Cmentarz obniża zdrowotność miasta

Fragment Bahnhofstrasse (obecnie ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego).Po prawej stronie fragment muru cmentarza ewangelickiego, około 1942 r. Ze zbiorów Muzeum w Tarnowskich Górach
Fragment Bahnhofstrasse (obecnie ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego).Po prawej stronie fragment muru cmentarza ewangelickiego, około 1942 r. Ze zbiorów Muzeum w Tarnowskich Górach

Nie stać nas na likwidację cmentarza ewangelickiego i założenie nowego – wyjaśniał pastor Fryderyk Sowade władzom miasta, które już w międzywojniu chciały zlikwidować protestancką nekropolię w śródmieściu

Na początku stycznia 1935 roku w czasopiśmie „Polska Zachodnia” opublikowana została kilkuzdaniowa informacja o cmentarzu ewangelickim położonym przy głównej miejskiej ulicy Józefa Piłsudskiego w Tarnowskich Górach. Nie podpisana notatka zakończyła się zaskakująco: „zatem apelujmy do miarodajnych władz z prośbą o zamknięcie cmentarza protestanckiego dla grzebania zwłok ze względów przede wszystkim zdrowotnych”. Anonimowy autor nadmieniał, że gmina ewangelicka posiada już grunt pod nowy cmentarz przy ulicy Starotarnowickiej, tuż za katolicką nekropolią.

Niewielka wzmianka prasowa wywołała w mieście gwarków trochę zamieszania, a szczególnie zaniepokoiła starostę tarnogórskiego Pawła Mierzwę, który 15 stycznia 1935 roku zapytał na piśmie Zarząd Policji Miejskiej, czy zamierza zamknąć cmentarz protestancki. Trzy dni później nadeszła odpowiedź z magistratu, że już w 1934 roku policja miejska starała się o zaprzestanie pochówków na cmentarzu, „ale poczyniła jedynie kroki wstępne”. Za to w połowie stycznia 1935 roku w Ratuszu doszło do spotkania ośmioosobowej Deputacji Zdrowotnościowej, której przewodniczącym był lekarz Bronisław Hager. W zebraniu uczestniczył przedstawiciel ewangelickiej gminy Fryderyk Kuhnert. Zebrani ustalili, że Zarząd Policji Miejskiej w Tarnowskich Górach zwróci się do pastora Fryderyka Sowade o niegrzebanie zmarłych przy ulicy Piłsudskiego oraz dobrowolne przekazanie tego terenu miastu. Gdy nie dojdzie do porozumienia, wszczęte zostaną kroki administracyjne. Ale magistrat „nie miał zamiaru wkroczyć w kompetencje odpowiednich czynników” – zapewniał Fryderyk Antes, burmistrz Tarnowskich Gór.

Zakazać pogrzebów

Próby zamknięcia protestanckiego cmentarza nie wzięły się znikąd. W połowie 1934 roku w życie weszły na Górnym Śląsku przepisy ustawy z 17 marca 1932 roku i rozporządzenia wykonawcze ministrów z 30 listopada 1933 roku o chowaniu zmarłych i stwierdzeniu przyczyn zgonu. Ustawa obejmowała także sprawę zakładania, zamykania, utrzymania i zarządzania cmentarzami. Na tej podstawie nekropolią w centrum miasta zajęły się miejskie władze. A cmentarz ewangelicki założony w 1780 roku na gruncie podarowanym przez Jakuba Heppnera, pracownika kopalni galmanu, za ówczesną Bramą Krakowską, czyli za opłotkami miasta gwarków, w miarę rozbudowy znalazł się w jego ruchliwym centrum. W sąsiedztwie, przy utworzonej ulicy Piłsudskiego, wzniesiono gimnazjum i nowe kamienice, z tyłu wybudowano gazownię oraz tory kolejowe. Otoczony ceglanym murem cmentarz stał się przeszkodą.

Po pierwszych krokach poczynionych przez tarnogórski magistrat parafia ewangelicka 4 lutego 1935 roku zakazała pochówków w przedniej części nekropolii. Ostatni pogrzeb odbył się tam rok wcześniej. Jednak – jak wyjaśniał w piśmie z 9 kwietnia 1935 roku do policji miejskiej pastor Fryderyk Sowade – „Do zamknięcia tylnej części nie jesteśmy w możności ze względu naszego położenia finansowego”. Niezbyt majętnej gminy protestanckiej nie było stać na likwidację starego i założenie nowego cmentarza przy ulicy Starotarnowickiej. Tłumaczenia te nie przekonały tarnogórskiego starosty Pawła Mierzwy, który 16 września 1935 roku postanowił zamknąć cmentarz. Decyzję swoją usprawiedliwiał sprawami sanitarnymi. „Kierunek wiatrów w stronę gimnazjum i miasta, może stanowić niebezpieczeństwo wybuchu chorób zakaźnych i obniża w chwili obecnej zdrowotność ogólną miasta” – uzasadnił starosta. Wydał także polecenie zaprzestania pochówków od 1 listopada 1935 roku.

