pochodziła z powstających wokół jak grzyby po deszczu kopalń węgla kamiennego. Okazało się, że fachowców nie trzeba sprowadzać z daleka. Miejscowi okazali się zmyślnymi i bystrymi ludźmi, wieśniacy zaś – przemienieni w robotników, wykazali się odpowiedzialnością i pracowitością. Niemniej o edukację i warunki bytu wielkiej masy ludzkiej, nie mającej odpowiednika w Europie, trzeba było zadbać. I powstało powszechne nauczanie, osiedla mieszkaniowe o standardach, o których mogliby marzyć mieszkańcy okolicznych ziem.  Krajobraz Górnego Śląska na setki lat naznaczony został wieżami kościołów i kominami fabryk. Górny Śląsk stał się ludny, bogaty, tętniący życiem – ważny. Dolny Śląsk przeżywał upadek przemysłu lniarskiego, z którego słynął, i chyba zapomniał o swej manii większości w stosunku do swego wschodniego „brata”.

Ta powtórka z naszych nowszych dziejów,  myślę, że dostatecznie uwypukla bezsprzecznie przełomowe znaczenie sprowadzenia maszyny parowej do Tarnowskich Gór. Nie tylko dla mieszkańców Wolnego Miasta Górniczego ustanowienie dominanty z tego faktu historycznego i cywilizacyjnego w Muzeum Śląskim jest bardzo ważne. Za bezsporne uważało to także grono fachowców oceniających założenia ekspozycji. Dyktowały to także wymogi wiedzy i logiki. Fachowość skapitulowała przed polityką, w dodatku tego najgorszego autoramentu – nacjonalistyczną, przesiąkniętą fobią antyniemiecką. Coraz częściej padają głosy, by symbolem najważniejszej ekspozycji była katowicka gilotyna. I sugestia właściwa i odpowiednie martyrologiczne nawiązanie do ogólnopolskiej historii. Być może jednak centralne miejsce w muzeum znajdzie jakiś karabin maszynowy „Karlik”, z którym dzielni powstańcy szli na Niemców pod Górą Świętej Anny. Jedno jest pewne: Ślązaków trzeba bez przerwy kontrolować. Bez odpowiedniego nadzoru potrafią swoją własną historię wykoślawić, a jej muzealne ślady przeinaczyć!

Doceniając znaczenie dla naszego miasta odkrycia nowych złóż rud przez Redena i sprowadzenie maszyny parowej, krzyknijmy na „Gwarkach” kilka ciepłych słów pod adresem jego i towarzyszy sławetnej podróży, w listopadowych zaś wyborczych płuczkach odcedźmy wszelakich politykierów, poprawiaczy i „stojących na straży”.

Jan Hahn

 

Okładka Montes nr 69

Okładka Montes nr 69