Wojewoda przychylny ewangelikom

Jak można się było spodziewać, tarnogórska gmina ewangelicka odwołała się 26 września 1935 roku od decyzji starosty do Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach i poprosiła o odroczenie o rok likwidacji miejsca pochówków protestantów. Ku zaskoczeniu tarnogórskich władz, decyzja wojewody była korzystna dla ewangelików, ale tylko ze względów formalnych. Mianowicie starosta, zamykając cmentarz, powołał się na ogólne przepisy ustawy o pochówkach. A w myśl Art.7., ust.2 „prawo zamykania cmentarzy wyznaniowych przysługuje Ministerstwu Spraw Wewnętrznych nie Starostwu” – orzekł II wicewojewoda Leon Malhomme. Natomiast z przyczyn sanitarnych nekropolię zlikwidować może „miejscowa władza policyjna”. Sprawa zamknięcia cmentarza została zawieszona. Skorzystał z tego rychło pastor Fryderyk Sowade, który 16 grudnia 1935 roku polecił pogrzebać na cmentarzu, zmarłego trzy dni wcześniej w szpitalu powiatowym, ewangelika Jana Stefanusa.

Zapadła cisza na prawie dwa lata. Dopiero 22 lipca 1937 roku na sesji tarnogórskiej Rady Miejskiej radny Franciszek Kowolik zaapelował „by Magistrat spowodował zakaz chowania zwłok na cmentarzu ewangelickim”. Wtedy sprawa likwidacji odżyła. Magistrat 8 września 1937 roku poprosił pisemnie tarnogórskie starostwo o wszczęcie starań w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych o zamknięcie protestanckiego cmentarza. Równocześnie poinformował, że zgodnie z przepisami teren po zlikwidowanej nekropolii przez 50 lat od chwili ostatniego pochówku nie może zostać wykorzystany do zabudowy. Dlatego miasto przewidziało w planie zagospodarowania przestrzennego pocmentarne grunty przekształcić w publiczny zieleniec. Ówczesny polski już burmistrz Tarnowskich Gór Fryderyk Antes zwrócił też uwagę na nieprzychylny stosunek ewangelików i pastora do polskich władz, co było przyczyną zwlekania z założeniem nowego cmentarza przy ulicy Starotarnowickiej. Jednak Ministerstwo po monitach powiatowych i miejskich władz umyło ręce od decyzji o likwidacji cmentarza, polecając uwzględnienie „interesów miasta i właściciela cmentarza”, czyli porozumienie się w tej kwestii ewangelików z samorządem miejskim.

Wojna przerywa pertraktacje

Zgodnie z ministerialnymi sugestiami starostwo powołało komisję złożoną z przedstawicieli starostwa, magistratu i ewangelików, którzy 8 czerwca 1938 roku o godzinie 10 spotkali się w Ratuszu. Lekarz powiatowy Władysław Szpil ostrzegał podczas dyskusji, że cmentarz „może stać się przyczyną chorób zakaźnych”. Zaprzeczył temu radca gminy ewangelickiej Eryk Gruszka, oświadczając, iż nie zna przypadku „ażeby ktoś zachorował z powodu położenia cmentarza”. Paweł Kralewski, szef Zarządu Policji Miejskiej poinformował o planach utworzenia w miejscu cmentarza skweru. Natomiast Leopold Michaelis, niedawno mianowany pastor - w przeciwieństwie do swojego poprzednika sympatyzujący z polskimi władzami – przyznał, że: „liczba zgonów spadła, wskutek czego cmentarz jest rzadko używany”. W związku z tym od 2 lat gmina ewangelicka zamknęła przylegającą do ulicy przednią część nekropolii o szerokości 60 metrów. Pastor zgodził się na utworzenie zieleńca w tej części i wyrównanie ulicy, ale pod warunkiem wybudowania przez miasto nowego muru bądź przesunięcie starego. W najgorszym przypadku pozostała część cmentarza oddzielona zostanie żywopłotem i drucianą siatką – zaproponował. Odrębne zdanie wyraził Eryk Gruszka, zwracając uwagę na narodowościowy problem. Jego zdaniem ludność niemiecka uzna przekazanie cmentarza na inne cele „za sprzedanie cmentarza miastu przez nowoprzybyłego pastora narodowości polskiej”. Mimo takiej opinii ewangelickiego radcy, po oględzinach nekropolii, przedstawiciele Magistratu i gminy protestanckiej obiecali podjąć odpowiednie uchwały.

Miesiąc później burmistrz Fryderyk Antes przystąpił do pertraktacji z ewangelikami w sprawie odstąpienia miastu części cmentarza. Rozmowy jednak przeciągały się. Jeszcze 12 czerwca 1939 roku policja miejska skontrolowała nieprzekazaną, przednią część nekropolii protestanckiej. W raporcie do burmistrza funkcjonariusze poinformowali o uporządkowaniu chodników oraz starych grobów oraz przeniesieniu zbiornika wody, a także ostatnim pochówku, którego dokonano w 1934 roku.

Wybuch II wojny światowej przerwał negocjacje. Do pomysłu likwidacji cmentarza powróciły dopiero socjalistyczne władze miasta, na polecenie których Rejonowe Przedsiębiorstwo Robót Budowlanych w 1967 roku zburzyło ceglany mur i po częściowej ekshumacji, utworzyło w tym miejscu skwer z alejkami i ławkami. Ocalały jedynie stare drzewa.

Paweł Ryś

 

Okładka Montes nr 68

Okładka Montes nr 68